logo
FA 5/2025 życie naukowe

Marek Wroński

Problemy trzech przyjaciół. Cz. II

Problemy trzech przyjaciół. Cz. II 1

Rys. Sławomir Makal

Opieszałe i niechętne unieważnianie stopni naukowych z powodu wykrycia plagiatu w monografii doktorskiej czy habilitacyjnej, uderza w prestiż uczelni i narusza jej rzetelność instytucjonalną.

Pierwsza części tej historii, która dotyczy trzech socjologów z Uniwersytetu Jagiellońskiego (dr. Marcina Galenta, dr. hab. Pawła Kubickiego i dr. hab. Dariusza Niedźwiedzkiego), została opisana w poprzednim numerze (Problemy trzech przyjaciół. Cz. I, FA 4/2025). Jeszcze 15 lat temu byli zaprzyjaźnieni i pracowali w Instytucie Europeistyki UJ (dziś Instytut Studiów Europejskich). Moja kwietniowa opowieść urwała się na tym, gdy rzecznik dyscyplinarny UJ, dr hab. Szymon Tarapata, prof. UJ, napisał w maju 2023 r. do prof. Piotra Jedynaka, ówczesnego prorektora ds. kadrowych i finansów UJ (a dziś rektora), że wykazane w postępowaniu dyscyplinarnym potwierdzenie popełnienia plagiatu w monografii habilitacyjnej dr. hab. Niedźwiedzkiego, prof. UJ, zarzucone przez dr. Galenta, nakłada na uczelnię konieczność wszczęcia postępowania unieważniającego habilitację przez organ, który wcześniej nadał stopień. Prof. Jedynak pismem z 26 maja 2023 r. zwrócił się do przewodniczącej Rady Dyscypliny Socjologia UJ, prof. Ireny Borowik, „o rozważenie przez Radę sprawy wszczęcia i przeprowadzenia postępowania w sprawie stwierdzenia nieważności decyzji o nadaniu stopnia doktora habilitowanego Panu Profesorowi Dariuszowi Niedźwiedzkiemu”. Poinformował o ustaleniach rzecznika dyscyplinarnego i zwrócił uwagę, że podstawą prawną działania Rady w tej sprawie jest art. 225 w związku z art. 195 ustawy z 18 lipca 2019 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce.

Przypuszczam (bo odmówiono mi dokładnej informacji, co spowodowało moją skargę do WSA w Krakowie), że sprawa unieważnienia tego przewodu habilitacyjnego stanęła na jednym z jesiennych posiedzeń Rady w 2023 r. Zapewne nie podjęto żadnej uchwały, bowiem prawnik z Zespołu Radców Prawnych UJ, mgr Paweł Dębowski, zasugerował, że sprawa jest przedawniona. Aż do stycznia 2025 r. sprawę pokrył „kurz zapomnienia”, gdyż prof. Niedźwiedzki cieszył się powszechnym uznaniem i sympatią większości członków rady dyscypliny, której wiceprzewodniczącym był do niedawna.

Riposta

Poprzednio opisałem też zarzuty podniesione w 2014 r. przez dr. Galenta wobec dr. Pawła Kubickiego, któremu zarzucił dwukrotny plagiat z ich wspólnego tekstu – w książce i artykule naukowym. Kubicki, który habilitował się w 2017 r., doprowadzony do ostateczności licznymi skargami i pozwami sądowymi, które wnosił Galent, od połowy lutego 2022 r. zaczął sam szukać „problemów” w dorobku naukowym swojego adwersarza. Jak mi napisał, zastanowiło go, że dawny przyjaciel nigdy nie wydał swojego dobrze ocenionego przez recenzentów doktoratu w postaci książkowej, mimo że warunkiem stałego zatrudnienia na stanowisku adiunkta UJ było opublikowanie książki. Kiedy Kubicki wybrał się do Biblioteki UJ, aby zapoznać się z doktoratem, został poinformowany, że dysertacja jest na płycie CD, ale autor nie zgodził się na jej udostępnianie. Dowiedział się również, że dr Galent na formularzu przekazania Bibliotece zapisu maszynopisu na CD (co jest wymogiem prawnym – MW), nie wyraził zgody, aby dysertacja była udostępniana na miejscu w Bibliotece, jak również publicznie rozpowszechniana w postaci cyfrowej (elektronicznie) w Internecie. Ponieważ nie można odmówić czytelnikowi dostępu do treści doktoratu na miejscu w czytelni, Kubicki mógł ją w końcu przeczytać z płyty CD na ekranie bibliotecznego monitora. Jak sprawdziłem, dzisiaj kopia doktoratu jest już cyfrowo dostępna, ale tylko w Bibliotece.

Kubicki pamiętał, że promotorem doktoratu Galenta był ich pierwszy wspólny szef, prof. Zdzisław Mach, z którym nadal pracował w jednej katedrze. Otrzymawszy od niego doktorat w postaci maszynopisu, w połowie marca 2022 r. zaczął go dokładnie czytać. Jak 25 kwietnia 2024 r. opowiadał rzecznikowi dyscyplinarnemu: „Szybko zauważyłem, że są w niej ewidentne naruszenia. Po pierwszym czytaniu tego doktoratu zaznaczyłem co najmniej kilkadziesiąt potencjalnych zapożyczeń. Były tam przytaczane liczne dane i daty bez żadnego przypisu. Jest cały rozdział z opisem zamieszek z 1958 r., który był pisany z perspektywy uczestnika, lecz nie został on opatrzony żadnym przypisem, czy szczegółowe streszczenia historycznych debat parlamentarnych bez przypisów. Jest tam fragment o angielskiej tożsamości narodowej”, w którym, jak zauważył Kubicki, autor pisząc o Anglii, użył zwrotu „debatowanie nad naszą tożsamością” lub „o tym, jak wiedzieć, kim jesteśmy”. Znalazł też liczne fragmenty z przypisami do artykułów, których nie ma w bibliografii. Wyglądało na to, że zostały przepisane z innego tekstu. Domyślił się, że „doktorat jest kompilacją różnych utworów”.

Sprawdzając poszczególne fragmenty „podejrzanego” tekstu, Kubicki musiał sięgnąć do podanych w jego bibliografii angielskich źródeł, które w Polsce trudno było znaleźć. Ale i z tego, co odnalazł, powoli wyłaniał się obraz techniki pracy autora. Przed rzecznikiem dyscyplinarnym Kubicki zeznawał: „Było tak, że dr Galent dawał jakiś cytat z publikacji, po czym jednak dalej przepisywał treści z jej tekstu, lecz już nie oznaczał źródła. Podejrzewam, że udało mi się odkryć tylko część publikacji, które przepisywał doktor Galent. Jestem pewien, iż mógł skompilować jeszcze pozycje, do których ja nie dotarłem. Pracowałem tylko na pozycjach zdeponowanych w Bibliotece Jagiellońskiej lub dostępnych w elektronicznych bazach danych, do których dostęp ma UJ. Największym problemem było to, że miałem tylko wersję papierową, więc nie mogłem doktoratu zbadać za pomocą programu antyplagiatowego dostępnego na UJ. Wówczas pewnie wyszłoby jeszcze szereg innych zapożyczeń”.

Promotor, prof. Z. Mach, był bardzo poruszony informacją o stwierdzeniu nierzetelnych zapożyczeń. Nie dziwię się, gdyż odkrycie plagiatu w doktoracie rzuca cień również na promotora za niedopilnowanie rzetelności pracy oraz recenzentów, którzy są „kontrolerami jakości dysertacji”, a przeoczyli ślady nierzetelności w tekście pracy. Jednak trzeba pamiętać, że doktorat był broniony w roku 2006, kiedy Polsce brakowało jeszcze elektronicznych baz danych, a wielu czasopism nie prenumerowano. Nie było również dostępu do źródeł, na których opierała się dysertacja, które w 90% pochodziły z Biblioteki Uniwersytetu w Cambridge. Dlatego ani promotor, ani recenzenci nie mieli możliwości sprawdzić poprawności cytowań i wyłapać plagiat.

Powiadomienie zwierzchników

Swoim odkryciem nierzetelności w dysertacji byłego przyjaciela prof. Kubicki był zarówno zszokowany, jak i podekscytowany. Nie tylko podzielił się wiadomością z prof. Machem, ale jeszcze w marcu 2022 r. napisał nieformalny mail do dziekana, prof. Pawła Laidlera. Wspomniał, że dokonuje analizy rozprawy doktorskiej M. Galenta i dostrzegł w niej wielokrotne naruszenia praw autorskich. Napisał też 31 marca 2022 r. o swoim odkryciu do samego autora, zarzucając mu liczne plagiaty w powoływaniu się na źródła i napisanie doktoratu opartego nie na własnych badaniach, ale na tłumaczeniach prac kilkudziesięciu zagranicznych publikacji. Oskarżył go też o hipokryzję, gdyż Galent był główną osobą otwarcie i głośno walczącą na Wydziale Spraw Międzynarodowych i w Instytucie Studiów Europejskich z „kulturą plagiaryzmu”. Kubicki załączył do listu wykaz naruszeń praw autorskich, obrazujący na 15 stronach aż 25 źródeł, z których nieprawidłowo przejęto tekst bądź źle go cytowano (patrz: dokument udostępniony pod artykułem w internetowym wydaniu FA). Adresat nie ustosunkował się do zarzutów, a w jego odpowiedzi do Kubickiego pojawiły się wyzwiska i groźby.

Już 11 kwietnia 2022 r. ówczesny dziekan Wydziału Spraw Międzynarodowych i Politycznych, dr hab. Paweł Laidler, prof. UJ (ur. 1976), absolwent prawa i znany politolog-amerykanista, otrzymał formalny list od Kubickiego. Ten prosił „o możliwość spotkania, które miałoby dotyczyć splagiatowanego doktoratu dr. Marcina Galenta, a także praktyk nękania i zastraszania osoby informującej o popełnionych plagiatach”. Doszło do niego już 20 kwietnia. Oprócz dziekana i Kubickiego wzięli w nim udział promotor doktoratu prof. Zdzisław Mach, jak również ówczesny dyrektor Instytutu Europeistyki dr hab. Krzysztof Koźbiał i dr hab. Jacek Kołodziej, ówczesny kierownik Zakładu Badań nad Zmianami Społecznymi w Europie, który był wtedy bezpośrednim przełożonym M. Galenta. Prof. Laidler otrzymał papierowy egzemplarz doktoratu oraz wykaz zapożyczeń wraz z kserokopią 25 źródeł. Kubicki poinformował też o tym, że kopia dysertacji nie jest udostępniana w cyfrowych zasobach Biblioteki Uniwersyteckiej. Marcina Galenta nie zaproszono na spotkanie. Po dyskusji dziekan zobowiązał się, że tę bulwersującą dla wszystkich sprawę załatwi w sposób urzędowy. Jednak uprzedził, że „zgodnie z procedurą jaką przyjęliśmy na wydziale, zanim przekaże wniosek do władz rektorskich o rozważenie wszczęcia postępowania wyjaśniającego, to poprosi biegłą od prawa autorskiego, dr hab. Justynę Ożegalską-Trybalską, prof. UJ, o sprawdzenie doktoratu pod kątem naruszenia praw autorskich”. Odpowiednie pismo przesłano do biegłej 2 czerwca 2022 r. (dopiero 6 tygodni po zebraniu), zaś jej opinia, datowana na 22 listopada 2022 r. – jak dziekan zeznał rzecznikowi dyscyplinarnemu – „znalazła się w moich rękach pod koniec grudnia”, czyli po pół roku. Z kolei prof. Laidler dopiero po dalszych pięciu miesiącach od otrzymania opinii napisał 24 kwietnia 2023 r. formalny list do prorektora ds. spraw polityki kadrowej i finansowej, prof. Piotra Jedynaka (obecnego rektora UJ). Ten już po czterech dniach, 28 kwietnia, wydał polecenie rzecznikowi dyscyplinarnemu wszczęcia postępowania wyjaśniającego, które prof. Szymon Tarapata wykonał 5 lipca 2023 r.

Postępowanie wyjaśniające

Postępowanie wyjaśniające zostało wszczęte tuż przed wakacjami, więc aż do inauguracji roku akademickiego na początku października 2023 r. nic się nie działo. Cisza się przedłużała aż do końca roku. Dopiero 19 grudnia 2023 r. rzecznik dyscyplinarny dr hab. Szymon Tarapata wezwał dr. Marcina Galenta, aby go przesłuchać i wręczyć mu „Przedstawienie zarzutów”. Przez kolejne cztery miesiące, aż do 11 kwietnia 2024 r., nie podejmowano żadnych działań. Tego dnia rzecznik przesłuchał prof.prof. Laidlera i Macha, a w dwa tygodnie później dr. hab. Kubickiego. Obwiniony dr Galent był przesłuchany ponownie 18 czerwca 2024 r. Wtedy przedstawiono mu nieco zmienione zarzuty. Brzmiały one: „Przywłaszczył sobie autorstwo części cudzych utworów i dopuścił się innych nierzetelności naukowych, w ten sposób, że sporządzając rozprawę doktorską pt. «Imigracja w Unii Europejskiej. Proces definiowania progu tolerancji na przykładzie społeczeństwa angielskiego», która następnie została przez niego złożona w przewodzie doktorskim, wszczętym 17 czerwca 2004 r., zakończonym nadaniem stopnia doktora przez Uniwersytet Jagielloński w Krakowie uchwałą z 16 listopada 2006 r. w wielu fragmentach tejże dysertacji dokonał zapożyczeń bez zrealizowania obowiązku precyzyjnego oznaczenia źródła i autorstwa wykorzystanych w rozprawie materiałów źródłowych, w postaci dosłownie zaczerpniętych lub sparafrazowanych chronionych fragmentów tekstów utworów, danych faktograficznych, wyników badań i informacji pochodzących z następujących pozycji […] (tu podano listę 27 pozycji bibliograficznych innych autorów – MW), czym doprowadził do naruszenia praw autorskich osobistych i majątkowych podmiotów uprawnionych z uwagi na brak posłużenia się poprawnie konwencją cytatu, brak oznaczenia autorstwa i źródła tekstów bazowych, co stanowi czyn z art. 275 ust. 1 w zw. z art. 287 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce”.

Podczas przesłuchania dr Galent nie przyznał się do popełnienia plagiatu i zaprzeczył zarzucanym naruszeniom. Opowiedział, że po trzecim roku studiów doktoranckich podczas urlopu dziekańskiego spędził rok w Londynie, gdzie uczył się języka, pracował i jako wolny słuchacz chodził na wykłady do różnych uczelni, zbierając też materiały do doktoratu. Wrócił potem na rok do Krakowa i otworzył przewód doktorski, jednocześnie prosząc formalnie o przedłużenie studiów na dokończenie pracy doktorskiej. Później, jeszcze jako doktorant, ponownie wyjechał na rok do Anglii, tym razem do Cambridge. Udało mu się dostać pracę w Lucy Cavendish College. Choć nie miał etatu naukowego, ale techniczny, to prócz zarobku pokrywającego koszty utrzymania dało mu to przywilej wstępu do tamtejszej Biblioteki Uniwersyteckiej, jednej z najlepszych w Europie.

Po godzinach pracy na uniwersytecie przychodził do biblioteki, gdzie wynajdywał bibliografię i na bieżąco pisał doktorat. Ten prywatny pobyt zaowocował zebraniem 90% źródeł w języku angielskim i napisaniem dysertacji. Zeznał rzecznikowi, iż w tym okresie miał niewielką wiedzę o prawie autorskim, ale wiedział, że należy podać strony pracy źródłowej, z których przytacza się określone fragmenty. Potwierdził, że w dwóch miejscach powinien dodać dodatkowy przypis, ale musiałby powrócić do biblioteki w Cambridge, aby ponownie dotrzeć do piśmiennictwa.

Zapytany, dlaczego nie wydał dysertacji, co było warunkiem zatrudnienia na etacie adiunkta UJ, M. Galent stwierdził, że krótko po obronie zaangażował się w nowy międzynarodowy projekt badawczy w Belgii („ojcem” projektu był wówczas dr Dariusz Niedźwiedzki, mający tam dobre kontakty naukowe – MW), którego efektem była monografia w języku angielskim. To ona wystarczyła, aby spełnić warunek posiadania publikacji książkowej, niezbędnej w konkursie na adiunkta.

Przesłuchiwany wcześniej przez rzecznika prof. Mach zeznał, że dr Galent przywiózł z Anglii gotową dysertację po pobycie prywatnym. Nie pamięta, aby wtedy zgłaszał mu problem ze źródłami. Jako promotor uznał dysertację za udaną. Nie pamiętał też szczegółów spotkania z dziekanem 20 kwietnia 2022 r., podczas którego pojawił się zarzut plagiatu. Z kolei dr hab. P. Kubicki zeznał rzecznikowi, że Marcin Galent pracował jako portier w akademiku, a po godzinach siedział w bibliotece nad doktoratem. Przywiózł z Anglii gotową pracę i bardzo szybko ją obronił. Wie to, gdyż był u niego z krótką wizytą w Cambridge.

Umorzenie

Rzecznik dyscyplinarny 27 czerwca 2024 r. umorzył postępowanie wyjaśniające dotyczące dr. Galenta w związku z zarzutem 27 naruszeń prawa autorskiego w jego doktoracie „z tego powodu, że czyn zarzucany nie wyczerpuje deliktu dyscyplinarnego”. W czasie popełnienia tych naruszeń obwiniony nie był już bowiem doktorantem (zakończył studia doktoranckie), a nie był jeszcze nauczycielem akademickim. Pracę na Uniwersytecie Jagiellońskim zaczął 1 października 2007 r. Rzecznik stwierdził, że dr Galent „nie posiadał cechy, która pozwala na przypisanie jemu deliktu dyscyplinarnego […] stąd zaktualizowała się negatywna przesłanka procesowa, o której mowa w art.17 § 1 pkt. 2 kpk”.

Jednak w 22-stronicowym uzasadnieniu dr hab. Szymon Tarapata przytacza (z opinii biegłej) kilkakrotne przykłady konkretnych naruszeń, odwołując się bezpośrednio do tekstu polskiego i angielskiego (przedstawionego jednak na mało czytelnych skanach – MW). Przytoczone są też wyjątki z zeznań przesłuchiwanych osób. Niestety, ani dr hab. Kubicki, ani biegła dr hab. Justyna Ożegalska-Trybalska, ani sam rzecznik nie sporządzili prawidłowej i czytelnej konkordancji, w której w dwukolumnowej tabeli znajduje się tekst polski obok przejętego tekstu angielskiego. Powstaje w ten sposób bezpośredni dowód plagiatu, który każdy z czytających – bez zaglądania do tekstów doktoratu i źródłowych – może sam ocenić. Sporządzenie takiej tekstowej tabeli konkordancji jest czasochłonne, ale z reguły ucina dalsze tłumaczenia i wątpliwości.

Na końcu uzasadnienia prof. Tarapata ubolewa, że mimo tego, iż widzi „naganność i wysoką szkodliwość społeczną czynu dra Marcina Galenta”, to niedoskonałość przepisów dyscyplinarnych nie pozwoliła mu złożyć wniosku o ukaranie byłego doktoranta, a obecnego adiunkta. Postuluje, aby uzupełnić przepisy tak, aby nauczycieli akademickich można było karać za plagiat popełniony przed rozpoczęciem zatrudnienia na uczelni. Rzecznik odniósł się tutaj do przepisów sędziowskich (art. 107 § 2 Prawa o ustroju sądów powszechnych), które pozwalają pociągnąć sędziego do odpowiedzialności dyscyplinarnej za zachowanie podjęte przed objęciem urzędu i wskazujące, że okazał się niegodny sędziowskiej służby.

Rozważania prawne przy unieważnieniu doktoratu

Umorzenie postępowania dyscyplinarnego wobec nierzetelnego doktoratu M. Galenta spotkało się z niedowierzaniem i zdziwieniem pracowników Instytutu Studiów Europejskich UJ. Zostałem o tym poinformowany na początku września 2024 r. Po uzyskaniu wglądu w kilka dokumentów 25 września 2024 r. złożyłem formalny wniosek do rektora UJ o wszczęcie postępowania unieważnieniowego względem doktoratu M. Galenta. Powołałem się na art. 195 ustawy o szkolnictwie wyższym. Mówi on: „W przypadku gdy osoba ubiegająca się o stopień doktora przypisała sobie autorstwo istotnego fragmentu lub innych elementów cudzego utworu lub ustalenia naukowego, podmiot doktoryzujący stwierdza nieważność decyzji o nadaniu stopnia”. Rektorem UJ od 1 września 2024 r. był prof. Piotr Jedynak, który jako prorektor ds. kadrowych i finansów skierował sprawę doktoratu M. Galenta do rzecznika dyscyplinarnego.

Zbierając dalsze materiały, dowiedziałem się, że na zapytanie dr hab. Kubickiego o możliwość unieważnienia doktoratu M. Galenta z 2006 r. mgr Paweł Dębowski z Zespołu Radców Prawnych UJ odpowiedział 31 lipca 2024 r., że nad art. 195., unieważniającym przewód doktorski (bez względu na datę obrony – MW), przewagę ma art. 156 §2 kpa, który stanowi, że „Nie stwierdza się nieważności decyzji z przyczyn wymienionych w § 1, jeżeli od dnia jej doręczenia lub ogłoszenia upłynęło dziesięć lat, a także gdy decyzja wywołała nieodwracalne skutki prawne”. Dalej napisał: „Biorąc pod uwagę powyższe informacje, a więc to że nie można w takim przypadku stwierdzić nieważności decyzji o nadaniu stopnia doktora, a jedynie stwierdzić, że została wydana z rażącym naruszeniem prawa, to dana osoba nawet po przeprowadzeniu w/w postępowania będzie posiadała nadal stopień doktora”. Powołał się na interpretację podaną wcześniej przez mgr. Artura Woźniaka, kierownika Działu Prawnego i Rozwoju Kadr Naukowych Rady Doskonałości Naukowej (RDN) w Warszawie.

Taka interpretacja prawa jest błędna, co potwierdził ostatnio Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 16 stycznia 2025 r., w którym uchylono wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 23 czerwca 2023 r. wydany przez sędziego WSA Tomasza Szmydta. Był on wtedy sprawozdawcą i przewodniczącym składu sędziowskiego. Obecnie jest „na urlopie w Białorusi”, gdzie uzyskał azyl polityczny. Został także usunięty z urzędu sędziowskiego w WSA i jest ścigany europejskim listem gończym za szpiegostwo. Ten uchylony wyrok (po skutecznej kasacji Biura Prawnego RDN) dotyczył plagiatowego doktoratu mgr. Józefa Włodarskiego, byłego profesora i prorektora Uniwersytetu Gdańskiego (patrz: Naukowe problemy byłego prorektora, FA 4/2019, oraz Przedawnienia, przemilczenia, „uchybienia”. Problemów byłego prorektora ciąg dalszy, FA 5/2019). WSA – dziś już w uchylonym wyroku wobec doktoratu J. Włodarskiego – uznał, że wznowienie przewodu doktorskiego na podstawie art. 29a ust. 1 ustawy o stopniach naukowych (u.s.n.), skutkujące uchwałą o nieważności postępowania doktorskiego, należy wiązać z art. 156 § 2 kpa. Ponieważ doktorat Józefa Włodarskiego był obroniony 18 kwietnia 1986 r., to organy (tutaj Rada Dyscypliny Historia UG – MW), zdaniem sądu, „nie miały podstaw do stwierdzania nieważności ww. postępowania”. Zostało ono w całości (czyli ze wznowieniem wydanym przez Centralną Komisję – MW) tym wyrokiem unieważnione. Jednak sędzia Szmydt dodał w uzasadnieniu: „Przeszkoda w stwierdzeniu nieważności decyzji z uwagi na upływ czasu (10 lat dla wybranych przesłanek) nie przeszkadzała temu, by organ wydał decyzję, którą stwierdził wydanie kwestionowanej decyzji z naruszeniem prawa (art. 158 § 2 k.p.a. w brzmieniu do dnia 15 września 2021 r.). Od 16 września 2021 r., sytuacja uległa zmianie, będzie to niemożliwe w odniesieniu do wszystkich decyzji sprzed 30 lat (termin liczony od doręczenia bądź ogłoszenia decyzji)”. Tych decyzji już nie można podważyć w drodze postępowania o stwierdzenie nieważności.

Ponieważ plagiatowy doktorat J. Włodarskiego został nadany 39 lat temu, wydawało się, że teraz już nie ma prawnej mocy, aby go unieważnić. Wyrok NSA z 15 stycznia br. diametralnie zmienił sytuację. W uzasadnieniu tego wyroku sąd stwierdził: „Mając na względzie powyższe uwagi, nie można zgodzić się z tym (podkreślenie moje – MW), że przepisy k.p.a. w zakresie instytucji stwierdzenia nieważności decyzji na podstawie art. 156 § 1 k.p.a. mają odpowiednie zastosowanie do postępowania w przedmiocie stwierdzenia nieważności postępowania prowadzonego w trybie art. 29a ust. 1 u.s.n., z uwagi na fakt, że oba tryby weryfikacji decyzji na gruncie stopni naukowych i tytułu naukowego stanowią odrębne instytucje i nie występują podstawy do uznania, że instytucja z art. 29a ust. 1 u.s.n. zawiera się w przesłance określonej w art. 156 § 1 pkt 7 k.p.a. Ponieważ nieważność postępowania o nadanie stopnia naukowego nie ma charakteru bezwzględnego, zatem nie następuje z mocy prawa. W konsekwencji do instytucji z art. 29a ust. 1 u.s.n. nie ma także zastosowania art. 156 § 2 k.p.a., który stanowi, że «Nie stwierdza się nieważności decyzji z przyczyn wymienionych w § 1, jeżeli od dnia jej doręczenia lub ogłoszenia upłynęło dziesięć lat, a także gdy decyzja wywołała nieodwracalne skutki prawne». Przepis ten odnosi się do enumeratywnego katalogu przesłanek dotyczących stwierdzenia nieważności decyzji administracyjnej, nie zaś do stwierdzenia nieważności postępowania, o którym mowa w art. 29a ust. 1 u.s.n. Z tej przyczyny, przepis ten nie mógł mieć zastosowania w niniejszej sprawie (podkreślenie moje – MW). Zaistnienie przesłanek, o których mowa w tym przepisie, nie ulega przedawnieniu”.

Sąd stwierdził, że „Przepisy art. 156 § 1 k.p.a. mają na celu ochronę obrotu prawnego, natomiast wprowadzenie wyjątkowego przepisu w postaci art. 29a ust. 1 u.s.n. miało na celu przeciwdziałanie rażącym uchybieniom osób uzyskujących awans naukowy. Brak przedawnialności możliwości stwierdzenia nieważności postępowania o nadaniu stopnia naukowego z powodu przypisania sobie autorstwa istotnego fragmentu lub innych elementów cudzego utworu lub ustalenia naukowego, ma zapobiec korzystaniu przez osoby nauki «z owoców czynu niedozwolonego». Za przyjęciem tego rozumowania przemawia nie tylko wyraźny brak podstawy prawnej do przedawnienia, lecz również charakter deliktu mający szczególnie negatywne konsekwencje dla rzetelności prac badawczych”. Zatem plagiaty w pracach awansowych nie przedawniają się!

Dalej NSA zwrócił uwagę „że w aktualnie obowiązujących przepisach ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, w art. 195 wprowadzona została przez ustawodawcę instytucja stwierdzenia nieważności decyzji w sprawie nadania stopnia doktora”. Zdaniem Sądu, jest to odrębny tryb, który także nie jest ograniczony terminem przedawnienia określonym w art. 156 § 2 k.p.a. Przypominam, że poprzednia ustawa o stopniach naukowych wygasła w 2019 r., ale jej część wstawiono do nowej ustawy o szkolnictwie wyższym i nauce. Ma to duże znaczenie dla kilku ostatnio unieważnionych doktoratów będących na ścieżce odwoławczej, np. Anny Kuzio (UAM w Poznaniu), Jacka Bartosiaka (ISP PAN w Warszawie) czy też niedokończonej od pół roku procedury wznowienia z powodu naruszenia praw autorskich habilitacji dr. Rafała Wróbla (ZUT w Szczecinie).

Powyższy, tak szeroko omówiony przeze mnie wyrok NSA, został wydany w składzie: przewodniczący – sędzia NSA Sławomir Wojciechowski, sprawozdawca – sędzia NSA Zbigniew Ślusarczyk oraz sędzia WSA (delegowana) Hanna Knysiak-Sudyka. Na kanwie tego wyroku, WSA w Warszawie, rozważając ponownie odwołanie mgr. Józefa Włodarskiego od uchwały RDN z 22 kwietnia 2022 unieważniającej jego doktorat z powodu plagiatu, w wyroku z dnia 20 marca 2025 r. oddalił skargę. Wprawdzie rozstrzygniecie jest nieprawomocne, J. Włodarski zapewne odwoła się w skardze kasacyjnej do NSA, ale nie sądzę, aby kolejny zespół sędziowski miał inne zdanie.

Kroki Rady Dyscypliny Socjologia UJ

Kiedy pod koniec września 2024 r. złożyłem do rektora UJ, prof. Piotra Jedynaka, wniosek o spowodowanie unieważnienia przewodu doktorskiego M. Galenta z powodu plagiatu, wyjaśnienie tej sprawy nie było łatwe. Rzadko spotykam taki „mur milczenia” w odpowiedzi na moje zapytania na podstawie prawa prasowego oraz Ustawy o dostępie do informacji publicznej. Jeśli już otrzymałem od UJ jakiś dokument, np. orzeczenie dyscyplinarne czy postanowienie o umorzeniu postępowania wyjaśniającego, to nazwiska uniwersyteckich oficjeli oraz świadków były wymazane, a przecież nauczyciel akademicki jest osobą pełniącą funkcje publiczne. Było to motywowane „koniecznością ochrony prywatności osoby fizycznej”. Nie zaskarżyłem tej decyzji do WSA, gdyż „pod wycieraczką” znalazłem nieanonimizowany dokument.

Rektor odmówił mi jednak udostępnienia większości żądanych dokumentów. Były to uchwały Rady Dyscypliny, protokoły z jej posiedzeń oraz formalne pisma profesorów do władz uczelni. Argument był taki, że jakoby nie wchodzą one w zakres informacji publicznej (sic!). W imieniu rektora podpisywała się pod tym kanclerz mgr Monika Harpula lub radca prawny mgr Anna Durbas.

Uchwały i protokoły rad wydziałów/dyscyplin stanowią informację publiczną. Wiele wydziałów uczelni państwowych udostępnia je na swoich stronach internetowych. Dlatego odmowę rektora P. Jedynaka dostępu do informacji publicznej zaskarżyłem do WSA w Krakowie i wygrałem 9 kwietnia 2025 r. Sąd nakazał rektorowi UJ udostępnić żądane nieanonimizowane dokumenty, uznając, że jest to informacja publiczna.

Muszę dodać, że w identyczny sposób na UJ odmawia się informacji pracownikom o tym, co się dzieje na Radzie Dyscypliny Socjologia, w tym nawet dyrektorce Instytutu Studiów Europejskich dr hab. Kindze Annie Gajdzie, prof. UJ. To w jej instytucie pracują obaj „dotknięci” plagiatem naukowcy. To jest, moim zdaniem, niekompetencja i zła wola Zespołu Radców Prawnych UJ (koordynator mgr Monika Laidler), która uderza w prestiż Uniwersytetu Jagiellońskiego, najstarszej i najlepszej polskiej uczelni. Zespół podlega bezpośrednio rektorowi. Co więcej, Rada Dyscypliny ostatnio utajniła w Internecie nawet przewidywany porządek obrad nadchodzącego jej posiedzenia.

Na posiedzeniu Rady Dyscypliny Socjologia 9 stycznia 2025 r. osobnymi uchwałami wszczęto postępowanie administracyjne w sprawie nieważności decyzji z 31 marca 2011 r. Rady Wydziału Filozoficznego UJ dotyczącej nadania stopnia doktora habilitowanego w dyscyplinie socjologia dr. Dariuszowi Niedźwiedzkiemu. Identyczna uchwała dotyczyła doktoratu Marcina Galenta nadanego 16 listopada 2006 r. Ten ostatni na posiedzeniu Rady 3 kwietnia 2025 r. otrzymał 30 minut, aby przedstawić swoje argumenty podważające zarzuty naruszenia przez niego praw autorskich. Z kolei D. Niedźwiedzki w piśmie z 21 lutego 2025 r. do Rady Dyscypliny wyraził pogląd, że na podstawie art. 156 § 2 kpa nie stwierdza się nieważności decyzji jeśli upłynęło 10 lat. Stąd wnosi „ o podjęcie rozstrzygnięcia w postaci odmowy stwierdzenia nieważności decyzji o nadaniu mi stopnia naukowego doktora habilitowanego”. Jak napisałem powyżej, w ostatnim wyroku NSA orzekł odmienne stanowisko i stwierdził, że nie ma tutaj przedawnienia.

Rada powinna powołać przynajmniej tylu recenzentów-biegłych do każdego postępowania, ilu wymaga nadanie stopnia. Powinni to być recenzenci merytoryczni, którym udostępniono materiały, w tym opinie biegłych od praw autorskich, którzy potwierdzili zarzuty w procedurze dyscyplinarnej. To wprawdzie zwiększa koszty w postaci honorariów płaconych biegłym-profesorom, ale nie powinno się na tym oszczędzać. Tu wchodzi w rachubę nie tylko prestiż Instytutu Studiów Europejskich, ale i całego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Warto już teraz dopilnować poprawności procedury, bowiem obie sprawy zapewne trafią w odwołaniu do sądu administracyjnego, który w przypadku nawet niewielkich uchybień formalnych uchyla rozstrzygnięcie i sprawa wraca na uczelnie.

O tym jaki będzie finał tej wyjątkowej historii, napiszemy, gdy Rada Dyscypliny Socjologia UJ podejmie stosowne uchwały po wpłynięciu opinii powołanych przez siebie biegłych. Zapewne nastąpi to dopiero po wakacjach.

Na koniec chciałbym podziękować dr. Marcinowi Galentowi i dr. hab. Pawłowi Kubickiemu za otwartość i udostępnianie mi posiadanych przez nich dokumentów, o które prosiłem oraz cierpliwe odpowiadanie na wiele pytań mailowych, pomimo tego, że obaj wiedzieli, iż pracuję od wielu miesięcy nad artykułem, którego obaj będą „bohaterami”. To zdarza się bardzo rzadko i dlatego z wdzięcznością ich postawę odnotowuję.

Dr hab. Marek Wroński jest emerytowanym profesorem Uniwersytetu Kaliskiego. Zajmuje się patologią nauki od połowy 1997 roku.

Paweł Kubicki – Wykaz naruszeń prawa autorskiego w dysertacji Marcina Galenta

Opinia,bieglej z UJ – dr hab. Joanna Ożegalska-Trybalska re doktorat M. Galenta

Wróć