Marek Misiak

Jednym z ważniejszych filmowych zaskoczeń mojego dzieciństwa była scena z jednego z odcinków „Reksia”, w której po raz pierwszy pokazane jest wnętrze budy bohatera. Okazuje się ona nienaturalnie wręcz przestronna w porównaniu ze skromnymi rozmiarami z zewnątrz, a nad łóżkiem (nie legowiskiem) wisi zdjęcie ze szczenięcych lat pieska. Dbałość o takie właśnie szczegóły powodowała, że filmy te pobudzały dziecięcą wyobraźnię, a nie dostarczały jedynie gotowych już obrazów, gotowych wrażeń, szybko wypieranych z umysłu przez kolejne. Animacje ze studia w Bielsku-Białej były wyraźnie dziełami artystów, nawet jeśli ich podstawową funkcją była rozrywka połączona z dydaktyką.
Do dziś wielu polskich widzów film czy serial animowany kojarzy ze schematycznymi „kreskówkami” dla najmłodszych (i dlatego niewyrobionych) widzów, którym można serwować półprodukty. Patryk Oczko traktuje temat z akademicką powagą, gdyż animacja jako technika filmowa osiągnęła w Polsce dojrzałość właśnie w opisywanej przez niego wytwórni i dlatego jasno ustrukturyzowane ujęcie jej historii i dorobku, z podziałem na sekcje poświęcone poszczególnym dekadom, a w ich obrębie w stałej kolejności przemianom organizacyjnym, tworzonym filmom oraz ich dystrybucji i recepcji pozwala prześledzić to dojrzewanie. Jednocześnie jednak bogaty materiał ilustracyjny i przywoływanie wypowiedzi pracowników wytwórni wspominających kolegów sprawia, że wywód pozwala przede wszystkim uzyskać pojęcie o bogactwie wyobraźni reżyserów i animatorów. Autor nie poprzestaje na pojedynczych kadrach, z każdego filmu wybiera kilka, i to w taki sposób, że czytelnik może uzyskać dość dobre wyobrażenie o stylu i nastroju omawianych produkcji, nawet jeśli w tekście poświęcono im tylko kilka zdań. Widać to szczególnie dobrze na przykładzie filmu Re – bóg słońca Henryka Ryszki (1970): reprodukowane kadry ewokują ten sam mroczny klimat, który pamiętam do dziś (ktoś niezorientowany w polskiej telewizji wybrał tę skierowaną zdecydowanie do dorosłych widzów produkcję jako element zestawu dobranockowego, obok kilku bardziej niewinnych krótkometrażówek). Ponadto wiele z omawianych w tej książce filmów – szczególnie krótszych – to pozycje trudno dziś dostępne (przynajmniej legalnie); czytelnik może zatem potraktować publikację jako przewodnik, który pozwoli zdecydować, czego chciałby szukać.
Książka daje też znaczący wgląd w funkcjonowanie wysokoartystycznego kina w PRL w porównaniu z czasami po 1989 roku, w ustroju, w którym produkcja była w całości finansowana przez państwo, łatwiej było eksperymentować, jednak wąskim gardłem była nie tylko cenzura, ale też – co może być zaskakujące – dystrybucja; wiele krótko– i średniometrażowych tytułów nagradzanych na międzynarodowych festiwalach było w Polsce praktycznie nieznanych, gdyż nigdy nie udało się stworzyć szerszych kanałów ich rozpowszechniania (ani w kinach, ani poprzez TV). Autor pozwala też zrozumieć, że produkcja filmów animowanych wcale nie jest prosta (nie wystarczy kilku animatorów przy pulpitach) i to dlatego pełnometrażowe, kinowe animacje produkowano stosunkowo rzadko i dopiero od połowy lat siedemdziesiątych. Technikalia omawiane są przystępnie dla laika, a jednocześnie w sposób pozwalający sporo się nauczyć (szczególnie o kinie typowo rysunkowym – filmy w technice animacji przedmiotowej, czyli przede wszystkim lalkowe, kręcono w innych studiach). Fascynujące jest też śledzenie, jak zmiany w wytwórni odzwierciedlają przemiany w gospodarce PRL: lata osiemdziesiąte to kłopoty, ale też próby komercjalizacji poprzez usługi dla producentów z Zachodu. Wreszcie – co także ważne – pracy nie cechuje nostalgiczny klimat; wytwórnia w Bielsku-Białej po licznych przygodach po upadku komunizmu nadal istnieje i rozwija się.
Marek Misiak
Patryk OCZKO, Nie tylko dla dzieci. Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej 1947–2021, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Książnica Beskidzka, Katowice – Bielsko Biała 2024.
Wróć