Rozmowa z prof. dr. hab. inż. arch. Piotrem Lorensem, urbanistą, kierownikiem Katedry Urbanistyki Zaawansowanej Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej, Architektem Miasta Gdańska

Prof. dr hab. inż. arch. Piotr Lorens, urbanista. Architekt Miasta Gdańska; kierownik Katedry Urbanistyki Zaawansowanej Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej. Ukończył studia podyplomowe (jako stypendysta Fulbrighta) na Uniwersytecie Harvarda i w Massachusetts Institute of Technology. Jego zainteresowania profesjonalne obejmują procesy planowania i regeneracji miast ze szczególnym uwzględnieniem obszarów nadwodnych oraz przestrzeni publicznych. Aktywny jako wykładowca i profesor wizytujący na licznych uniwersytetach oraz konsultant w procesach planowania i zarządzania projektami odnowy miejskiej. Przez wiele lat zaangażowany w proces planowania odnowy Młodego Miasta w Gdańsku – projektu urbanistycznego dużej skali zlokalizowanego na obszarze dawnej Stoczni Gdańskiej. Związany z organizacjami międzynarodowymi i krajowymi: ICOMOS, TICCIH, ISOCARP oraz Towarzystwem Urbanistów Polskich. Od 2020 r. członek Komitetu Architektury i Urbanistyki, a od 2012 Komitetu Przestrzennego Zagospodarowania Kraju Polskiej Akademii Nauk.
Czym w początkowym okresie, charakteryzowała się rekonstrukcja miast polskich, a zwłaszcza ich centrów, zniszczonych w czasie II wojny światowej?
Na początku ścierały się dwa poglądy: pierwszy, bardziej przyziemny i niezwiązany z ideami konserwatorskimi, dotyczył zapewnienia w jak najszybszym terminie mieszkań, których głód był ogromny. Polskie miasta, takie jak Warszawa, Gdańsk, Wrocław, Szczecin i wiele innych, były bardzo doświadczone przez zniszczenia wojenne. Duży nacisk więc kładziono na zapewnienie możliwie jak największej ilości nowych mieszkań. Na to nakładały się kwestie polityczne związane z rodzącą się od 1949 roku ideą socrealizmu jako wiodącego stylu architektonicznego w Polsce, choć dyskusje na ten temat toczyły się już wcześniej, czego najlepszym przykładem jest 6-letni Plan Odbudowy Warszawy, opracowany pod osobistym nadzorem prezydenta Bieruta. Wskazano wówczas kierunek budowy zupełnie nowego miasta w duchu socrealistycznym. Podobne koncepcje pojawiły się w latach 50. w innych miastach i częściowo zostały zrealizowane.

Gdańsk, ul. Rzeźnicka
Jakie przykłady możemy tu wymienić?
W Gdańsku-Wrzeszczu jest to tzw. Grunwaldzka Dzielnica Mieszkaniowa, we Wrocławiu rejon Placu Kościuszki, a w Warszawie Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa, czyli MDM, ale także np. Muranów. Te koncepcje nie dotyczyły tylko polskich miast, podobnie budowano w Związku Radzieckim czy w Berlinie, czego przykładem jest ówczesna Stalin Allee (ob. Frankfurter Allee), monstrualnie wielka ulica zabudowana budynkami głównie o funkcji mieszkaniowej. Trzecią kwestią związaną z aspektami konserwatorskimi, ale też trochę z politycznymi, była odbudowa tzw. starówek, czyli najbardziej ikonicznych części miast. Ówczesne teorie konserwatorskie zakładały, że nie powinniśmy odbudowywać zniszczonych historycznych obiektów, tylko wznosić nowe. Przykładem takiego kierunku jest choćby francuski Hawr. Tymczasem główny konserwator zabytków prof. Jan Zachwatowicz wskazał na konieczność przywrócenia historycznych centrów miast do ich historycznego kształtu, aby pokazać, że na przekór wszystkiemu: zniszczeniom wojennym, polityce hitlerowców, a także powojennym skomplikowanym losom tych obszarów, jesteśmy w stanie odtworzyć naszą tożsamość architektoniczną. Na to nałożyła się jeszcze jedna kwestia – w przypadku Głównego Miasta w Gdańsku, Starego Miasta w Warszawie, Wrocławiu czy Starego Rynku w Poznaniu chodziło także o oczyszczenie architektury miast z XIX–wiecznych naleciałości kapitalistycznych, wyrażających się choćby w formie zabudowy secesyjnej czy eklektycznej. Natomiast na terenie tzw. Ziem Odzyskanych pojawiła się jeszcze kwestia związana z programowym usuwaniem wszystkich elementów architektonicznych, które kojarzyły się z obecnością na tych terenach Niemców i niemieckiej kultury budowania, wyrażającej się w detalach architektonicznych, w stylu zabudowy poszczególnych fragmentów miasta i w charakterze budynków użyteczności publicznej. Szczególnie widoczne było to w Gdańsku, gdzie całe Główne Miasto zostało programowo oczyszczone z tych naleciałości, niekiedy wręcz rozbierano dobrze zachowane elementy zabudowy, z założeniem, że należy miasto „odprusaczyć” – jak to się wtedy mówiło – i uczytelnić jego polskie korzenie. Wszystkie te elementy wzięte razem doprowadziły do takich pomysłów jak odbudowa Starego Miasta w Warszawie, która była pionierskim wyzwaniem, ale także odbudowa Głównego Miasta w Gdańsku, bo oba te wątki są równie istotne w kontekście dziejów odbudowy polskich miast po wojnie.
A jakie ślady w przestrzeni centrów polskich miast zostawiła po sobie kolejna epoka – socjalistycznego modernizmu?
Po 1956 roku architektura socrealistyczna zaczęła odchodzić w niepamięć i niejako programowo została wykluczona z realizowanych założeń zabudowy. Co ciekawe, gdy w Gdańsku zaczęto realizować Grunwaldzką Dzielnicę Mieszkaniową (tzw. Gdański MDM), to opierano się już na innych formach stylowych, pozbawionych tych cech, jakie ma chociażby Plac Konstytucji w Warszawie, który jest znanym przykładem architektury socrealistycznej. Nadal chodziło głównie o zapewnienie jak największej ilości mieszkań dla odbudowującego się ze zniszczeń wojennych kraju, jednak po przesileniu politycznym 1956 roku wrócono do wcześniejszych modernistycznych rozwiązań stylistycznych. Przykładem może być Stare Przedmieście w Gdańsku, które w latach 50. i 60. zostało zabudowane modernistycznymi w charakterze blokami mieszkalnymi. Podobna zabudowa występuje też np. w rejonie Starego Miasta w Szczecinie.

Gdańsk, ul. Piwna
Pojawił się więc ogromny kontrast pomiędzy historyczną architekturą, a nową blokową zabudową, co widać chociażby w Malborku czy Lwówku Śląskim.
Tak, to samo dotyczyło miast mniejszych. Właściwie większość zniszczonych miast na tzw. Ziemiach Odzyskanych, np. Bytów czy Braniewo, została odbudowana w duchu modernistycznej architektury i urbanistyki, wzorowanym na przedwojennych rozwiązaniach, zapewniających jednak maksimum efektów przy minimum nakładów. Kiedy w latach 60. i 70. zaczęto budować wielkie dzielnice mieszkaniowe, jak Przymorze czy późniejszą Zaspę w Gdańsku, można było zobaczyć, że zmieniała się trochę stylistyka, ale zasady pozostawały takie same, gdyż realizowano kolejne odsłony rozwoju urbanistycznego w duchu modernistycznym.
Później przychodzi postmodernizm i związana z nim idea retrowersji, której odzwierciedleniem jest „Nowa Starówka” w Elblągu.
To jest przykład z lat 80., który nawiązuje do czegoś, co byśmy nazwali odzyskiwaniem czy odkryciem lokalnej tożsamości miast, szczególnie na terenie Ziem Odzyskanych. Przed wojną Elbląg należał do Prus i polskie tradycje budowania były tam nieobecne. Dodatkowo Elbląg stał się ciekawym polem do eksperymentu, gdyż na terenie Starego Miasta w okresie po zniszczeniach wojennych nie zrealizowano nowej zabudowy, była o to właściwie wielka pusta dziura w środku miasta – pole, na którym stały zachowane pojedyncze obiekty monumentalne, jak kościół czy dawna brama miejska. Zabudowa mieszkaniowa powstawała w innych miejscach, np. w nowej dzielnicy Warszawskie Przedmieście. W latach 80. zaczęły jednak narastać dążenia do zagospodarowania Starego Miasta. Po drugie: był to okres, w którym rodziła się tzw. prywatna inicjatywa, czyli państwo przestało być jedynym inwestorem, który budował obiekty wielorodzinne, a po trzecie: pojawiła się osoba pani prof. Marii Lubockiej-Hoffman, ówczesnego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Elblągu, która przyczyniła się do wykreowania koncepcji retrowersji. Chodziło w niej głównie o odbudowę form historycznych Starego Miasta w bardziej swobodnym niż mogłoby to mieć miejsce w okresie bezpośrednio powojennym kształcie, nawiązującym do współczesnych realiów. I tak zespół prof. Szczepana Bauma zaczął na pustym polu, które było kiedyś Starym Miastem, realizować zamierzenie mieszkaniowe z usługami w duchu tzw. retrowersji, czyli odbudowy miasta historycznego w historycznych gabarytach, z poszanowaniem historycznej struktury podziałów własnościowych, odwzorowanych w stosunku do elewacji, ale już w bardziej swobodnej postmodernistycznej formie. Elbląg jest także znakomitym przykładem ewolucji tej koncepcji, bo odbudowa ciągle jeszcze trwa.
Podobnym przykładem może być Głogów.
Tu także mieliśmy do czynienia z przysłowiowym pustym polem po dawnej starówce położonym w środku miasta. W podobnym duchu odbudowano też fragment Starego Miasta w Szczecinie. Kolejnym przykładem jest Kołobrzeg, gdzie w latach 80. – może już nie ściśle według zasad retrowersji – próbowano tworzyć realizacje mieszkaniowe z dodatkiem usług nawiązujące do zespołów staromiejskich, które wcześniej występowały w tych miejscach. Takie założenia, w związku z panującym duchem postmodernizmu, realizowano w latach 80., 90. oraz na początku lat 2000. One zresztą do tej pory pojawiają się w różnych miejscach.
A jakie tendencje dominują współcześnie?

Warszawa, Krakowskie Przedmieście
Obecnie mamy kolejny etap, który nazwałbym tematyzacją. Buduje się tzw. nowe zabytki lub też obiekty o architekturze luźno nawiązującej do historycznych wzorów, ale w miejscach, gdzie ich wcześniej nie było lub w miejscu obiektów o odmiennej formie. Przykładem może być Wyspa Spichrzów w Gdańsku, odbudowana w ciągu ostatnich paru lat, która zyskała zupełnie nowe oblicze. Miejsce do niedawna całkowicie zrujnowane po odbudowie w bardzo luźny sposób nawiązuje do swojego przedwojennego charakteru. Wówczas były tam głównie składy, magazyny, spichlerze, fabryki, a obecnie mamy do czynienia z dzielnicą turystyczną z hotelami, restauracjami i apartamentami na wynajem. Co ciekawe, tego typu realizacje pojawiają się też w mniejszych miastach. Ostatnio miałem okazję przejeżdżać przez Malbork. Stare gotyckie miasto zostało tu zupełnie zniszczone w czasie wojny. Zespół prof. Bauma w latach 60. odbudował je w formie nowoczesnej, modernistycznej dzielnicy mieszkaniowej. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że między tą modernistyczną dzielnicą a brzegiem Nogatu wyrosła nowa zabudowa, stylizowana na pseudohistoryczną, która rozwinęła się jak narośl na murach miejskich. Podobne realizacje pewnie będą się pojawiać także w innych miejscach.
„Nowym zabytkiem”, który budzi kontrowersje. jest Zamek Przemysła w Poznaniu.
Budowanie historycznego zamku bez źródeł, które wskazywałyby jak ten zamek wyglądał w przeszłości, to jakaś kompletna fantasmagoria. Ale takie rzeczy zdarzają się, zwłaszcza gdy polityka miesza się do zagadnień urbanistycznych. Natomiast ze wspomnianą tematyzacją mamy do czynienia wtedy, gdy staramy się trochę przekształcać ideę retrowersji i w nieco inny, bardziej uwspółcześniony, ale też bardziej komercyjny sposób realizować ideę zabudowy terenów historycznych, nawiązując jednak do ich historycznego kształtu.
A jaka jest specyfika Gdańska jako miasta przez wiele lat będącego w procesie odbudowy?
Gdańsk właściwie ciągle jest w procesie odbudowy. Pierwsza jej faza to odbudowa Głównego Miasta, która była pewną hybrydą. Zaczęło się od manifestu politycznego, od hasła „Odbudujmy Gdańsk piękniejszy niż kiedykolwiek”. Chodziło o to, żeby oczyścić miasto z XIX-wiecznych naleciałości kapitalistycznych, przy okazji „odprusaczyć” architekturę i zatrzeć fakt, że przez ponad sto lat kto inny tu gospodarzył, co było całkiem zrozumiałe w okresie powojennym. Przybrało to bardzo atrakcyjną, przemyślaną i konsekwentnie poprowadzoną architektonicznie i urbanistycznie formę powojennego Głównego Miasta. Jednocześnie ta forma skojarzona była z odmienną od pierwowzoru funkcją. Pamiętajmy, że historycznie Główne Miasto było przede wszystkim miejscem zamieszkania patrycjuszy, czyli rodzin, które zajmowały całe domy, wykorzystując jednocześnie partery na prowadzenie biur, kantorów, sklepów etc. Po wojnie już żadnych patrycjuszy nie było, bo oni albo zginęli, albo wyjechali, albo zostali przesiedleni, natomiast pojawiła się potrzeba realizacji w tym miejscu osiedla robotniczego. Mamy więc do czynienia z paradoksem, że odbudowa Głównego Miasta w Gdańsku była realizowana przez ZOR – Zakład Osiedli Robotniczych, który był odpowiedzialny za budowę osiedla o strukturze mieszkań dostosowanych do potrzeb klasy robotniczej, tylko w kostiumie historycznym.

Warszawa, Plac Konstytucji
Ewenement.
Tak, to jest wielki paradoks i nie wszyscy wiedzą, że mamy tak naprawdę do czynienia z robotniczym osiedlem mieszkaniowym o dosyć skromnym programie – tam są bardzo niewielkie metraże, ciasne łazienki i kuchnie, brakuje wind, ale to wszystko jest ubrane w bogaty kostium czasami wręcz monumentalnych historycznych fasad, które kreują nam obraz takich ulic jak Długa, Mariacka czy Szeroka. W kolejnych etapach odbudowy, nieco dalej od Drogi Królewskiej, realizowano już bardziej uproszczone formy, czyli modernistyczną w charakterze zabudowę, która jedynie dachami czy podziałami elewacji nawiązywała do historycznego pierwowzoru. Przykładem jest ulica Grobla II, III, IV czy ul. Minogi. Następnie mamy osiedla bardziej blokowe z lat 60. i 70. na Starym Mieście, które zyskało ciekawą formę architektoniczną, ponieważ bloki były budowane z cegły i delikatnie nawiązywały do form renesansu gdańskiego. Przykładem ciągi ulic Kowalskiej czy Stolarskiej. Z kolei ulice Żabi Kruk, Rzeźnicka czy otoczenie kościoła Św. Piotra i Pawła są miejscami, które zyskały zabudowę w stylu soc-modernistycznym. Natomiast współcześnie mamy do czynienia z próbą podjęcia II etapu odbudowy Głównego Miasta w Gdańsku, gdzie programowo zostawione po wojnie wielkie przestrzenie zieleni we wnętrzach kwartałów zabudowy zaczynają być dogęszczane przez nowe ciągi zabudowy poprzecznej. Pamiętajmy, że projekt Głównego Miasta zakładał uwolnienie wnętrz tych kwartałów od oficyn czy zabudowy gospodarczej i wprowadzenie tam dużych zespołów zieleni, terenów otwartych, placów zabaw itd. W tej chwili te tereny są prywatyzowane i rozpoczyna się odbudowa połączeń poprzecznych, co zresztą znalazło swoje odzwierciedlenie w planie zagospodarowania dla tego obszaru. W efekcie pojawia się nowa zabudowa dogęszczająca Główne Miasto.
Jak pan ocenia takie decyzje?
Wydaje mi się, że nie są one najszczęśliwsze. Należało uszanować pierwotny zamysł urbanistyczny i zieleń, którą tam wprowadzono, ale niektóre decyzje już zostały podjęte i nic na to nie poradzimy. Na szczęście w stosunku do innych miejsc ciągle jeszcze prowadzone są dyskusje. Na przykład w rejonie ul. Św. Ducha zrealizowano inwestycję w bezpośrednim sąsiedztwie Kaplicy Królewskiej, tymczasem cała jej południowa pierzeja nie została odbudowana po wojnie i malowniczo obrosła zielenią. Zieleń ta została jednak „nadgryziona” przez realizację kwartału mieszkaniowo-usługowego. Mam jednak nadzieję, że ta realizacja dalej nie pójdzie i że kolejne dwa kwartały zostaną zielone. Innym przykładem jest realizacja zupełnie nowego kwartału zabudowy w rejonie ulicy Szerokiej. To była nowa inwestycja deweloperska, która – jak się wydaje – dość dobrze uzupełnia zabudowę. Kolejna sprawa to zagospodarowanie terenu Gdańskich Plant, czyli rejonu Podwala Staromiejskiego i Podwala Przedmiejskiego – przedpola murów Głównego Miasta w Gdańsku. Mury te, odsłonięte w wyniku działań wojennych, zostały zakonserwowane i do dziś świadczą o historycznych granicach Głównego Miasta, jest więc istotne, w jaki sposób ten teren będzie zagospodarowany. Obecnie od strony Podwala Staromiejskiego mamy atrakcyjny ciąg pieszy z dużą ilością zieleni wysokiej, natomiast w części od strony Podwala Przedmiejskiego ulokował się Teatr Szekspirowski. Mam nadzieję, że reszta tego obszaru zostanie zrewaloryzowana w kierunku zachowania wytworzonego po wojnie założenia zieleni. Pojawia się jeszcze kwestia związana ze wspomnianą już odbudową Wyspy Spichrzów i nadaniem jej bardziej współczesnej formy, luźno nawiązującej do historycznych wzorców.
W tym przypadku wyraźnie zmieniła się skala budynków.
Dobrze, że w ogóle doszło do odbudowy, ale wydaje się, że popełniono dwa błędy: zabudowa jest zbyt gęsta i zbyt wysoka. Jest to inna skala niż historyczna: budynki są wyższe o jedną czy dwie kondygnacje, a wyspa (szczególnie jej północna część) jest chyba za bardzo uturystyczniona, aby ktokolwiek mógł tam zamieszkać na stałe. Kolejny temat to rewitalizacja i zabudowa dzielnic położonych trochę dalej, czyli tzw. Długich Ogrodów, Dolnego Miasta i Biskupiej Górki. Biskupia Górka jest przykładem rewitalizacji tkanki historycznej z prawdopodobnymi w przyszłości uzupełnieniami o elementy zabudowy, natomiast Dolne Miasto to przykład rewaloryzacji historycznej zabudowy w połączeniu z odnową społeczną, ale też z programem inwestycyjnym realizowanym przez inwestora prywatnego, co oczywiście wiąże się oczywiście z dyskusjami z udziałem także społeczności lokalnej. Natomiast w kontekście Długich Ogrodów realizowana jest odbudowa południowej pierzei i przekształcenia zabudowy zespołu tzw. Artus Park o charakterystycznej, postmodernistycznej architekturze. Działania te powiązane są z planową rewaloryzacją samej ulicy i przywrócenia w jej obszarze szpalerów zieleni wysokiej.
Miejscem intensywnie zagospodarowywanym jest także Młode Miasto, które wyrasta na terenie Stoczni Gdańskiej. Ten obszar po likwidacji stoczni uległ ogromnym przekształceniom.

Głogów, ul. Grodzka
Młode Miasto to temat związany nie z odbudową, tylko z rozwojem miasta w kierunku północnym, na tereny, które od końca XIX-wieku były zdominowane przez funkcje przemysłowe. Mieliśmy tam do czynienia z rozwijającą się stocznią, były tam też fabryki urządzeń elektrycznych i bazy autobusowe. Bezpośrednie sąsiedztwo stoczni zostało jednak w dużej mierze zniszczone w czasie II wojny światowej, a część terenów miejskich po wojnie zaanektowano na funkcje przemysłowe. Trwało to do początku lat 90., kiedy poszczególne zakłady zaczęły się stamtąd wyprowadzać. Wówczas pojawił się pomysł na realizację wielkiego założenia urbanistycznego o nazwie Młode Miasto w Gdańsku. Mamy więc do czynienia z budową de facto nowej dzielnicy, która w różny sposób nawiązuje do tradycji miejsca, w terenie o dosyć silnej, ale zupełnie innej tożsamości niż Główne Miasto w Gdańsku.
Jakie są plany zagospodarowania „powidoków” Stoczni Gdańskiej?
Najbardziej znaczącym elementem jest kompleks Placu Solidarności z budynkiem Europejskiego Centrum Solidarności. Na terenie postoczniowym zachowało się także kilka znaczących dominant krajobrazowych, w tym tzw. zielone żurawie z lat 70., które są widoczne z różnych części miasta i stały się nowym symbolem Gdańska. Niesamowite, że jeszcze 20 lat temu symbolem miasta był Neptun albo Żuraw nad Motławą, a w tej chwili symbolem stały się te wielkie dźwigi stoczniowe, przywiezione w latach 70. z Finlandii.
Krótka historia, ale bardzo istotna dla tożsamości miasta.
Tak, i do tego bardzo widowiskowa. Kolejnym istotnym dla tożsamości obszaru elementem są najbardziej cenne założenia zabudowy stoczniowej, ulokowane w rejonie tzw. Stoczni Cesarskiej. Jest to rejon ul. Narzędziowców i ul. Elektryków, która w tej chwili znana jest głównie z życia nocnego, natomiast znajduje się tu cenny zespół zabudowy z końca lat 30. Przykładem co można z tym zrobić, jest chociażby budynek Montowni, dawnego magazynu głównego zwanego także popularnie, nie wiedzieć czemu, halą u-botów, zaadaptowany na hotel i foodhall. Innym przykładem jest zrewaloryzowany budynek dyrekcji Stoczni Gdańskiej, który stał się nowoczesnym biurowcem, a także budynek dawnej straży pożarnej, gdzie do niedawna działała restauracja, czy dawna szkoła stoczniowa, która została zaadoptowana na NOMUS – Nowe Muzeum Sztuki.
Jakie konkluzje związane z historią odbudowy polskich miast mogą być dziś szczególnie istotne w kontekście odbudowy i rewitalizacji przestrzeni miejskich?
Po pierwsze: odbudowa miast po wojnie to proces, który jeszcze się nie zakończył i długo się nie zakończy. To swoiste neverending story, jakbyśmy mogli powiedzieć. Pojawiają się nowe potrzeby, nowe trendy, a cała struktura miasta jest tak wielka i złożona, że właściwie ciągle dokonujemy jej przekształceń. Po drugie: trochę czasami brakuje nam szacunku dla dorobku, który jest efektem pracy poprzednich pokoleń. Nadmiernie dominuje tendencja do komercjalizacji pewnych obszarów,. Na przykład w przypadku II etapu odbudowy Głównego Miasta w Gdańsku wydaje mi się, że w niektórych miejscach decyzje poszły zbyt daleko. Być może warto wrócić do pomysłu zawartego w planie prof. Jana Zachwatowicza, współtwórcy koncepcji odbudowy Gdańska. Trzecia sprawa to kwestie związane ze współczesnymi realizacjami, które mogą dobrze uzupełniać historyczną strukturę. Myślę tu o Młodym Mieście, Dolnym Mieście czy Biskupiej Górce, gdzie jeszcze te nowe realizacje nie nastąpiły. Musimy dobrze rozważyć proporcje zabudowy, ponieważ tak naprawdę w pewnym momencie nie tyle już rewitalizujemy czy rewaloryzujemy, ale budujemy całkiem nowe dzielnice miasta i musimy mieć świadomość konsekwencji naszych działań. Zdarza się, że przez jakieś krótkowzroczne interesy tracimy tę świadomość i czasami tego namysłu po prostu nam brakuje.
Rozmawiała Krystyna Matuszewska