logo
FA 9/2025 informacje i komentarze

Mariusz Karwowski

Gorzka debata o ewaluacji

Komitet Naukoznawstwa PAN zorganizował debatę pt. Model ewaluacji działalności naukowej w Polsce – kontekst, doświadczenia, perspektywy. Wzięli w niej udział: prof. Zbigniew Błocki, matematyk, były dyrektor Narodowego Centrum Nauki; prof. Agnieszka Chacińska, biolog molekularna, dyrektor Międzynarodowego Instytutu Mechanizmów i Maszyn Molekularnych Polskiej Akademii Nauk; dr hab. Adam Gendźwiłł, socjolog i geograf z Uniwersytetu Warszawskiego; prof. Błażej Skoczeń, przewodniczący Komisji Ewaluacji Nauki w latach 2019–2023. Spotkanie, które podzielono na cztery części, prowadziła dr hab. Joanna Golińska-Pilarek z UW.

Na początek paneliści zastanawiali się, w jakim miejscu znajduje się polska nauka po przeszło trzech dekadach poddawania się różnym systemom instytucjonalnej oceny? Z. Błocki zauważył, że główny polega na tym, że w zasadzie nigdy nauki nie zreformowano. Jeśli już wprowadzano zmiany, to na ogół na gorsze. Dzisiejsza ewaluacja przypomina, jego zdaniem, model gospodarki socjalistycznej, który stale był reformowany i nigdy nie działał: Jest strasznie skomplikowana, pracochłonna i pochłania bardzo dużo energii, a cała para idzie na dobrą sprawę w gwizdek. Z tymi słowami zgodziła się A. Chacińska. W jej ocenie brak reformy nauki w momencie, gdy stawiano filary nowego państwa, odbija się dzisiaj czkawką. Produkujemy dużą liczbę publikacji, które nic nie znaczą. Oprócz tego przegrywamy w konkurencji nie tylko z technologicznymi gigantami, jak Niemcy, ale już nawet z Czechami. A. Gendźwiłł zwrócił uwagę, że mechanizm ewaluacji służy dziś tak naprawdę do dzielenia się biedą. Miał być narzędziem do alokacji pieniędzy z subwencji oraz selekcji w przyznawaniu uprawnień do awansów naukowych. Trudno jednak mówić o tym, żeby kategorie naukowe miały realny wpływ na wysokość subwencji, skoro warunkiem brzegowym jest tzw. tunel, ograniczający wzrost finansowania jednostek względem poprzedniego roku. Podobnie z awansami – po ostatniej ocenie prawie 94% dyscyplin posiada kategorię B+ lub wyższą. System rozróżnia więc poszczególne jednostki czysto symbolicznie. B. Skoczeń zaznaczył, że mamy już czwartą generację systemu ewaluacji, który zainicjowano jeszcze w latach 90. od oceny w pełni eksperckiej. Od tego czasu, dodał, wzrosła wśród akademików świadomość związku między środkami publicznymi wydawanymi na naukę a koniecznością stałego podnoszenia jakości działalności naukowej. Nadmienił, że w ewaluacji z roku 2022 zaangażowano około 900 ekspertów, co oznacza, że wykształcono już dużą grupę osób, które mają nie tylko potencjał, ale i kompetencje do wykonywania tego rodzaju działań.

W dalszej części dyskutanci rozmawiali o tym, jaki powinien być właściwy cel oceny jakości działalności naukowej. Zdaniem A. Gendźwiłła model w obecnym kształcie, zepsuty przez kolejne decyzje polityczne lub ich zaniechanie, stracił legitymizację w środowisku, a przez to trudno tłumaczyć społeczeństwu, że jest to nasz sposób na rozliczenie się z publicznych pieniędzy. W gruncie rzeczy mało kto z nas wierzy, że to dobry sposób – stwierdził. B. Skoczeń mówił, że wyniki ewaluacji powinny dawać podstawę do poprawy jakości badań naukowych, a także dostarczyć informacji o tym, jak jednostki w danej dyscyplinie nauki się rozwijają. Ewaluacja daje także podstawy do przyznania podmiotom uprawnień. W tej chwili, dodał, toczą się dyskusje o wprowadzeniu dodatkowego elementu w tym zakresie w postaci minimum kadrowego. Z. Błocki, z całej czwórki największy przeciwnik ewaluacji, zauważył, że działalność naukowa może być finansowana przez różne strumienie, np. koszty pośrednie z grantów. Wynosiłyby one nie 20% jak teraz, a np. 100%. De facto na tym poziomie odbywałaby się ewaluacja, bo granty przyznawane są na zasadzie oceny eksperckiej. Innym wskazywanym przez niego sposobem dystrybucji środków jest „zamawianie” badań. Państwo decyduje, że np. badania polarne muszą być prowadzone na wysokim poziomie, więc przeznacza na nie odpowiednie fundusze. W jego opinii, jeżeli naprawdę chcemy porządnie zreformować naukę, należy zacząć budować nowe elementy systemu. Samo zwiększanie finansowania kiepsko działających instytucji, niczego nie da.

A jak w ogóle powinien wyglądać system ewaluacji? A. Gendźwiłł wyraził przekonanie, że jakiego modelu by nie zastosować, bez dodatkowych środków na badania system będzie nadal generował błędne decyzje. Niedofinansowanie nauki grozi nawet nie tym, że pieniądze trafią nie tam, gdzie nie trzeba, ale że nie zostaną przeznaczone na rzeczy, na które powinniśmy je wydać, m.in. na zatrzymanie najzdolniejszych badaczy w Polsce. W takim przypadku manipulowanie parametrami ewaluacji daje efekt jedynie czysto estetyczny – mówił. Jego wymarzona ewaluacja powinna mieć jaśniej zdefiniowane cele i służyć mniejszej ich liczbie niż obecnie. I na pewno nie powinna obejmować popularyzacji nauki. Za to musi różnicować misję instytucji badawczych. B. Skoczeń odwołał się do DORA (Declaration on Research Assessment) i COARA (Coalition for Advancement of Research Assement), które postulują, by ocena miała charakter ekspercki, czyli peer review, ale była poparta parametrami, które są niezbędne, żeby ekspert mógł podjąć właściwą decyzję. Podał przykład systemów: brytyjskiego, francuskiego i holenderskiego, które choć różne, to mają jedną cechę wspólną: są oparte na międzynarodowych ekspertach oceniających jednostkę. Powinniśmy też w tym kierunku zmierzać – nie miał wątpliwości.

Z. Błocki uważa, że siłę naukową poszczególnych jednostek w Polsce o wiele lepiej niż publikacje pokazuje liczba otrzymywanych grantów. Ich przyznawanie oparte jest na ocenie międzynarodowych ekspertów, która, owszem, nie jest tania, ale Brytyjczycy, którzy wydają na ewaluację ponad 400 mln funtów, jednak widzą w tym sens. Dla A. Chacińskiej idealny system to uproszczona ewaluacja dająca podstawę do podstawowej subwencji oraz rosnące finansowanie z pomocą mechanizmów konkursowych, w tym Narodowego Centrum nauki. Jej zdaniem filar doskonałościowy powinien być różnorodny i z udziałem międzynarodowych ekspertów.

Na koniec uczestnicy debaty zostali zapytani, czy lepiej stopniowo zmieniać obecny system, czy budować zupełnie nowy? B. Skoczeń odpowiedział, że ocena działalności naukowej mogłaby się stać w pełni ekspercką, co zapewniłoby już nie tylko ilościowe, ale także jakościowe spojrzenie na osiągnięcia. I taka zmiana, ewolucyjna, już się dokonuje. Ale jest też inna propozycja, bardziej rewolucyjna – to wprowadzenie drugiego filaru w postaci holistycznej oceny jednostki naukowej, na wzór francuski. To podejście całościowe uwzględniałoby strategię jednostki, jej współpracę ze środowiskiem wewnętrznym i zewnętrznym, w szczególności z otoczeniem społeczno-gospodarczym, a także badania naukowe widziane z perspektywy procesu kształcenia. Przygotowanie takiej zmiany wymaga jednak czasu. Z. Błocki podkreślił, że najpierw musimy się zdecydować na to, czy chcemy wszystkim dawać po równo, czy nie. Z rozsmarowywania po równo poziom nauki nie wzrośnie. Ważne, by ewaluacja zasadniczo, a nie tylko kosmetycznie, różnicowała oceny. A. Gendźwiłł realnie ocenił, że jesteśmy skazani na rozwiązania ewolucyjne, przynajmniej w najbliższych latach. W jego opinii system powinien być prostszy, liczba ewaluowanych osiągnięć ograniczona, a lista czasopism zmieniona. Chciałbym, by ewaluacja w Polsce przestała być chochołem, wokół którego wszyscy tańczymy. Ona ma bowiem o wiele mniejsze znaczenie, niż nam się wydaje – podsumował.

Notował Mariusz Karwowski

Wróć