logo
FA 9/2023 życie akademickie

Rozmowa z dr. hab. Tomaszem Kalitką, prof. UAP, dziekanem Wydziału Malarstwa i Rysunku Uniwersytetu Artystycznego im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu

Przestrzenie malarstwa

Przestrzenie malarstwa 1

Tomasz Kalitko na Famie 2023

Zawsze zazdrościłem trochę filmowcom tego, że mogą tworzyć opowieść, na którą składa się wiele obrazów. Zastanawiałem się, jak zatrzymać widza przed obrazem na dłuższy czas, jakimi w tym celu posłużyć się formami plastycznymi.

W czasie ostatniej rekrutacji na kierunek malarstwo w UAP im. Magdaleny Abakanowicz przypadało prawie siedmiu kandydatów na jedno miejsce. Jaka jest ich świadomość? Czego się spodziewają po studiach artystycznych?

Mam wrażenie, że kandydaci coraz bardziej świadomie wybierają i uczelnię, i kierunek, na którym chcą studiować. Myślę, że można podzielić ich na dwie grupy: jednych interesuje klasyczna ścieżka studiów malarskich, którą można realizować w jednej z czternastu pracowni malarstwa i na zajęciach w pracowni technik malarskich, inni z kolei bardziej interesują się rysunkiem czy szeroko pojętą sztuką w przestrzeni miejskiej. Malarstwo zawsze cieszyło się stabilnym poziomem zainteresowania, ale od kilku lat obserwujemy stałą tendencję wzrostową. Wśród kandydatów jest wielu wrażliwych młodych artystów, którzy chcą zdobyć określone kompetencje. Możemy im to zapewnić, gdyż – jako duży wydział – prowadzimy wiele rozmaitych specjalizacji. Mamy dwa równoległe programy nauczania: malarstwa i rysunku – w jego różnych wydaniach, ale również specjalności takie jak malarstwo w architekturze i urbanistyce albo sztuka w przestrzeni miejskiej z pracownią MediaLab – Laboratorium muralu i street artu oraz mapowania, realizującą m.in. program nauki mappingu. Była to pierwsza tego rodzaju pracownia, która powstała w instytucji państwowej. Osoby studiujące w wymienionych pracowniach realizują prace semestralne, malując murale albo pokazując swoje prezentacje na fasadach budynków, na przykład, jak ostatnio, na fasadzie Teatru Polskiego. Uczą się także na bieżąco animować przygotowane wcześniej szkice malarskie do muzyki, która jest aktualnie grana, jak to miało miejsce w Klubie Tama, dawnej Izbie Rzemieślniczej w Poznaniu. Dużym zainteresowaniem studentów cieszą się nowoczesne technologie dotyczące rysunku 3D VR i AR. Zajęcia te realizujemy we współpracy z naszymi przyjaciółmi z VR Inkubatora w Fałkowie.

Którzy udostępniają odpowiedni sprzęt?

Przestrzenie malarstwa 2

Bójka

Tak, chociaż sprzętem też możemy się pochwalić, ponieważ także mamy swoje zasoby. Natomiast jest tam przestrzeń, w której można tworzyć wirtualne, wymyślone światy. Ostatnio studenci postanowili uprzestrzennić jeden z rysunków, który znajdował się na tradycyjnej wystawie, prezentowanej w Fałkowie. Stworzyli wizualizację – wykorzystując odpowiednie okulary, można było wejść do środka rysunku i sobie po nim pospacerować. Rozwijamy także drogę bardziej klasyczną, jaką jest sztuka papieru. Mamy dobrze wyposażoną pracownię, w której można realizować różnego rodzaju działania z przestrzeni książki artystycznej, ale też pracy z papierem, łącznie z możliwością jego wytwarzania. Wspomnę także o Pracowni Tkaniny Artystycznej czy Interdyscyplinarnej Pracowni Dokumentacji i Ochrony Konserwatorskiej Sztuki Nowoczesnej. Wszystkie pracownie współpracują ze sobą, co nam się pięknie zazębia i motywuje do nauki warsztatu. Istotne są zajęcia w pracowniach rysunku anatomicznego, tam osoby studiujące osiągają kunszt i umiejętności przydatne także w innych pracowniach. Jak obserwujemy, studenci nastawieni są na wiedzę praktyczną, chcą nauczyć się czegoś konkretnego. Od kilku lat na Wydziale Malarstwa i Rysunku działa świetna pracownia współczesnego komiksu, którą prowadzi nasz przyjaciel z Hiszpanii Jose Manuel Jimenez Muñoz. I tutaj mamy pewną klamrę: studenci, chcąc stworzyć narrację, która pojawi się na kartach komiksowych, muszą wykazać się kompetencjami z zakresu rysunku anatomicznego, jeśli historia tego wymaga, a jednocześnie stworzyć własny język narracji, co pięknie ewoluuje w kolejnych latach studiów.

A jak wygląda etapowość kształcenia, kiedy studenci decydują o wyborze swojej ścieżki?

Studenci mają możliwość wybierania pracowni malarskich i rysunkowych już od początku studiów. Na pierwszym roku jest więcej zajęć obowiązkowych, jak np. techniki malarskie i rysunkowe, a potem program bardziej się otwiera, czyli najpierw poznajemy wydział, a potem poszerzamy umiejętności w laboratoriach specjalistycznych. Od lat staramy się prowadzić na wydziale model edukacji, który zapewnia osobom studiującym możliwość samostanowienia w wyborze takiej lub innej ścieżki. Po restrukturyzacji uruchomiliśmy nowe laboratoria, dzięki którym studenci mają możliwość zdobycia narzędzi, jakich wcześniej nie było, czyli najnowszych technologii, które mogą przekładać na język artystyczny. To nie zmienia faktu, że każda z bardziej tradycyjnych pracowni także ma odmienny program, choć przyznam, że trudno dzisiaj określić, co to znaczy „tradycyjna”, a co nie. Jedne pracownie kładą większy nacisk na malarstwo figuratywne, inne są bardziej multimedialne, jeszcze inne bardziej konceptualne. Każda pracownia posiada coś w rodzaju dwóch rodzajów programów, czyli nacisk położony jest na rozwój umiejętności warsztatowych, ale też na indywidualny język plastyczny, tak żeby wydobyć z osoby studiującej to, co jest jej największą wartością. Studenci mogą wybrać jako ścieżkę specjalizacyjną np. rysunek albo mogą mieć więcej zajęć w pracowni mappingu lub współczesnego muralu. Tych możliwości wyboru i łączenia różnych ścieżek jest bardzo dużo. W czasie studiów każda osoba musi wybrać jedną z pracowni skupionych w Zakładzie Interdyscyplinarnym, mimo to część studentów koncentruje się na własnej twórczości i idzie drogą czysto artystyczną.

Jakie są perspektywy absolwentów, którzy wybrali drogę czysto artystyczną? Co może decydować o porażce lub sukcesie w tej dziedzinie?

Panaceum na tę kwestię nie podam. Tak jak w każdej dziedzinie na sukces wpływa wiele elementów, także szczęście czy poznanie odpowiednich osób. Studenci starają się uczestniczyć w konkursach, w których mogą zdobywać nagrody. Często po jednej nagrodzie przychodzi następna, pojawiają się propozycje wystaw. Wydział Malarstwa i Rysunku na Uniwersytecie Artystycznym im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu od kilkunastu lat organizuje konkurs Nowy Obraz/Nowe Spojrzenie, adresowany do studentów i absolwentów kierunku malarstwo na polskich uczelniach artystycznych, który pozycjonuje ich na rynku sztuki, co – mówiąc przyziemnie – przekłada się na sprzedaż obrazów i zainteresowanie galerii. Poza różnymi portalami internetowymi, których jest coraz więcej, sztuką młodych interesują się tak poważne instytucje jak UNICUM czy Polswiss Art. To kiedyś było rzadsze, dziś bardziej widać siłę młodych ludzi, którzy potrafią odnaleźć się na rynku sztuki. Z drugiej zaś strony obszar wspomnianych pracowni powoduje, że osoby studiujące zostają wyposażone w konkretne narzędzia i mogą zajmować się np. oprawą multimedialną różnych festiwali, tworzyć komiksy albo dzięki znajomości sprzętu i programów komputerowych zatrudnić się w firmach poszukujących osób ze zmysłem plastycznym i kompetencjami dotyczącymi oprogramowania. Otwarta zostaje też ścieżka zawiązana z realizacją różnego rodzaju murali.

Przestrzenie malarstwa 3

Sztuka w przestrzeni miejskiej – Fama 2023

A jaką drogę pan przeszedł jako artysta?

Duży wpływ na postrzeganie rzeczywistości i tym samym na moją twórczość, miało podróżowanie. Tak się złożyło, że jeszcze w czasie studiów wyjechałem na stypendium do Rumunii, potem odbyłem szaloną podróż do Stambułu jako drugi kierowca autobusu turystycznego. Mieszkałem również przez pewien czas w Nowym Jorku i zbierałem rozmaite doświadczenia.

Jak się udało pogodzić podróże ze studiowaniem?

Na czwartym roku studiów musiałem wziąć „dziekankę”. Oglądanie takiego tygla wielokulturowego było dla mnie bardzo inspirujące. Zobaczyłem, jak funkcjonuje wielu zdolnych artystów, którzy mają lepsze i gorsze miesiące pod względem finansowym i często wykonują prace w obszarze swoich umiejętności, np. w zakresie projektowania graficznego, żeby potem być wolnymi artystami, czyli tworzyć taką sztukę, jakiej sami sobie życzą, a nie pod dyktat galerii. Widziałem wiele osób, które były niewolnikami galerii narzucających styl, jaki w danym momencie cieszył się powodzeniem, co na pewno ograniczało rozwój. Bardzo istotny wydaje mi się model wolności twórczej, opartej na własnym wyborze i możliwości samostanowienia.

Pańskie obrazy mają narracyjny charakter, czasami bliski rzeczywistości komiksu. Co wpłynęło na taką formę twórczości?

Odpowiedzią na ten wczesny etap twórczości jest tytuł mojego doktoratu: Wielość perspektyw miejskich narracji. Kontynuowałem doświadczenia wyniesione z pracy nad dyplomem magisterskim i z podróży, z fascynacji kolorowym, wielokulturowym światem. Zastanawiałem się, jak w skondensowanej formie zbudować wielowątkową narrację. Zawsze zazdrościłem trochę filmowcom tego, że mogą tworzyć długą opowieść, na którą składa się wiele obrazów, i zastanawiałem się, jak zatrzymać widza przed obrazem, jakimi w tym celu posłużyć się formami plastycznymi. Zacząłem wykorzystywać „połamane” perspektywy, bo jeśli coś znajduje się z przodu, coś z tyłu, bliżej czy dalej, to pojawia się trzeci wymiar, czyli czas, którym można sterować. Budując obraz, możemy stworzyć sytuację, gdy na drugim albo trzecim planie jest element tak wyostrzony, że skupia wzrok bardziej niż pierwszy plan, który z kolei może być potraktowany jako przed-plan. Ta sytuacja budowania perspektyw, gdy oczywiście czynnikiem składowym jest kolor i forma, była przez długi czas podstawowym elementem, na którym się skupiałem, żeby te wielowątkowe, wieloperspektywiczne narracje mogły się odbywać. Doszedłem przy tym do wniosku, że niektóre z perspektyw są wspomnieniami bohaterów, więc starałem się nie wchodzić w bezpośrednią rolę narratora, aby to bohater mógł snuć opowieść, swoje przemyślenia.

W pewnym momencie w pana życiu pojawiły się Kryminały.

Przestrzenie malarstwa 4

Narracja kubistyczna lub zbiór nieprawdopodobnych zdarzeń

W kolejnym etapie rzeczywiście był taki cykl, w którym bawiłem się pewną konwencją. Tak jak w powieści mamy narratora, który opowiada jakąś historię, tak w kryminałach detektyw opisuje czasami przypadki, z jakimi ma do czynienia. Starałem się poszukać – sam dla siebie – odpowiedzi na pytanie, czy poprzez obraz jestem w stanie opowiedzieć historię, w której podobnie jak w filmie czy powieści, w konwencji nie do końca poważnej przekazywane są poważne treści. I tylko dlatego są one w stanie dotrzeć do odbiorcy, że tak zostały zapakowane. Przedstawianie pewnych tragedii czy ważnych dla kultury wątków w formie opowieści łatwiej do nas dociera, bo np. utożsamiamy się z głównym bohaterem. Starałem się znaleźć taką „lekką” formułę dla języka plastycznego, ażeby poprzez konwencję opowiadać o rzeczach dla mnie w pewnym momencie ważnych. Kolejny etap, to cykl obrazów na habilitację. W pewnym momencie już nie chciałem zasłaniać się konwencjami. Złożone perspektywy i zabawa formą przestały mnie tak bardzo interesować, postanowiłem stworzyć cykl obrazów oparty wyłącznie na wrażeniowości.

Zawęził pan także gamę barw.

Zastosowałem jednak farby dekoracyjne i nawiązałem do moich wcześniejszych pomysłów narracyjnych, przez co nie było już wiadomo, czy mamy do czynienia ze sceną walki, czy z jakąś superdekoracją. To działanie dotykało zagadnienia zapośredniczonych komunikatów, z którymi na co dzień mamy do czynienia, bo żyjemy wśród pięknie opakowanych informacji o tragediach całego świata. W mediach to żadna nowość. Jednym z pierwszym przykładów, który się opisuje, jest zdjęcie Roberta Cappy przedstawiające śmierć hiszpańskiego żołnierza, zamieszczone w gazecie w sąsiedztwie reklamy pomady do włosów. Tak to wygląda od zawsze, intensywność takich komunikatów i piękno ich opakowania zawierałem w swoich obrazach. Pracując nad tym cyklem, zawęziłem paletę barw, nadając scenom bójek charakter nokturnów. Ciemna ultramaryna świeci trochę jak odbicie księżyca, co w kontekście niemal czarnych postaci budzi grozę. Po zbliżeniu się do obrazu widzimy trochę większe niż naturalne postacie, które wręcz się nad nami nachylają, co powoduje odczucie opresji. Zależało mi na wrażeniowości, aby skłonić widzów do specyficznego uczestnictwa w wystawie, po której trzeba się przemieszczać.

W tym pierwszym etapie, gdy pracowałem nad zagęszczonymi obrazami z wieloma perspektywami, powstało wiele obrazów-szkiców, które nie znalazły się na scenie głównej. W pewnym momencie pomyślałem, że one również są ciekawe. Tak jak w mieście mamy miejsca reprezentacyjne i peryferyjne zaułki, gdzie aż strach zaglądać, tu podobnie – peryferyjne wątki postanowiłem włączyć do moich głównych opowieści. One znalazły się już w cyklu Kryminały, ale ewoluowały tak, że w pewnym momencie wytworzył się rodzaj kompozycji pasowych. Tak więc na pierwszym etapie zagęszczenie wielu perspektyw w jednym obrazie, później rozrzucenie, gdzie mamy poklatkowość, nie ma już perspektywy głównej, wszystko w jakimś sensie się demokratyzuje. Tak właśnie postrzegam współczesne miasto. Myślę tutaj o wielkich metropoliach, które ciągle się rozbudowują i nie można powiedzieć, że jakiś plac jest główny, bo za chwile pojawi się inny, który będzie tym głównym. Takie miasto można obierać z poszczególnych warstw jak cebulę.

Od pewnego czasu wychodzi pan w miasto w sensie dosłownym. Kiedy zainteresował się pan muralem?

Tych wątków, którymi się zajmuję, jest tak dużo… Właśnie skończyłem mural, a już o nim zapomniałem.

Bo już czekają następne?

Tak. Murale pojawiły się około 15 lat temu w różnych odsłonach, najpierw bardziej dekoracyjnych, a potem, dzięki temu, że zostałem zaproszony do realizowania murali dla różnych miast, mogłem coraz bardziej budować je w oparciu o własną twórczość.

Pierwszy mural był związany z rewitalizacją przestrzeni miejskiej, a konkretnie 300-metrowej ściany oficyny, aby mieszkańcy kamienicy mogli spędzać czas w dobrej atmosferze. Udało się zdobyć środki od sponsora i tak powstał ogromny mural przedstawiający sterowiec.

Przestrzenie malarstwa 5

Shot

To było w pana rodzinnym mieście, Gorzowie Wielkopolskim?

Tak. W kolejnych latach udało mi się realizować murale w oparciu o moją twórczość, namalowane już obrazy albo studia do obrazów. Dwa murale, które niedawno powstały w podpoznańskim Luboniu, tworzą rodzaj nowej jakości plastycznej, gdyż są zbiorem przemyśleń dotyczących miejsc, w których powstawały, a także wynikiem wielogodzinnych rozmów z przedstawicielami zamawiającej instytucji. Staraliśmy się znaleźć pewien wspólny mianownik, czyli poszanowanie formy plastycznej, ale także przekaz, który będzie wpisany w kontekst miasta i pożądany przez odbiorców. Mural usytuowany w pobliżu Urzędu Miejskiego poprzez poklatkową narrację ukazuje, jak to żartobliwie określam – alegorię życia w Luboniu; dzień życia mieszkańców, w którym zawarta jest refleksja o przemijaniu.

Tym razem konwencja filmowa w sposób dosłowny została wpisana w mural.

Tak, jako jeden z motywów pojawiła się taśma filmowa. Natomiast drugi mural zafunkcjonował w odmiennej przestrzeni wielkiego parkingu i miał inne znaczenie, adekwatne do kontekstu, w którym powstawał.

W kształceniu plastycznym przez wiele lat funkcjonowała, obecnie często podważana, formuła „mistrz – uczeń”. Jak w oparciu o własne doświadczenia postrzega pan relację pomiędzy wykładowcą a studentem?

Zależy na którym etapie funkcjonowania. Prowadzenie np. osoby studiującej do dyplomu jest naprawdę fascynującą przygodą, ponieważ wydobycie jej własnej formy wypowiedzi plastycznej i podążanie za nią wiąże się z kształtowaniem kogoś, kto poszukuje samego siebie. Najgorsze, co mogłoby się zdarzyć, byłoby narzucanie takiej osobie swoich własnych rozwiązań.

Czyli formatowanie.

Formatowanie pod siebie, pod swoją twórczość byłoby nudne, interesująca jest edukacja oparta na wydobywaniu z osoby studiującej jej mniej lub bardziej ukrytych talentów. Niedawno kilku studentów na poziomie licencjatu przygotowało wspaniałe, bardzo dojrzałe dyplomy, ale początek roku był taki, że w ogóle nie było wiadomo, co powstanie.

W tej pracy na pewno przydają się kompetencje psychologiczne?

Ważne jest wspieranie, ale też pobudzanie do przekraczania siebie, co jest bardzo trudne, bo zwłaszcza w dzisiejszych czasach nikt nie chce podejmować trudnych decyzji i wychodzić ze sfery komfortu. Oczywiście trzeba zachować pełną kulturę relacji, ale z umiejętnością docierania i poszerzania pola inspiracji, bo bez tego osoby studiujące zaszufladkują się już na etapie studiów. Coraz mniej jest na szczęście takich przypadków, gdy pracownie opuszczają osoby takie same, jakby wypiekane z formy, które dziwnie przypominają swoich profesorów.

W tym roku wystąpił pan na FAMIE w Świnoujściu z indywidualnym koncertem gitarowym. Jak pan godzi twórczość plastyczną i swoją muzyczną pasję?

Przez lata funkcjonowania w obydwu światach widzę zależności. Muzyka z jednej strony porządkuje pewne sposoby myślenia o kompozycji, rodzaju równowagi czy harmonii w obrazie, z drugiej strony na takim etapie mobilizacji, jakim jest koncert albo nagranie w studio, trzeba się niezwykle skoncentrować i poświęcić temu bardzo dużo czasu. Wówczas funkcjonowanie w obydwu światach równocześnie jest dla mnie niemalże niemożliwe. Jeśli przygotowuję się do nagrania, to trudno mi malować, a gdy maluję, cierpi z kolei muzyka. Cóż – dlatego muszę tym umiejętnie zarządzać.

Rozmawiała Krystyna Matuszewska

Wróć