logo
FA 9/2023 życie akademickie

Marek Misiak

Na początku było słowo – słowo kluczowe

Na początku było słowo – słowo kluczowe 1

Rys. Sławomir Makal

W niektórych czasopismach naukowych, zwłaszcza tych szczególnie prestiżowych, poważne niedociągnięcia na pierwszym etapie skutkują tzw. desk rejection, czyli odrzuceniem pracy jeszcze przed etapem peer review. Ale taka praktyka nie wydaje mi się uczciwa wobec autorów – błędy należy wskazywać, a nie karać.

Procedura przedkładania artykułu w każdym czasopiśmie naukowym wygląda nieco inaczej, jednak zazwyczaj manuskrypt nie jest od razu wysyłany do recenzentów, ale przechodzi jakąś formę mniej lub bardziej szczegółowej wstępnej weryfikacji. Ma ona charakter zarówno formalny, jak i merytoryczny. Weryfikacja merytoryczna polega przede wszystkim na sprawdzeniu, czy mamy do czynienia z artykułem naukowym i czy w elementarnym sensie pasuje on do profilu danego czasopisma (zdarzają się autorzy sprawiający wrażenie, jakby wysyłali artykuły na oślep, kierując się np. pierwszym skojarzeniem, jakie wywołuje w nich tytuł czasopisma). Przeprowadza ją redaktor naczelny lub redaktorzy tematyczni, względnie upoważnione przez nich osoby, a w każdym razie naukowcy, badacze, specjaliści. Natomiast weryfikację formalną w większych czasopismach przeprowadza redaktor prowadzący albo językowy, sekretarz redakcji, ewentualnie osoba zajmująca się prowadzeniem biura redakcji. W wydawnictwach prowadzących większą liczbę czasopism etap ten może być scentralizowany, zajmuje się nim wtedy jedna osoba lub kilka osób dla wszystkich tytułów, a dopiero potem praca przekazywana jest do redakcji czasopisma, do którego tak naprawdę została zgłoszona. Warto zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, weryfikacja formalna następuje przed merytoryczną, zatem jeśli dany manuskrypt nie będzie spełniał wymogów formalno-technicznych, a autorzy nie wprowadzą wskazanych na tym etapie poprawek i uzupełnień, nikt nawet nie zwróci uwagi na merytoryczną zawartość pracy, choćby nawet była ona warta Nobla. Po drugie zaś, w wielu periodykach na etapie tym pracę sprawdzają fachowcy, ale w dziedzinie redagowania, a nie z obszaru wiedzy, którego dotyczą publikacje w danym tytule.

Weryfikacja formalna dotyczy przede wszystkim: 1) języka manuskryptu (większość periodyków przyjmuje prace tylko w 1–2 wybranych językach); 2) objętości artykułu (jeśli czasopismo narzuca w tym względzie jakieś ograniczenia); 3) jego struktury; 4) jego anonimizacji (materiał nie może zawierać danych autorów); 5) sposobu odwoływania się do piśmiennictwa w tekście; 6) zapisu bibliograficznego pozycji na liście piśmiennictwa; 7) sposobu przedłożenia i liczby tabel, rycin i opisów do nich jeśli manuskrypt zawiera takie elementy; oraz – last but not least – 8) oryginalności pracy (sprawdzanej za pomocą odpowiednich narzędzi elektronicznych). Omawianie szczegółowych wymogów punkt po punkcie nie miałoby tu żadnego sensu, gdyż, po pierwsze, różnią się one między czasopismami (bywa, że nawet między tytułami wydawanymi przez ten sam podmiot); po drugie, część z nich ma umowny i uznaniowy charakter (to przyjęte w branży standardy, które nie zawsze da się racjonalnie uzasadnić); a po trzecie, niektóre mają oczywisty charakter nie tylko dla redaktorów, ale także (całe szczęście) dla autorów. Omówię zatem tu jedynie najczęściej powtarzające się błędy związane z tym najwcześniejszym etapem oceny manuskryptów oraz ich prawdopodobne przyczyny. W czasopismach, którymi opiekuję się jako redaktor prowadzący (managing editor), weryfikuję w ten sposób dziennie kilkanaście artykułów, a ponieważ robię to od lat, sądzę, że zgromadziłem już pewne doświadczenie.

Wady mnuskryptu

Najpoważniejszym błędem ujawnianym podczas wstępnej weryfikacji manuskryptów jest wadliwa struktura pracy. Wiele czasopism, np. medycznych, wymaga, aby wszystkie artykuły lub przynajmniej prace niektórych typów zawierały sekcje o konkretnych śródtytułach, np. według formatu IMRaD (Introduction, Methods, Results, and Discussion). Tymczasem zdarzają się artykuły, zwłaszcza przeglądy piśmiennictwa, o swobodnej lub nieczytelnej strukturze. Najczęściej jednak pomijane są elementy struktury na końcu manuskryptu, nie ma zatem wyodrębnionej sekcji wniosków ani opisu ograniczeń (limitations) opisanego studium, przeglądu literatury lub metaanalizy.

Błędem o również dużym kalibrze, którego poprawa jest w dodatku czasochłonna dla autorów, jest umieszczenie w tekście odniesień do poszczególnych pozycji na liście piśmiennictwa w systemie niestosowanym w danym czasopiśmie, czyli harwardzkich zamiast klasycznych (cyfry w indeksie górnym) lub odwrotnie. Zmiana z systemu harwardzkiego na klasyczny wymaga bowiem nie tylko kolejnego powołania w tekście, ale także uszeregowania w tej kolejności listy piśmiennictwa, wcześniej uporządkowanej alfabetycznie. Przy okazji może wyjść na jaw, że któraś pozycja nie jest osobno cytowana w tekście. W systemie harwardzkim łatwiej o takie przeoczenie, a też nie wszystkie czasopisma stosujące ten system wymagają cytowania wszystkich pozycji z listy. Znacznie częstszym, ale też wyraźnie mniej poważnym błędem jest niewłaściwy zapis samych odnośników w systemie tradycyjnym. W niektórych czasopismach, zwłaszcza jeśli artykuły publikowane są na stronie WWW w formacie HTML, cyfry odsyłaczy nie są zapisywane w indeksie górnym, ale po prostu w tekście bądź w nawiasach kwadratowych. Jeśli odnośników jest dużo, ich konwersja będzie czasochłonna, a zadbanie o prawidłowość tego zapisu należy do autorów, zatem redaktor odeśle im pracę.

Regularnie zdarza się też, że mimo wyraźnie ujętego w instrukcji dla autorów wymogu anonimizacji manuskryptu do redakcji trafiają artykuły zaczynające się od strony tytułowej zawierającej nie tylko tytuł i abstrakt, ale także nazwiska i afiliacje, a czasem także adresy e-mail i identyfikatory ORCID autorów. Jeśli dane czasopismo wymaga zaopatrzenia artykułu w stronę tytułową, należy ją złożyć jako osobny plik, w systemach do składania artykułów, z jakich korzysta współcześnie większość czasopism, będzie wówczas osobny krok przy przedkładaniu pracy. Jeśli takiego wymogu nie ma, oznacza to, że dane te należy wyłącznie zarejestrować we wspomnianym systemie, nigdzie nie zginą, gdyż na ich podstawie system sam wygeneruje stronę tytułową. Warto podkreślić, że umieszczanie w artykule danych autorów stanowi złamanie zasady podwójnej ślepej recenzji (double-blind peer review). Niekiedy na końcu tekstu znajduje się opis wkładu (contribution) poszczególnych autorów. To także jest błąd i takie informacje również powinny znaleźć się wyłącznie w systemie. Redaktorzy nie zawsze mają techniczne lub czasowe możliwości usuwania z takich artykułów danych autorów przed wysłaniem ich do recenzji, w wielu czasopismach jakakolwiek ingerencja w tekst ze strony redaktorów następuje dopiero wtedy, gdy artykuł zostanie zaakceptowany do publikacji. Kwestią poboczną, ale ważną i co jakiś czas wywołującą poważne spory z autorami jest kolejność wymieniania współautorów w pracy (a zatem także w bazach artykułów naukowych). W systemach do zgłaszania manuskryptów kolejność rejestracji autorów w systemie jest później odzwierciedlona na stronie tytułowej opublikowanego artykułu. Autorzy mają na ogół możliwość zmiany tej kolejności (samodzielnie lub po konsultacji z redakcją), ale tylko do momentu akceptacji artykułu do publikacji. Przestawianie sekwencji współautorów później dawałoby pole do manipulacji.

Błędy w zapisie bibliograficznym

Niektóre czasopisma wymagają połączenia wszystkich elementów manuskryptu: głównego tekstu, listy piśmiennictwa oraz ewentualnych tabel i rycin w jeden plik, inne – przede wszystkim ze względów technicznych – oczekują przedłożenia ich w formie osobnych plików. System do zarządzania artykułami i tak daje możliwość wygenerowania pliku PDF obejmującego wszystkie elementy potrzebne recenzentom, więc nic nie zaginie, zaś redaktorzy i tak pobierają wszystkie pliki z systemu i łączą je, przy okazji redagując, zatem zapobiegawcze scalanie materiałów na własną rękę jest zupełnie niepotrzebne. Ponadto – o czym już pisałem – wklejanie ilustracji zapisanych w plikach JPG/JPEG, TIF/TIFF czy PNG do pliku DOC/DOCX powoduje kompresję, a zatem stratę na jakości (czasem na tyle znaczącą, że ilustracja przestaje nadawać się do publikacji). Niekiedy redakcja wymaga, aby wprawdzie ryciny (lub także tabele) przedłożyć w osobnych plikach, ale podpisy i opisy/legendy do nich umieścić na końcu pliku z głównym tekstem artykułu. Wymóg ten nie jest błahy, niedotrzymanie go może spowodować, że elementy te i tak trzeba będzie dosyłać, jeśli artykuł zostanie przyjęty do publikacji.

Osobną grupę błędów stanowią te związane z zapisem bibliograficznym pozycji na liście piśmiennictwa. Najistotniejsza jest tak naprawdę jedna usterka: brak identyfikatorów DOI przy poszczególnych pozycjach, a w razie braku DOI numerów PMID lub adresów URL, a w przypadku książek numerów ISBN. Redakcje wielu czasopism wprowadzają listy piśmiennictwa do różnego typu menedżerów bibliografii (choćby do bezpłatnego programu Zotero), a bez identyfikatorów DOI, PMID lub ISBN jest to znacznie bardziej czasochłonne, gdyż wszystkie elementy opisu bibliograficznego trzeba wprowadzać ręcznie, co może wydłużyć redakcję artykułu, jeśli zostanie on zaakceptowany do publikacji. Warto też nie być nadgorliwym i nie podawać wszystkich możliwych identyfikatorów cytowanych artykułów dostępnych w bazach danych. Jeśli artykuł ma DOI, naprawdę nie ma potrzeby podawania numeru PMID, adresu URL ani tym bardziej numeru ISSN czasopisma, który jest informacją całkowicie nieistotną z punktu widzenia redaktorów (jest przypisany do czasopisma, a nie do konkretnego artykułu). Redaktor, wprowadzając daną pozycję do menedżera bibliografii, skopiuje jedynie DOI, a dodatkowe numery/identyfikatory zmniejszają tylko czytelność danej pozycji na liście. Jeśli podajemy URL, powinien on prowadzić do danego artykułu opublikowanego na stronie czasopisma, a nie do profilu tego artykułu w bazie danych (np. ResearchGate). Po kliknięciu w link czytelnik powinien widzieć od razu cytowaną pracę, a nie jedynie jej abstrakt. Całkowicie niedopuszczalne jest podawanie linków z wyszukiwania np. z wyszukiwarki Google, takie linki są niestabilne i z tego powodu z definicji bezużyteczne.

Nie ma ucieczki przed złożonością

Widzę dwie prawdopodobne przyczyny powtarzania się tych samych uchybień formalnych w zgłaszanych pracach. Pierwszą jest nieuważne czytanie instrukcji dla autorów (najczęściej dostępnej na stronie internetowej czasopisma lub wydawnictwa). Rzeczywiście, czasem są to teksty dość długie, ale też wymogów formalno-technicznych, które musi spełniać zgłaszany manuskrypt, jest na ogół więcej niż kilka i nawet gdyby nie zostały spełnione na wstępnym etapie, autorzy nie uniknęliby wprowadzenia tych zmian później. Moim zdaniem lepiej po prostu mieć je już z głowy. Drugą przyczyną mogą być różnice między tego typu wymogami między różnymi czasopismami. Jeśli np. ktoś publikował dotąd głównie w periodykach posługujących się harwardzkim systemem odniesień do piśmiennictwa, może założyć, że kolejne czasopismo, do którego składa artykuł, także dokonało takiego wyboru. Niestety redakcje czasopism naukowych nie ujednoliciły i najpewniej w dającej się przewidzieć przyszłości nie ujednolicą wymagań formalnych stawianych przyjmowanym do oceny pracom. Podobnie mało realne jest to, by w anglojęzycznym piśmiennictwie naukowym amerykańska odmiana angielskiego kiedykolwiek całkowicie wyrugowała brytyjską (i nie ma w tym nic złego – jak pisał Umberto Eco, nie ma ucieczki przed złożonością świata).

Rzecz jasna manuskrypt, który nie spełnia wszystkich wymagań formalnych, nie jest z miejsca odrzucany. Gdyby tak było, musiałbym klikać „reject” przy 80% nadesłanych prac. W niektórych czasopismach naukowych, zwłaszcza tych szczególnie prestiżowych, rzeczywiście poważne niedociągnięcia na tym pierwszym etapie skutkują tzw. desk rejection, czyli odrzuceniem pracy jeszcze przed etapem peer review. Ale taka praktyka nie wydaje mi się (i nie tylko mnie) uczciwa wobec autorów – błędy należy wskazywać, a nie karać. Przy bardzo obfitym napływie manuskryptów może faktycznie nie być wyboru, ale w większości periodyków procedura jest jednak inna: redaktor weryfikuje artykuł i w razie stwierdzenia uchybień formalnych odsyła go autorom ze wskazaniem terminu (np. trzydziestodniowego), w którym należy wprowadzić poprawki (uwaga językowa: w niektórych czasopismach takie modyfikacje są określane jako adjustments, w odróżnieniu od revisions, które następują w ramach peer review). Ja sam po upływie trzydziestu dni wysyłam jeszcze przypomnienie i dopiero gdy minie łącznie sześćdziesiąt dni, odrzucam artykuł. Warto pamiętać, że jeśli na etapie peer review autorzy nie odeślą na czas artykułu poprawionego zgodnie ze wskazówkami recenzentów i zostanie on odrzucony, zawsze warto napisać do redakcji z prośbą o jeszcze jedną szansę. Natomiast jeśli czyjś artykuł zostanie odrzucony z powodu niewprowadzenia poprawek na etapie wstępnej weryfikacji, to odwoływanie się od tej decyzji, proszenie itd. może już nic nie dać. W wielu redakcjach założenie jest takie, że jeśli ktoś nie jest w stanie dotrzymać terminów na tak wczesnym i dość prostym etapie, to na dalszej drodze manuskryptu problemy będą się tylko piętrzyć.

Wróć