Danuta Urbaniak-Zając

Rys. Sławomir Makal
Redaktor „Forum Akademickiego” postawił pytanie o użyteczność pojęcia „narracji” jako kategorii poznawczej. Pojęcie to w minionych dziesięcioleciach zrobiło wielką karierę w naukach humanistycznych i społecznych (Anna Łebkowska nazwała je „kategorią wszechogarniającą”). Ostatnio słowo „narracja” zadomowiło się też w publicystyce i wypowiedziach medialnych. Np. politycy konkurujących partii zarzucają sobie nawzajem głoszenie nietrafnych, kłamliwych albo wrogich Polsce narracji, a analizujący ich wypowiedzi dziennikarze zastanawiają się nad spójnością tych „narracji”, ich polityczną efektywnością, a także ich stosunkiem do realnej rzeczywistości. Te ostatnie „narracje” nie mieszczą się w obszarze zagadnień podejmowanych w tym artykule, ponieważ właściwszą perspektywą analityczną dla ich ujmowania są propaganda i manipulacja, a nie rozumienie. A właśnie dążenie do rozumienia świata doświadczanego przez ludzi kieruje badaczami zainteresowanymi edukacją i rozwojem człowieka.
W swojej wypowiedzi zasygnalizuję genezę pojawienia się „narracji” na gruncie naukowym oraz stopniowe poszerzanie się jej treści znaczeniowej. Właśnie nowe znaczenie tego pojęcia oraz zmiana statusu empirycznych badań jakościowych stworzyły warunki do uznania swobodnych wypowiedzi przedstawianych przez różnych ludzi za materiał badawczy wart naukowych analiz. Dlatego w drugiej części skupię się na specyfice tego materiału w kontekście przyjmowanych założeń filozoficzno-teoretycznych. Czytelnicy powinni bowiem mieć świadomość, że wszelkie wyniki badań świata społeczno-kulturowego mają swoje znaczenie w ramach przyjmowanych założeń, określających specyfikę tego świata (założenia ontologiczne), możliwości i sposób jego poznawania (epistemologiczno-metodologiczne) oraz wskazujących cel podejmowania badań, czyli sposoby wykorzystania tych wyników (aksjologiczne). Konsekwencją przyjęcia założeniowości pozyskiwanej wiedzy jest pogodzenie się z tym, że żadne wyniki nie mogą być obiektywne – w znaczeniu: docierające do jedynej prawdy (Kwestia założeń w nieco innych kontekstach jest równie ważna w naukach przyrodniczych).
W nauce, dokładniej w humanistyce, „narracja” pojawiła się jako kategoria używana do opisu fikcji literackich, jako specjalistyczny termin z zakresu teorii prozy artystycznej. Jego definicję można znaleźć w dziedzinowych słownikach (np. Słowniku terminów literackich pod red. J. Sławińskiego). Wszyscy z nas z tym terminem (i jego wariantami, np. typy narratorów) stykali się na lekcjach języka polskiego. W literaturoznawstwie wyodrębnił się nurt badawczy określany mianem narratologii lub narratywistyki. Ciekawe jest to, że w fazie początkowej narratolodzy, wbrew potocznym przypuszczeniom, nie zajmowali się treścią, lecz formami tego, co opowiadane. Za twórcę zrębów teorii narracji uznaje się Władimira Proppa, który analizując bajki (z racji ich prostoty strukturalnej), zauważył, że występujące w nich różne zdarzenia pełnią te same funkcje. Każda wynikała z pozycji zajmowanych przez dane obiekty i z istniejących między nimi relacji. Ostatecznie Propp wyróżnił 31 funkcji i określił stały porządek ich występowania. Uznał go za wspólną wielu bajkom znaczącą strukturę, co z kolei pozwalało uznawać bajki za wersje jednego mitu.
Metoda wypracowana do analizy mitów została przeniesiona przez francuskich strukturalistów do badania dzieł kultury. Wprowadzone rozróżnienie między zdarzeniem i jego funkcją pozwoliło na wyodrębnienie dwóch poziomów gramatyki narracyjnej: powierzchniowego (dostępnego bezpośrednio) i głębokiego (wewnętrznego). Poziom powierzchniowy, czyli poziom wyrażania – za pomocą słów lub innych znaków – traktowano jako uzewnętrzniony, końcowy produkt procesu wytwarzania narracji. Poświęcano mu najmniej uwagi, ponieważ celem analiz było odsłonięcie niedostępnego bezpośredniemu poznaniu poziomu głębokiego, czyli gramatyki generującej wszelkie – nie tylko fikcyjne – narracje. Chodziło więc o skonstruowanie gramatyk wytwarzania (znaczących) struktur wypowiedzi określonego rodzaju.
Tak więc w punkcie wyjścia narracja była kategorią literaturoznawczą używaną w analizach utworów prozatorskich. Oznaczała głęboką (ukrytą) strukturę generującą realną wypowiedź (tekst kulturowy) – nadającą tej wypowiedzi określoną formę. Treść badanych opowiadań, czyli ich odniesienia zewnętrzne (np. do realnego świata czy do przebiegu życia ich autora), nie były uznawane za godne uwagi. Dla przykładu Roland Barthes zauważał, że w każdym analizowanym opowiadaniu to, co naśladowane, jest przypadkowe, dlatego podstawową funkcją opowiadania nie jest przedstawianie, lecz budowanie widowiska (pomijano referencyjną funkcję opowiadania na rzecz funkcji performatywnej). Podkreślam tę kwestię, ponieważ jest ona istotna w kontekście badań empirycznych w naukach społecznych. Materialnym przedmiotem tych badań są zazwyczaj zarejestrowane opowieści ludzi – uczestników realnych zdarzeń przebiegających w realnych warunkach, mających realne konsekwencje itp. Pytanie o odniesienie opowieści do realnej rzeczywistości należy w tych badaniach do podstawowych.
Znawcy tematu stwierdzają, że rozwój kariery narracji od drugiej połowy lat 60. XX wieku przebiegał lawinowo. Popularność pojęcia wzrosła niepomiernie, kiedy zostało ono przeniesione poza badania literackie, czemu towarzyszyła zmiana jego wyjściowego znaczenia. Narracja zaczęła być traktowana jako ludzka zdolność nadawania porządku zdarzeniom i działaniom, do organizowania ich w pewne całości rozwijające się w czasie, mające sens dla osoby. Narracja stała się czynnikiem konstytuującym obraz tego, co opowiadane, ale także – przynajmniej dla części analityków – wyrazem wewnętrznych struktur poznawczych i tożsamościowych jednostek. Ta zmiana dokonała się w określonym kontekście, kiedy na gruncie filozofii zyskiwały na znaczeniu stanowiska eksponujące czasowość, a tym samym dynamikę (procesualność) bytu ludzkiego, stanowiska znoszące sztywne opozycje wewnętrzny – zewnętrzny, subiektywny – obiektywny, teoria – praktyka. Aktywny, działający człowiek, żyjąc w świecie, doświadcza go, tym samym z perspektywy ludzkiej świat niedoświadczany (obiektywny – taki, jakim go widzi „boskie oko”) nie jest możliwy. Elementy tego świata mają dla człowieka określone znaczenie (coś ułatwiają albo utrudniają, są pożądane albo szkodliwe, piękne albo brzydkie itp.), są też wobec siebie w jakichś relacjach (coś jest ważniejsze lub mniej ważne, coś wynika z czegoś, blokuje coś itd.). To, co nie ma w danym momencie żadnego znaczenia, nie jest dostrzegane i w tym sensie dla osoby nie istnieje. Wytworzony obraz świata i własnego w nim miejsca ma zawsze jakiś porządek, pozwala człowiekowi zrozumieć, w czym uczestniczy, jest pomocny w określaniu sensu własnego działania (wtedy, gdy taka potrzeba określenia się pojawia). Ostatnio w literaturze coraz częściej prezentowany jest pogląd, że zdarzenia następujące po sobie w życiu są przypadkowe. Ale ludzki umysł tej przypadkowości nie znosi i dlatego dąży do wprowadzenia porządku.
Drogą do uzyskania dostępu do tej ludzkiej perspektywy jest właśnie poznawanie opowieści osób uczestniczących, doświadczających, „zmagających się” z życiem. Ten związek w mało analitycznych tekstach uzasadnia się prostymi hasłami, do których należy często przywoływane zdanie (zwłaszcza w kontekście badań biograficznych): „narracja naśladuje życie, życie naśladuje narrację”. Jego autorem jest Jerome Bruner, któremu chodziło jednak nie tylko o to, że poznając czyjąś opowieść o jego czy jej życiu, poznajemy to życie. Przyjmował on, że w konstruowaniu wyobrażeń o życiu i ich uzewnętrznianiu w postaci opowieści występuje ten sam „mechanizm”, taki sam wzór porządkowania wielu – w warunkach naturalnych, czyli bez ludzkiego uczestnika – rozproszonych elementów (ludzi i innych obiektów ożywionych i nieożywionych, zdarzeń itp.). Narracyjność jest czynnikiem strukturyzującym oba byty, dzięki czemu możliwa jest obustronna relacja, która dynamizuje zmiany i w opowieści i w indywidualnych obrazach rzeczywistości. Ta konstrukcja myślowa opiera się na przyjętym założeniu, że to co niedostępne bezpośredniemu oglądowi – procesy o charakterze mentalnym – może być poznawane za pośrednictwem opowieści, ponieważ obie dziedziny, ukryta i językowa, mają taką samą strukturę.
Przypisanie tak dużej wagi zdolnościom narracyjnym człowieka rodzi pytanie o ich genezę. Część osób przyjmuje, że są one wrodzone. M.in. część psychologów (np. wspomniany Bruner, w Polsce Jerzy Trzebiński) uznaje, że schematy poznawcze, z którymi rodzi się człowiek, mają charakter narracyjny. To umysł narzuca tworzonemu obrazowi rzeczywistości formę narracji, co ujawnia się w sposobie przedstawiania tego obrazu. Inni przyjmują, że te zdolności są nabywane. Człowiek, obcując od najwcześniejszego okresu swego jednostkowego życia z opowieściami kultury, uczy się porządkować świat oraz własne przeżycia i doświadczenia, korzystając z wzorów niesionych przez kody kulturowe (kulturowe opowieści), będące dorobkiem społecznym. W tym ujęciu pierwotne jest uczestnictwo w kulturze, a nie antropologiczna struktura umysłu, a narracja jest typem reprezentacji słownej, a nie wrodzoną strukturą umysłu. Nie można empirycznie rozstrzygnąć, które stanowisko jest właściwe. Z perspektywy edukacyjno-rozwojowej bardziej owocne wydaje się drugie ujęcie, ponieważ w większym stopniu otwiera możliwość kształtowania potencjału narracyjnego człowieka (poprzez udostępnianie różnych kodów kulturowych).
Mimo podstawowej różnicy obu stanowiskom wspólne jest funkcjonalne podejście do narracji: służą one porządkowaniu rzeczywistości, w której działają ludzie. To z kolei sprzyja jej rozumieniu, w tym rozumieniu siebie (przyjmuje się koncepcję tożsamości narracyjnej). Uwewnętrznione narracje mają nadawać jednostkowemu życiu poczucie spójności, ciągłości i celowości. Wspólne jest także niejako podwójne rozumienie narracji: jako ukryta struktura wewnętrzna (wrodzona lub nabywana) oraz jej zewnętrzny wyraz przyjmujący najczęściej postać opowiadania, opowieści (możliwe są też inne znaki niż słowa). Warto zwrócić uwagę na to, że opowiadanie doświadczonych zdarzeń jest ważne nie tylko dla osób słuchających (chcących się czegoś dowiedzieć lub pozyskać materiał badawczy), ale także dla samych opowiadających, ponieważ wspomnienia zapisane w pamięci stają się osobistym doświadczeniem dopiero w procesie ich rekonstrukcji i przedstawienia. Taką rekonstrukcję można robić nie tylko wobec innych, ale też wobec siebie (np. poprzez pisanie autobiograficznych dzienników). Dodam jeszcze, że opowieści indywidualne czerpią też z pamięci kolektywnej, co może modyfikować indywidualne wspomnienia. (Nikt z nas nie ma pewności, czy opisy wczesnego dzieciństwa to nasze osobiste doświadczenia, czy „uwewnętrzniony” przekaz rodziców lub innych osób. Wspomnienia osób uczestniczących w historycznych zdarzeniach mogą modyfikować się w konfrontacji z ich publicznymi opisami).
W codziennej praktyce badawczej „narracja” na poziomie materiału badawczego jest zwykle sprowadzana do opowiadania. W badaniach biograficznych odnosi się ono do całego życia albo jego części. W innych badaniach odzwierciedla określony rodzaj doświadczeń (np. ostatni etap studiów, podjęcie pracy zawodowej). Czasami – niesłusznie – za narrację uznaje się wszelką mniej czy bardziej swobodną wypowiedź wywołaną przez badacza (poprzez zadanie pytania otwartego). Różnemu charakterowi wypowiedzi uwagę poświęcił niemiecki socjolog Fritz Schütze, autor popularnej w Polsce metody wywiadu narracyjnego. Wymienia on trzy formy komunikacji: opowiadanie (narracja), opis i argumentacja. Narracja przedstawia następujące po sobie zdarzenia, jest dynamiczna, zasadniczo odzwierciedla to, co osoba opowiadająca robiła. Opis relacjonuje jakiś stan statyczny (miejsca, osoby, rzeczy itp., ale też skompresowane okoliczności działań). Natomiast argumentacja wyraża refleksję nad minionymi zdarzeniami, zawiera osobiste teorie na jakiś temat, służy autoprezentacji, może ujawniać dążenia do wyjaśnienia tego, co się zdarzyło, do usprawiedliwienia własnych decyzji itp. Każda z tych form pełni w wypowiedzi inną rolę i odmiennie powinna być analizowana, ostatecznie w procesie analizy całości formy winny być do siebie odniesione. Analiza swobodnych wypowiedzi nie może ograniczać się do streszczania tego, co powiedzieli ludzie (w języku naukowym – parafrazowania) i „wzbogacania” ich przyjętymi z góry terminami teoretycznymi.
Wspominałam już, że w empirycznych badaniach nauk społecznych istotne jest pytanie o relację między opowieścią a realną rzeczywistością, do której się ona odnosi. Za naiwne należy uznać przekonanie, że opowieść może odzwierciedlić rzeczywistość, taką jaką „naprawdę” była, jeśli tylko osoba opowiadająca „się otworzy”. Co więc niesie opowiadanie o czymś, w czym tkwi jego wartość poznawcza? Jest materiałem, poprzez który można starać się zrekonstruować struktury narracyjne, którym znaczenie nadają zasygnalizowane wcześniej założenia filozoficzno-teoretyczne. Opowiadanie odzwierciedla rzeczywistość doświadczoną przez ludzi. Nie chodzi więc o to, że nie ma faktów, są tylko narracje. Bez wątpienia są zdarzenia, którym można nadać status faktów, zaistniały obiektywnie. Czyjeś urodzenie jest z pewnością empirycznym faktem, ale postrzeganie okoliczności tego urodzenia i jego znaczenie dla różnych osób są już odmienne.
Opowieści ludzi wykorzystywane są w badaniach empirycznych w różnym celu. Można w nich szukać tego, co wspólne i powtarzalne, np. rekonstruować doświadczenia pokoleniowe, doświadczenia grupy zawodowej itp. Wówczas – podobnie jak w badaniach historycznych – eliminuje się to, co niewiarygodne, co w konfrontacji z innymi źródłami jest ewidentnie niemożliwe. Albo można dążyć do zrozumienia doświadczeń i przeżyć określonych osób. Jeśli w tak ukierunkowanym poznaniu okazuje się, że to co zostało opowiedziane, nie zgadza się z obiektywnymi danymi, to nie odrzuca się tej wypowiedzi jako niewiarygodnej, lecz traktuje jako zagadkę do rozwiązania. Jakie mogą być uwarunkowania tej niezgodności, co ona może znaczyć w perspektywie całości doświadczeń tej osoby. Jak zauważył amerykański pisarz John Strrock dla zrozumienia człowieka ważny jest porządek, w jakim myśl czy wspomnienia zapadają w jego świadomość. W literaturze przedmiotu można znaleźć metodyczne wskazówki, jak ten porządek identyfikować. Ale żadna metoda badawcza nie gwarantuje osiągnięcia tego celu. Ich znajomość może inspirować, ale nie zastąpi wnikliwości i wyobraźni badawczej. Moim zdaniem większe znaczenie ma wiedza o specyfice materiałów narracyjnych, wrażliwość i wyobraźnia poznawcza niż stosowanie konkretnych metod analizy.
Do podstawowych kwestii w badaniach narracyjnych należy świadomość „złożonej czasowości” narracji. Minione zdarzenia nie stanowią zarejestrowanego w umyśle filmu, który można w sprzyjających warunkach odtwarzać zawsze w takiej samej postaci. Trafniejszą wydaje się metafora palimpsestu, czyli tekstu pisanego na wcześniejszym niedokładnie startym innym tekście. Narrację tworzą nakładające się na siebie warstwy doświadczeń, z których każda kolejna w jakimś stopniu modyfikuje poprzednie. Istotne jest, że i w życiu, i w opowieści o życiu mieszają się trzy perspektywy czasowe. Relacjonowanie przeszłości nie jest neutralne – dokonuje się z punktu widzenia określonego „teraz”, w którym osoba opowiadająca wie więcej, przeżyła więcej niż miało to miejsce w przeszłości. Znaczenie minionego wydarzenia zależy od tego, co po nim nastąpiło i co nastąpiło po tym, co nastąpiło itd. Ale na perspektywę postrzegania przeszłości rzutuje także przyszłość – wyobrażenia tego, co chcemy, by się wydarzyło, tego czego się obawiamy, że może się wydarzyć itp. Struktura opowieści i jej ciągłość nie opiera się bezpośrednio na następstwie wydarzeń przeszłych, lecz zachodzących w teraźniejszości w umyśle osoby opowiadającej. Nie można też zapominać, że każda opowieść o wycinkach własnego życia jest efektem świadomego lub nieświadomego wyboru (nie można opowiedzieć wszystkiego, coś uznaje się za istotne lub bez znaczenia, coś zostaje wyparte i „znika” z pamięci). Jest formą kreacji siebie – osoba opowiadająca przegląda się w swojej opowieści i z reguły chce się przedstawić pozytywnie, jako racjonalna osoba, ale może też się za wszystko obwiniać lub przedstawiać jako ofiara.
Wyniki badań empirycznych pokazują, że schematy narracyjne używane przez dorosłych ludzi są relatywnie trwałe, większe zmiany dokonują się w szczególnych warunkach. Mamy tendencję do szukania potwierdzeń, a nie zaprzeczeń swoich przekonań. Stąd w kontekście badań narracyjnych łatwiej jest przypomnieć sobie sytuacje, które są zgodne z aktualnie podzielanymi wzorami interpretacyjnymi, niż od nich odbiegające (To jeden z czynników sprzyjających spójności narracji). Osoby kierujące edukacją, resocjalizacją czy terapią wiedzą, że jednostki łatwiej asymilują to, co jest zgodne z podzielanymi przez nie wzorami, niż to, co jest z nimi niezgodne. Dlatego tak trudno jest doprowadzić do uwewnętrznionej zmiany zachowań (tzn. podejmowanych z przekonaniem, a nie pod presją). Jeśli więc chcemy skutecznie wywoływać pożądane zmiany w zachowaniu ludzi, to musimy ich rozumieć. Nie chodzi przy tym o empatyczne wczuwanie się, ale właśnie o rekonstruowanie wzorów interpretacyjnych, struktur narracji obejmujących wzory zachowań własnych i cudzych.
Trudno w krótkim tekście choćby zasygnalizować przykładowe wyniki badań narracyjnych. Mogłabym wymienić zrekonstruowane przez siebie typy wzorów działań zawodowych absolwentów pedagogiki, konteksty doświadczania wielokulturowości przez mieszkające w Łodzi osoby pochodzenia żydowskiego albo typy reakcji kobiet na etykietę bycia osobą zdemoralizowaną odtworzone przez moje doktorantki. Z samego wyliczenia niewiele wynika. Istotne jest to, że badania narracyjne pokazują wielość empirycznie występujących stanów rzeczy, a nie dominujące tendencje. Jeden ze zrekonstruowanych typów może być reprezentowany przez jedną osobę, a inny przez kilkanaście (to bardzo dużo przy niewielkich próbach). W tym rodzaju badań nie ma to znaczenia (być może to zbieg okoliczności i w innej populacji rozkład liczbowy byłby inny), istotniejsze jest, czy udało się zgromadzić odpowiednio zróżnicowaną próbę badawczą, zidentyfikować wszystkie możliwości.
W swojej biografii naukowej prowadziłam zarówno klasyczne badania empiryczne o charakterze ilościowym, jak i badania w jakiejś mierze odnoszące się do narracji. Te drugie dały mi więcej satysfakcji poznawczej. Ale dobre badania jakościowe, w tym narracyjne, wymagają dużej ilości czasu i znacznego nakładu sił intelektualnych. W żadnym wypadku nie są lepsze niż inne. Wybór takiej a nie innej orientacji badawczej, metody badawczej zależy od określenia przedmiotu badania i celu, który chce się osiągnąć. (Szczoteczka do zębów niezbyt nadaje się do czyszczenia podłogi, a młotek do rozkładania smartfona). Badania narracyjne – jak każde inne – wymagają krytycznej postawy osób je prowadzących. Warto przede wszystkim pamiętać, że założenia konstytuujące znaczenie narracji są strukturami myślowymi, które mogą ulegać zmianom i nie jest zasadne traktowanie ich jako pewników. Na gruncie współczesnego literaturoznawstwa coraz częściej kwestionowana jest scalająco-integracyjna moc narracji. Zwraca się uwagę na uproszczenia w opisach tożsamości narracyjnej w badaniach empirycznych. W jakiejś mierze wynikają one z anachroniczności modeli powieściowych, które legły u podłoża narratywizmu i nadal są w nim zakotwiczone – z modelu powieści XIX-wiecznej. Anna Łebkowska krytycznie zauważa, że narratoologia przywoływana przez inne dyscypliny sprawia z jednej strony wrażenie przesadnie jednolitej, z drugiej – zamrożonej w swojej wczesnej fazie. Te uwagi są warte namysłu przez reprezentantów nauk społecznych. Być może szukając w badaniach narracyjnych różnic międzyludzkich, nieświadomie je przysłaniamy w wymiarze wewnątrzosobowym.
Prof. dr hab. Danuta Urbaniak-Zając, Uniwersytet Łódzki, Wydział Nauk o Wychowaniu