logo
FA 9/2021 okolice nauki

Zbigniew Cywiński

Refleksje pandemiczne

Refleksje pandemiczne  1

Edvard Munch: Krzyk – 1893, Oslo, Nasjonalgalleriet;
wg Leksykon malarstwa, Muza 1996, str. 516

Nowe warunki gospodarowania będą wymagały wspólnych, międzynarodowych ustaleń i szerokiej współpracy – w atmosferze międzyludzkiej solidarności. Wszystko to może przebiegać pomyślnie tylko wtedy, gdy zostanie zapewniony wzrost poczucia odpowiedzialności i moralności, a więc w sferze duchowej – poszczególnych ludzi i całych społeczeństw.

Rozważania podjęte tu z perspektywy przełomu lat 2020/2021 sięgają dziś w rzeczywistości ostatnich stu lat działalności człowieka – z jego nigdy wcześniej niedoznawanym, dynamicznym rozwojem materialnym, ale także – widocznym regresem moralnym. Wypływające z konfrontacji tych dwóch imperatywów ludzkiego działania wnioski mogą być obecnie dość pesymistyczne. Jednakże w naturze świata zakorzenione są prawa wymuszające jego harmonię. Powstaje pytanie, czy obecna pandemia koronawirusa – jako znak samooczyszczenia matki natury – może być przejawem dążenia do tej harmonii. Godzi się zapytać, jak ten ogólny trend może wpłynąć na indywidualne życie obecnych ludzi, a jeszcze bliżej na obraz kształcenia dzisiejszych generacji młodzieży w polskich uczelniach? Artykuł zawiera skromną próbę udzielenia stosownych odpowiedzi z pozycji zawodowej człowieka nauki i techniki oraz w nawiązaniu do jego zamiłowań humanistycznych.

Na wstępie warto przywołać pewne odczucia ogólne, jakie mogą się wiązać z charakterystyką stulecia 1920-2020. Przede wszystkim można je nazwać „odlotowym” – w trojakim znaczeniu tego słowa. W dzisiejszej obiegowej polszczyźnie jest ono synonimem niezwykłości, rewelacyjności, świetności, wspaniałości, znakomitości itp. określeń. Paralelnie słowo to może być także odbiciem pewnego szaleństwa – stanu samoupojenia tego stulecia. Jednakże w trzecim podejściu słowo to znaczy również odlot par excellence, czyli pewien koniec.

Dzisiaj, patrząc na sto lat z obu pierwszych perspektyw, można okres ten uznać niewątpliwie za czas niesamowicie szybkiego i, co gorsza, szalonego rozwoju materialnego ludzkości, ale też równolegle rabunkowej eksploatacji zasobów globu. Stało się to przyczyną zwalczania stanu tych spraw na rzecz uprawiania polityki tzw. rozwoju zrównoważonego (Cywiński Z., Current philosophy of sustainability in civil engineering, „Journal of Professional Issues in Engineering Education and Practice” 2001, ASCE, 127(1), 12-16; Cywiński Z., O nową filozofię budownictwa, Politechnika Gdańska, Gdańsk 2009, wyd. II 2010). Ruch ten, rodzący się w różnych kręgach wielu społeczeństw, został formalnie zapoczątkowany w roku 1987 przez WCED (World Commission on Environment and Development), gdy pojawił się raport tej komisji pn. Our Common Future, zwany też Brundtland Report. Później, w roku 1992, został on oficjalnie przyjęty przez ONZ na konferencji w Rio de Janeiro. Równocześnie, a nawet wcześniej, tworzyły się też rozliczne tzw. zielone ruchy obywatelskie, organizacje pozarządowe i formacje polityczne.

W tym gwałtownym rozwoju zauważono jednak także poważne mankamenty moralne. Już Teilhard de Chardin w książce Moja wizja świata stwierdza: „Coraz trudniej zrobić dalszy krok w dziedzinie organizacji materialnej, jeśli się go natychmiast nie zrównoważy odpowiednim krokiem naprzód w dziedzinie psychicznej i duchowej”. Dlatego też w artykule Current philosophy of sustainability in civil engineering („Journal of Professional Issues in Engineering Education and Practice” 2001, ASCE, 127(1), 12-16) zaproponowałem definicję zrównoważonego rozwoju, jak następuje: „Zrównoważony rozwój zaspokaja całościowe (duchowe i materialne) potrzeby żyjących dziś ludzi, bez ograniczenia zdolności przyszłych pokoleń do zaspokajania, odpowiednio, ich własnych potrzeb”. Źródłem tej definicji jest niewątpliwie encyklika Redemptor hominis (1979), w której można przeczytać: „Rozwój techniki oraz naznaczony panowaniem techniki rozwój cywilizacji współczesnej domaga się proporcjonalnego rozwoju moralności i etyki. Tymczasem ten drugi, zdaje się, niestety, wciąż pozostawać w tyle. I stąd też ów skądinąd zdumiewający postęp, (…) musi rodzić wielorakie niepokoje. Niepokój zaś dotyczy zasadniczej i podstawowej sprawy: czy ów postęp, którego autorem i sprawcą jest człowiek, czyni życie ludzkie na ziemi pod każdym względem »bardziej ludzkim«, bardziej »godnym człowieka«? (…) czy człowiek (…) rozwija się i postępuje naprzód, czy też cofa się i degraduje w swym człowieczeństwie?”. Bowiem w człowieku „tęskni i pulsuje to, co jest najgłębiej ludzkie: poszukiwanie prawdy, nienasycona potrzeba dobra, głód wolności, tęsknota za pięknem, głos sumienia”.

Kłamstwo prowadzi do braku zaufania

Jest faktem, że braki w sferze duchowej przyczyniły się w rozważanym stuleciu do wybuchu wielu wojen, z II wojną światową na czele, do powstania i funkcjonowania różnych reżimów totalitarnych, do rozwoju rasizmu, terroryzmu, głoszenia nienawiści, hejtu itp. zjawisk. Mogą one świadczyć o zbliżaniu się stulecia 1920-2020 do wcześniej wspomnianego jego odlotu w trzecim znaczeniu tego słowa – jako końca możliwości dalszego pomyślnego rozwoju. Wynika to z porzucenia przez wielu ludzi zasad uznawanego od dawna Dekalogu, a nawet prawa naturalnego jako kompasu moralnego. Dążenie do niczym nieskrępowanej, egoistycznej swobody postępowania rodzi niestety widoczny regres w obszarze etyki stosunków międzyludzkich. Wydaje się, że jedną z najbardziej panoszących się nieprawości jest dziś kłamstwo. Nieposzanowanie prawdomówności prowadzi do wszechstronnego braku zaufania wszystkich do wszystkich i do wszystkiego.

Powstające w tej sferze ruchy odśrodkowe nie pozostają bez konsekwencji. Można chyba założyć, że jednym z pierwszych sposobów samoobrony natury może być współczesna pandemia koronawirusa. Podobne znaczenie mogą mieć także różne kataklizmy naturalne, takie jak: wielkoobszarowe pożary, trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów, ale też powodowane zmianami klimatycznymi powodzie, susze, tornada, tajfuny i huragany, a także różne efekty przeludnienia. Wszystko to sprawia, że – w dalszej perspektywie – może to skutkować procesami samozniszczenia świata i naszej obecnej cywilizacji.

Takie wnioski nie biorą się znikąd. Jeżeli spojrzy się chociaż na obecne procesy zatruwania ziemi, wody i powietrza z jednej strony oraz na realne niebezpieczeństwo użycia broni jądrowej z drugiej, odczucia takie nie są gołosłowne. Dlatego warto dziś przyjrzeć się choćby wymienionej tu zarazie. Należy sądzić, że zagości ona na świecie mniej lub bardziej długotrwale, ale mogą również pojawić się nowe epidemie. Trzeba zatem pomyśleć, jak to zjawisko wpłynie na dalsze bytowanie człowieka. Wygląda na to, że kończy się jego aurea aetas, a krzyk niepokoju staje się coraz głośniejszy.

Bowiem, jeśli spojrzymy na cywilizacje i kultury ludzkie w ciągu wieków, wszystkie one – tak jak organizmy żywe – rodziły się, trwały (ale też mutowały) i umierały. Jest to prawidłowość, której ulegnie na pewno kiedyś również nasza obecna cywilizacja i kultura. W roku 2014 napisałem: „Patrzę na ten świat już 85 lat i nie mogę się nadziwić, jak wielkie zmiany – pod każdym względem – stały się w tym czasie udziałem człowieka. Spoglądając na to, trudno wyobrazić sobie granicę, do której dąży funkcja rozwoju świata, niewątpliwie jeszcze silniejsza od funkcji wykładniczej. Wygląda na to, że nastąpi gdzieś jej gwałtowne urwanie”. Dziś wszystko wskazuje na to, że takie właśnie „urwanie” autentycznie zostało zapoczątkowane.

Co zatem może nam przynieść przyszłość?

Świat po pandemii koronawirusa jest dziś wielką niewiadomą. Niewątpliwie będzie on odbiciem realnej rzeczywistości, a ta narzuci ludzkości różne ograniczenia, proponując równocześnie jej stosowną adaptację. Będzie ona musiała uwzględnić potrzeby całościowo zrównoważonego, harmonijnego rozwoju świata. Już dziś mówi się o utrzymaniu, w znacznym stopniu, pracy zdalnej wszędzie tam, gdzie to podczas pandemii zdawało egzamin. Będzie to wymagało dużego wzajemnego zaufania pracodawców i pracobiorców, ale też odpowiedniej edukacji społeczeństw w skali świata. Sfery gospodarki, gdzie przeważała dotychczas bezpośrednia praca ludzka, poddane zostaną zarazem wzmożonej automatyzacji. Może to rodzić wzrost bezrobocia przynajmniej do czasu przekwalifikowania się przedstawicieli niektórych odchodzących zawodów. Nowe warunki gospodarowania będą wymagały wspólnych, międzynarodowych ustaleń i szerokiej współpracy w atmosferze międzyludzkiej solidarności. Wszystko to może przebiegać pomyślnie tylko wtedy, gdy zostanie zapewniony wzrost poczucia odpowiedzialności i moralności, a więc w sferze duchowej poszczególnych ludzi i całych społeczeństw. Na pewno wyzwanie to będzie bardzo trudne w realizacji.

Odbiciem tych ogólnych konieczności stanie się też sfera nauczania podstawowego, średniego i wyższego. Skupmy się na tym ostatnim, ważnym dla działalności uczelni w Polsce. Wydaje się, że wykłady będzie można w dużej mierze głosić w formie zdalnej, chociaż ucierpi na tym tradycyjna, bezpośrednia relacja student-profesor. Podobnie będą mogły kształtować się ćwiczenia tablicowe i seminaria. Te bardziej praktyczne oraz projektowania i laboratoria trzeba będzie dostosować do możliwych w dalszym ciągu, zagrożeń epidemicznych poprzez rozproszenie studentów i ich nauczycieli na salach. Będzie to dużym wyzwaniem dla organizatorów zajęć. Różne bezpieczne formy trzeba będzie nadać także zaliczeniom i egzaminom. Na pewno wzrośnie w swej wadze dobrze zorganizowana praca własna studentów ze zwiększonym wykorzystaniem wiedzy książkowej, czerpanej z bibliotek i Internetu. Większego znaczenia nabędą jednak także szerzej zakrojone praktyki studenckie, gdyż trzeba będzie położyć wzmożony nacisk na przybliżenie teorii do praktyki zawodu, na specyfikę działania w świecie realnym, w „niezdalnym” i „niewirtualnym” otoczeniu ducha i materii.

Wszystkie te działania będą wymagać znacznego wzniesienia się ich uczestników – nauczycieli, studentów i administratorów – ponad dotychczasowe przyzwyczajenia. Wypada dodać, że wszyscy oni będą musieli zawczasu zadbać o uruchomienie w sobie ponadprzeciętnych, innowacyjnych i kreatywnych, właściwości swoich osobowości. Będzie to możliwe, jeśli każdy z nich działać będzie tak, jak to czyni – harmonijnie i bezkonfliktowo – odnawialna energia w przyrodzie. Sprzyjać temu będą wielorakie techniczno-humanistyczne przymioty intelektu uczestników.

Zbigniew Cywiński, honorowy profesor emeritus Politechniki Gdańskiej

Wróć