logo
FA 9/2021 z laboratoriów

Mariusz Karwowski

Nie tylko łagodzi obyczaje

Nie tylko łagodzi obyczaje 1

Rys. Sławomir Makal

Do teorii inżyniera Mamonia mówiącej o tym, że lubimy te piosenki, które już znamy, naukowcy dopisali właśnie kolejną – jesteśmy muzycznymi „wszystkożercami”.

Na playliście umieszczono czternaście utworów. Wśród nich kawałki polskie i zagraniczne, evergreeny sprzed lat i piosenki z aktualnych list przebojów. Nastrojowe ballady i bardziej dynamiczne kawałki, a także klasyczne kompozycje. Uczestnicy badania mogli się zatem poczuć niczym uczestnicy teleturnieju „Jaka to melodia?”. Choć, z uwagi na długość fragmentów, trafniejsze wydaje się porównanie z „Wielką grą”. Słuchali popu, rocka, rapu, muzyki poważnej, a nawet operowej arii…

– Ich zadaniem było rozpoznanie oraz określenie, na ile podoba im się dany fragment. Przyjęliśmy założenie, że świadectwem różnicowania się gustów muzycznych jest właśnie preferowanie konkretnych utworów, kompozytorów, wykonawców, zespołów itd., co miałoby wynikać z przyjętego przez respondenta systemu wartości, jego wrażliwości i statusu – wyjaśnia dr Katarzyna M. Wyrzykowska z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.

Tego typu badania, w których różne aspekty życia, jak choćby styl ubierania się czy sposoby spędzania wolnego czasu, poddawane są analizie pod kątem społecznej hierarchizacji, wykonuje się na Zachodzie od dawna. W Polsce ten obszar jest na razie słabo rozpoznany. Przed kilkoma laty lukę tę postanowił wypełnić zespół prof. Henryka Domańskiego z IFiS PAN. Badacze przyjrzeli się stylom jedzenia Polaków. Wyszło im, że przeważająca część społeczeństwa nadal spożywa o określonych porach trzy główne posiłki, co stanowi o specyfice naszego rytmu jedzenia, różniącego nas np. od Francji, Wielkiej Brytanii czy krajów nordyckich. Jemy najczęściej w domu, w gronie rodzinnym i na ogół typowe dania kuchni polskiej (rosół, pomidorowa, kotlet schabowy, ziemniaki), co wskazywałoby na ciągłość tradycyjnego modelu odżywiania się. Jednocześnie uczeni zauważyli w tym aspekcie oddziaływanie struktury społecznej, które przejawia się w istnieniu zależności między wyborami konsumpcyjnymi a usytuowaniem w hierarchii społecznej. „Klasa średnia” znacznie częściej niż pozostali żywi się zdrowo (nabiał, chude mięso, zielona herbata) i unika produktów uznanych za szkodliwe (tłuszczów i cukru, słodzonych napojów). Wśród kierowników i specjalistów występuje znajomość produktów i potraw mniej powszechnych, egzotycznych i wyszukanych, takich jak: kuskus, tortilla, krewetki, sushi, musaka czy mule. Oni też częściej deklarują picie alkoholi droższych, takich jak whisky czy gin, podczas gdy wśród robotników i rolników najpopularniejsze jest piwo.

– Członkowie różnych klas funkcjonują też w innym rytmie jedzenia. Zwyczaju konsumpcji trzech głównych posiłków przestrzegają najczęściej rolnicy. Oni też najrzadziej jadają drugie śniadanie, zastępując je jedzonym najwcześniej obiadem. Nieco później obiadują robotnicy, jeszcze później właściciele, a najpóźniej pracownicy umysłowi niższego szczebla oraz wyżsi kierownicy i specjaliści. Ta ostatnia kategoria najrzadziej jada kolację, natomiast częściej od innych drugie śniadanie – przywołuje wyniki poprzedniego projektu prof. Henryk Domański.

Muzyczna soczewka

Kontynuując niejako tamte badania, tym razem wzięto na warsztat gusty muzyczne. Na taką skalę – zrealizowano ponad 2 tys. wywiadów – nigdy w Polsce tego nie robiono. Mimo że – zdaniem wielu socjologów – nic tak nie różnicuje społeczeństwa jak muzyka, stanowiła ona dotychczas jedynie dodatek, czy to w badaniach dotyczących stratyfikacji kultury jako takiej, czy – jak we właśnie rozpoczynanym projekcie naukowców z UMK – analizie związku gustu muzycznego z gustem architektonicznym. Tymczasem przecież większość z nas codziennie jej słucha i to właśnie w tej aktywności, niczym w soczewce, skupiają się też społeczne podziały.

– Muzyka w przeciwieństwie do innych sztuk wymaga stosunkowo mało fatygi i środków. Chcąc pójść do teatru, osoby z małych miejscowości muszą zadać sobie sporo trudu, by pokonać ograniczenia infrastrukturalne, transportowe, finansowe. Mieszkańcy dużych ośrodków mają to na wyciągnięcie ręki, ale też muszą znaleźć czas. Tymczasem muzyka towarzyszy nam niemal non stop, można jej słuchać nawet podczas zakupów. Każdy ma z nią styczność, czy to na imprezach rodzinnych, czy w pracy. I każdy może coś powiedzieć o swoich preferencjach – wyjaśnia dr Wyrzykowska.

Ta tematyka chodziła za nią już od jakiegoś czasu. Podczas pisania doktoratu dotyczącego uczestnictwa młodzieży w kulturze muzycznej, uderzyło ją to, że w Polsce brakuje… socjologów muzyki. Nie chodzi o badaczy, którzy zajmują się tym tematem okazjonalnie, lecz o tych, którzy konsekwentnie wokół niego budują swoją zawodową drogę. Zdecydowała się nią pójść, choć sama pochodzi z rodziny niezwiązanej zawodowo z muzyką. Szybko jednak zrozumiała, że bez muzyki trudno żyć. Na pomysł, by przyjrzeć się temu aspektowi codzienności pod kątem stratyfikacji społecznej, długo swojego szefa nie musiała namawiać. W pierwszym etapie zaplanowano badania ilościowe, w tym wspomniany na wstępie odsłuch wybranych utworów.

Pop na topie

Potwierdziło się to, co intuicyjnie można było przeczuwać. Najbardziej lubianym przez Polaków gatunkiem muzycznym jest pop, którego słucha aż 72% respondentów. Nie różnimy się w tym od zagranicznych populacji. Za to nasze własne disco polo lubi więcej niż połowa pytanych (51,5%). Dużą popularnością cieszy się też muzyka ludowa i tradycyjna (43,8%). Uczeni przyznają, że ta ostatnia kategoria jest najbardziej płynna i może obejmować zarówno muzykę źródeł/etniczną, jak i biesiadną, a także wykonawców typu „Mazowsze” czy „Śląsk”, którzy bardziej kojarzą się z wariacją „miastowych” na temat muzyki wsi. Dopiero czwarte miejsce zajął rock (40,6%), który z kolei jest najbardziej dowartościowywanym, jeśli chodzi o wykształcenie respondenta.

We wszystkich kategoriach zawodowych pierwszym wyborem była muzyka popularna – z wyjątkiem rolników, którzy wskazywali częściej na disco polo i muzykę ludową. Wysoki odsetek słuchających disco polo zanotowano także u robotników i – co może zaskakiwać – u pracowników umysłowych. Właściciele firm zaraz po popie słuchają rocka, a kierownicy i specjaliści muzyki klasycznej.

Kategorią różnicującą preferencje był też wiek badanych. Najbardziej uwidoczniło się to przy rapie, techno i muzyce ludowej. Dwóch pierwszych gatunków słuchają głównie młodzi, trzeciego osoby 56+, które z kolei rapu najbardziej nie lubią. Możliwe, że część z nich w ogóle nie miała styczności z taką muzyką.

– Preferencje są także ściśle związane z pochodzeniem społecznym. Podejrzewaliśmy, że ci, którzy mieli styczność z muzyką poważną w domu rodzinnym, będą po nią sięgać również i później. Ale okazało się, że przy innych gatunkach pojawiła się podobna tendencja, np. jazz, rock czy pop były preferowane zarówno przez respondenta, jak i jego rodziców. To, jaką muzykę słyszymy w domu, kształtuje więc naszą wrażliwość na całe życie – komentuje dr Wyrzykowska.

Dodaje przy tym, że silniejsze w kontekście wiedzy o muzyce jest oddziaływanie ojców niż matek – to oni są postaciami bardziej znaczącymi w formowaniu naszego gustu muzycznego. A co dzieje się z nim później? Jak podkreśla badaczka, zgodnie z teorią preferencji długotrwałych, wiele z tego, co polubimy w młodości, pozostaje z nami na dłużej. Nawet jeśli nie słuchamy już muzyki z tamtego okresu, wciąż mamy do niej sentyment. Określona muzyka może też z nami pozostać, jeśli wiąże się z wydarzeniem czy etapem życia dobrze się kojarzącym. Są jeszcze preferencje sytuacyjne, czyli słuchanie muzyki, której na co dzień… nie słuchamy. Nie chodzi tu o wesela, gdzie jesteśmy niejako skazani na to, co zagra didżej, ale np. domówki, na których sami dokonujemy wyboru repertuaru. Moja rozmówczyni podaje przykład disco polo. Po okresie dystansowania się wobec tego gatunku młodzi ludzie zaczęli się przy nim bawić. Wcześniej było to traktowane jako „obciach”, dziś bardziej z przymrużeniem oka, w żartobliwej/ironicznej konwencji słuchają tej muzyki.

Klasowe upodobania

Zmiana naszego gustu może także przybrać trwały charakter. Tak dzieje się chociażby u osób, które aspirując np. do jakiegoś kręgu środowiskowego, mogą sięgać po muzykę cieszącą się tam uznaniem. Podobnej presji poddawani są ci, którzy dokonali nagłego awansu społecznego, i by nie odczuwać dyskomfortu z powodu bycia odmieńcem, też wybiorą muzykę słuchaną przez ich nowe otoczenie. Analizy pokazały również, że preferencje muzyczne osób zmieniających pozycję klasową różnią się od upodobań tych, którzy dziedziczą status rodziców. Ponadto zauważalne jest, że osoby, które zmieniły pozycję w hierarchii społecznej, z jednej strony dostosowują się w pewnym stopniu do nowych środowisk, z drugiej pozostają nadal związane z pozycją klasową swoich rodziców. To zjawisko najwyraźniej jest widoczne w muzyce klasycznej, disco polo i rocku, a najsłabiej w lubieniu popu i rapu.

Co ciekawe, istotnym czynnikiem w kształtowaniu naszego gustu są też preferencje życiowych partnerów. Najsilniej wpływ ten zaobserwowano przy muzyce poważnej i jazzie.

– Jeśli badany wykonywał zawód o mniejszym statusie i był związany z kierownikiem bądź specjalistą, to miał silniejsze upodobania do tych gatunków niż osoby z jego grupy zawodowej wchodzące w związki z kimś innym. To samo działało w drugą stronę – raportuje badaczka z IFiS PAN.

Ją samą w świat dźwięków wprowadzał starszy brat. To dzięki niemu zainteresowała się m.in. amerykańskim grunge’em. Dziś słucha elektronicznej alternatywy, przy czym bardziej post-rocka niż techno, a ostatnio także muzyki etnicznej, głównie ze Skandynawii. Nie gardzi też popem, zwłaszcza tym z ostatnich dekad minionego wieku. Takie połączenie różnych gatunków, niekiedy z dwóch krańców skali, choć w pierwszej chwili zaskakujące, jest dość powszechne. Zjawisko to, nazwane omniworyzmem lub wszystkożernością, zdefiniowano pod koniec XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Tamtejsi uczeni wskazywali na tendencję polegającą na łączeniu praktyk kulturowych tradycyjnie przypisanych kategoriom o odmiennym statusie społecznym. W skrócie chodzi o to, że osoby usytuowane wyżej w hierarchii społecznej zaczęły sięgać po treści, które były charakterystyczne do tej pory dla osób o niższym statusie. Może to działać również w drugą stronę, aczkolwiek zachodni socjologowie udowodnili, że to osoby z góry społecznej hierarchii są największymi „wszystkożercami”, poszerzając tym samym własne spektrum kulturowe.

– Nie jest to lubienie wszystkiego bez wyjątku, ale raczej otwieranie się na różne rodzaje konsumpcji – precyzuje dr Wyrzykowska.

Bach, Davies, a może Weekend?

Omniworyzm postrzegany był na początku jako oznaka zacierania się dystansów społecznych, tolerancji, otwartości. Wbrew temu okazał się on raczej zjawiskiem utrwalającym podziały klasowe, gestem elitarnym, wyższościowym. Warto jednak zaznaczyć, że zjawisko to na poszczególnych piętrach społecznej hierarchii kształtuje się inaczej. Dotychczas wyodrębniono kilkanaście rodzajów omniworyczności związanej w jakimś stopniu z pozycją klasową, przy czym występują w nich również konteksty lokalne i narodowościowe. W Polsce zjawisko to nie dotyczy raptem 13% społeczeństwa, głównie osób przywiązanych do jednego gatunku muzycznego albo nielubiących żadnego. Największą grupę stanowią umiarkowani omniworyści, czyli lubiący 2–4 gatunki. Klasyczny omniworyzm, czyli łączenie „góry” z „dołem”, to w naszych warunkach jednoczesne upodobanie do muzyki klasycznej i disco polo, i taką preferencję zadeklarował co dziesiąty badany. Muzykę ludową i klasyczną łączy 15% respondentów. Uczeni z IFiS PAN zwracają również uwagę na tzw. semiomniworyzmy, czyli łączenie gatunków odległych, ale mimo to bliższych sobie niż wskazane powyżej, np. muzyka klasyczna i rock czy pop (15%) oraz pop, rock i rap (11%). Odkryciem na polskim gruncie była silna tendencja do omniworyzmu wśród właścicieli firm (poza rolnictwem). Na Zachodzie zjawisko to występuje głównie wśród wyższych kadr kierowniczych i specjalistów.

– Interpretujemy to w ten sposób, że prowadzący działalność gospodarczą stanowią relatywnie nową kategorię zawodową i w odróżnieniu od innych, już uformowanych, szukają nowych wrażeń, doznań, eksperymentują, bo też i mają na to środki. Poza wszystkim, to osoby z aspiracjami, które często dysponują znacznym kapitałem finansowym – tłumaczy dr Wyrzykowska i dodaje, że omniworyzm występuje głównie wśród młodych. Ponad połowa respondentów w wieku 15–35 lat zadeklarowała, że lubi co najmniej pięć gatunków muzycznych. Jak przypuszczają badacze, może to wynikać z częstszych w tej grupie okazji do dzielenia się swoimi zainteresowaniami muzycznymi, co sprzyja poznawaniu nowych gatunków.

W ocenie mojej rozmówczyni badania, które sfinansowano z grantu Narodowego Centrum Nauki, pokazały, że mechanizmy stratyfikacji kultury nie obejmują wszystkich form aktywności. W muzyce wymykają się im bowiem niektóre gatunki. O ile w przypadku muzyki klasycznej, jazzu czy rocka zaznaczenie hierarchii klasowych jest bardzo wyraźne, o tyle pop czy rap nie odzwierciedlają już spójnej klasowo struktury. Dodatkowo stratyfikację przełamują też w pewnym stopniu różne odmiany omniworyzmu.

– Klasizm kulturowy, wbrew temu, co mogłoby się wydawać, nie jest u nas aż tak silny. Te mechanizmy działają wybiórczo w odniesieniu do konkretnych gatunków, część społeczeństwa nie jest im poddawana. Ta różnorodność w upodobaniach pokazuje też, że hierarchia społeczna nie jest sztywna, lecz cały czas w procesie stawania się – podsumowuje dr Katarzyna Wyrzykowska.

Wróćmy jeszcze na koniec do odsłuchu. Spośród zaproponowanych utworów, m.in. Jana Sebastiana Bacha, Milesa Davisa, Paktofoniki, Pink Floyd, Eda Sheerana czy Weekendu, uczestnicy badania jako najbardziej ulubioną wskazali piosenkę nieśmiertelnego duetu Modern Talking.

Wróć