logo
FA 9/2021 życie akademickie

Rozmowa z prof. Krzysztofem Diksem, byłym przewodniczącym Polskiej Komisji Akredytacyjnej

Mentoring, a nie kontrola

Mentoring, a nie kontrola  1

Prof dr hab. Krzysztof Diks (ur. w 1956 r.) – matematyk i informatyk. Specjalizuje się w algorytmach i strukturach danych, obliczeniach równoległych i rozproszonych oraz w teorii grafów. Były dyrektor Instytutu Informatyki na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego, w którym nadal pracuje. Popularyzator informatyki i wychowawca wielu medalistów międzynarodowych olimpiad informatycznych. Od stycznia 2016 do czerwca 2021 roku pełnił funkcję przewodniczącego Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Był inicjatorem pierwszego internetowego konkursu programistycznego „Pogromcy Algorytmów”. Jest wychowawcą kilkudziesięciu medalistów międzynarodowych olimpiad informatycznych. Opiekun i nauczyciel mistrzów świata w programowaniu zespołowym w latach 2003 i 2007. Współorganizator Akademickich Mistrzostw Świata w Programowaniu Zespołowym w Warszawie (2012).

Kontrola była grzechem pierworodnym ewaluacji kształcenia w Polsce i niestety do dzisiaj wiele uczelni postrzega Polską Komisję Akredytacyjną jako „zbrojne ramię” ministerstwa. Dążyłem do tego, by PKA stała się partnerem-mentorem, którego rolą jest życzliwy ogląd działań uczelni odnośnie do jakości kształcenia oraz wskazywanie obszarów poprawy i doskonalenia, pamiętając przy tym o autonomii uczelni i odpowiedzialności za przyjmowane rozwiązania.

Po ponad pięciu latach zasiadania w fotelu przewodniczącego PKA, w czerwcu został pan odwołany z tej funkcji. W jakich okolicznościach do tego doszło?

Minister Przemysław Czarnek poprosił o spotkanie, na którym zaproponował mi ustąpienie ze stanowiska i dał czas do namysłu. Podczas tej rozmowy kurtuazyjnie zapytał o bieżące zadania komisji, ale odniosłem wrażenie, że nie interesuje go to, co mam do powiedzenia. Po dwóch tygodniach poinformowałem, że nie widzę powodów do rezygnacji, po czym otrzymałem przygotowany wcześniej dokument odwołujący mnie ze stanowiska.

Ma pan żal do ministra?

Świadczyłoby to o tym, że odbieram jego decyzję osobiście, a tak nie jest. Minister miał stosowne ustawowe uprawnienia do jej podjęcia, ale według mnie postąpił niezgodnie z duchem prawa, przerywając po raz pierwszy w historii kadencję przewodniczącego PKA. Tym samym naruszył zaufanie do komisji jako niezależnego od administracji państwowej organu odpowiedzialnego za jakość kształcenia na poziomie wyższym. Zresztą przemawiają za tym i inne ruchy. Ustawą z 21 stycznia 2021 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (sic!) zwiększono w trakcie trwającej kadencji liczbę członków PKA do 100. Odbyło się to bez konsultacji z komisją i bez analizy jej potrzeb. Co więcej, nowych członków powołano bez analizy potrzeb odnośnie do dyscyplin naukowych, których reprezentanci w komisji są niedoreprezentowani. To nie wszystko, bo wśród tych dodatkowych członków znalazł się nowy przewodniczący. Wreszcie, last but not least, nagłej zmiany w kierownictwie dokonano bez wzięcia pod uwagę stanu toczących się prac i nie dając czasu na ich przekazanie.

Czy obserwując od stycznia to, co działo się wokół komisji, czuł pan, że odwołanie jest kwestią czasu?

Gdybym był politykiem, pewnie dostrzegłbym jakieś sygnały. Pierwsze półtora roku pracy komisji w tej kadencji było bardzo intensywne. Głowę miałem zajętą rozwiązywaniem bieżących problemów, do których doszły sprawy związane z pandemią. Ponadto bardzo intensywnie zajmuję się edukacją informatyczną na każdym jej poziomie i temu właśnie poświęcałem w dużej mierze swój wolny czas.

Pozostaje w panu wiara w niezależność PKA?

Komisja to ludzie w znakomitej większości cieszący się autorytetem w środowisku. Wierzę w ich obiektywizm i niepoddawanie się ręcznemu sterowaniu. Ta wiara wynika też z mojej długoletniej pracy na rzecz komisji i postaw wielu osób, które spotkałem na swojej drodze. Z PKA jestem związany od początku jej istnienia. Podczas pierwszej kadencji byłem jeszcze niezbyt aktywnym ekspertem. Moje pełne zaangażowanie zaczęło się 1 stycznia 2012 roku, kiedy zostałem członkiem PKA IV kadencji i jednocześnie przewodniczącym zespołu nauk ścisłych, a tym samym członkiem Prezydium PKA. Cztery lata później, w okresie intensywnych prac nad Ustawą 2.0, stanąłem na czele komisji. Środowisko akademickie pozytywnie oceniło moje działania w tym czasie, rekomendując mnie do składu na VI kadencję, w trakcie której nagle zostałem odwołany z funkcji przewodniczącego.

Nadal będzie pan jednak w składzie PKA?

Na prośbę wielu osób, których zdanie bardzo wiele dla mnie znaczy, pozostaję członkiem komisji, żeby móc z bliska obserwować, w którym kierunku będzie ona zmierzać i nie zawaham się zaprotestować, jeśli uznam, że ocena jakości jest ręcznie sterowana. Jakość nauki i kształcenia zależy przede wszystkim od ludzi, ich klasy naukowej i dydaktycznej, odpowiedzialności i moralności. Nie da jej się zadekretować. Nie można ustawą czy rozporządzeniem stworzyć uczelni z prawdziwego zdarzenia, czy też nadać uprawnienia doktorskie i habilitacyjne skutkujące dobrymi doktoratami lub habilitacjami. W tym miejscu chciałbym wspomnieć moje pierwsze spotkanie z premierem Gowinem, kiedy zaproponował mi kierowanie pracami komisji V kadencji. Nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy. W PKA znalazłem się jako reprezentant środowiska z poparciem Senatu Uniwersytetu Warszawskiego. Na pytanie o to, dlaczego ja, odpowiedział, że potrzebuje merytorycznego, niepolitycznego fachowca z osiągnięciami w nauce, dydaktyce i administracji akademickiej, który świeżym okiem spojrzy na jakość kształcenia na poziomie wyższym i sposoby jej oceny.

Co pan po sobie zostawia?

Kiedy przystępowałem do aktywnego udziału w pracach komisji, a potem pełniłem funkcję przewodniczącego, moją idée fixe była zmiana wizerunku PKA. Kiedy powstawała w 2002 roku, resort potrzebował organu kontrolnego pozwalającego zapanować nad gwałtownie rosnącą liczbą uczelni i prowadzonych studiów. Kontrola była grzechem pierworodnym ewaluacji kształcenia w Polsce i niestety do dzisiaj wiele uczelni postrzega Polską Komisję Akredytacyjną jako „zbrojne ramię” ministerstwa. Dążyłem do tego, by PKA stała się partnerem-mentorem, którego rolą jest życzliwy ogląd działań uczelni odnośnie do jakości kształcenia oraz wskazywanie obszarów poprawy i doskonalenia, pamiętając przy tym o autonomii uczelni i odpowiedzialności za przyjmowane rozwiązania.

Udało się?

Niestety nie jest to łatwe z kilku powodów. Każda uczelnia jest zobowiązana ustawowo poddać się ocenie. Negatywna może skutkować zawieszeniem przez MEiN kształcenia na danym kierunku. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda przy wydawaniu pozwoleń na prowadzenie studiów na określonym kierunku, poziomie i profilu. Decyzje w tym zakresie podejmuje resort, między innymi na podstawie opinii przygotowywanej przez PKA. Tym samym komisja pośrednio jest wciągnięta w postępowania administracyjne ministerstwa, co ma niewątpliwie wpływ na jej postrzeganie. Rozdzielenie aspektów formalnoprawnych od jakościowych w procesie oceny jakości kształcenia jest nieustającym wyzwaniem, przed jakim stoi komisja. Wymaga to przede wszystkim zmian w prawie. Warunki formalnoprawne kształcenia powinny być tak określone, żeby mogły być raportowane i weryfikowane automatycznie, np. w systemie POLon, i kontrolowane przez wyspecjalizowane do tego służby administracyjne. Kryteria te nie powinny podlegać ocenie PKA, bo naszymi ekspertami są pracownicy badawczo-dydaktyczni uczelni, studenci i przedstawiciele pracodawców. W ocenie jakości kształcenia powinni oni korzystać z tego, na czym najlepiej się znają i co wynika z ich doświadczeń i osiągnięć naukowych, dydaktycznych i organizacyjnych.

Jak mieliby to przełożyć na prace w komisji?

Dla przykładu: żeby ocenić jakość kształcenia na danym kierunku, ekspertowi niepotrzebna jest znajomość łącznej liczby punktów ECTS, jaką student musi uzyskać w ramach zajęć z bezpośrednim udziałem nauczyciela akademickiego bądź innych osób prowadzących zajęcia. Ekspert powinien potrafić ocenić, czy liczba godzin kontaktowych w ramach zajęć jest wystarczająca do osiągnięcia przez studentów założonych efektów uczenia się i czy względny nakład pracy studenta dla tych zajęć w ocenianym programie studiów, mierzony liczbą punktów ECTS, jest właściwy.

Proponuje pan odejście od wskaźników ilościowych?

One powinny mieć jak najmniejszy wpływ na ocenę jakości kształcenia. Jeśli dany wskaźnik, np. liczba godzin kontaktowych, czas trwania praktyki zawodowej itp., nie jest osiągany, to ekspert powinien tylko móc ocenić, czy wpływa to bezpośrednio na możliwość osiągnięcia założonych efektów uczenia i wykształcenia absolwenta studiów odpowiedniego profilu i stopnia. Moim zdaniem część członków i ekspertów komisji przy ocenie jakości kształcenia zbytnio koncentruje się na spełnieniu warunków formalnoprawnych. To jest zrozumiałe. Brakiem spełnienia warunku formalnoprawnego łatwo uzasadnić wydawaną ocenę. Trudniej jest z oceną merytoryczną. W poprzednich rozwiązaniach jednym z warunków prowadzenia studiów było posiadanie tzw. minimum kadrowego, które musiało się składać z pewnej liczby pracowników naukowo-dydaktycznych o stosownych stopniach i tytułach naukowych. Nieosiągnięcie tego limitu skutkowało obniżeniem oceny jakości kształcenia. Co jest jednak ważne dla jakości kształcenia? Z pewnością nie posiadanie formalnego minimum kadrowego, ale stabilność, jakość i liczebność kadry dydaktycznej potwierdzona osiągnięciami naukowymi lub zawodowymi niezbędnymi do realizacji programu studiów w wieloletniej perspektywie. Stopnie i tytuły naukowe są przesłanką do uznania kompetencji do prowadzenia zajęć, ale zdecydowanie niewystarczającą.

Ukierunkowywał pan działania komisji w tym duchu?

Część warunków formalnoprawnych zawartych w ustawach i rozporządzeniach, a raczej ich nieprecyzyjność i czasami niezrozumiała restrykcyjność, stwarzają problemy interpretacyjne zarówno ekspertom komisji, jak i uczelniom. Stąd w PKA pojawił się pomysł tzw. stanowisk interpretacyjnych względem pewnych rozwiązań prawnych. Stanowiska te służą przede wszystkim jawności prac oraz standaryzacji i porównywalności ocen. Cały czas jednak starałem się przekonywać członków i ekspertów komisji, że nie są one wykładnią prawa, a każda ocena jest indywidualna i że najważniejsze, aby oceniający szukali odpowiedzi na pytanie, czy uczelnia na ocenianym kierunku dobrze kształci. Innymi słowy, czy wyposaża absolwentów w wiedzę, umiejętności i kompetencje. Kryteria oceny i związane z nimi standardy ich spełnienia, przyjęte przez komisję, są tylko pomocnicze i porządkujące dla wypracowania tej najważniejszej, ogólnej oceny. Uczelnie, które potrafią merytorycznie uzasadnić przyjęte rozwiązania i uwiarygodnić je sukcesami studentów w osiąganiu założonych efektów uczenia, nie powinny obawiać się oceny ekspertów komisji.

Jakie grzechy mają na sumieniu uczelnie?

Niestety obserwuję, że wiele z nich tworzy nowe kierunki studiów typowo marketingowo, bez uwzględnienia rzeczywistego zapotrzebowania na absolwentów, możliwości kadrowych, odpowiedniej infrastruktury, jedynie z nadzieją, że atrakcyjna nazwa przyciągnie kandydatów. Wykorzystuje się do tego celu fundusze unijne, a po zakończeniu okresu finansowania uruchomione kierunki się zamyka. Tymczasem uczelnie powinny odpowiedzialnie podejmować decyzje, w jakim zakresie, po co i kogo chcą kształcić w długofalowej perspektywie. Raporty samooceny nadal pokazują, że często tej autorefleksji brakuje. Niezwykle ważna jest współpraca w projektowaniu programu studiów i jego realizacji z otoczeniem społeczno-gospodarczym. Absolwenci powinni być otwarci na świat, pracę w różnorodnych etnicznie i kulturowo grupach i idee płynące spoza własnego środowiska. Dlatego tak istotne jest umiędzynarodowienie procesu kształcenia. Nie można też zapominać o wsparciu studentów i to zarówno w zdobywaniu wiedzy i umiejętności (dostęp do kadry, infrastruktury, pomoc socjalna), jak i rozwoju zainteresowań studentów. PKA dokonuje ocen raz na sześć lat. Na co dzień o wszystkie wymienione wyżej jakościowe aspekty kształcenia uczelnie powinny dbać same.

Czy nie uważa pan, że wobec silnej pozycji PKA w polskim systemie szkolnictwa wyższego uczelnie mają niewielką motywację do poddawania się akredytacjom środowiskowym?

Poddanie się ocenie PKA jest dla naszych uczelni obligatoryjne i wynika z przepisów prawa. Według mnie ocena programowa dokonywana przez PKA jest najbardziej ogólną, zewnętrzną, miarodajną, a do każdego kierunku stosuje się jednakowe, gwarantujące porównywalność kryteria, uwzględniając jednak specyfikę poszczególnych studiów. Uczelnie w Polsce mają możliwość poddawania się akredytacjom dokonywanym przez inne agencje, zarówno polskie, jak i zagraniczne. Wyniki ocen dokonanych przez agencje cieszące się środowiskowym autorytetem, w szczególności tych wpisanych do rejestru agencji akredytacyjnych EQAR, są uwzględniane przez PKA. O tym jednak, czy warto akredytować się w innej agencji niż PKA, uczelnia musi zdecydować sama, mając na uwadze korzyści z otrzymania akredytacji, przyczyniające się np. do zwiększenia rozpoznawalności w świecie lub uznawalności dyplomów. Ocena dla samej oceny nie ma sensu.

Jak bardzo pandemia zmieniła styl i organizację pracy komisji?

Ogłoszenie stanu pandemii i lockdown uczelni na wiosnę ubiegłego roku oznaczały przejście na kształcenie zdalne. Komisja zawiesiła przeprowadzanie ocen programowych i też przeszła na pracę online. Wszystkie działania, poza ocenami programowymi, były nadal prowadzone. Uznaliśmy, że jeżeli kształcenie może odbywać się w trybie zdalnym, to i dokonywanie ocen programowych też powinno. Wymagało to przygotowania ścisłych procedur przeprowadzania zdalnych ocen programowych, zbudowania systemu informatycznego wspierającego ten proces, przeszkolenie w tym zakresie członków i ekspertów komisji oraz przedstawicieli uczelni. Wszystko udało się perfekcyjnie. Nie byłoby to możliwe bez zaangażowania i profesjonalizmu pracowników Biura PKA, członków Prezydium Komisji, a w szczególności sekretarza komisji. Z początkiem października 2020 roku wróciliśmy do pełnej działalności statutowej i rozpoczęło się dokonywanie ocen w trybie zdalnym. Według mnie przyjęte rozwiązania uporządkowały i usprawniły prace komisji. Potwierdzeniem tego był praktycznie brak opóźnień, mimo znacznego zwiększenia zakresu naszej pracy. Dla przykładu, w całej kadencji w latach 2016–2019 przeprowadzono 1271 ocen programowych i zaopiniowano 1162 wnioski o pozwolenie na utworzenie studiów. W tej kadencji, w okresie od 20 marca 2020 do 22 lipca 2021 roku, dokonano 717 ocen programowych i zaopiniowano 776 wniosków o pozwolenie na utworzenie studiów.

Nie tylko do tego sprowadza się działalność PKA…

Oczywiście prowadzimy też nieustający dialog z uczelniami, organizacjami studenckimi, pracodawcami, administracją… W czerwcu, z inicjatywy komisji, odbyło się Forum Jakości, na którym podjęliśmy temat przekucia sytuacji pandemicznej i przyjętych w niej rozwiązań w sukces, który zagwarantuje wysoką jakość kształcenia zarówno w sytuacji kryzysowej i powrotu do nauczania zdalnego/hybrydowego, jak też w warunkach normalnego, stacjonarnego kształcenia. O pozycji PKA i jej postrzeganiu w społeczności akademickiej świadczy ponad 1300 zarejestrowanych użytkowników wydarzenia, 35 prelegentów reprezentujących najważniejsze instytucje i organizacje funkcjonujące w systemie szkolnictwa wyższego, a także ponad 10 godzin transmisji wypełnionych merytoryczną dyskusją.

Pokusiłby się pan na koniec o podsumowanie dekady swojej działalności w PKA?

Dziesięć lat pracy w komisji to szmat czasu. Niewątpliwie pozwoliło mi to lepiej zrozumieć problemy związane z kształceniem na poziomie wyższym w Polsce, poznać specyfikę kształcenia w poszczególnych dyscyplinach, spotkać wspaniałych, zaangażowanych w sprawy jakości kształcenia przedstawicieli świata akademickiego. Uważam, że przy ograniczonych nakładach na szkolnictwo wyższe i naukę, przy powszechności kształcenia na poziomie wyższym, nie mamy się czego wstydzić. Mamy wiele wspaniałych uczelni, których absolwenci zmieniają nie tylko Polskę, ale i świat. Powinniśmy zadbać o to, żeby pozostałe uczelnie uczyły jak najlepiej, na miarę potrzeb i możliwości, a nie w celu zaspokajania wybujałych ambicji polityków i lokalnych włodarzy. Moim niezrealizowanym marzeniem jest jeszcze większe docenienie dydaktyki. Nie ma uczelni bez badań na wysokim poziomie, ale nie ma jej i bez zaangażowanych dydaktyków. Pierwszy krok został zrobiony – mamy dydaktyczną ścieżkę awansu zawodowego. Kolejny etap, czyli wpływ jakości dydaktyki na ocenę uczelni i profity z niej płynące, przed nami. Tutaj powraca idea grantów dydaktycznych, o które można by rywalizować tak, jak o granty NCN.

Rozmawiał Mariusz Karwowski

Wróć