logo
FA 9/2021 okolice nauki

Marek Misiak

Me, myself and I

W popularnonaukowym pisaniu o literaturze łatwo osunąć się w pułapkę biografizmu. Najczęściej dzieje się tak dlatego, że umożliwia to ustrukturyzowanie materiału w sposób zrozumiały dla laika. Józef Olejniczak jest od tego jak najdalszy: pisze równolegle o twórczości i biografii Gombrowicza, ale robi to z zaskakującym nowatorstwem, ambicją i ambiwalencją.

Wyjaśnijmy najpierw tę ostatnią: Gombrowicz jawi się w tej książce jako jednocześnie przenikliwy myśliciel i męczący egotyk; człowiek zanurzony w polskości i obywatel świata; żywa legenda i bezradne dziecko, latami utrzymywane przez możnych protektorów. Ten wciąż zmieniający się splot sprzeczności dostrzega jednak przede wszystkim on sam. Nie stara się go rozplątać ani nie ma złudzeń, że jest w stanie sam siebie do końca zrozumieć, ale pisze o sobie, Dziennik i Kronosa. O ile refleksje Olejniczaka o Ferdydurke czy Trans-Atlantyku, choć błyskotliwe, nie są nadmiernie oryginalne, gdy pisze on o szczerości i autokreacji w autobiograficznych dziełach Gombrowicza, wielu czytelników (w tym piszący te słowa) zdaje sobie sprawę, jak powierzchownie odebrali zwłaszcza Dziennik. Czy pisarz próbował stwarzać na nowo samego siebie przed czytelnikiem, czy przed samym sobą? Chciał kształtować to, kim jest, czy jedynie (a może aż?) to, jak jest odbierany? Olejniczak wskazuje, że prosta opozycja „prawdy” i „fałszu/zmyślenia” nie znajduje tu zastosowania: w diarystyce Gombrowicza jest więcej warstw, a cel takiego ukształtowania tekstów do dziś jest przedmiotem sporów (na co nakłada się fakt, że Kronos niekoniecznie był w ogóle przeznaczony do publikacji).

Ważny jest też wskazany przez autora „wsteczny ruch” łączący biografię i twórczość Gombrowicza. Prosto rozumiany biografizm oznacza, że rozwój artystyczny twórcy łączymy z kolejnymi zmianami i wydarzeniami w jego życiu – kolejne etapy życia znajdują łatwo uchwytne odzwierciedlenie w drodze twórczej. Tymczasem u Gombrowicza bardzo wyraźnie tendencja była odwrotna: im był starszy, tym częściej odwoływał się do wcześniejszych etapów życia. Nie była to jednak nostalgia emigranta, ale zmagania – z polskością, z sobą. Olejniczak wychodzi poza utrwalone już rozumienie kategorii, wokół których te zmagania się toczą: Ojczyzny, Synczyzny, wzniosłości, formy, gęby… Gombrowicz przestaje być tu postrzegany jako wielki trickster, manipulujący czytelnikiem, aby pozbawić go pewności i pewników. Zmagania toczą się w samym pisarzu. Spod dystansu wyłania się bolesna szczerość: tęsknota za krajem w Argentynie, tęsknota za stworzeniem własnego domu we francuskim Vence, świadomość, że miłość do Rity, choć piękna, wydarzyła się po prostu zbyt późno.

Olejniczak cytuje niepokojącą scenę z ostatniego tomu Dziennika, gdy opuszczający Argentynę pisarz wychodzi przed świtem na pokład transatlantyku i widzi mijający okręt. Wydaje mu się, że na pokładzie tego drugiego jest ludzka postać – może on sam płynący do Argentyny w przededniu II wojny światowej? Czy to klamrowe zamknięcie i podsumowanie etapu życia, czy może gorzka świadomość, że czasu nie da się cofnąć?

Olejniczak zachowuje równowagę między referowaniem cudzych tez a rozwijaniem własnych, pozwala mu to wiele wyjaśnić (a nie tylko streścić), a jednocześnie odesłać do innych publikacji. Jego książka to zwięzłe ujęcie zarówno biografii Gombrowicza, jak i jego twórczości – płynne w lekturze, a jednocześnie pozwalające uzyskać orientację w twórczości pisarza tym, którzy wcześniej czytali go chaotycznie, nie widząc, jak spójny Kosmos (tytuł ostatniej powieści Gombrowicza) może stanowić pisarstwo tego zawsze osobnego mistrza. Odpowiedzi rodzą jednak kolejne pytania: czy jest to spójność zamierzona, niezamierzona (a wynikająca z obsesji i idiosynkrazji twórcy) czy też – jak bohater Zbrodni z premedytacją czy Witold i Fuks z Kosmosu – szukamy logiki i struktury tam, gdzie może ich wcale nie być?

Józef OLEJNICZAK, Witold Gombrowicz. Ja!, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2021, seria: Projekt: Egzystencja i Literatura.

Wróć