logo
FA 9/2020 INFORMACJE I KOMENTARZE

Wietrzenie gronostajów

Wybory na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Fot. Andrzej Romański

Z początkiem września rozpoczęła się czteroletnia kadencja nowych władz rektorskich. Sterników uczelni publicznych wyłaniano od początku roku w pierwszych od wejścia w życie Konstytucji dla Nauki wyborach. Ustawa wprowadziła kilka istotnych zmian w procedurze wyborczej. Przede wszystkim zrezygnowano z konkursowego trybu jako jednej z możliwości na rzecz wyboru wyłącznie w drodze głosowania przeprowadzanego przez kolegium elektorów. W obliczu pandemii koronawirusa, o czym za chwilę, było to, zwłaszcza w największych uczelniach, nie lada wyzwanie. Nowością jest też udział w procedurze rad uczelni i senatów. Wreszcie weszła w życie modyfikacja, która niektórym już na wstępie ograniczyła możliwości startu: obniżenie z 70 do 67 lat maksymalnego dopuszczalnego wieku kandydata. Wprawdzie Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich postulowała zniesienie tego limitu (a później jako poprawkę do ustawy propozycję taką zgłosiła grupa posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego), ale ostatecznie zapis pozostał.

W cieniu

Jak wszystko, co dzieje się w ostatnich miesiącach, wybory przebiegały w cieniu koronawirusa. Uczelniom, w których elekcje zaplanowano na styczeń, luty i początek marca, jeszcze udało się uniknąć turbulencji w wyborczym kalendarzu. W pozostałych postępowano różnie. Jedni, zachowując zwiększony reżim sanitarny, kontynuowali rozpoczęte procedury, inni decydowali się na ich zawieszenie i czekanie na rozwój sytuacji. Ta zmieniła się wraz z zakazem organizacji zgromadzeń, w których miałoby uczestniczyć więcej niż 50 osób. W wielu uczelniach oznaczało to niemożność zorganizowania posiedzenia kolegium elektorów. Stało się jasne, że bez sięgnięcia po technologię się nie obędzie. Nie wszyscy byli jednak entuzjastami tego rozwiązania. „Jako kryptograf i osoba zajmująca się naukowo kwestiami cyberbezpieczeństwa, chciałem stanowczo stwierdzić, że jest to zły pomysł i w szczególności wyborów internetowych rektora nie da się przeprowadzić w bezpieczny sposób” – przestrzegał w jednym z portali społecznościowych prof. Stefan Dziembowski z Uniwersytetu Warszawskiego, laureat grantów ERC. „O ile optymistycznie założyć można, że ryzyko handlu głosami w świecie akademickim jest minimalne, to zdecydowanie mniejszą wiarę pokładam w założeniu o braku presji społecznej. Przykładem może być chociażby głosowanie jednym blokiem przez wszystkich elektorów studenckich, deklarowane przez nich np. na Uniwersytecie Warszawskim. Podobne strategie mogą być też przyjmowane np. przez elektorów reprezentujących poszczególne wydziały. Sytuację pogarszać może fakt istnienia zależności służbowych między głosującymi i przedstawicielami różnych stronnictw na uczelniach” – tłumaczył.

Z kolei prof. Jan Szmidt, ówczesny przewodniczący KRASP, sugerował możliwość przedłużenia kadencji obecnych rektorów, np. o 1-3 miesięcy. „Wynika to z troski o zapewnienie przebiegu wyborów, które w środowisku akademickim są procesem o tradycjach wymagającym zaangażowania całej wspólnoty oraz odbycia szeregu ważnych spotkań o charakterze stacjonarnym” – przekonywał podczas spotkania ministerialnego zespołu ds. COVID-19. Ten pomysł nie spotkał się jednak z przychylnością resortu, który ostatecznie dopuścił „organizację wyborów w trybie online pod warunkiem, że jest to przewidziane w statucie uczelni lub regulaminie wyborów, a uczelnia posiada zasoby i zabezpieczenia umożliwiające przeprowadzenie tego procesu w sposób sprawny i w pełni bezpieczny”.

W sumie, za pomocą różnych narzędzi (platformy Teams, e-dziekanat, systemy USOS, NESOS, aplikacje Ankieter, LimeSurvey, Głosuj24) głosowanie w trybie zdalnym odbyło się w blisko sześćdziesięciu uczelniach. W pozostałych radzono sobie na różne sposoby. W PWSZ w Gnieźnie postawiono na najbardziej tradycyjną formę – korespondencyjną. Najpierw do elektorów wysłano karty do głosowania, które po wypełnieniu mieli oni w ciągu trzech dni zwrócić. Z kolei rektora UMCS wybierano w Sali Operowej CSK – jednej z największych w Lublinie. Jednak najbardziej spektakularnie wybory przeprowadzono na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie też utrzymano klasyczną formę głosowania, ale zamiast, jak zawsze, w Auli Leopoldyńskiej, przeprowadzono je… na stadionie piłkarskim. „Mamy ponad 200 elektorów, ale trzeba też uwzględnić obecność osób z obsługi technicznej. Aby zapewnić odpowiednie warunki do bezpiecznego i sprawnego zorganizowania wyborów, trzeba je było przenieść. Rozważaliśmy różne możliwości, ale zwyciężyła opcja, która wydaje się najbardziej komfortowa dla głosujących” – wyjaśniano.

Soliści w nadmiarze

Nie tylko maseczki, płyny dezynfekujące czy rękawiczki oddawały ducha czasu. Dostrzegalnym symbolem wyborów Anno Domini 2020 był… brak kandydatów. W aż 72 uczelniach – na 124, w których odbywały się w tym roku wybory rektora – do boju stawała tylko jedna osoba, co bardziej przypominało referendum: za lub przeciw. „W takiej sytuacji rola Kolegium Elektorów, reprezentującego wolę społeczności uczelni, staje się czysto fasadowa. Tym samym wybory również stają się fikcyjne. Wyborczy spór o wizję rozwoju uczelni jest czymś naturalnym i niezwykle potrzebnym, wnoszącym cenne idee w sposób funkcjonowania szkoły wyższej” – napisała w liście otwartym Fundacja Science Watch Polska, namawiając kandydatów, by nie rezygnowali ze startu w wyborach zbyt pochopnie, i apelując o „więcej demokracji”. Choć najczęściej z sytuacją taką mieliśmy do czynienia w uczelniach zawodowych (aż w 30 na 32 działające wystartował tylko jeden kandydat), to w tym kontekście w oczy najbardziej rzucał się brak rywalizacji w największych klasycznych uniwersytetach: Jagiellońskim (kontrkandydat się wycofał) i Mikołaja Kopernika. To o tyle zastanawiające, że o reelekcję nie ubiegali się tam urzędujący rektorzy, co ewentualnie mogłoby studzić zapędy innych pretendentów. Po drugiej stronie jest krakowska Akademia Sztuk Pięknych, w której o fotel rektora ubiegało się aż 6 kandydatów. To jedna z czterech uczelni (obok Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach), gdzie do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były dwie tury głosowań. A w Akademii Muzycznej w Łodzi nawet to nie wystarczyło – tam dobitnie przekonali się o prawdziwości powiedzenia: „do trzech razy sztuka”.

Zdarzyły się też sytuacje, w których śmiałkowie rzucali rękawicę obecnemu sternikowi. Do takich starć doszło w dziewięciu uczelniach i pięciokrotnie urzędujący rektorzy musieli zejść z pola walki pokonani (Warszawski Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy w Bydgoszczy, Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie, Akademia Sztuki w Szczecinie i Akademia Muzyczna w Krakowie).

Rozpoczęta właśnie kadencja jest debiutem dla aż 81 rektorów. Średnia wieku wszystkich rektorów to prawie 54 lata, a najmłodszy z nich to prof. Grzegorz Hańderek z ASP w Katowicach, urodzony w 1977 roku. To, że są nowi, wcale nie oznacza rewolucji na uczelni. Blisko połowa z nich (43) to niedawni prorektorzy, którzy start w wyborach potraktowali jako naturalną trampolinę do kolejnego awansu w swojej akademickiej karierze. Dla uczelnianej wspólnoty z reguły oznacza to zachowanie status quo (choć w przeszłości zdarzały się zaskakujące wyjątki). Wśród nowo wybranych są jednak i tacy, którzy „wyzerowali” swój licznik kadencji i po cztero– (prof. Andrzej Klimek w AWF w Krakowie, prof. Krystian Kiełb w Akademii Muzycznej we Wrocławiu) lub ośmioletniej (prof. Waldemar Tarczyński w Uniwersytecie Szczecińskim) banicji powracają na fotel rektora.

Zmiany nastąpiły w siedmiu z dziesięciu uczelni badawczych. Na swoich stanowiskach pozostali jedynie prof. Krzysztof Wilde (Politechnika Gdańska), prof. Marcin Gruchała (Gdański Uniwersytet Medyczny) i prof. Arkadiusz Mężyk (Politechnika Śląska). Przez najbliższe cztery lata dwoma największymi polskimi uczelniami zarządzać będą: ekonomista (prof. Alojzy Z. Nowak, UW) oraz teatrolog i literaturoznawca (prof. Jacek Popiel, UJ). Uniwersytetami pokierują także przedstawiciele takich dziedzin, jak m.in.: historia, literaturoznawstwo, geografia, biotechnologia, heraldyka, biologia, chirurgia czy archeologia. Rektorami trzech największych politechnik zostali: specjalista inżynierii materiałowej (prof. Jerzy Lis, AGH), elektronik (prof. Krzysztof Zaremba, PW) i fizyk (prof. Arkadiusz Wójs, PWr).

Kobiety do rektoratów

W wyniku wyborów do gabinetów na szczycie uczelnianej władzy wprowadzi się więcej niż dotąd kobiet. Ich aktywność w ubieganiu się o to stanowisko sprawiła, że rektorów w spódnicy będzie 21, prawie dwa razy więcej niż w minionej kadencji (12). Będą zawiadywać nie tylko uczelniami zawodowymi (8), artystycznymi (6), pedagogicznymi (2) czy ekonomicznymi (1), ale – co chyba jest największym przełomem – również technicznymi. Po raz pierwszy w historii aż dwie kobiety w tej samej kadencji staną na czele politechnik: Koszalińskiej (prof. Danuta Zawadzka) i Białostockiej (prof. Marta Kosior-Kazberuk). W tej drugiej zresztą kandydatkami były tylko panie. W kobiece ręce trafiły także dwa uniwersytety klasyczne: im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (prof. Bogumiła Kaniewska) i Łódzki (prof. Elżbieta Żądzińska). Dodajmy, że od marca rektorem jest też insp. dr hab. Iwona Klonowska, kierująca Wyższą Szkołą Policji w Szczytnie, która podlega Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji. W uczelniach „mundurowych” wyborów nie ma, a rektorów mianuje odpowiedni minister.

Może właśnie kobiece zaangażowanie wpłynęło na to, że kampania toczyła się w miarę spokojnie, by nie powiedzieć sennie. Tym niemniej w niektórych ośrodkach emocji nie brakowało. Na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie pracownicy otrzymali mail szkalujący jednego z pretendentów, a innego nie dopuszczono do startu, co spotkało się z interwencją (bezskuteczną) Ministerstwa Zdrowia. Z kolei w PWSW w Przemyślu rektora wybrano drogą elektroniczną, mimo że takiej formy nie przewidywał statut. Konieczne stało się powtórzenie elekcji.

Przyglądając się tegorocznym wyborom, można było odnieść wrażenie, że w zdecydowanej większości uczelni potraktowano je jako święto całej akademickiej wspólnoty. Mimo że sam akt głosowania przynależał jedynie przedstawicielom tworzących ją grup, starano się angażować wszystkich: w specjalnie tworzonych serwisach informowano o poszczególnych etapach procesu wyborczego, publikowano dokumenty uczelnianych komisji wyborczej, zamieszczano wypowiedzi kandydatów, toczono zaciekłe dyskusje… Tego typu działania sprawiały, że cały proces był transparentny i dostępny dla szerokiego grona obserwatorów: studentów, doktorantów, naukowców czy pracowników administracji, a często także osób całkowicie postronnych. Ale nie wszędzie tak było. W niektórych uczelniach wybór nowego rektora okryto tajemnicą, uznając być może, że to kwestia przeznaczona jedynie dla wąskiego kręgu zainteresowanych. W efekcie nie chwalono się tym, datę ukrywano, o kandydatach milczano, a poznanie wyników graniczyło z cudem. Tak jakby było to coś wstydliwego…

Wbrew pozorom, choć pandemia w znacznej mierze przeniosła kampanię do Internetu – tam odbywały się spotkania, debaty, a kandydaci uruchamiali swoje strony internetowe, na których prezentowali zarówno siebie, jak i własne wizje uczelni – o dziwo, mniejszym niż można się było spodziewać zainteresowaniem cieszyły się media społecznościowe. Może to obawa o niespodziewaną interakcję w sieci, może kwestia zachowawczości, jaką zwykle przypisuje się rektorom, a może po prostu niechęć do nowych kanałów komunikacji? Tym bardziej warto docenić tych, którzy otworzyli się na social media. Co zrozumiałe, korzystali przede wszystkim z Facebooka, kierując w ten sposób przekaz głównie do studenckiej braci. Na tym tle wyróżnili się kandydaci na rektora UW oraz prof. Przemysław Wiszewski z UWr, którzy oprócz tego byli bardzo aktywni również na Twitterze, bardziej popularnym w środowisku naukowców. Z tych nieformalnych kontaktów zrodziło się wiele interesujących pomysłów na najbliższe cztery lata.

Mariusz Karwowski

Wyborcze ostatki

Głosowanie w Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi zakończyło 5 sierpnia rozpoczęty jeszcze w styczniu wyborczy maraton w uczelniach publicznych. Ostatnim wybranym na kadencję 2020–2024 rektorem został dr Przemysław Wachowski, dotychczasowy dziekan Wydziału Sztuk Pięknych. W lipcowych elekcjach zwycięstwa odnosili debiutujący w rektorskich togach profesorowie: Krzysztof Kowalczyk (Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie), Wojciech Widłak (Akademia Muzyczna w Krakowie), Krzysztof Jóźwik (Politechnika Łódzka), Andrzej Białkiewicz (Politechnika Krakowska im. Tadeusza Kościuszki), Zbigniew Koruba (Politechnika Świętokrzyska), Elżbieta Żądzińska (Uniwersytet Łódzki), dr hab. Milenia Fiedler, prof. uczelni (Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. Leona Schillera w Łodzi), dr hab. Elżbieta Aleksandrowicz, prof. AM (Akademia Muzyczna im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi), dr hab. Anna Szylar, prof. uczelni (Państwowa Uczelnia Zawodowa im. prof. Stanisława Tarnowskiego w Tarnobrzegu) oraz dr Paweł Strózik (Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Raciborzu). Z kolei w Podhalańskiej Państwowej Uczelni Zawodowej w Nowym Targu wybrano dr. hab. Roberta Włodarczyka, prof. PPUZ i prof. UEK, który już w czerwcu zastąpił odwołanego z funkcji przez ministra nauki ks. dr. hab. Stanisława Gulaka.

MK

Wróć