Bogdan Bernat

Tezą książki Michała Bilewicza jest stwierdzenie, że żyjemy w straumatyzowanym kraju, a społeczeństwo wciąż w podświadomości przeżywa koszmary przeszłości. Autor upatruje wyjaśnienia tego zjawiska nie tylko w dramatycznej przeszłości narodu, ale również w teraźniejszości, która w kształtowaniu postaw patriotycznych ociera się o martyrologię. Składowych traumy narodowej jest wiele: I i II wojna światowa, wywózki, obozy koncentracyjne, życie pod okupacją, Holokaust, opresja sowiecka, gospodarka niedoborów czasu PRL-u, brak możliwości wyjazdów za granicę, propaganda sanacyjna, komunistyczna i postkomunistyczna, wyuczone poczucie bezradności i roszczeniowość wobec państwa, powracające wciąż w nowych odsłonach teorie spiskowe.
Ciekawe są interpretacje badań psychologicznych przeprowadzanych w Polsce i w całym regionie. Wyniki sondażu z 2022 roku ujawniły, że 23% polskiej populacji mierzy się z wtórnym stresem związanym z II wojną światową. Podobne wyniki osiągnięto na Słowacji, nieco mniejsze w Niemczech (21%), Czechach (17%), Austrii 16%, na Węgrzech (14%). Wszyscy badani urodzili się już po 1945 roku, a doświadczenia wojenne dotknęły jedynie ich przodków. Autor sugeruje, że przyczyną tego jest ciągłe upamiętnianie wojny w obchodzonych rocznicach, nauczanie o niej w szkołach, pokazywanie jej skutków w przestrzeni publicznej i ciągła obecność w mediach.
Psychologiczna analiza poczucia bezradności też ujawnia silne zakorzenienie społeczeństwa w wojennej przeszłości. Odnoszę jednak wrażenie, że niektóre sądy autora, jakże aktualne jeszcze 20 czy 15 lat temu, dziś stają się historią socjologii. Cywilizacyjnie i społecznie dokonał się w Polsce przełom. Polacy odnieśli sukces i nawet poczuli dumę z tego powodu. Młode pokolenie ma już niezbyt rozległą wiedzę na temat II wojny światowej. Ich rodzice czy dziadkowie nie tylko wiedzieli więcej, ale zdołali też wyrobić sobie opinie. Taka była atmosfera społeczna, takie wychowanie i edukacja, takimi treściami epatowały media. Dziś to jednak przeszłość.
Książka Bilewicza jest również o nadziei. Jednym z mechanizmów psychologicznych zauważalnym u ofiar traumy jest wzrost potraumatyczny. Zależny od osobistych zasobów i kompetencji, pojawia się po silnych wstrząsach, uruchamiając poczucie sprawczości. Badania powojenne stwierdzały istnienie wzrostu potraumatycznego wśród wielu członków ruchu oporu. Opowiadał o nim uczestnik powstania w getcie warszawskim Marek Edelman, wskazując, że wzrost ten pozwolił mu uwierzyć, że „w tamtym momencie nie decydował okupant niemiecki. Że nie są oni panami świata”. Wzrost potraumatyczny silnie wiązał się z pragnieniem niesienia pomocy innym, ratowania życia i w przypadku Edelmana prawdopodobnie wpłynął na jego powojenny wybór zawodu lekarza. Nierzadko wśród osób ocalonych pojawia się silne zaangażowanie w politykę, pisanie lub sprawy społeczne. Przykładem może być Chajka Grossman, jedna z kurierek podziemia w białostockim getcie, która po wojnie została aktywną działaczką polityczną w Izraelu, a w końcu przewodnicząca Knesetu. Polski przykład to Józef Cyrankiewicz, jeden z przywódców ruchu oporu w Auschwitz, powojenny premier i przewodniczący Rady Państwa. Inny przykład: Viktor Frankl, który doświadczywszy Auschwitz utworzył nowy kierunek psychologii i psychoterapii – terapię sensu (logoterapię). Współcześni psychologowie upatrują pobudzenia wzrostu potraumatycznego w pewnej formie kompensowania utraty wolności, możliwości oddziaływania na swoje życie. Przeżycie go przez jednostki dojrzałe może całkowicie przeformułować to, co było dotychczas. Życie, otoczenie, kraj przestają być traumą.
Bogdan Bernat
Michał BILEWICZ, Traumaland. Polacy w cieniu przeszłości, Mando, Kraków 2025.
Wróć