logo
FA 7-8/2025 z laboratoriów

Andrzej Jabłoński

Z perspektywy żółwia

Z perspektywy żółwia 1

Tracimy szansę na poznanie gatunku, którego biologia wciąż pełna jest niewytłumaczonych zachowań i zwyczajów. Tracimy szansę na poznanie przesłania, które przed milionami lat zostało zapisane dla nas przez naturę. Przesłania, które może dotrzeć do nas już tylko przez takich niemych świadków minionych wieków, jak żółw błotny.

Wśród wielu zwierząt żyjących w Polsce jednym z najmniej znanych jest żółw błotny. Żółwie kojarzą się nam raczej z ciepłymi krajami, tymczasem nasz żółw jest jednym z najstarszych przedstawicieli fauny na polskiej ziemi. Jest żywym odbiciem przyrody z odległej przeszłości. Żółwie jako grupa są bowiem starsze od dinozaurów, a żółw błotny jako gatunek, jest starszy od mamuta. Nasi przodkowie jeszcze 100 czy 200 lat temu żółwie widywali dość często. Setki lat temu był na tych ziemiach tak popularny, że do naszych czasów zachowały się z tamtych okresów gliniane zabawki imitujące żółwie, odkrywane dziś przez archeologów.

Żółw błotny był w Polsce gatunkiem pospolitym do XVIII wieku. Później rozpoczął się proces kurczenia jego zasięgu, który w końcu XIX i na początku XX wieku przybrał katastrofalne tempo. Obecnie gad ten występuje na nielicznych i rozproszonych stanowiskach, w dolinie Dolnej Odry, Wielkopolsce, na Mazurach i dolinie Zwolenki, a jego liczebność w tych miejscach szacowana jest na kilkanaście do kilkudziesięciu osobników. Najliczniejsza populacja – ponad 700 osobników – występuje na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim. Na terenie Dolnego Śląska ostatnie dorosłe osobniki żółwia błotnego wymarły bezpotomnie w latach 1950-1970. Obecnie żółwie na tym obszarze występują wyłącznie w miejscu udanej reintrodukcji z lat 1998-2001, na terenie Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu (Nadleśnictwa Oleśnica).

Wskaźnik bogactwa naturalnego

Z perspektywy żółwia 2Żółwiowi błotnemu do życia potrzebny jest pewien zróżnicowany zespół biotopów, gdyż w ciągu roku odbywa on liczne wędrówki, związane ze zdobywaniem pokarmu, składaniem jaj i snem zimowym. W innym biotopie żyją młode, dopiero co wyklute z jaj żółwie, a w innym osobniki dorosłe. Wystarczy więc, że zabraknie tylko jednego z tych mikrosiedlisk, a los całej populacji zostaje zagrożony. Dlatego też przyjęło się uważać żółwia błotnego za tzw. gatunek parasolowy, tzn. taki, którego potrzeby życiowe stwarzają dogodne warunki życia bardzo wielu innym gatunkom roślin i zwierząt. W środowisku, w którym żyje populacja żółwia błotnego, dogodne warunki do życia znajdzie wydra, strzebla błotna, bocian czarny, kureczka nakrapiana. Znajdziemy tam tak rzadkie rośliny jak owadożerne: rosiczkę i pływacza, a także storczyki, widłaki i wiele, wiele innych. Żółw błotny jest więc swego rodzaju wskaźnikiem bogactwa naturalnego środowiska.

To gatunek długowieczny – żyje ponad 120 lat. Samice składają jaja przez około 100 lat. Podobnie jak u innych żółwi występuje tu mechanizm temperaturowego dziedziczenia płci (TSD), dlatego niezwykle ważne (dla ochrony, weryfikacji metod ochrony czynnej, oceny stanu populacji) jest rozpoznanie miejsc lęgowych (lęgowisk) i określenie położenia gniazd. Po zamaskowaniu ich przez samicę gniazda z jajami umieszczonymi w komorze ziemnej w gruncie są niewidoczne i niemożliwe do lokalizacji. Dotychczas tylko bezpośrednia obserwacja samicy składającej jaja umożliwiała precyzyjna lokalizację gniazda.

Zanikanie tego gatunku spowodowane jest głównie zmianami środowiskowymi, zwłaszcza osuszaniem błot i bagien. Niemniej istotne jest zarastanie lub niszczenie biotopów lęgowiskowych, których wyznacznikiem jest zespół roślinny nawiązujący do Spergulo Corynephoretum canescentis, co uniemożliwia ukończenie żółwiom rozwoju zarodkowego przed pierwszymi jesiennymi przymrozkami. W przesuszonych biotopach drastyczne straty (do ponad 90%) powodują drapieżniki, rozgrzebujące gniazda z jajami. Liczebność żółwi spada również w wyniku migracji wymuszonych zniszczeniem naturalnych siedlisk (np. w wyniku źle zaplanowanych melioracji prowadzących do obniżenia poziomu wód gruntowych i wysychania biotopów bagiennych). Wędrujące żółwie giną niekiedy pod kołami pojazdów mechanicznych. Dorosłe osobniki, praktycznie nie mające już w naturze wrogów, wypierane są z naturalnych siedlisk również np. wskutek intensyfikacji produkcji na stawach hodowlanych. Wypierane z naturalnych biotopów żółwie, usiłują zasiedlać później wszystkie napotkane zbiorniki wodne, które dają im szansę na zdobycie pokarmu i przezimowanie. Jako populacja nie mają jednak szans na istnienie w takim wtórnym biotopie. Jeśli nawet znajdą miejsce do złożenia jaj, to młode żółwie, gdy wyjątkowo szczęśliwie uda im się zakończyć rozwój zarodkowy, nie znajdą w takim środowisku miejsca odpowiedniego do przeżycia, czyli osiągnięcia rozmiaru, który gwarantuje im bezpieczeństwo, na co potrzeba 4-5 lat. Dorosłe, bez sukcesu rozrodczego, dożywają w takich miejscach swoich 120-150 lat i bezpotomnie wymierają.

Skrócona perspektywa historyczna

Z perspektywy żółwia 3Około 30 lat temu, w okresie funkcjonowania ministerialnego Programu ochrony i reintrodukcji żółwia błotnego, maleńkie żółwiki, wybrane z chronionych siatką gniazd, po naturalnym wylęgu i opuszczeniu jaj były przez okres około 9 miesięcy hodowane w specjalnych akwaterrariach, z naturalną roślinnością, odpowiednim oświetleniem (także UV zapobiegającym krzywicy) i karmione żywym, naturalnym pokarmem. Odbywało się to w prywatnych domach uczestników programu (we Wrocławiu, Krakowie, Bielsku Białej i Olsztynie), a koszty programu ponosiła Fundacja „Ekofundusz” i… uczestnicy, których darmowa praca była koniecznym „wkładem własnym” . Efektem takiej hodowli były, na wiosnę następnego roku, młode żółwie w wielkości około trzyletnich osobników z naturalnego wylęgu. U żółwia błotnego eliminacja przez drapieżniki następuje na etapie jaj i młodych, świeżo wyklutych osobników, a strategią na przeżycie jest szybko urosnąć i nie dać się w tym czasie zjeść. To „szybko” oznacza w naturalnych warunkach 3 do 4 lat. Dzięki prowadzonej przez nas hodowli, młode żółwie dostawały taki „bonus wiekowy” w ciągu tych kliku miesięcy. Nie inkubując jaj, a czekając na naturalny wylęg, nie ingerowaliśmy ani w strukturę płci, ani w ewentualne zaburzenia rozwoju zarodkowego, a okres pozostawania młodych żółwi w sztucznych warunkach był niezwykle krótki wobec spodziewanej długości życia. Takie osobniki, podhodowywane i wypuszczane do swoich macierzystych siedlisk na Polesiu, w Dolinie Zwolenki czy na Mazurach, były przez nas w następnych latach obserwowane. W przypadku reintrodukcji na terenie Nadleśnictwa Oleśnica na Dolnym Śląsku, po ponad 20 latach zaczęły się same rozmnażać, a wcześniej zasiedliły inne leśne zbiorniki wodne, przygotowane czy odtworzone przez nadleśnictwo w ramach programu małej retencji, za pokaźną sumę 3 mln złotych.

Długowieczność naszego żółwia błotnego skraca nam historyczną perspektywę. Rodzice tych żółwi, które znakował swoimi inicjałami mój znajomy, Wacław Król z Osowy, żyli tam w czasach Powstania Styczniowego i może patrzyli na nich ocaleni w unickiej cerkwi w Kosyniu ranni powstańcy z oddziału generała Michała Heidenreicha „Kruka”, ukrywający się w okolicznych lasach po upadku powstania. Kiedy w tym roku zawitałem kolejny raz na Polesie Lubelskie, moi serdeczni przyjaciele uświadomili mi, że pierwszy raz spotkaliśmy się tu 40 lat temu. To chyba najdłużej prowadzone obserwacje żółwia błotnego w jednym miejscu.

To tam nieżyjący już Wacław Król, jako młody chłopiec pasący krowy, scyzorykiem wydrapywał swoje inicjały „WK” na pancerzach samic wychodzących składać jaja. Te samice spotykaliśmy w końcu lat 90. w tym samym miejscu, choć teraz nie były to suche pagórki, a sosnowy młodnik nad brzegiem Tarasienki. Pan Wacław, kiedy to opowiadał, miał koło 80 lat, żółwice które grawerował, miały w tamtym czasie około 20 lat, bo mniej więcej w tym wieku zaczynają składać jaja, czyli obserwowałem żółwice, które składały jaja w wieku około 100 lat, a z tych jaj co roku wylęgały się młode. Żółwic z takimi pamiątkami na pancerzu było więcej, bardzo intrygowała nas samica z inicjałami „GF” i „SL”. Mieszkańcy Osowy i Kosynia szybko rozszyfrowali nam inicjały „GF” – to Pan Franciszek Gaj. Długo jednak zastanawiali się, kto był tą narzeczoną Pana Franciszka. Aż pewnego dnia on sam rozwiązał tą zagadkę. – Jak to, nie wiecie? – powiedział – „SL” to Straż Leśna. Były też żółwice z wygrawerowanym orłem w koronie, pamiątka po partyzantach z okresu II wojny światowej.

Najstarsze żółwice jakie obserwowałem, miały pancerz brzuszny prawie zupełnie pozbawiony tarczek, które starły się na piaskach w czasie wędrówek lęgowych, odsłaniając płytki kostne. Jedna z taki matuzalemowych żółwic była dodatkowo pozbawiona palców w lewej przedniej łapce i palców w prawej tylnej. Komorę lęgową wygrzebywała jedną tylną łapą, składała jaja i tą samą łapą je zasypywała. Trwało to dużo dłużej niż u zdrowych żółwic, ale z jej jaj też wylęgały się młode. To było nad rzeką Krzemianką, a żółwica musiała mieć ponad 120 lat.

Żółwiowe błota

Zanim w 1985 dotarłem w okolice Tarasienki i Krzemianki, jako młody człowiek penetrowałem tereny obecnego Poleskiego Parku Narodowego. Ze względu na cenny uniwersytecki sprzęt: aparat fotograficzny z teleobiektywem, mieszkałem na plebanii w Sosnowicy. Miejscowy ksiądz proboszcz Stanisław Burzec był niezwykle uprzejmym i otwartym człowiekiem. Na niedzielnej mszy zapowiedział wiernym, że gdy będą wychodzili z kościoła, będzie na nich czekał młody człowiek i jeśli ktoś wie coś o żółwiach, to należy mu powiedzieć. Ustawiła się do mnie kolejka, a ja skrzętnie notowałem miejsca i fakty, a później z młodym księdzem wikarym Henrykiem Ochem, prawie moim rówieśnikiem, przy okazji lekcji religii objeżdżaliśmy opisane miejsca spotkań żółwi, weryfikując zasłyszane opowieści. Tak powstała pierwsza mapa stanowisk żółwia na terenie obecnego Poleskiego Parku Narodowego. Kiedy powstał Park Narodowy, opiekę nad tamtejszą populacją żółwia błotnego przejął Andrzej Różycki, rozwijając formy aktywnej ochrony żółwia i jego biotopów lęgowych na terenie całego Parku, aż do swojej przedwczesnej śmierci przed kilku laty.

Wyjazd w okolice Osowy i Kosynia, zawdzięczałem mojemu nieżyjącemu już koledze, dr. Markowi Kellerowi z SGGW w Warszawie. Marek był ornitologiem o szerokich horyzontach badawczych. To on pierwszy zwrócił uwagę na żółwie w kompleksie ekstensywnie użytkowanych przez Nadleśnictwo Sobibór stawów, między jeziorami Pereszapa i Koseniec-Spólne. To także on w wypluwkach z gniazda bociana czarnego, znalazł pierwszą strzelbę błotną z tego terenu. Na miejscu okazało się, że Nadleśnictwo jest w wielkim kłopocie, bo nad Jeziorem Pereszpa, rozpoczęła się budowa ośrodka wypoczynkowego prowadzona przez Prokuraturę Generalną PRL. Jedynym sposobem aby temu zapobiec, było utworzenie rezerwatu przyrody. Dzięki prof. Marianowi Młynarskiemu z Krakowa oraz jego warszawskim znajomym, Hannie i Kazimierzowi Albinowi Dobrowolskim, udało się tym pomysłem zainspirować ówczesne władze ochrony przyrody. Prof. Kazimierz Dobrowolski był w tym czasie przewodniczącym Państwowej Rady Ochrony Przyrody i zorganizował, jakbyśmy to dziś określili, „sesję wyjazdową” z udziałem prof. Zdzisława Harabina, ówczesnego wiceministra. Nad Jeziorem Brudno, na świeżym powietrzu, przy baraczku zwanym szumnie rybaczówką, odbyła się narada zorganizowana przez Nadleśnictwo Sobibór. Dziś określilibyśmy, że był to „roboczy obiad”, podczas którego zapadła decyzja o utworzeniu rezerwatu „Żółwiowe błota”. Szczegóły dotyczące granic, ustalałem z wiceministrem Zdzisławem Harabinem, chodząc po okolicy. Wszelkie umowy tam zawarte zostały dotrzymane; ministerstwo nie zmieniło nawet przecinka w swoim rozporządzeniu o utworzeniu rezerwatu, przepisanym z naszej dokumentacji. I mimo, że tylu wspaniałych ludzi przyczyniło się do powstania „Żółwiowych błot”, że wspomnę jeszcze miejscowego nadleśniczego Andrzeja Będziejewskiego, myślę, że ten rezerwat powinien nosić imię Marka Kellera, który zapoczątkował te wszystkie działania, jakie dane mi było zakończyć.

Niepokojące procesy

Niestety, nie mogę spokojnie spać. Najważniejsze dla przetrwania populacji żółwia błotnego biotopy silnie się degradują. W centrum rezerwatu kluczowy dla młodych żółwi biotop ekstensywnych, eutroficznych stawów praktycznie przestał istnieć. Stawy wypłyciły się i zarosły. Siedliska lęgowe skurczyły się wskutek ekspansji robinii akacjowatej, czeremchy amerykańskiej i traw wypierających naturalną dla tych kserotermów szczotlichę. Według mojej oceny, gniazd żółwi na terenie centralnego lęgowiska w rezerwacie jest teraz dużo mniej niż 30 lat temu. Lęgowiska wzdłuż drogi prowadzącej przez rezerwat zarosły robinią i czeremchą, spychając składające jaja żółwice na środek drogi, między koleiny, a funkcjonujące za czasów nadleśniczego Andrzeja Będziejewskiego objazdy, każdorazowo uruchamiane w czasie wędrówek lęgowych i składania jaj przez żółwice, przestały istnieć. Jednocześnie dalej trwa, w wersji uproszczonej, zapoczątkowana przez nas akcja ochrony siatkami gniazd przed drapieżnikami. Ta „uproszczona metoda” polega na braku podhodowywania młodych żółwi przez okres pierwszych 9 miesięcy ich życia w sztucznych warunkach.

Małe żółwiki bezpośrednio po wylęgu są wypuszczane we wrześniu do cieków i zbiorników wodnych w pobliżu lęgowisk. I mimo że przez kilkadziesiąt lat wypuszczono tych żółwików tysiące, nie widać efektów w postaci większej ilości gniazd na lęgowiskach, mimo że setki z nich powinno już osiągnąć dojrzałość płciową, a dorosłe teraz samice powinny składać jaja na wszystkich możliwych kserotermach w okolicy. Najgorsze jest to, że nikt nie usiłuje się dowiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Tak samo, jak dlaczego nie ma ryb i ptaków rybożernych w jeziorze Pereszpa.

Z perspektywy żółwia 4

Procesy, które zachodzą w rezerwacie „Żółwiowe błota” niepokoją. Lekarstwem na to ma być utworzenie na tym terenie parku narodowego i przekształcenie istniejących rezerwatów w rezerwaty ścisłe. Dla żółwia błotnego będzie to prawdopodobnie wyrok, bo mozaikę potrzebnych mu do życia siedlisk utrzymywała gospodarka leśna i ekstensywna gospodarka rybacka, nie pozwalająca na zarastanie stawów. Rezerwat, utworzony przecież po to, aby żółwie chronić, po ponad 30 latach funkcjonowania może „pochwalić się” zanikiem kluczowych siedlisk gatunku, dla którego został utworzony. Zamiana tego rezerwatu na rezerwat ścisły jest kompletnym nieporozumieniem z punktu ochrony żółwia błotnego.

Przykładem na to, że może być inaczej, jest udana reintrodukcja żółwia błotnego sprzed 27 lat na terenie Nadleśnictwa Oleśnica (woj. Dolnośląskie). Obecnie małe żółwiki, które wypuszczono po 9-miesięcznym okresie podhodowywania w warunkach sztucznych, zaczęły się same rozmnażać, a w zbiornikach wodnych pojawiły się już młode żółwie z naturalnego wylęgu, które rosną i przeżywają kolejne zimy. Rozpoznane lęgowiska w pobliżu zbiorników wodnych zostały zabezpieczone, a gospodarka leśna prowadzona jest w ten sposób, aby pozostały niezacienione przez następne dziesięciolecia. Żółwie co roku składają tam jaja, a bliska odległość do zbiorników wodnych zwiększa szanse na sukces lęgowy, który zresztą widać w postaci młodych żółwi w stawach. Jednocześnie stworzono „bagienne” biotopy w pobliżu lęgowisk, które umożliwiają małym żółwikom przeżycie pierwszych 2-3 lat życia i nie narażają ich na eliminację przez drapieżniki funkcjonujące w stawach.

Poza Polesiem Lubelskim, na przeważającej części Polski z całej mozaiki różnorodnych biotopów potrzebnych do istnienia populacji żółwia błotnego zachowały się tylko nieliczne umożliwiające przeżycie jedynie dorosłym osobnikom, bez szans na rozród. Na takich izolowanych stanowiskach powoli, bezpotomnie, wymierają ostatnie, stare żółwie. Tracimy szansę na poznanie gatunku, którego biologia wciąż pełna jest niewytłumaczonych zachowań i zwyczajów. Tracimy szansę na poznanie przesłania, które przed milionami lat zostało zapisane dla nas przez naturę. Przesłania, które może dotrzeć do nas już tylko przez takich niemych świadków minionych wieków, jak żółw błotny. Bardzo źle by się stało, gdyby gatunek, który tak długo przetrwał na tej planecie, zginął na naszych oczach i odszedł do historii, zabierając ze sobą tajemnice swojego ewolucyjnego sukcesu.

Andrzej Jabłoński, Muzeum Przyrodnicze Uniwersytetu Wrocławskiego

Wróć