logo
FA 7-8/2025 rozmowa forum

Rozmowa z prof. Markiem Gzikiem, wiceministrem nauki

Wyjść ze stref komfortu

Wyjść ze stref komfortu 1

Prof. dr hab. inż. Marek Gzik (ur. w 1971 r.) jest specjalistą w zakresie nowoczesnych technologii do zastosowań w medycynie, sporcie i obronności. Związany jest z Politechniką Śląską, gdzie m.in. był. dziekanem Wydziału Inżynierii Biomedycznej, jest kierownikiem Katedry Biomechatroniki, pełnił funkcję przewodniczącego Rady Dyscypliny Inżynieria Biomedyczna, był pełnomocnikiem rektora ds. współpracy z przemysłem. Był pomysłodawcą i dyrektorem European HealthTech Innovation Center EHTIC (Europejskie Centrum Innowacyjnych Technologii dla Zdrowia), powstałego z funduszy europejskich. Był też przewodniczącym rady Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Jego dorobek naukowy to 6 monografii (w tym współautorskich), ponad 300 artykułów i 6 patentów. Prof. Gzik był kierownikiem i wykonawcą kilkudziesięciu projektów badawczych i rozwojowych. Wypromował 4 doktorów.
Za działalność naukową, organizacyjną, dydaktyczną i samorządową otrzymał m.in.: Medal im. prof. J. Szmeltera, Platynowy Laur Umiejętności i Kompetencji, nagrodę „Atena” Prezydenta Miasta Zabrze 2017 w kategorii „Nauka i Medycyna”, Złotą Odznakę Zasłużony dla Polskiego Towarzystwa Mechaniki Teoretycznej i Stosowanej, Medal 100-lecia Związku Polskich Kawalerów Maltańskich, wyróżnienie „Marka Śląskie” za projekt EHTIC. Rada Społeczna Politechniki Śląskiej uhonorowała prof. Gzika statuetką dla najlepszego pracownika Politechniki Śląskiej.
Prof. Marek Gzik jest też politykiem i samorządowcem. Był radnym i przewodniczącym Sejmiku Województwa Śląskiego. Jest posłem na Sejm RP X kadencji. Jest sekretarzem stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Chcemy uzyskać dużo lepsze niż dotąd efekty współpracy, chcemy, żeby polska nauka miała znacznie większy udział w produktach i usługach oferowanych przez polskie firmy.

Panie ministrze, po co jest organizowany kongres, i to narodowy, „Nauka dla Biznesu”?

Dotychczas odbyło się sporo wydarzeń dotyczących relacji nauki i biznesu. Konferencje o podobnej tematyce organizują uczelnie, miasta, regiony, ale nigdy nie były one organizowane z poziomu rządowego. Obecnie po raz pierwszy robimy to jako Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, nadajemy temu wydarzeniu rangę rządową. Robimy to wspólnie z innymi resortami, które nas wspierają, bo w zasadzie wszystkie ministerstwa są w to zaangażowane. Premier udzielił nam patronatu, co też nie jest częstą praktyką. W komitecie honorowym mamy większość ministrów konstytucyjnych. Powołaliśmy radę programową, do której zaprosiliśmy wiceministrów, dyrektorów, prezesów instytucji związanych z nauką i z biznesem.

To z jednej strony ma dać naszemu kongresowi odpowiednią rangę, a z drugiej strony ma przyciągnąć odpowiednich ekspertów i uczestników. Chcemy dzięki dyskusji, która, mam nadzieję, się tam wywiąże, wypracować pewne rekomendacje. Podzieliłbym to na dwa kroki. Pierwszy to diagnoza. Trzeba ją rzetelnie zrobić, żeby wiedzieć, jaka jest faktycznie sytuacja, jaką mają rzeczywistą wartość wzajemne utyskiwania nauki na biznes i odwrotnie.

Pan ma sporo doświadczeń w tej współpracy i zapewne własną diagnozę?

Ale moje własne doświadczenia i wnioski nie muszą mieć uniwersalnego charakteru. Rzeczywiście, moja wiedza płynie z wielu lat współpracy z różnymi firmami i innymi podmiotami. Mam w swoim dorobku około 50 projektów, które zrealizowałem w różnych konfiguracjach jako przedstawiciel nauki z przedstawicielami biznesu czy samorządu i widzę, że wciąż, pomimo tego, że dużo się mówi, nie ma jeszcze dokumentu, który by opisał aktualną sytuację. A mamy nową sytuację w sensie globalnym, ale i nowe ambicje dotyczące dalszego rozwoju gospodarczego kraju. Natomiast powstałe wcześniej dokumenty, opisujące zależności nauki i biznesu, dotyczyły zupełnie innych okoliczności. Potrzeba zbliżenia nauki z biznesem była zawsze, była też jakoś realizowana, ale nie wszyscy byli z niej zadowoleni. Jednak teraz wydaje się mieć większe znaczenie z uwagi na to, że przedsiębiorstwa dostrzegają potrzebę rozwoju własnych produktów i usług w kontakcie z nauką, aby stać się bardziej konkurencyjnymi, albo też by wytrzymać konkurencję w układzie międzynarodowym. Nie jesteśmy już krajem taniej siły roboczej. Proszę zobaczyć, jak jeszcze niedawno wyglądał świat i Europa. Europa przez wiele lat bazowała na migrantach. Dzisiaj świat się od tego odwraca. Kraje się zamykają na populację swoich obywateli, podobnie jest u nas. Przez wiele lat świat w zasadzie miał gwarancję bezpieczeństwa, za co odpowiadały Stany Zjednoczone. Teraz się to zmienia. Już nie jesteśmy tak pewni, że Stany Zjednoczone będą chciały gwarantować bezpieczeństwo Europie. Dzisiaj stawiają warunki, mówią: „Okej, ale dajcie 5% w relacji do PKB”. Akurat Polska bardzo dobrze na tym gruncie wypada. W ciągu ostatnich lat, od momentu wybuchu wojny na Ukrainie, straciliśmy tanie surowce energetyczne, które płynęły szeroko z Rosji. I to są czynniki bardzo istotne z punktu widzenia geopolityki, które decydują o tym, że mamy przed sobą wyzwanie, aby jak najsensowniej, stosowanie do tych nowych okoliczności, poukładać relacje nauki i gospodarki.

Do niedawna każda ze stron stała na straży swojego komfortu. Nauka mówiła: niech się zmienia przemysł, będziemy współpracować. Przemysł mówił: nam z nauką nie jest do końca po drodze, tyle formalności i tak dalej, i tak dalej. Myślę, że dojrzewamy, aby wyjść z tych stref komfortu. Przygotujemy mapę drogową dojścia do współpracy. Najpierw zdiagnozujmy bariery, a później zastanowimy się, jak je kolejno poukładać, które są najważniejsze z punktu widzenia poprawy współpracy nauki z biznesem i trzeba się nimi zająć natychmiast, a których likwidację można odłożyć w czasie. Zobaczymy, które w ogóle są do ruszenia w naszych warunkach. Chcemy uzyskać dużo lepsze niż dotąd efekty tej współpracy, chcemy, żeby polska nauka miała znacznie większy udział w produktach i usługach oferowanych przez polskie firmy.

Jak będzie wyglądał program obrad kongresu?

Przygotowaliśmy dwie ścieżki paneli dyskusyjnych, które będą biegły równolegle. Pierwsza otrzymała tytuł: „Innowacje, transfer, rozwój”. To jest ścieżka instytucji publicznych. Publiczne instytucje naukowe mają swoje pomysły, mają propozycje pewnych innowacji, które mogłyby znaleźć zastosowanie w produkcji i usługach, w działalności firm. A więc mówimy: od innowacji, od tych pomysłów idziemy poprzez transfer technologii do budowania gospodarki opartej na wiedzy, idziemy w rozwój. Rozwój szeroko rozumiany, bo z jednej strony chodzi o rozwój konkretnych firm, ale dalej polskiej gospodarki, a jeszcze dalej – rozwój kraju, Polski.

Druga ścieżka ma przedstawić naszą problematykę z perspektywy przedsiębiorcy, biznesu, który będzie miał okazję zaprezentować swoje oczekiwania w stosunku do nauki, ale zapewne także własne możliwości wchłaniania innowacyjnych rozwiązań, które oferuje nauka. Zatytułowaliśmy ją: „Biznes, technologia, przewaga”. Mówiłem o tym, że to ścieżka instytucji niepublicznych, ale jeden z paneli jest organizowany przez Polską Grupę Zbrojeniową, która jest firmą państwową, aczkolwiek jest też bardzo istotnym graczem budującym przewagę konkurencyjną i wnoszącym istotny wkład do naszego krajowego produktu brutto, a płacone przez nią podatki są źródłem przychodów państwa. Mam nadzieję, że podczas tych paneli będzie nie tylko okazja, żeby zaprezentować bariery rozwoju współpracy, ale i pokazać dobre praktyki tam, gdzie one są, a z własnego doświadczenia wiem, że są.

Mamy też w gronie uczestników i organizatorów dyskusji bardzo silną reprezentację różnych organizacji biznesowych, na przykład Business Center Club, Polskiej Rady Biznesu, Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej, Konfederacji Lewiatan, Federacji Przedsiębiorców Polskich, Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju, Porozumienia Spółek Celowych, Związku Rzemiosła Polskiego. No i mamy też nasze agencje, które pokażą swoją ofertę: Narodowe Centrum Nauki, Agencję Badań Medycznych, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

A na koniec, panie redaktorze, zapraszamy uczestników kongresu do tego, żeby wspólnie przygotować takie podsumowanie, raport, który byłby swego rodzaju rekomendacją do zmian legislacyjnych, do realizacji dobrych praktyk, do wzajemnego otwarcia się biznesu i nauki.

Chcę zapytać teraz o drugą część tytułu kongresu, czyli „Nauka dla biznesu”.

To się może wydawać akcentem na zwrot tych relacji w jedną stronę, mimo że chcemy podczas obrad pokryć oba wektory współpracy. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego odpowiada za system szkolnictwa wyższego, ale także za strategię polityki państwa w obszarze funkcjonowania nauki. Dlatego to jest nauka dla biznesu, ale oczywiście liczymy też na to, że w trakcie kongresu biznes pokaże swoje propozycje dla nauki oraz wspólnie wypracujemy pewne dobre praktyki, które zaowocują także wsparciem dla nauki. To sprzężenie zwrotne też nas bardzo interesuje i ma znaczenie. To my zaprosiliśmy przedsiębiorców, jako rząd wychodzimy z naszego punktu widzenia i z tej perspektywy do przemysłu, ale liczymy na to, że tak naprawdę efekty tego będą korzystne dla wszystkich zainteresowanych stron.

Jakie pan widzi teraz bariery na drodze poprawy relacji nauki i biznesu, zwłaszcza w kontekście nauka dla biznesu, czyli tworzenia technologii, rozwiązań, które mógłby znaleźć zastosowanie, pojawić się na rynku, ale nie znajdują bo…?

Z jednej strony to jest jednak kwestia stosunkowo niewielkich doświadczeń.

I pan, inżynier, o takiej rozległej współpracy z przemysłem mówi o niewielkich doświadczeniach?

Tak, bo moje doświadczenie wcale nie jest tak powszechne, jakbyśmy chcieli. Mówię tak, gdyż patrzę bardzo szeroko. Gdybyśmy chcieli skatalogować wszystkie produkty i usługi, które oferują nasze firmy, te które są głównym filarem rozwoju polskiej gospodarki, które przyczyniają się do wzrostu PKB, to się okaże, że procent udziału wszystkich polskich instytucji naukowych – a może bardziej naukowców, bo indywidualnie naukowcy też pracują na potrzeby firm – jest w nich stosunkowo nieduży. I widzę pewien problem w tym, że naukowcy odchodzą do firm. Z jednej strony praca w przedsiębiorstwach daje naukowcom nowe doświadczenia i inne możliwości, ale jednak to uczelnie, instytucje naukowe tworzą naprawdę przełomowe innowacje. Szczególnie chodzi nam o rozwój współpracy instytucjonalnej, która powinna być potwierdzona konkretną fakturą, a takich sytuacji jest teraz naprawdę mało jak na skalę naszej gospodarki. I chodzi teraz o to, żebyśmy sobie odpowiedzieli, dlaczego tak się dzieje, co należy zrobić, żeby naukowcy pracowali na rzecz rozwoju technologii w instytucjach naukowych, tam odbierali wynagrodzenie za swoją pracę, a dzięki temu uczelnie także zyskiwały na tej współpracy.

Na tle krajów zachodnich wypadamy słabo. Tam jednak firmy mają dość dużo kontaktów i przelewy do nauki z tytułu rozwoju nowych technologii i produktów są na zupełnie innym poziomie. Gonimy ten świat. Widzimy też, że nasze firmy bardzo mocno ożywiły się w ostatnim czasie. Dywersyfikują ofertę, szukają pomysłów, nasza gospodarka podlega transformacji. Dobrym przykładem jest województwo śląskie. Odchodzimy od tradycyjnych węgla i stali. Firmy, które przez ostatnie 30 lat zbudowały całkiem przyzwoitą pozycję na rynku, pracując na rzecz hut i kopalń, zaczynają się martwić o swoją przyszłość. Jeżeli nie przekwalifikują swojej działalności, nie pójdą w kierunku nowoczesnej technologii, to są obawy o to, czy w ogóle będą miały szansę dalej funkcjonować. One mają świetnych fachowców, mają bardzo kompetentne kadry, a kurczy się im rynek, na którym zbudowały swoją pozycję. Muszą poszukiwać nowych obszarów rozwoju i bardzo często poszukują w kontakcie z instytucjami naukowymi, ale także po prostu „podkupują” nauce młodych zdolnych badaczy.

A jakie tu zadanie dla rządu?

Musimy tych ludzi w nauce zatrzymać – to jest zadanie rządu. Dzięki wzrostowi wynagrodzeń o 30% dla nauczycieli akademickich w 2024 roku trend odchodzenia ludzi młodych z nauki został trochę zatrzymany, ale to wciąż za mało i mam świadomość obecnych trudności budżetowych. Mimo to musimy sprawić, by to pomysły młodych naukowców przechodziły do firm, a nie oni sami. Bardzo zależy mi na tym, żeby to było tak zinstytucjonalizowane, że rząd i przepisy prawa tworzą dobry klimat i warunki, które przekonują firmy do tego, żeby nie wyciągać ludzi z nauki, tylko rozmawiać z instytucjami naukowymi.

Czy w obecnych niedostatkach relacji nauki z biznesem więcej jest winy nauki, która nie rozumie funkcjonowania biznesu i nie potrafi przedstawić rozwiązań, których biznes oczekuje, i które będzie w stanie wykorzystać, czy też biznes nie potrafi sformułować w stosunku do nauki swoich oczekiwań?

Chciałbym, żeby takie podejście przeszło do historii. Bo tak przez jakiś czas było, że oskarżaliśmy się wzajemnie o niezrozumienie. Przedstawiciel nauki, jak ja, mówił, że biznes w zasadzie podkupuje mi młodych pracowników zamiast przychodzić do mnie i nie chce dołożyć pieniędzy również na koszty pośrednie, na utrzymanie uczelni i aparatury, która jest też często używana do realizacji jego celów i zamówień. Natomiast biznesmen bardzo często mówił: „Ja bym chętnie współpracował, ale te bariery biurokratyczne, te wszystkie wymagania, ja na to ani czasu nie mam, ani pieniędzy”. Od 27 lat realizuję badania aplikacyjne we współpracy z firmami. Widzę, że w ostatnim czasie jest trochę mniej narzekania i przerzucania się winą, a coraz częściej pojawia się chęć współpracy, próba nawiązania kontaktów. Nie mówmy już o tym, że ktoś będzie mi robił jakieś problemy, nawet jeżeli takie doświadczenia są po obu stronach. Sytuacja zaczyna nas zmuszać do tego, by współpracować. Musimy znaleźć przysłowiową marchewkę, bo kij nic tu nie da.

Teraz przeskakuję z fotela naukowca na fotel ministra i odwrotnie, a chodzi mi o to, żeby własne doświadczenia wykorzystać w sferze polityki, żebyśmy jako rządzący i politycy stworzyli dobry klimat współpracy, i żeby ryzyko z niej wynikające, bo działalność innowacyjna jest zawsze obarczona sporym ryzykiem, była na barkach instytucji rządowych, a w mniejszym stopniu, choć tego się nie da zupełnie uniknąć, obciążało instytucje naukowe i firmy. Chodzi też nie tylko o budowanie wzajemnego zrozumienia, o czym już mówiliśmy, ale też zaufania. A to jest chyba nawet trudniejsze. Moje doświadczenia wskazują na to, że łatwiej jest zrozumieć wzajemne uwarunkowania, a trudniej zdobyć zaufanie – to zajmuje zwykle ładnych kilka lat. To są często takie iteracje, które zmieniają szereg pierwotnych założeń. Gdy się już nie tylko rozumie, ale ma też do siebie zaufanie, współpraca jest znacznie łatwiejsza. Reakcje na wzajemne potrzeby, korekty i aneksowanie umów nie budzą obaw tylko wtedy, gdy mamy do siebie zaufanie. Gdy już jesteśmy do siebie przekonani, mamy za sobą pierwsze sukcesy i porażki, wchodzimy w coraz bardziej zaawansowane i wymagające projekty. A więc ta współpraca to, w świetle mojego doświadczenia, proces. Czasami krótszy, czasami dłuższy. Wspomniana tu rola sfery politycznej polega przede wszystkim na stworzeniu skutecznych i przyjaznych ram prawnych relacji naukowo-biznesowych. Żeby to zrobić skutecznie, musimy zebrać doświadczenia różnych osób i instytucji z kręgu nauki i gospodarki. Stąd tak szeroka platforma debaty na kongresie. Chcemy, żeby z niej popłynęły rekomendacje dla polityków, dla rządu. Jako naukowiec mogę zarekomendować już w tej chwili zmiany w kształceniu doktoranckim, które prowadziłyby do nabywania kompetencji zespołowego podejścia do problemów przez młodych adeptów nauki. Mam nadzieję, że kongres pozwoli choćby ten obszar doprecyzować.

Czasami podaje się argument, że polska gospodarka jest za słaba, za biedna, żeby inwestować w najbardziej innowacyjne technologie i produkty tworzone od zera w polskich instytucjach badawczych, bo jest to kosztowne i obarczone zbyt dużym ryzykiem.

Gdy patrzymy na największe firmy globalne, to widzimy, że mają one budżety większe od całej naszej nauki. Co w tej sytuacji? Przecież nie zbudujemy konkurencji dla tych mocarzy. Nawet gdybyśmy skoncentrowali kapitał, to zapewne nie wiedzielibyśmy, jak to zrobić. Powinniśmy patrzeć na firmy, które mamy i myśleć o rozwiązaniach dla tej skali biznesu i nauki, jaką mamy w Polsce. Firmy, które mają przychody na poziomie 10 milionów złotych, nie mają możliwości inwestowania w zupełnie nowe technologie, które będą rywalizować z tymi odnoszącymi najbardziej spektakularne sukcesy na świecie. Ale przecież często także produkty niedużych firm stają do konkurencji krajowej czy nawet globalnej i muszą wyjść z tego wyzwania zwycięsko. Firma w swojej wąskiej niszy może zrobić bardzo innowacyjny projekt za mniejsze pieniądze. A państwo ma obowiązek stworzyć warunki do tego, żeby we współpracy z polską nauką jej produkty były nowoczesne i konkurencyjne. Prosty produkt, który akurat dzisiaj jest oferowany przez tę niewielką polską firmę, może mieć pewne cechy użytkowe, pewne funkcjonalności wyróżniające go na arenie międzynarodowej i zapewniające przewagę konkurencyjną w stosunku do podobnych produktów firm zagranicznych. Jeżeli to jest nawet drobna rzecz, jeżeli zmienimy skład pewnego materiału, który powoduje, że np. zużywanie się klocków hamulcowych będzie wydłużone w czasie, będą one odpowiednio skuteczne w swoim działaniu i czas eksploatacji będzie dłuższy na tle wszystkich innych podobnych produktów na rynku, no to super! I może się okazać, że wcale nie trzeba w to inwestować miliardów dolarów, że polscy naukowcy wiedzą, jak takie lepsze okładziny hamulcowe zrobić. A nawet nieduże firmy potrafią te pomysły wdrożyć. Musimy działać w naszej skali, a nie porównywać się do największych i kwitować to stwierdzeniem: niemożliwe.

Mamy świetne przykłady. Weźmy choćby naszego Borsuka, który znakomicie się sprawdza na teatrze działań wojennych w Ukrainie. Wydaliśmy na to 500 milionów złotych. Czy to jest dużo, czy mało? Zależy z jakiej perspektywy patrzymy, ale to pozwoliło uzyskać produkt o pewnych cechach wyjątkowych w skali świata. Teraz jest on używany w walce i zbiera bardzo pozytywne opinie. Nie miejmy złudzeń, w naszym portfolio firm – nie mówię o Orlenie i KGHM, bo to są rzeczywiście giganty, które być może byłoby stać na spektakularne innowacje – nie mamy olbrzymów, ale firmy średnie i małe. To one tworzą 75% naszego PKB i dla nich musimy stworzyć klimat i znaleźć sposoby budowania innowacyjnych produktów we współpracy z krajową nauką oraz wprowadzania ich na rynek. Dotychczas bardzo często nasz produkt po prostu konkurował na rynkach zagranicznych ceną. Jakość była porównywalna, cena była niższa i dzięki temu polskie firmy produkowały na rynki międzynarodowe. Dzisiaj mamy z tym problem, bo firmy przy rosnących kosztach produkcji już nie mogą rywalizować wyłącznie ceną. Muszą pokazać coś nowego, lepszego. Ten świat się bardzo mocno zmienia, zmienia się Polska i firmy widzą coraz wyraźniej, że sposób w jaki przez ostatnie 20-30 lat funkcjonowały, pomału się kończy. Rosną też ich aspiracje. Chcemy jako państwo wyjść tym oczekiwaniom, wyzwaniom i aspiracjom naprzeciw. Możemy np. budować programy, które dofinansują możliwości rozwoju, jakie mają polskie firmy. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ma w tym roku budżet około 6,5 miliarda złotych, z czego znaczna część idzie właśnie na wspieranie rozwoju nowych produktów, powstających we współpracy z krajową nauką. Dzisiaj komponent naukowy jest wymagany w każdym z programów NCBR.

Czy myśli pan głównie o uczelniach technicznych i instytutach technologicznych?

Wolałbym nie wprowadzać takiego ograniczenia, ale rozumiem, że jest to naturalne. Może się jednak okazać, że pewien projekt, który ma rozwijać określoną technologię, wymaga nie tylko samych rozwiązań technicznych, ale też zbadania ryku czy potrzeb określonych środowisk, a to już jest pole choćby dla działań przedstawicieli nauk społecznych. A zatem nie ograniczamy środków publicznych, krajowych i unijnych, tylko do sfery technicznej i technologicznej. Wszystkich zachęcam do tego, by współpracować. Warto przy okazji zauważyć, że instytuty o charterze technologicznym, jak choćby instytuty badawcze, także zrzeszone w Sieci Badawczej Łukasiewicz, mają spore przychody z działalności rynkowej. One bywają w swoich branżach bardzo skuteczne jako twórcy nowych rozwiązań dla gospodarki, bardzo dobrze radzą sobie na rynku usług badawczych, rozwojowych, realizują masę ciekawych badań, skutecznie wspierają krajowe przedsiębiorstwa. Mają też własne doświadczenia we współpracy z biznesem. Korzystają na niej finansowo – tak to właśnie powinno wyglądać. Warto, by skorzystały z tych doświadczeń uczelnie. I także po to jest nasz kongres.

Niezależnie od doświadczeń i sukcesów instytutów badawczych na tym polu, chyba nie możemy się spodziewać tego ani po uczelniach, ani po instytutach PAN.

Rzeczywiście. Inaczej to jest w instytutach Polskiej Akademii Nauk, ale też powstały one w innym celu – do realizacji badań podstawowych, a więc tam z natury rzeczy subwencja z budżetu państwa musi być wyższa. Uczelnie techniczne to wyróżniona kategoria instytucji naukowych. Bardzo często są tam silne katedry czy inne jednostki tych uczelni, które dobrze współpracują z biznesem, choć nie wszystkie. No i trudno oczekiwać, żeby wydział teologiczny uniwersytetu legitymował się dobrą współpracą z przemysłem.

Mam jeszcze jedną ważną miarę rezultatów współpracy nauki z biznesem. To eksport. Nowoczesne produkty mają większą szasnę na sukces eksportowy. Oczywiście są firmy, które dobrze sobie radzą na rynku krajowym i niekoniecznie są zainteresowane eksportem, ale jest mi bliżej do tych firm, które mają ambicję być graczem w wymiarze międzynarodowym. I tutaj dla mnie miarą dobrej współpracy firmy z nauką jest efekt w postaci zwiększenia eksportu. Sukces jest wtedy, gdy produkt, usługa, technologia, które powstają we współpracy nauki z biznesem, trafia za granicę, poprawiając przychód firmy, a przy okazji budując pozytywny wizerunek naszego kraju w świecie.

Oczywiście na świecie są firmy, które w krótkim okresie zrobiły niesamowity skok, ale tych firm jest kilka, to są te Big Techy. Działają jednak w zupełnie innej kulturze biznesowej, miały zupełnie inne wsparcie na różnych etapach rozwoju. W USA, bo głównie o to państwo chodzi, jest dużo łatwiej przejść „dolinę śmierci” produktów. Jestem przeciwnikiem porównywania tych doświadczeń z naszą krajową sytuacją. Mam wątpliwości, graniczące z pewnością, czy da się przenieść doświadczenia z Doliny Krzemowej do Polski. Warunki prawne, kulturowe, ale i kapitałowe w różnych krajach są odmienne, a już na pewno polskie dalekie są od amerykańskich. Musimy zatem mieć własny model rozwoju gospodarki. Lubimy się biczować, podczas gdy jesteśmy w czołówce krajów świata pod wieloma względami, na przykład wielkości PKB.

Niestety nie pod względem innowacyjności.

No właśnie, i to musimy nadrobić. Po to nasz kongres, żeby jakieś założenia rozwoju obszaru innowacyjności wydyskutować, wypracować. Za naszą pozycją na świecie stoi armia firm. Może nie mamy takich, które w jakiś szczególny sposób się wybijają na tle zagranicznych mocarzy, ale mamy bardzo solidnie pracujący sektor małych i średnich przedsiębiorstw, z których każde po trochu dodaje coś od siebie: właśnie ciekawy produkt, usługę, sprzedając to wszystko, inwestując w rozwój. To daje całościowo znakomity efekt i buduje naszą pozycję na świecie.

To teraz proszę o analogiczny komentarz do sytuacji naszej nauki.

Uważam, że przede wszystkim mamy naprawdę znakomite kształcenie. Wiem, że to nie jest nauka, ale to wstęp do nauki, której nie da się rozwijać bez dobrze przygotowanych kadr. I to już mamy. Mamy bardzo dobrych naukowców z bardzo uniwersalnymi kompetencjami. Bardzo często mają wiedzę na dobrym poziomie w kilku obszarach, mają kompetencje i umiejętność korzystania z aparatury. Często realizujemy jednak taką „sieczkę projektów”, nie skupiamy się na pewnych wybranych wąskich obszarach. W instytucjach zachodniej nauki są zwykle fachowcy, którzy przez cały swój rozwój zawodowy pracują w bardzo wąskiej specjalizacji. Dlatego to oni wybijają się w określonych branżach, mają znakomite publikacje, zdobywają nagrody. Natomiast każda z tych wybitnych postaci, gdy tworzy zespoły projektowe, musi włączyć do nich kogoś, kto ma spojrzenie multidyscyplinarne czy transdyscyplinarne. I tam nasi naukowcy są znakomici. To jest siła naszej polskiej nauki. Niestety, na koniec nie mogą się pochwalić, np. nową Teslą. I właśnie to chcemy zmienić. Najpierw zdiagnozować, dlaczego tak się dzieje, a potem zarysować ramy zmian, które doprowadzą do tego, że przemysł we współpracy z nauką będzie potrafił budować innowacyjne produkty i projektować usługi o światowej jakości.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Narodowy Kongres Nauka dla Gospodarki

odbędzie się w Warszawie w Hali Expo

w dniach 19-21 listopada 2025 roku

Wróć