Rozmowa z prof. dr. hab. inż. Andrzejem Szaratą, rektorem Politechniki Krakowskiej im. Tadeusza Kościuszki

Prof. dr hab. inż. Andrzej Szarata, od 2023 roku rektor Politechniki Krakowskiej, wcześniej dziekan Wydziału Inżynierii Lądowej PK (2016–2023). Absolwent Politechniki Śląskiej (kierunek: budowa dróg i autostrad). Jest międzynarodowym ekspertem w obszarach transportu, systemów komunikacyjnych, modelowania podróży, efektywności funkcjonalnej rozbudowy infrastruktury transportowej, w tym zwłaszcza modernizacji linii kolejowych i układu drogowego. Ma na koncie ponad 100 publikacji naukowych. Należy do m.in. Komitetu Transportu PAN, Komisji Budownictwa Oddziału PAN w Krakowie, Zespołu Zadaniowego ds. Wielkoskalowych Projektów Rozwojowych przy Komitecie Przestrzennego Zagospodarowania Kraju PAN, Komisji Nauk Technicznych PAU, Polskiego Związku Inżynierów i Techników Budownictwa, Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Komunikacji oraz Komisji Nauki, Innowacji i Projektów Rozwojowych Polskiego Komitetu Olimpijskiego) i doradczych (m.in. Rady do spraw Szkolnictwa Wyższego, Nauki i Innowacji przy prezydencie RP). Przewodniczy Radzie Naukowej Euroregionu Karpackiego oraz Radzie Naukowo-Technicznej ds. Budowy Metra w Krakowie.
Specjalizuje się w badaniach zachowań komunikacyjnych w obszarach zurbanizowanych, analizach dokumentów planistycznych dla polskich miast, prognozach ruchu na potrzeby rozbudowy dróg krajowych i wojewódzkich. Jako konsultant w dziedzinie transportu pracuje zarówno w kraju, jak i za granicą (Grecja, Dania, Niemcy, Ukraina, Stany Zjednoczone). Opracowywał modele transportowe m.in. Wrocławia, Poznania, Gdańska, Rzeszowa, Warszawy, Krakowa, Kielc, województw mazowieckiego i małopolskiego. Realizował ponad 250 projektów transportowych związanych z badaniem efektywności funkcjonalnej inwestycji transportowych, w tym współfinansowanych przez UE (m.in. rozbudowa systemu drogowego i tramwajowego w Gdańsku, Łodzi, Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie, Olsztynie i Krakowie, projekty rozwoju Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej w Małopolsce, studium wykonalności Kolei Dużych Prędkości w Polsce).
Nauka, technika – to zrozumiałe, ale skąd w jubileuszowym haśle wzięły się kultura i sztuka?
Uczelnie techniczne postrzega się z reguły przez pryzmat kierunków inżynierskich, u nas tymczasem w zasadzie od samego początku funkcjonuje Wydział Architektury. Jego obecność w strukturach uczelni jest niesłychanie istotna, bo Kraków – miasto będące w pewnym sensie wizytówką Polski – daje ogromne pole popisu architektom. I to właśnie architektura dodaje nam pierwiastek humanizmu w technokratycznym, inżynierskim świecie. Należy też pamiętać, że to właśnie na Politechnice Krakowskiej studiowali wybitni artyści, m.in. Ewa Demarczyk, Sławomir Mrożek, Zdzisław Beksiński, Andrzej Mleczko, Janusz Majewski, Marek Grechuta, Jan Kanty-Pawluśkiewicz czy Sebastian Karpiel-Bułecka.
Wygląda jak lista absolwentów uczelni artystycznej…
Sam pan widzi, że to osoby, które sztukę, a nawet więcej – szeroko pojęty humanizm, miały bądź nadal mają w swoim DNA. Dlatego nie wyobrażałem sobie, by tego obszaru nauki zabrakło w jubileuszowym haśle. To jest wyjątkowy przywilej, że mamy wśród naszych absolwentów tak wielkich artystów.
Który moment w 80-letniej historii Politechniki Krakowskiej uznałby pan za najważniejszy dla jej dzisiejszej pozycji?
Myślę, że kamieniem milowym było samo powstanie uczelni. Zostaliśmy wydzieleni z ówczesnej Akademii Górniczej, obecnej Akademii Górniczo-Hutniczej, i z niej się bezpośrednio wywodzimy. Jako ciekawostkę powiem, że pierwsze indeksy w 1945 roku miały przekreśloną nazwę „Akademia Górnicza” i u góry ręcznie napisane „Politechnika Krakowska”.
Słusznie uznano, że w Krakowie nie może zabraknąć nauk politechnicznych i kuźni inżynierskich kadr. Zaangażowało się w powstanie Politechniki liczne grono osób, stąd i ojców założycieli mamy wielu. Przez osiem dekad konsekwentnie stawialiśmy na kierunki, branże, które dawały nam rozpoznawalność m.in. dzięki ponad 120 tysiącom naszych znakomicie wykształconych absolwentów, budowniczych polskich miast i regionów. Teraz jako rektor mam okazję czerpać garściami z tego doświadczenia.
Niewiele osób wie, że jednym z pierwszych był Wydział Komunikacji, na którym zaraz po wojnie studiowano budowę pojazdów lotniczych: szybowców, samolotów. Udało mi się dotrzeć do pierwszego absolwenta tego kierunku, z 1949 roku. Pan Witold Starzewski ma dziś 105 lat, otwarty umysł, rozmowa z nim to zawsze prawdziwa przyjemność, a spotkanie człowieka, który pamięta początki Politechniki Krakowskiej, było dla mnie wielkim przeżyciem.
Tradycję zawsze traktowaliśmy bardzo poważnie, lecz tak, by nie przesłaniała nam ani teraźniejszości, ani tym bardziej przyszłości. Jest dużo wyjątkowych chwil w naszej historii, ale na horyzoncie dostrzegamy też wyzwania, którym z powodzeniem stawiamy czoła.
Ma pan na myśli sztuczną inteligencję?
To jeden z przykładów, ale niejedyny. Na Wydziale Informatyki stawiamy na cyberbezpieczeństwo i sztuczną inteligencję, której uczymy w kontekście wdrożeniowym. Z kolei na Wydziale Inżynierii Materiałowej i Fizyki rozwijamy biomimetykę, czyli technologie inspirowane inżynierią płynącą z natury. Tam też naukowcy pracują nad sztucznymi kośćmi czy hydrożelami, które pomagają leczyć rany.
Na Wydziale Mechanicznym, oprócz katedr, które specjalizują w konstrukcjach pojazdów silnikowych i szynowych, automatyce i robotyce, pracują specjaliści zajmujący się np. inżynierią medyczną, drukiem elementów kości czaszkowej z materiałów w wersji cyfrowej. Cała umiejętność polega na interpretacji obrazu z rezonansu czy z przestrzennych skanów, które pozwalają wytworzyć element idealnie pasujący do uszkodzonego miejsca. Myślimy nawet o druku mięśnia sercowego u osób z wadami wrodzonymi. To byłby ogromny krok naprzód w chirurgii, gdyby lekarze przed operacją mogli przyjrzeć się takiemu organowi i nauczyć się, jak działa.
Bardzo mocny nacisk kładziemy na rozwój technologii wodorowych. Mamy specjalistów, którzy dokonali konwersji klasycznego silnika tłokowego, dieslowskiego, na zasilany wodorem. Nasi naukowcy opracowali też technologię wykorzystania odpadowego wodoru z przemysłu chemicznego do celów energetycznych i skonstruowali przemysłowe silniki zasilane wodorem, przeznaczone do współpracy z generatorami. Mamy na koncie świeżutkie zgłoszenia patentowe dotyczące bardzo obiecującej technologii magazynowania wodoru. Jak widać, naprawdę mamy się czym pochwalić.
Co sprawia, że na tak trudnym krakowskim rynku studenci wybierają Politechnikę Krakowską?
Mocna marka uczelni, nasza oferta kierunków studiów, adekwatna do potrzeb rynku pracy, sukcesy naszych naukowców i studentów, o których głośno, świetne opinie pracodawców o absolwentach, którzy stają się prawdziwymi ambasadorami Politechniki. No i nie bez znaczenia jest też nasza ogromna aktywność inżynierska w kraju i regionie. To wszystko na pewno bardzo nam pomaga, buduje dobry wizerunek uczelni. Nie ma ważnej sprawy Krakowa, Małopolski, ale też Polski, bez Politechniki Krakowskiej i jej inżynierów.
Muszę w tym momencie powiedzieć: sprawdzam.
Tylko najnowsze przykłady: wspieramy budowę metra w Krakowie, nasi specjaliści uczestniczą w projekcie Centralnego Portu Komunikacyjnego i budowy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce, zabezpieczają miasta i regiony przed skutkami powodzi i suszy, planują transport w wielu miastach. Z eksperckiego wsparcia i kreatywności naszych studentów korzystają firmy, samorządy, instytucje państwowe i pozarządowe. Dużą wagę przywiązujemy do współpracy ze studentami i stworzenia im jak najlepszych warunków nie tylko do studiowania, ale do rozwijania talentów. To znak rozpoznawczy Politechniki od początku jej istnienia – dmuchać w skrzydła młodych ludzi, żeby odkrywali, jaką zawodową drogą chcą iść. Między innymi stąd to wspaniałe grono artystów. Tu kreatywne osobowości dostają przestrzeń, żeby eksperymentować.
W ostatnich latach stworzyliśmy wyjątkową jednostkę – FutureLab PK, studenckie laboratorium innowacji, którego celem jest wspieranie aktywności wynalazczej i projektowej studentów i kół naukowych. Jej budżet – 1 mln zł – przeznaczony jest wyłącznie na projekty studenckie. Wspieramy finansowo i organizacyjnie najbardziej odlotowe studenckie pomysły: od betonowych kajaków po łaziki marsjańskie, podwodne drony, bolidy wyścigowe i elektryczne pojazdy dla osób z niepełnosprawnościami. Najnowszy Lizard, czyli innowacyjny pojazd elektryczny dla osób poruszających się na wózkach, to przepustka do samodzielności. Można do niego wjechać na swoim wózku dzięki pneumatycznej platformie i poruszać się po mieście. Chwalimy się tymi studenckimi projektami w kraju i za granicą. I to przyciąga kandydatów na studia, też chcą robić takie rzeczy. W przeważającej większości kształcą się u nas młodzi mieszkańcy Małopolski, ale też z Podkarpacia, Świętokrzyskiego, Śląska, a nawet ze Szczecina. Wybierają Politechnikę i Kraków, bo to prestiżowe, sprawdzone marki.
To jednak niełatwe miasto, jeśli chodzi o konkurowanie o studenta, zwłaszcza że nieopodal AGH.
Oczywiście, Kraków ma swoje plusy i minusy. Wynajęcie mieszkania jest problematyczne, życie tu nie należy do tanich, ale wydaje mi się, że korzyści dla młodych ludzi są jednak ważniejsze, dlatego decydują się na studia w Krakowie. Zdecydowana większość po studiach zostaje w mieście i regionie. To bardzo dobry rynek pracy, zwłaszcza dla inżynierów, jest tu wiele dobrych i dobrze płacących firm. Unikałbym stwierdzenia, że AGH jest dla nas konkurencją, mamy uzupełniające się oferty. W ostatniej rekrutacji osób, które złożyły u nas dokumenty, było o kilka procent więcej niż rok temu. Tylko na kierunek transport zgłosiło się trzy razy więcej kandydatów, co pokazuje, że idziemy właściwą drogą, a to, w jaki sposób uczelnia pokazuje się na zewnątrz, przynosi owoce.
Nie boicie się niżu demograficznego?
Z prognoz, które udostępnia Główny Urząd Statystyczny wynika, że liczba 19-latków będzie jeszcze przez kilka lat rosnąć, a potem zacznie spadać i w okolicach roku 2037 wróci do obecnego stanu. Tak więc z perspektywy szkół wyższych dopiero końcówka następnej dekady będzie momentem granicznym. I na to trzeba być przygotowanym. Na razie nie odczuwamy spadku w związku z niżem demograficznym, ale pojawia się inny problem: młodzi ludzie zadają sobie pytanie, jaki sens ma studiowanie i czy będzie im to do czegoś potrzebne.
Właśnie, może nie będzie?
Niedawno oglądałem filmik, w którym młodych ludzi pytano, co zamierzają robić po szkole średniej. Odpowiadali, że na pewno nie chcą studiować. Twierdzili, że potrzebną im wiedzę znajdą w Internecie i są w stanie przygotować się do zawodowego życia bez studiów. Siedzieli w samochodzie elektrycznym znanej marki. Pytanie, kto będzie projektował te „elektryki”, ale także telefony, komputery, autobusy na wodór czy choćby hulajnogi elektryczne? Bez studiów, bez specjalistycznej wiedzy dokonanie przełomu w technologii wydaje się dosyć trudne. Musimy wspólnie tworzyć system atrakcyjnych zachęt do podjęcia trudu studiowania, zwłaszcza dla tych, których przed dalszym kształceniem mogą stopować jego rosnące koszty. To bardzo poważne zadanie dla nas – środowiska akademickiego, ale i państwa, które nie będzie bezpieczne i konkurencyjne bez dobrze wykształconych kadr. W tym systemie muszą się też mieścić bardziej elastyczne procedury zmiany programów kształcenia, tworzenia nowych kierunków, włączania do programów studiów certyfikowanych mikrokursów i mikroszkoleń.
Ma pan pomysł, skąd bierze się ta niechęć do studiowania?
W sierpniu podpisaliśmy porozumienie o współpracy z PKP PLK. Na Wydziale Inżynierii Lądowej kształcimy kolejarzy, których cały czas brakuje, a za dekadę, półtorej, gdy obecni odejdą na emeryturę, będzie prawdziwy dramat. Takie branże mógłbym mnożyć. Za mało ludzi wybiera choćby kierunki związane z chemią, a przecież bez tego nie da się stworzyć np. materiałów nowej generacji.
Myślę, że źródłem problemu jest niechęć do przedmiotów ścisłych, które – moim zdaniem – są źle nauczane w podstawówce i w szkole średniej. W tym zakresie czuję, że mamy pewnego rodzaju misję do wykonania: przygotować młodych ludzi, żeby po maturze wybierali kierunki humanistyczne nie dlatego, że muszą, bo nie potrafią pracować z liczbami, tylko dlatego, że chcą. Jeżeli nie zaczniemy mówić poważnie o nauczaniu matematyki, fizyki, chemii, to za kilka lat nawet hipotetyczny wyż demograficzny w grupie dziewiętnastolatków nic nie będzie znaczył, bo część z nich po prostu nie wybierze kierunku inżynierskiego.
I jeszcze jedna kwestia: mówi się, że studia inżynierskie odstraszają kobiety. Bzdura, u nas na budownictwie ponad 40 procent studentów to panie. Kiedy ja studiowałem ćwierć wieku temu, mieliśmy tylko dwie na całym roku.
Czy odczuwacie mniejszy napływ doktorantów?
Mamy jedną szkołę doktorską i liczba przyjętych z roku na rok się zwiększa: jeszcze w 2021 było ich 62, a w ubiegłym już 75. Liczba kandydatów wzrosła w tym okresie o 75 procent. Uważam, że ustawa, która nie powiązała wniosku o tytuł profesorski z promowaniem doktorów, jest błędna. W mojej ocenie nie powinno się składać wniosku o tytuł naukowy, nie mając pod opieką ani jednego doktoranta. Oczekuje się, że zadaniem profesora będzie stworzenie swojej szkoły naukowej, a bez takiego wymogu wiele osób po habilitacji nie czuje takiej potrzeby. I bez formalnego przymusu ten problem będzie się pogłębiał.
Jaką specyfikę ma dziś Politechnika Krakowska na tle innych uczelni technicznych?
Jesteśmy średniej wielkości uczelnią – mamy około 12 tys. studentów, prawie 2 tys. pracowników – położoną wprawdzie daleko od morza, ale używając marynistycznej analogii porównałbym nas do sprawnej korwety, której łatwo zmienić kierunek kursu, przyspieszyć czy zwolnić. Duże uczelnie są bliższe lotniskowcom, które potrzebują więcej czasu na zmiany. Struktura Politechniki Krakowskiej jest wręcz wzorcowa, bo mamy osiem wydziałów, każdy skupiony wokół jednej wiodącej dyscypliny naukowej. Na wielu uczelniach bywa tak, że jedna dyscyplina jest rozsiana na dwóch, trzech wydziałach, co powoduje, że trudno się tym zarządza. Nasza przejrzysta struktura ułatwia elastyczne zarządzanie. I tu upatruję dużej szansy dla Politechniki Krakowskiej, bo możemy te nasze flagowe „perełki” rozwijać z duchem czasu, szybko odpowiadać na potrzeby gospodarcze i to idzie nam nie najgorzej.
Proszę o kilka przykładów.
Gdyby chcieć najkrócej odpowiedzieć, czym się wyróżniamy, powiedziałbym, że bezprecedensową skalą wsparcia rozwoju miast, regionów i kraju w tworzeniu zielonej, bezpiecznej i inteligentnej infrastruktury przyszłości. Łączymy tu zaawansowaną wiedzę z zakresu naszych badawczych specjalizacji: architektury i urbanistyki, informatyki technicznej, automatyki, elektroniki i elektrotechniki, inżynierii lądowej i transportu, inżynierii materiałowej, inżynierii środowiska i energetyki oraz inżynierii chemicznej i inżynierii mechanicznej. Czerpiemy z badań w tych obszarach, by rozwijać kompetencje gospodarcze i wspólnie z partnerami społecznymi i przemysłowymi budować odporność miast i konkurencyjność biznesów. Mamy szeroki, a jednocześnie klarowny zakres specjalizacji – od gospodarki miejskiej do infrastruktury krajowej i europejskiej. Nasze obszary eksperckie to przede wszystkim infrastruktura techniczna, cyfrowa i krytyczna: od dróg i systemów komunikacyjnych, przez niskoemisyjny transport publiczny, lotniczy i szynowy, po cyfrowe systemy zarządzania, monitoringu i bezpieczeństwa. Po drugie infrastruktura społeczna: przyjazne i funkcjonalne przestrzenie publiczne, energooszczędne budynki, wspierane nowoczesnymi technologiami obiekty zabytkowe, przyjazne parki i zespoły zieleni. I wreszcie infrastruktura środowiskowa: energetyczne technologie odnawialne, wiatrowe i wodorowe, biotechnologie, inteligentna infrastruktura komunalna, systemy gospodarki obiegu zamkniętego. W każdym z tych tematów się specjalizujemy, jesteśmy sprawdzonym partnerem dla gospodarki. To nas wyróżnia, także w konkurencyjnym małopolskim środowisku akademickim. Stąd moja pewność, że się z innymi uczelniami dobrze uzupełniamy.
Na pewno więc nie mamy kompleksów w środowisku akademickim. Ze wszystkimi, w gronie Konferencji Rektorów Polskich Uczelni Technicznych, współpracujemy. Czerpiemy od nich inspiracje, ale idziemy własną drogą, także jeśli chodzi o tworzenie infrastruktury badawczej. Nowe laboratoria budujemy nie dla mody, lecz ze strategicznych potrzeb. Laboratoria Aerodynamiki Środowiskowej, Ultraprecyzyjnych Pomiarów Współrzędnościowych, Badań Odkształceń i Drgań Budowli, Badań Technoklimatycznych i Maszyn Roboczych czy Laboratorium Analiz Śladowych im. Prof. Adama Grochowalskiego – to unikatowe jednostki badawcze, oferujące partnerom przemysłowym i naukowym usługi, w tym akredytowane, na najwyższym światowym poziomie. W sumie posiadamy ponad 200 laboratoriów i pracowni specjalistycznych. Mają przede wszystkim charakter naukowy, ale nie tylko. Tworzymy je tak, by się wzajemnie uzupełniały i by można było w nich badać technologie w sposób kompleksowy. Pozyskaliśmy właśnie 30 mln zł z unijnych funduszy na nowe Centrum Zaawansowanych Rozwiązań (CeZaR), unikatową platformę współpracy nauki z biznesem. Zaoferujemy dzięki niemu przedsiębiorcom i firmom kompleksową obsługę w zakresie kreowania i wprowadzania na rynek innowacyjnych produktów i usług. Chodzi nam o to, by przekładać wiedzę naukową na sukcesy mierzone współpracą z przemysłem. Tak jest na przykład z kosmetykami, które zaprojektowali naukowcy z Wydziału Inżynierii i Technologii Chemicznej, lakierem do paznokci, który ma możliwość przenoszenia leków czy badaniami turbin wiatrowych i odporności budynków na wpływy środowiskowe.
Sporo się zatem dzieje pod kątem badawczym, ale czy pracownicy dostają od uczelni odpowiednie wsparcie przy pozyskiwaniu grantów?
Szukamy optymalnego rozwiązania. Do niedawna mieliśmy kilka rozproszonych jednostek, zmieniłem to, tworząc Centrum Wsparcia Projektów, które skupia wszystkie osoby zajmujące się grantami, i krajowymi, i międzynarodowymi. Staramy się mocno dopingować naukowców do pozyskiwania grantów.
Przez pewien czas efektywność pozyskiwania grantów w Polsce była na tak niskim poziomie, że wiele osób machało ręką i odpuszczało, uważając, że szkoda na to czasu. Teraz to się powoli zmienia, widzę, że zaczyna się zwiększać liczba wniosków składanych przez naszych naukowców, również w badaniach podstawowych. Oni mają świadomość tego, że jeśli chcą się rozwijać naukowo, prowadzić badania, muszą sięgać po fundusze zewnętrzne. Natomiast ze strony uczelni mogą liczyć na dofinansowanie wstępnych faz prac badawczych, w których sprawdzą swój pomysł. Pozyskujemy też środki z rynku. Coraz więcej firm zaczyna postrzegać uczelnie jako miejsca, gdzie mogą znaleźć rozwiązanie swoich problemów. I ta współpraca powoli nabiera rumieńców.
Widać już efekty?
Mój punkt widzenia na rynek innowacji jest zgoła odmienny od powszechnej narracji. Uważam, że jesteśmy jako Polska niedoceniani na tym polu, traktuje się nas jak ubogiego brata Zachodu. Tymczasem wystarczy zobaczyć, kto pracuje w centrach badawczych największych światowych koncernów. W głównej mierze to inżynierowie wykształceni na polskich uczelniach stoją za rozwiązaniami, które wykorzystywane są w nowoczesnych technologiach. Tyle że to nie są nasze patenty. Wszystko, co jest tworzone i rozwija się za sprawą polskiej myśli w zachodnich koncernach, idzie na ich konto, a my zostajemy z niczym.
Proszę sobie wyobrazić, że jeszcze do niedawna organizowano konkursy, w których prywatne firmy pozyskiwały z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju dofinansowanie do swoich projektów, realizowanych bez udziału uczelni. Dla mnie to absolutnie skandaliczne rozwiązanie. Moi pracownicy byli zaangażowani w jeden z takich grantów – firma z kapitałem zagranicznym dostała kilkadziesiąt milionów złotych – ale formalnie naszych naukowców jakby tam nie było, nie mogli nic opublikować ani wpisać do CV, że brali udział w projekcie, mimo że zaproponowali nowoczesne rozwiązanie optymalizacyjne, które wdrożono. Zachwycona była tylko ta firma. A to nasi inżynierowie przetestowali tę koncepcję i ją wprowadzili. Jak w tym świetle możemy porównywać się z Niemcami, Włochami, Francją, Hiszpanią czy Wielką Brytanią?
Co pan proponuje?
Poruszyłem ten temat na Konferencji Rektorów Polskich Uczelni Technicznych. Podsunąłem proste rozwiązanie: uwzględnianie w projektach polskiej jednostki naukowej, która będzie miała prawo pokazać na zewnątrz to wdrożenie jako swoje dzieło albo będzie mogła je opatentować. W tym kontekście wcale nie uważam, żebyśmy jako Polska nie byli konkurencyjni. Wręcz przeciwnie, uważam, że mamy naprawdę mnóstwo świetnych pomysłów. Proszę zobaczyć, co się dzieje na polskich uczelniach, gdzie przy ograniczonym budżecie powstają rozwiązania, które naprawdę zadziwiają.
Nie każdy jednak prowadzi badania wdrożeniowe, ba, nie każdy na uczelni jest badaczem.
Politechnika Krakowska ma charakter akademicki, więc prowadzimy badania, ale też kształcimy. Mamy wielu pracowników badawczo-dydaktycznych, dużą grupę dydaktyków, którzy nie wykazują aspiracji naukowych, i stosunkowo mało pracowników badawczych. Moim zdaniem taki etat ma jedną wadę – wiedza nie jest przekazywana młodym ludziom. Zawsze namawiam badaczy, by pracowali u nas przekazując swoją wiedzę dalej, młodszemu pokoleniu.
Jakie jest pana zdanie na temat popularyzatorskiej misji uczelni?
To niesłychanie ważny element pracy uczelni, czyli pokazywanie na zewnątrz, językiem zrozumiałym dla przeciętnego mieszkańca, problemów, z którymi się mierzymy na co dzień. Ogromną rolę pełnią tu autorytety naukowe, które w sposób merytoryczny potrafią się odnieść i do zmian klimatu, i do szczepionek, i do energetyki jądrowej. Trzeba rozwiewać te wszystkie strachy, które wynikają z niewiedzy bądź nieumiejętności interpretowania danych. Dlatego popularyzacja jest tak istotna.
Sam dość często występuję w tej roli i nawet jeśli temat jest społecznie drażliwy, jak w przypadku wprowadzenia stref czystego transportu, nie mam problemu, by o tym mówić, bo chodzi o nasze zdrowie. Zajmuję się od 25 lat planowaniem systemu transportowego i mówię to, co wynika z mojej wiedzy, a nie dlatego, by komuś schlebiać. Jeśli ktoś robi badania i potrafi o nich mówić prostym językiem, zrozumiałym dla każdego, to bardzo dobrze. Buduje to pozycję uczelni w odbiorze społecznym, ludzie otrzymują komunikat, że pracują u nas fachowcy, specjaliści.
Co Politechnika Krakowska zyskała po wejściu do konsorcjum Uniwersytetu Europejskiego?
Wiążę z tym programem duże nadzieje. Jesteśmy w konsorcjum STARS EU wraz z ośmioma uczelniami z Holandii, Hiszpanii, Portugalii, Niemiec, Czech, Szwecji, Francji i Albanii. Często się spotykamy, intensywnie rozmawiamy, oni pytają nas o rozwiązania dydaktyczne, my z kolei podglądamy, jak inni radzą sobie z kształceniem studentów. Pojawiają się także pomysły dotyczące wspólnych prac badawczych. Bez fałszywej skromności powiem, że jesteśmy w tym gronie liczącym się partnerem. Najlepszym dowodem na to, jak jesteśmy postrzegani, jest nadchodząca jubileuszowa inauguracja roku akademickiego, na którą przyjadą wszyscy rektorzy uczelni zrzeszonych w konsorcjum.
Czy Politechnika Krakowska ma ambicje wskoczyć do „20” w programie IDUB?
W poprzednim konkursie nie startowaliśmy z prostej przyczyny – mieliśmy tylko jedną kategorię A, a wymagane były dwie. Teraz spełniamy już kryteria, bo wszystkie nasze dyscypliny mają kategorię A, a architektura nawet A+. Wyraziliśmy już formalnie zainteresowanie udziałem, teraz przygotowujemy się do pisania wniosku. Mówiąc krótko, mamy aspiracje, by nasze osiągnięcia poddać ocenie zewnętrznej i pojawić się w tym elitarnym gronie. Uważam, że gra jest warta świeczki, a nasze plany nie są wcale bezpodstawne.
Jakie inwestycje planujecie w najbliższym czasie?
Konsolidujemy właśnie działania związane z inwestycjami i już mamy pierwsze efekty – sprawniej idą procedury i procesy inwestycyjne. A dzieje się bardzo dużo. Pozyskaliśmy ogromne środki na remonty akademików, w tym gruntowny remont domu studenckiego przy ul. Bydgoskiej w centrum Krakowa. Za dwa lata będzie w nim dostępnych 200 miejsc. Trwa kapitalny remont biblioteki. Jesteśmy na etapie tworzenia projektu budynku dla Wydziału Informatyki i Telekomunikacji. Mamy zarezerwowane środki na budowę, którą niebawem rozpoczniemy. W planach jest budowa nowego klubu studenckiego „Kwadrat”, w podziemiach którego powstanie też strzelnica.
Wspomniałem o Centrum Zaawansowanych Rozwiązań, na które mamy już środki. W dalszej perspektywie myślimy też o stworzeniu centrum edukacyjno-badawczego i szkolenia służb ratowniczych w Małopolsce. Jesteśmy liderem tej wspólnej inicjatywy 10 partnerów: instytucji państwowych, samorządowych, naukowych, dydaktycznych oraz reprezentujących służby ratownicze. Centrum mogłoby powstać na bazie naszej infrastruktury w kampusie Politechniki w nowohuckich Czyżynach. Z tym kampusem wiążemy długoterminową strategię rozwoju uczelni. Jesteśmy właścicielem ponad 55 hektarów w tej części miasta. Mamy tam już nasze największe laboratoria, siedziby kilku wydziałów, osiedle studenckie, w przyszłości widzimy na Czyżynach naszą Dolinę Innowacji. Chcemy stworzyć kampus, który odpowie na wyzwania XXI wieku, będzie sprzyjać rozwojowi nauki i technologii oraz budowaniu więzi środowiska akademickiego ze społecznością miasta i regionu. Nowoczesny i zielony kampus uczelni, z wysokiej jakości architekturą, harmonijną kompozycją przestrzenną, może stać się nie tylko drugim sercem Politechniki, obok tego w centrum, ale także wyjątkową wizytówką Krakowa, miasta innowacji i nauki o międzynarodowym znaczeniu. Walczymy – na razie na poziomie działań planistycznych miasta – by te ambitne zamierzenia udało się zrealizować.
Czy w krakowskim środowisku poważnie mówi się o konsolidacji?
Owszem, ten temat się pojawia, ale nie za bardzo widzę korzyść z takiego rozwiązania. Najpierw trzeba zadać pytanie: jakie oszczędności uzyskalibyśmy z tytułu połączenia dwóch uczelni, chociażby technicznych. I druga równie ważna kwestia: nie bez powodu mówiłem wcześniej, że mniejszej uczelni łatwiej jest się dostosować do bieżących potrzeb, a tu mówimy o stworzeniu jakiegoś molocha. Są inne, efektywniejsze narzędzia, które pozwalają wzmocnić potencjał uczelni. Robimy to z dobrym skutkiem w ramach InnoTechKrak, wraz z Uniwersytetem Rolniczym i AGH. Innym z przykładów jest konsorcjum Woda. Wspólnie z AGH i UEK uruchamiamy teraz studia z zarządzania w energetyce jądrowej. Zatem współpraca krakowskich uczelni jest realna, nie tylko na papierze, a jeśli mowa o konsolidacji, to nie może się ona odbyć w myśl zasady: połączmy, a później zobaczymy, co wyjdzie.
Rozmawiał Mariusz Karwowski