logo
FA 7-8/2025 fantastyka o nauce

Maciej Wróblewski

Science fiction, czyli literackie potyczki z nauką

Science fiction, czyli literackie potyczki z nauką 1

Rys. Sławomir Makal

Pisarze prowadzą swoistą grę, w której scjentyzm pełni rolę rekwizytu potrzebnego do uwierzytelnienia największego nawet nieprawdopodobieństwa. Dyskurs naukowy jest tu niezbędny, gdyż od XIX wieku zyskał przewagę nad innymi sposobami opisu rzeczywistości (magicznym czy religijnym), a więc stał się integralnym składnikiem funkcjonowania człowieka.

Między sztuką literacką a nauką relacje są złożone i pozbawione jednoznaczności. Oczywiście wiadomo, że powieść i poemat zawierają treści, których nie można weryfikować za pomocą metod stosowanych w matematyce dyskretnej czy chemii organicznej. Pisarze kreując postacie, przestrzeń i czas akcji, mogą pozwolić sobie na daleko idące odstępstwa od zasad obowiązujących na co dzień, a i tak będą przez czytelników rozumiani. Na tym opiera się przecież fenomen fantasy i horrorów, w których naruszone zostają reguły rządzące znaną nam z autopsji rzeczywistością. Niekiedy autorzy tekstów literackich podejmują się myślowych eksperymentów w zakresie praw rządzących wykreowanym społeczeństwem i tworzą jego utopijne wizje na wzór Państwa (IV w. p.n.e.) Platona, czego bardzo dobrym przykładem jest Miranda (1924) Antoniego Langego. Są i takie przypadki, gdy artystyczna wizja pozostaje w pewnym związku z bliskim pisarzowi światem po to, by ostrzegać o realnie istniejącym zagrożeniu. O tym jest 1984 (1949) George’a Orwella czy bardzo interesująca z politologicznej perspektywy powieść Jacka Inglota o wymownym tytule Polska 2.0 (2016).

Dyskurs naukowy i literacki

W wypadku nauki obowiązują określone zasady konstruowania dyskursu, a więc używa się specjalistycznego języka w sposób konsekwentny (terminy, pojęcia, sposób argumentacji, metodologia) po to, by precyzyjnie opisać pewien wycinek rzeczywistości. O ile w tekstach literackich czytelnicy zazwyczaj doceniają pierwiastek oryginalny, o tyle w nauce – poza wartością dodaną do dotychczasowych wyników badań – liczy się umiejętność krytycznego wykorzystania ustaleń poprzedników.

Jest jednak pewna konwencja literacka, zwana fantastyką naukową, której reprezentanci sięgają po dyskurs z różnych dziedzin wiedzy. Nie robią tego dla artystycznej prowokacji. Cele towarzyszące fantastyce naukowej, zwanej z angielska science fiction (SF), bywają różne. Najczęściej jej autorzy, zafascynowani jakimś naukowym fenomenem, projektują swoje literackie wizje w taki sposób, by naśladować dyskurs. Posługują się terminami i pojęciami reprezentującymi określone obszary wiedzy po to, by za ich pomocą stworzyć pozór naukowego faktu. Autorzy SF, ze względu na sposoby wykorzystania nauki i techniki, mają możliwość krytycznego opisu kondycji współczesnego człowieka, przy czym wartość scjentystyczna nie zawsze waloryzowana jest pozytywnie, by przywołać powieść Aldousa Huxleya Nowy wspaniały świat (1932) oraz Podróż poślubną pana Hamiltona (1928) autorstwa Mieczysława Smolarskiego. W obu utworach technologia pomaga sprawować bezwzględną władzę (kontrolę) nad społeczeństwem.

Jeden z polskich dziewiętnastowiecznych popularyzatorów entomologii i geologii, Erazm Majewski, autor powieści Doktor Muchołapski. Fantastyczne przygody w świecie owadów (1890) oraz Profesor Przedpotopowicz (1898), związki między nauką a literaturą ujął jako unikatowe połączenie w jednym umyśle badawczej dociekliwości z poetycką, czyli literacką, umiejętnością kreowania artystycznie pociągającej rzeczywistości. Należy podkreślić, że istotnym elementem science fiction jest naukowość, zwana przeze mnie wartością scjentystyczną, która przez pisarzy rozumiana i traktowana bywa różnie. Niekiedy posługują się w swoich fabułach „cudownym wynalazkiem” (np. maszyna przenosząca w czasie) symulującym związek z jakąś dziedziną wiedzy, a niekiedy tworzą złożone fenomeny, których funkcjonowanie oparte jest na bardzo dobrej znajomości określonych dziedzin. Z takim przypadkiem mamy do czynienia w powieści Solaris (1961) Stanisława Lema czy w opowiadaniu Jacka Dukaja Katedra (2000).

Wiele tekstów SF przybliżało i wciąż przybliża czytelnikom wybrane zagadnienia naukowe z astrofizyki, antropologii, biotechnologii, chemii, cybernetyki, medycyny, mikrofizyki, a obecnie także neurobiologii i sztucznej inteligencji. Jednak w odróżnieniu od rozpraw naukowych pisarze wykorzystują w tym celu semantycznie nieprzezroczysty – a więc poddający się różnym interpretacjom – język literacki. Na przykład zbiór opowiadań dziesięciorga współczesnych polskich autorów SF, poznAI przyszłość. Opowiadania o umyśle i nauce (2024), wprowadza czytelnika w dylematy związane z obecnością sztucznej inteligencji w życiu człowieka, a dokładniej rzecz ujmując: w edukacji, ale niczego żaden z twórców nie rozstrzyga w naukowym tego słowa rozumieniu. Raczej stawiają problemy związane z pewnym społecznym i psychologicznym fenomenem (AI), niż próbują cokolwiek rozwiązać w formie dyskursywnej. Podobnie dzieje się w bogatym nurcie cyberpunku, będącym odrębnym zjawiskiem w fantastyce naukowej. Można ująć go jako literacką refleksję nad wpływem zaawansowanej technologii na człowieka, czego przykładem jest choćby film Matrix (1999). Cyberpunkową wersję zdehumanizowanego świata można sprowadzić do swobodnie modelowanej rzeczywistości opartej na zasadach nie-ludzkich. Początek tego nurtu wyznacza rok publikacji powieści Neuromancer (1984) Williama Gibsona, łączącej sensacyjną akcję z wątkami naukowymi dotyczącymi inżynierii genetycznej i sztucznej inteligencji. Kreacje świata przyszłości opartego na zasadach takiej czy innej technologii są obecne także w Perfekcyjnej niedoskonałości (2004) Jacka Dukaja czy w intrygującej powieści Wściek (2024) Magdaleny Salik.

Vera Graaf, autorka popularnego opracowania Homo futurus. Analiza współczesnej science fiction (1975), przypisała fantazji równorzędną rolę co nauce, gdy formułowała cechy SF jako gatunku literackiego. To właśnie fantazja jako podstawa rzeczywistości opartej na spekulacji naukowej lub tylko pozornie naśladującej różne języki nauki dominuje w dawnej oraz współczesnej science fiction. Pisarze prowadzą swoistą grę, w której scjentyzm pełni rolę rekwizytu potrzebnego do uwierzytelnienia największego nawet nieprawdopodobieństwa. Dyskurs naukowy jest tu niezbędny, gdyż od XIX wieku zyskał przewagę nad innymi sposobami opisu rzeczywistości (magicznym czy religijnym), a więc stał się integralnym składnikiem funkcjonowania człowieka.

Luźne związki

Jeśli przyjrzymy się treści pierwszych utworów science fiction, to okaże się, że ze współczesną nauką i jej charakterystycznym dyskursem niewiele mają wspólnego, choć przez czytelników traktowane były jak rodzaj fascynującej opowieści o możliwościach poznawczych i technicznych człowieka. Pierwsze dzieła spod znaku SF łączyły artystyczne kreacje światów lub pewnych jego elementów z określonymi ustaleniami naukowymi w dość swobodny sposób. Ich główne tematy odnosiły się do różnie opisywanej podróży pozaziemskiej i „obcej” cywilizacji. Tak jest w wypadku niedokończonego siedemnastowiecznego dwuksięgu Cyrano de Bergeraca Tamten świat albo państwa i cesarstwa Księżyca oraz powieści: Gottfrida Bürgera Cudowna podróż na lądzie i morzu, kampanie i wesołe przygody barona von Münchhausena (1786), Juliusza Verne’a Podróży naokoło Księżyca (1865) czy utworu Herberta George’a Wellsa Pierwsi ludzie na księżycu (1901), w którym pisarz celowo nie kierował się dostępnym mu stanem wiedzy na temat satelity Ziemi. Z kolei dwie inne powieści Wellsa, Wehikuł czasu (1895) oraz Wojna światów (1898), są przykładem eksperymentu myślowego pozornie wykorzystującego naukową wiedzę o człowieku i jego środowisku.

W wypadku literatury polskiej wśród pierwszych autorów SF wymienia się Michała Krajewskiego, autora powieści Wojciech Zdarzyński, życie i przypadki swoje opisujący (1785), i Teodora Tripplina jako twórcę Podróży po Księżycu odbytą przez Serafina Bolińskiego (1858). Jednak istotny jakościowy przełom w rodzimej fantastyce naukowej dokonał się za sprawą Jerzego Żuławskiego, który w trylogii Na srebrnym globie. Rękopis z Księżyca (1903), Zwycięzca (1910) i Stara Ziemia (1911) dał przejmujący, dramatyczny obraz kształtowania się księżycowej społeczności wywodzącej się z Ziemi, a także bardzo precyzyjnie i z dużym technicznym prawdopodobieństwem opisał lot pojazdu na Księżyc. W literaturze czeskiej z kolei fantastycznonaukowy dramat R.U.R. (1920) Karela Čapka nie tylko zwrócił uwagę czytelników na „sztucznego człowieka” i cywilizacyjny problem cyborgizacji, ale spopularyzował wyraz „robot”, który wszedł do powszechnego użycia także w nauce. Przy okazji warto nadmienić, że podobne dylematy związane z relacją człowiek-maszyna (robot, automatyzacja) były przedmiotem krytycznego namysłu Witkacego, autora m.in. dramatu Szewcy (1934).

Poza intrygującym tematem eksploracji Kosmosu, obecnością w nim innych niż ziemska cywilizacja, problemem cyborgizacji i automatyzacji życia człowieka niezwykle popularnym tematem w fantastyce naukowej pierwszej połowy XX wieku były archeologia, geologia, antropologia i paleontologia. Pytania o początki życia na Ziemi zostały znakomicie przedstawione przez sir Artura Conan Doyle’a w powieści Zaginiony świat (1912), do której po kilkudziesięciu latach nawiązał Michael Crichton w Parku jurajskim (1990), będącym z kolei źródłem adaptacji filmowej w reżyserii Stevena Spielberga.

Nurt pesymistyczny

Po II wojnie światowej zarówno zagraniczna, jak i polska proza fantastycznonaukowa przeżywa swój rozkwit, co niewątpliwie ma ścisły związek z dynamicznym rozwojem techniki i różnych dziedzin nauki, w szczególności astrofizyki, cybernetyki, fizyki, chemii, kosmologii. Z pewnością eksploracja wszechświata zachęcała pisarzy do tworzenia utworów fantastycznonaukowych, których akcja albo rozgrywała się w odległej przyszłości na całkowicie odmienionej Ziemi, czego przykładem może być Powrót z gwiazd (1961) Stanisława Lema, albo na innej planecie, jak choćby w Kronikach marsjańskich (1950) Raya Bradbury’ego. Nadmienię, że temat marsjański wciąż przyciąga uwagę pisarzy, o czym świadczą zarówno trylogia Kima Stanleya Robinsona: Czerwony Mars (1992), Zielony Mars (1994), Błękitny Mars (1996), jak również warta polecenia czytelnikom powieść Rafała Kosika Mars (2003). O ile we wczesnych tekstach SF pisarze wykorzystywali realne osiągnięcia techniki (pojazdy jeżdżące, latające, pływające), by nadać im w literackiej opowieści „niezwykłe” parametry, w czym celował Władysław Umiński, naśladujący Verne’a, o tyle od lat 30. XX wieku obok zachwytu nad cywilizacyjnymi możliwościami człowieka publikowane są utwory SF, w których pojawia się niepokój lub nawet niechęć wobec eksperymentów naukowych.

W okresie powojennym pisarska adoracja osiągnięć naukowych i technicznych przeplata się z wyraźnie zaznaczającym się w literaturze SF nurtem pesymistycznym, w którym nie tyle krytyce podlega sama nauka, ile to, jaki z niej użytek robi człowiek. Tak jest w utworach wielu pisarzy, jak choćby Isaaca Asimova, Philipa Dicka, Ursuli K. Le Guin, Raya Bradbury’ego, Rogera Zelazny’ego, Roberta Heinleina, braci Arkadija i Borysa Strugackich, Stanisława Lema, Janusza Zajdla, Bohdana Peteckiego, Adama Hollanka, Jerzego Jesionowskiego, Hanny Malewskiej, Adama Wiśniewskiego-Snerga, Konrada Fiałkowskiego, Macieja Kuczyńskiego. W wieku XXI nurt pesymistyczny lub krytyczny SF reprezentowany jest przez utwory cyberpunkowe, choć nie tylko. Weźmy pod uwagę kilka bardzo dobrych powieści science fiction polskich autorów z ostatnich lat.

Michał Cholewa w utworze Gra o sumie niezerowej. Algorytm wojny T7 (2023) stworzył dobrze znane czytelnikom uniwersum astralnej wojny, w tym wypadku między Imperium Chin a Unią Europejską. Docenić warto przede wszystkim literacki kunszt budowania atmosfery wielkiej militarnej batalii, którą toczy się nie tylko dlatego, żeby pokonać przeciwnika. Wydaje się, że autor umiejętnie uchwycił swoiście rozumiany uniwersalny wymiar wojny, w której ludzkie namiętności mieszają się z nakazem prowadzenia bezwzględnej polityki międzynarodowej. Ciekawie prezentują się opisy manewrowania potężną flotą Niebiańskiego Smoka oraz jednostkami należącymi do floty Unii Europejskiej. Bitwy, pojedynki, przegrupowania i wiele innych elementów typowych dla space opera (odmiana fantastyki naukowej, której akcja rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej) współtworzą odległy, choć prawdopodobny obraz zmagań, w których nie tylko człowiek bywa okrutny. Przypadłość ta nieobca jest także sztucznej inteligencji. To ona odgrywa ważną rolę w spisku knutym przez Imperium i walczącej w jego imieniu Czwartej Flocie. Bardzo dobrze wypadają te partie powieści, w których Cholewa pokazuje, jak sztuczna inteligencja opanowuje nasze tożsamości, jak w rękach ludzi żądnych władzy bywa niebezpieczna niczym broń atomowa w rękach szaleńca. Ten wątek powieści wydaje się dziś niezmiernie aktualny.

Z kolei Paweł Matuszek w powieści Zejście49 (2023) przedstawił obraz świata zbudowanego na planie labiryntu. Rzeczywistość otula trudna do jednoznacznego zdefiniowania ciemność lub szarość niezwykle gęsta i wręcz sensualnie odczuwalna. W tej przestrzeni sny i odległe wspomnienia nawiedzające bohaterów mieszają się z tym, co dzieje się w ich realności. Granice między różnymi obszarami są przekraczane, a budowana w formie odsyłaczy opowieść na równych prawach z tą z tekstu zasadniczego współtworzy niepowtarzalny klimat Zejścia49. Kluczem do zrozumienia swoistej mechaniki powieściowego świata jest tytułowe „zejście”, które otwiera dla bohaterów różne kierunki wędrówki, choć punkt ich dojścia trudny jest do przewidzenia. W pewnym stopniu struktura powieści realizuje popularną swego czasu i zarazem kontrowersyjną z naukowego punktu widzenia kwantową teorię wielu światów Hugh Everetta III.

Podarować niebo (2022) Romualda Pawlaka to z kolei utwór opowiadający o nudzie Kosmosu, o towarzyszącej międzygwiezdnym eksploracjom frustracji i poczuciu braku sensu w kolonizacji kolejnych planet. Klimat utworu wydaje się podobny do Opowieści o pilocie Pirxie (1966) Lema. W świecie stworzonym przez Pawlaka Obcy istnieją jako bezpostaciowa masa, która nie przyciąga uwagi podróżników. Ci zaś pełnią rolę odkrywców, misjonarzy, konkwistadorów i osadników kosmicznej przestrzeni jakby bez przekonania o sensie swoich działań. Kolonizowanie Obcych wydaje się zatem pozbawione treści, a człowiek prezentowany w powieści Pawlaka czuje wobec nich pogardę, a nie ciekawość lub strach.

Istvan Vizvary, autor Lagrange. Listy z Ziemi (2023), wciąga czytelnika w świat z jednej strony dobrze znany z literackich i filmowych opowieści z gatunku „twardego” SF, z drugiej zaś kieruje uwagę ku sprawom dziś bardzo pilnym, a związanym z coraz bardziej zagrożonym i dewastowanym środowiskiem naturalnym Ziemi. Co prawda akcja dzieje się w odległej przyszłości i ten fakt mógłby zwalniać nas z myślenia o negatywnych skutkach degradującej naturalne środowisko cywilizacji, ale pisarz dzięki świetnie zarysowanym wizerunkom postaci czyni sprawy pozornie odległe bliskimi naszej rzeczywistości. Vizvary nie stroni w swej powieści od elementów swojskich, gdyż pojawiają się w niej miasto Łódź, Warszawa, Łęczyca. Zagrożenie ma więc także konkretną, bliską nam lokalizację. Interesująco wypadają także opisy relacji między płciami, bo to nie jest już świat zdominowany przez mężczyzn, jak w tradycyjnej SF. Kobiety znakomicie radzą sobie w trudnych kosmicznych warunkach i potrafią sprostać tym związanym z eksploracją Kosmosu. Świat ziemski po wybuchu tak zwanej „brudnej” bomby nie daje cywilizacji zbyt wielu szans na przeżycie, choć bohaterowie Lagrange podejmują próbę ocalenia resztek cywilizacji.

Kierunek rozwoju

Najnowsza rodzima fantastyka naukowa nie odbiega wartością artystyczną i scjentystyczną od amerykańskiej czy angielskiej. Można bez trudu dostrzec podobne tematy, które odzwierciedlają wspólne niepokoje i troski człowieka Zachodu. Warto je wymienić, by wskazać aktualny kierunek rozwoju science fiction. Przede wszystkim pisarze podejmują problem zagrożenia ziemskiego środowiska naturalnego i nieodwracalnej degradacji wielu gatunków roślin i zwierząt. Równie często opisują katastrofę klimatyczną na Ziemi i konieczność poszukiwania przez człowieka nowego „domu” w Kosmosie. Ponadto wciąż obecne są w tekstach fantastycznonaukowych uniwersalne tematy związane z relacją człowiek-maszyna, choć drugi człon uległ zmianom w stosunku do tradycyjnego SF. To już nie jest robot, android czy inteligentna mgławica (Solaris Lema), ale rodzaj nieorganicznego bytu, który towarzyszy człowiekowi w sprawach zupełnie prozaicznych, trochę jak w wizji Asimova zawartej w klasycznym już zbiorze opowiadań Ja, robot (1950). Temat poznawania przez człowieka Kosmosu oraz konieczność sprostania trudnym i niekiedy dramatycznym spotkaniom z Obcymi wciąż jest ważny dla wielu pisarzy fantastycznonaukowych. Dobrym tego przykładem są utwory amerykańskiego autora, z wykształcenia astronoma, Alastaire’a Reynoldsa, Arka odkupienia (2002) i Eversion (2022). Podobne treści można znaleźć w opowiadaniach i powieściach fizykochemika Andrzeja Zimniaka, by wymienić Łowców meteorów (2006) i Władców świtu (2014). Obaj pisarze, Reynolds i Zimniak, zawdzięczają swoją popularność między innymi temu, że potrafią wykorzystać wiedzę astrofizyczną i fizykochemiczną do kreowania artystycznie atrakcyjnych i naukowo spójnych wizji kosmicznych. Zarazem ich twórczość, wyrastająca ze specjalistycznej wiedzy, niedostępnej dla przeciętnego czytelnika, stanowi przykład udanego mariażu dyskursu naukowego i literatury.

W utworach SF wartość scjentystyczna przenika literacką materię w różnym stopniu, to znaczy nie zawsze odgrywa istotną rolę. Bywa i tak, że jest tylko pretekstem do snucia mniej lub bardziej atrakcyjnej opowieści o bohaterach zagubionych w odległych rejonach Kosmosu. Sądzę jednak, że niesłabnąca popularność tekstów science fiction bierze się między innymi stąd, że zaspokajają czytelniczą ciekawość związaną z naukową spekulacją, pozwalają pisarzom projektować wynalazki czy techniczne rozwiązania, które po pewnym czasie pojawiają się w rzeczywistym świecie. Ale czy to znaczy, że pisarze SF swoimi literackimi wizjami wpłynęli na bieg jakiejś dziedziny wiedzy, dostarczając pomysły czy ścieżki rozwiązania konkretnego problemu? Pytanie pozostawiam otwarte.

Prof. dr hab. Maciej Wróblewski, literaturoznawca, pracownik Katedry Antropologii Literatury i Nowych Mediów na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Wróć