Łukasz Kucharczyk

Rys. Sławomir Makal
Polska fantastyka naukowa w zasadzie od początku czasów powojennych aż do dziś posiada twarz Stanisława Lema. Dorobek życia autora Edenu można by określić jako twórczość antologiczną – Lem w każdym swym utworze porusza problem tożsamych, aczkolwiek oglądanych z różnych perspektyw, problemów. Wielkim tematem pisarza była niepoznawalność, niemożność ostatecznego rozstrzygnięcia, dotarcia do interpretacyjnej jasności. Lemowscy bohaterowie ostatecznie zawsze muszą pogodzić się z bankructwem rozumu, fiaskiem logicznych dociekań wobec tego, co Inne. Kris Kelvin, pozostając na planecie Solaris, żywi nadzieję, że nie minął „czas okrutnych cudów”, choć żadnego z nich w pełni nie pojął. Podobnie bezradny jest astrogator Rohan, który w finale Niezwyciężonego obserwuje jak tajemniczy „rój” zwany „nekrosferą” układa się w kształt jego twarzy. Oczywiście scena ta, poza wielointerpretacyjnym poziomem symbolicznym, niczego nie rozjaśnia. Bezosobowość przeciwnika to również stały motyw pisarstwa Lema. Protoplazmatyczny „ocean”, proces betryzacji wymazujący z ludzkiego mózgu elementy odpowiadające za agresję, „list” z Głosu Pana nie posiadają twarzy, ciała, a pomimo to stawiają Lemowskich „rycerzy Św. Kontaktu” przed najtrudniejszymi wyzwaniami ich życia.
W powszechnej świadomości utarło się również przekonanie co do wielu trafnych prognoz futurologicznych Lema. Największą z nich z całą pewnością są trafne przewidywania pisarza co do zaistnienia i rozwoju rzeczywistości wirtualnej. W Summie technologiae Lem opisuje swój pomysł aparatury generującej świat do złudzenia przypominjący rzeczywistość, w którym podłączeni do specjalnej maszyny ludzie doświadczają totalnej iluzji każdego przeżycia. Zabieg ten nazwał pisarz „fantomatyką”, zaś symulakry naszej rzeczywistości „fantomami”. Warto pamiętać, że w roku opublikowania Summy, czyli 1964, powszechna komputeryzacja była co najwyżej wizją garstki pasjonatów.
Polska publiczność literacka długo czekała na „nowego Lema”, po latach obwołała nim Jacka Dukaja. W dużej mierze ze względów generacyjnych autor Starości aksolotla poruszał na kartach swej prozy tematy, wobec których Lem wyrażał swe désintéressement, lub o których mógł jedynie dywagować. Najlepszym przykładem jest w tym wypadku sztuczna inteligencja. Lem przewidywał jej rozwój, Dukaj dorastał w świecie opanowanym przez coraz bardziej interaktywną sieć. Wystarczy przypomnieć jego Linię oporu, gdzie świat przedstawiony stanowi mozaikę tego, co rzeczywiste i tego, co wirtualne (wytwarzane bezpośrednio poprzez działanie na neuronach). Wszelkie wartości ulokowane są tutaj w cyberprzestrzeni nazywanej „rajem”, świat realny to w socjolekcie tego świata „gnój”.
Dukaj twórczo wykorzystywał również konwencję, która po transformacji ustrojowej stała się niejako alternatywą dla fantastyki socjologicznej, mowa o historii alternatywnej. Już w Xavrasie Wyżrynie, swej debiutanckiej powieści, Dukaj kreśli wizję, w której jeden z najważniejszych polskich mitów narodowych zostaje zdekonstruowany: Polska przegrywa wojnę z bolszewikami, dziesiątki lat później, jako część terytorium sowieckiego, staje się strefą nalotów atomowych. Pisarz twórczo retellinguje w powieści Conradowskie Jądro ciemności i Czas Apokalipsy Coppoli. W arcydzielnym Lodzie doprowadza Dukaj konwencję alternatywnego opisu dziejów do poziomu wirtuozerii, tworząc świat, w którym Wielka Wojna nigdy nie wybuchła, a Europę coraz bardziej opanowuje tytułowy „lód” – pochodząca z meteorytu tunguskiego obca substancja, w przestrzeni której jedyną dostępną formą logiki jest ta dwuwartościowa, pozaziemska substancja niejako „zamraża” osobowość ludzką, co finalnie ma przełożenie również na światową geopolitykę.
W jednym z wywiadów autor Katedry sam przyznawał, że pomimo tożsamej metody rozumowania, interesuje go większa niż u Lema różnorodność tematyczna i więcej różnych konwencji literackich, które próbuję łączyć na kartach swej prozy. Oczywiście czytelnicy nadal mogą liczyć na nowe utwory spod Dukajowego pióra. Jednakże w ostatnim czasie pisarz założył spółkę Nolensum zajmującą się produkcjami cyfrowymi. Jak wyznał sam Dukaj: „Można pisać na papierze i można pisać na świecie”.
Literatura nie znosi jednak pustki i szeroko rozumiane fantastyczne pole stale się powiększa. Poniżej chciałbym zaprezentować subiektywny wybór autorów, konwencji i problemów ważnych w mojej opinii zarówno dla historii literatury, jak również aktualnego pejzażu prozy fantastyczno-naukowej.
Wydaje się, iż nie trzeba zbytnio uzasadniać, dlaczego Rafał Kosik występuje tu po Lemie i Dukaju. Jest to pisarz uhonorowany m.in. Nagrodą Literacką im. Jerzego Żuławskiego, Nagrodą Fandomu Polskiego im. Janusza Zajdla, twórca kultowej i bestsellerowej serii dla młodzieży o przygodach Felixa, Neta i Niki. Jednakże w niniejszym eseju chodzi o Kosikowe dzieła dla dorosłych. Jest to proza podejmująca szerokie spektrum problemowe, na które składają się kategorie takie jak tożsamość, rozum, nieskończoność, niepoznawalność, pokora wobec Innego czy samoświadomość. Już w debiutanckim Marsie pisarz wygrywa takty, które wyraźniej wybrzmią w rytmie kolejnych jego utworów. Z jednej strony mamy w powieści „twardonaukowy” temat terraformacji tytułowej planety, z drugiej zaś otrzymujemy wątek zjaw, widm dwójki dzieci, który wprowadza w powieściowe struktury jakości metafizyczne, być może również mesjańskie. Ostatecznie kosmiczna przestrzeń, obca planeta stanowią u Kosika lustro, w którym przejrzeć ma się (i prawdopodobnie skrzywić) człowiek.
Najbardziej amalgamatową powieścią w dorobku Kosika wydaje się Vertical. Topografia świata wewnętrznego utworu opiera się na wszechobecnym niebie poprzecinanym linami, pomiędzy którymi zawieszone są miasta, do których od pokoleń wędrują ludzie. Czytelnik zdaje się słyszeć w tej prozie echa Niewidzialnych miast Itala Calvino, na poziomie interpretacyjnym odczytuje utwór jako opowieść o świadomości poszukającej, łaknącej nadać swemu istnieniu sens. W Kameleonie Kosik stosuje technikę punktów widzenia, opowiadając o planecie podobnej do Ziemi, rozwijającej się jednak znacznie szybciej. Grę z czasoprzestrzenią można by tu określić jako metodę „szalonego konika szachowego”. Z kolei w Różańcu, podobnie jak w Verticalu, czytelnik obserwuje geopoetyczną grę. Powieściowy świat, na skutek ogólnoświatowej dewastacji zwanej Przemianą, przypomina wydzielone przestrzenie wspólnie tworzące coś w rodzaju grawitacyjnego różańca. Genologiczny fundament powieści można zdefiniować jako thriller SF, choć Kosika charakteryzuje raczej morfologia zmiany gatunkowej. Warto wspomnieć jeszcze o jego Bez przypadku, powieści transmedialnej, rozgrywającej się w świecie gry Cyberpunk 2077. Tym samym pisarz pokazuje, że można pisać zarówno na papierze, jak i na „świecie”. Kosik to z pewnością autor, o którego twórczości powinna już powstać wieloaspektowa, literaturoznawcza monografia.
Mowa o twórcy nie tylko uznanym i rozpoznawalnym w środowisku, lecz również cierpliwym, bo jak inaczej wytłumaczyć stworzenie monumentalnego, siedmiotomowego cyklu utrzymanego w konwencji military SF? Świat wewnętrzny Algorytmu wojny, bo taką nazwę nosi całość dzieła Cholewy, przywodzi na myśl partyturę wojskowego marszu. Odbiorcy ukazuje się świat szczegółowo nasycony militarną terminologią, partiami eseistycznymi dotyczącymi wojennej strategii, jak również autentycznymi relacjami międzyludzkimi. Wydaje się, iż całości cyklu patronuje duch Lemowskiego Fiaska, pytanie o granice rozwiązań militarnych, o obcowanie ze sztuczną inteligencją.
Warto też wspomnieć ostatnio wydaną Muzykę otchłani, asamblażowy zbiór opowiadań, w których Cholewa ujawnia sprawność w posługiwaniu się językami różnych konwencji literackich, od estetyki postapokalipsy, przez mroczne fantasy, cyberpunk, aż do niepokojąco kafkowskiej groteski. Pisarz ten stanowczo nie powiedział jeszcze ostatniego słowa ani nie oddał ostatniego strzału z laserowego karabinu.
Zdaje się, że nawet jeśli komuś wyda się pewną przesadą mówić o Magdalenie Salik jako Pierwszej Damie Polskiej SF, to jest ona na jak najlepszej drodze do tego tytułu. Pisarka debiutowała w fantastyczno-naukowej konwencji powieścią Płomień. W utworze tym Salik łamie jedną z podstawowych konwencji modelowej fantastyki naukowej, ponieważ istotna nie jest wyprawa na Kepler-973d, lecz przygotowania do niej, a konkretnie filozoficzny i etyczny wymiar całego przedsięwzięcia. W tym sensie jest to powieść z ducha Lemowska, ponieważ nie idzie tu o efektowność kosmicznej żeglugi, lecz wytworzony wokół niej wielogłos metodologiczny. Nie o trafność funkcji prognostycznej w Płomieniu chodzi, lecz o wymiar etyczny, który stanowi również swego rodzaju zwierciadło dyskusji w naszym tu i teraz.
W wydanym w 2024 roku Wścieku Magdalena Salik sięga po model przyszłości, w którym katastrofa klimatyczna ziściła się w pełnym tego słowa znaczeniu. Trudno definiować Wściek jako powieść postapokaliptyczną, gdyż tak naprawdę opowiada ona o naszym „zaraz”, rozgrywa się w 2040 roku. Jakie jest to „zaraz”? Arktyka całkowicie rozmarza, niebawem zniknąć mają wysokogórskie lodowce Ameryki Południowej, odtworzony zostaje gatunek mamutów. To fantastyka naukowa bardzo bliskiego stopnia, obawiam się, że nawet zbyt bliskiego.
Mówiąc językiem gamerów, Istvan Vizvary przeszedł grę zwaną „polską fantastyką”. Jego Lagrange. Listy z ziemi zdobyło Nagrodę Literacką im. Jerzego Żuławskiego, Nagrodę Fandomu Polskiego im. Janusza Zajdla, Nagrodę Nowej Fantastyki w kategorii Książka Roku, a sam pisarz został także laureatem Nagrody im. Macieja Parowskiego. Wszystkie te laury były, co oczywiste, jak najbardziej zasłużone. Lagrange pokuszę się nazwać powieścią symulującą jak tworzyłby Lem, gdyby nadal był między nami. To doskonała realizacja konwencji hard SF, gdzie do najwyższej rangi podniesione zostają granice epistemologiczne. Na poziomie fabularnym podmiot opowiada tutaj o statku kosmicznym ESS Steropes wyruszającym ku lodowemu księżycowi Saturna. Jest to lot próbny przed pierwszą w historii ludzkości próbą podróży międzygwiezdnej do Alfy Centaura. Takie działanie wymuszone jest zagładą ekologiczną i wojną nuklearną. Kto choć raz słuchał prelekcji pisarza, wie, że nie wieszczy on naszemu gatunkowi „różowej przyszłości”.
Vizvary podejmuje w swym dziele kwestię antropocentrycznych ograniczeń, pragnienia poznania przerastającego ludzkie siły. Formalne ukształtowanie utworu przywodzi na myśl francuską antypowieść, której koryfeusze pragnęli opisać świat na sposób totalnie obiektywny, co skutkowało rozpadem percepcji próbujących zrozumieć otaczający ich bohaterów świat.
Z całą pewnością Świerczek-Gryboś jest pisarką wymykającą się łatwym klasyfikacjom. Już sam wachlarz konwencji, jakich używa autorka Pustych diabłów, sprawia, że krytykowi niełatwo przypisać ją do konkretnego nurtu czy szkoły. Prozę obyczajową łączy z szeroko rozumianym realizmem magicznym, fantastykę naukową z poetyką powieści psychologicznej, zaś dystopię z popkulturowym kolażem. Przykładowo, w jej wysoko ocenianym Openminderze czytelnik ma do czynienia z tzw. fantastyką socjologiczną, powieścią cyberpunkową oraz recyklingem powszechnie znanych tropów kulturowych i popkulturowych. W Lwie i Stalkerze z grzywą oraz Nieświecie pisarka kreśli wizję Ziemi, na której osiadł tajemniczy i budzący grozę Zgnilec. Kim lub czym jest? Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa, jedynym pewnikiem jest to, że to obcy, pozaziemski byt. Przybywa na Ziemię z Marsa i pochłania coraz to większe połacie planety, doprowadzając do tego, że wygląda ona niczym jedno wielkie cmentarzysko z występującymi miejscami resztkami cywilizacji – stąd też jego nazwa, ponieważ zainfekowane miejsca „gniją”. Wokół Zgnilca wytwarza się nawet kult religijny, jego wyznawcy nazywają go „Patronem” i wierzą w celowość działań Obcego. Autorka twórczo przedstawia obcość jako czystą niepoznawalność: coś naprawdę obce nie pozwala się z samej definicji przełożyć na ludzkie kategorie i doświadczenie.
Nie można nie napisać o ogromnym wkładzie autorki w normalizację, wprowadzenie do powszechnego dyskursu zaburzeń neurorozwojowych i różnych stanów psychicznych, które czasem wciąż w naszej kulturze stanowią, z niezbyt zrozumiałych powodów, temat tabu. Świerczek-Gryboś wielu ze swych bohaterów sytuuje gdzieś w neuroróżnorodnym spektrum, dlatego są tak bliscy współczesnemu odbiorcy.
W niedawno wydanej powieści Somnauci pisarka łączy konwencję SF z poetyką snu, tworzy wokół swych bohaterów świat, w którym w zasadzie nie istnieją granice pomiędzy realnym i nierealnym, w którym nieustannie przychodzi podważać aporie własnego istnienia. Prawem historyka literatury pozwolę sobie wieszczyć tej pozycji sukces wśród gremiów znawców oraz wśród szanownych czytelników.
Michał Cetnarowski to pisarz uznany, o bogatym dorobku i solidnej pozycji, również ceniony w środowisku redaktor. Wystarczy przypomnieć jego utrzymaną w estetyce thrillera I duszę moją, Bestię najgorszą będącą zbiorem opowiadań, w których autor żongluje zarówno konwencjami, jak również estetykami literatury wysokiej oraz fenomenów popkulturowych. Warto również sięgnąć po jego Podwójną tożsamość bogów, wybór esejów, w których Cetnarowski przygląda się kulturze popularnej z wielu perspektyw, opisuje stan polskiej literatury, omawia produkcje cyfrowe, gry, filmy, seriale.
Jednakże dla pejzażu polskiej fantastyki naukowej bardzo istotna jest szczególnie jego wydana w 2021 roku Gnoza. Ta stosunkowo niewielka objętościowo powieść zawiera w sobie bardzo mocne stężenie sensów naddanych. Przede wszystkim jest to opowieść o walce pomiędzy ograniczoną w czasie materią a niezbywalnym, wiecznym duchem. Jest to również powieść, której świat przedstawiony jest, mówiąc Dukajem, światem postpiśmiennym (zresztą tutaj nawet komunikacja werbalna jest passé!). Język Gnozy nasycają neologizmy, w zasadzie to właśnie język pełni rolę naczelnego bohatera utworu, by w końcu rozpaść się, ukazując tym samym bankructwo totalnie stechnicyzowanego świata. Jest to proza skupiona nie na „dzianiu się”, lecz na eksperymencie myślowym, próbie sprowadzenia filozoficznego abstraktu do niemalże namacalnego przedmiotu. Gnoza to przede wszystkim powieść-esej o zasadach rządzących naszą rzeczywistością, opowieść o konflikcie znanym co najmniej od czasów Oświecenia.
Autor Impneurium. Sygnałów z kosmosu stworzył totalny amalgamat gatunkowy. Powieść stanowi wypadkową użycia takich konwencji jak thriller, political ficton, science fiction, historia alternatywna oraz kryminał. Krytyka słusznie zaczęła określać Impneurium mianem „technothrillera”. Czas akcji lekko wychyla się w przyszłość. W fikcyjnej krainie Lemburgia, posługującej się wysoce rozwiniętą inwigilacją wobec obywateli, dochodzi do zalewu imigrantów klimatycznych z Afryki oraz związanych z nim ataków terrorystycznych. Na kartach utworu pisarz dokonuje niemalże dosłownie wiwisekcji ludzkiego mózgu, zadaje ważkie pytania o to, co konkretnie w jego budowie odpowiada za doświadczanie wrażeń estetycznych lub jak działałby po usunięciu niektórych emocji. Całość przyobleczona jest w anturaż przywodzący na myśl klasyczne kryminały noir.
Czekam na więcej utworów Miszczaka.

Rys. Sławomir Makal
Paweł Majka jest pisarzem o ugruntowanej pozycji oraz mocno niejednorodnym dorobku. Jednakże fantastyka naukowa jest konwencją. z którą jest przez szeroko rozumiane środowisko silnie kojarzony. Choć, należy doprecyzować, pisarz wykorzystuje ją w sposób mocno niestandardowy, w zasadzie przenicowując niektóre z jej fundamentów. Chyba najoryginalniejszy świat, który wyszedł spod pióra Majki, to Mitoświat opisany w powieściach Pokój światów oraz Wojny przestrzeni. Jest to swego rodzaju remix historii alternatywnej oraz fantastyki naukowej, gdzie po Wielkiej Wojnie na Ziemi lądują Marsjanie, a zamontowane przez nich mitobomby wyzwalają energię czystej wiary, która powołuje do fizycznego istnienia postacie znane dotąd jedynie z mitologii, legend i baśni.
Oczywiście to tylko próbka Majkowej wyobraźni. Wystarczy przypomnieć jego Niebiańskie pastwiska, w których kosmiczna przestrzeń podlega ciągłej kolonizacji przez ludzi, panującą religią jest osobliwa symbioza z tym, co Obce, a bogowie zawierają z umarłymi umowy odnośnie ich życia pośmiertnego. Majka pisał również powieści postapokaliptyczne oraz historyczne, czego dowodem znakomita Familia. Ostatnio pisarz wydał Aż zobaczycie ogień, powieść będącą połączeniem fantasy oraz historii alternatywnej. Wierzę jednak, że jeszcze wyruszy w kolejną podróż ku gwiazdom.
Marta Sobiecka jest jedną z niewielu pisarek, które potrafią tworzyć przekonujące światy w obcych kulturach. Jej debiutancki Algorytm życia stanowi zbiór opowiadań, w których autorka bardzo umiejętnie łączy specyfikę kulturową Japonii z estetyką cyberpunku. Świat wewnętrzny opowiadań przeplatają rozważania socjologiczne i historyczne na temat Kraju Wiśni oraz koncepty zgodne z wymogami formalnymi gatunku. Otrzymujemy tutaj cyfrowe odbicia ludzi, którzy już odeszli, walkę potężnych korporacji czy coraz bardziej samoświadomą sztuczną inteligencję.
W najnowszej powieści zatytułowanej Kaori Sobiecka łączy kryminalną intrygę z refleksją nad granicami etyki w używaniu coraz bardziej doskonałych wytworów technologicznych. Z drugiej strony jednak ukazuje również to, co dobrego może przynieść postęp, przykładowo – ulżyć w leczeniu traum czy bezsenności, nawet pomóc samotnym starszym osobom. Bardzo jestem ciekaw, w jakim kierunku zawędruje wytworzona przez Sobiecką estetyka.
Już w debiutanckim Metamorfie Andrzej Kwiecień udowodnił, że bardzo sprawnie posługuje się wszelkimi możliwymi językami naczelnych popkulturowych tropów i intertekstualnych nawiązań do klasyki fantastyki naukowej. Dodajmy, że twórczo przetworzonej. Nie mamy w świecie przyszłości Kwietnia skąpanego w brudzie miasta, są nowoczesne, niemal przezroczyste wieżowce, a główny bohater nie reprezentuje społecznych nizin (jak to musiało być u dawnych mistrzów tej konwencji), zamiast tego jest oddanym od lat pracownikiem korporacji. Tytułowe metamorfy stanowią oryginalny recykling konceptu znanego z Blade Runnera – są zmiennokształtnymi androidami potrafiącymi dostosowywać swój wygląd na podstawie otrzymanego DNA. Powieść, poza rozbudowaną warstwą akcyjną, zawiera także dozę refleksji nad łączeniem postępu z ingerencją biologiczną.
Podobnie rzecz ma się w Dori, drugiej powieści Kwietnia, gdzie refleksja ewoluuje za sprawą motywu wszczepów, czyli syntetycznych „ulepszaczy” ludzkiego ciała. Jak już zostało powiedziane, Kwiecień ma słuch wyczulony na poszczególne gatunkowe tropy, interesującym jest, co usłyszy w swym kolejnym utworze.
Debiutancka powieść Szokalskiego Jemiolec odmalowuje świat, w którym Polska całkowicie przeszła na energię atomową. Autor łączy w fabule kluczowe wyznaczniki tekstu dystopijnego z historią Projektu Manhattan, oczywiście przefiltrowując ją na potrzeby świata wewnętrznego utworu. Gra toczy się w powieści o odkrycie istoty tytułowego jemiolca, czyli choroby, która przypomina pędy jemioły obrastające ciało nosiciela, wysysające stopniowo całą potrzebną do życia energię. Interesujące jest połączenie w powieści prognoz co do przyszłości z jednoczesnym jej regresem, ustylizowaniem świata przedstawionego ma modłę PRL-u.
Ta, odważę się powiedzieć, kafkowska wyobraźnia sprawia, że należy uważnie przyglądać się rozwojowi młodego autora.
Ten cytat z kart Lemowskiego Solaris bardzo dobrze odwzorowuje naczelną zasadę fantastyki naukowej. Powinna ona, poza dobrym operowaniem funkcją prognostyczną i prezentowaniem świata jutra, mówić o problemach człowieka współczesnego. Nie bez powodu autorzy przynależący do młodszych generacji tworzą swego rodzaju zapisy najgłębszych pragnień dotyczących świata, w którym fantastyka służy do tego, żeby go ulepszyć, poprawić, wygładzić. „Obity w plusz krzyk rozpaczy” – jak stwierdził w jednym z wywiadów Michał Cetnarowski.
Powyższy „spis z natury” może wskazywać na dominujące tendencje w najbardziej aktualnej fantastyce naukowej: troska o ekologię, wyobcowanie, granice etyki używania sztucznej inteligencji, neuroróżnorodność, dialog z koncepcjami filozoficznymi, w końcu nawet ucieczka w świat mitów. Oczywiście esej ten nie rości sobie najmniejszych praw do komplementarności. Z racji objętościowych opisałem jedynie kilka nurtów, utworów i nazwisk. A przecież autorów ciekawych i obiecujących jest więcej. Warto na zakończenie wspomnieć chociażby o Dzieciach jednej pajęczycy Olgi Niziołek, która łączy poetykę SF z realizmem magicznym, czy Bóg Zero Jeden Michała Kłodawskiego, twardej fantastyce naukowej bardzo gęsto nasyconej filozoficznym namysłem.
Nie powinniśmy więc jedynie wciąż na nowo powracać do Lema czy oczekiwać na nowy utwór Dukaja. Należy eksplorować inne światy nie mniej ciekawych i nie mniej płodnych twórców. Jedyny problem może stanowić wybór.
Dr Łukasz Kucharczyk, adiunkt w Katedrze Literatury XX wieku na Wydziale Nauk Humanistycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.