logo
FA 7-8/2025 okolice nauki

Agnieszka Lekka-Kowalik

Bogate źródło

Bogate źródło 1

Książka stanowi bogate źródło dla historii filozofii, ale też dla filozofii systematycznej, kulturoznawstwa czy teologii. Czytelnik ma szansę zapoznać się z intelektualnym klimatem tamtych czasów, próbami łączenia społecznych ideałów lewicy z wartościami chrześcijańskimi czy z wchodzeniem współczesnych trendów filozoficznych do „budującej socjalizm” Polski.

Książka Mirosława Tyla jest lekturą żmudną, ale pouczającą. Zgodnie z podtytułem, autor przedstawia spór – choć jest to spór nie o filozofię chrześcijańską (dyskusja, czy w ogóle można taki przymiotnik dodać do terminu „filozofia” jest jedynie wspomniana), co o rolę filozofii w formowaniu wierzących i fundowaniu wiary. Główne pytanie, wokół którego budowana jest narracja książki, brzmi: czy filozofia św. Tomasza jest ciągle do tych celów wystarczająca? Jest to więc spór o tomizm jako filozofię fundamentalną dla doktryny katolickiej, a derywatywnie także o kształt kultury chrześcijańskiej. Stronami sporu są zasadniczo z jednej strony Józef Tischner, argumentujący za koniecznością porzucenia tomizmu na rzecz pewnych nurtów filozofii współczesnej, a z drugiej strony filozofowie dający odpowiedź pozytywną: filozofowie szkoły lubelskiej (m.in. Stefan Swieżawski, o. Mieczysław A. Krąpiec, ks. Stanisław Kamiński, Antoni B. Stępień, Wojciech Chudy), Mieczysław Gogacz i inni. Tischner wydaje się reprezentować tu tytułową charyzmę, a tomiści – doktrynę. Wyodrębniłam z tej listy Gogacza, gdyż głosi on inną wersję tomizmu niż szkoła lubelska. Słusznie więc w książce pojawia się wielokrotnie teza, iż tomizm nie jest stanowiskiem jednolitym, co jego przeciwnicy często ignorują. Lista przywołanych dyskutantów jest zresztą bardzo długa, w tym są myśliciele próbujący wyjść poza zarysowaną dychotomię (Alfred Gawroński) czy zająć stanowisko pośrednie (np. o. Jacek Salij) oraz publicyści nieakademiccy (np. Stefan Wilkanowicz czy Halina Bortnowska), są też myśliciele głoszący ateizm (np. Leszek Kołakowski). Sam autor stara się być neutralnym narratorem, ale niekiedy włącza się w debatę, wskazując błędy po stronie dyskutantów, zabierając głos w kwestiach merytorycznych czy oceniając dyskusje.

Książka nie jest analitycznym przedstawieniem argumentów i kontrargumentów stron sporu, ale szczegółowym omówieniem zestawów artykułów, traktowanych wprost lub pośrednio jako wobec siebie polemiczne. Ten zabieg metodologiczny pozwala autorowi wprowadzać bardzo wiele i bardzo różnych wątków. Sprawia też, że czytelnik może budować własne linie rozważań, niekoniecznie idąc za główną myślą autora (choćby na temat relacji filozofii do nauki). Książka (z imponującą bibliografią) stanowi więc bogate źródło dla historii filozofii, ale też dla filozofii systematycznej, kulturoznawstwa czy teologii. Czytelnik ma szansę zapoznać się z intelektualnym klimatem tamtych czasów, próbami łączenia społecznych ideałów lewicy z wartościami chrześcijańskimi czy z wchodzeniem współczesnych trendów filozoficznych do „budującej socjalizm” Polski.

Bogate źródło 2

Św. Tomasz z Akwinu, Carlo Crivelli, 1476.

Z omawianych polemik – mimo upływu czasu – wyłaniają się też kwestie interesujące także dziś. Trzy z nich warte są podkreślenia. Po pierwsze, ów spór był u swych fundamentów sporem o naturę filozofii. Ten spór wciąż się toczy. Zanika natomiast kulturowa świadomość wagi rozstrzygnięć filozoficznych i ich roli światopoglądowotwórczej, a książka doskonale tę wagę i tę rolę pokazuje. Filozofia jest sprawą głęboko społeczną, a nie jedynie akademickim teoretyzowaniem. Z tego oczywiście nie wynika, że filozof ma być zaangażowany w działania społeczno-polityczne. Książka znakomicie pokazuje tu dwa stanowiska, których reprezentantem jest z jednej strony Tischner, działający na rzecz „Solidarności”, a z drugiej Swieżawski, głoszący, iż „filozofia staje się użyteczna człowiekowi, […] tylko wówczas, gdy żyje ona swym własnym życiem – pojmowana jako dokonywane w wolności szukanie prawdy i jako kontemplacja tej odnalezionej prawdy”. Po drugie, spór jest przykładem autentycznej dyskusji filozoficznej. Strony nie tylko wzajemnie się krytykują (a często na tym zatrzymują się obecnie publikowane artykuły), ale zajmują wyraźne stanowiska w dyskutowanych kwestiach. Bronią ich gorąco, nie szczędząc mocnych sformułowań (np. tomizm to „bezduszny trup”; pewne poglądy to „grzech głębokiej perwersji intelektualnej”; słowo „dyskurs” należy do „ulubionych brząkadeł” Tischnera; „realizm staje się nie tylko filozofią, ale już chorobą”). Filozofia jest brana na serio. Słusznie więc Tyl przypomina poglądy Salija: „Poznanie nie jest błogim posiadaniem i schematycznym powielaniem prawdy, lecz pracą społeczną i historyczną. […] Spór w obrębie filozofii to właśnie przejaw walki z alienacją poznania, praca w służbie prawdy”. Filozofowanie okazuje się zajęciem poznawczo trudnym, wymagającym odwagi myślenia, a nie – jak to dziś można usłyszeć – jałową spekulacją. Przez książkę przewija się też myśl jakoś wspólna wszystkim polemizującym: nie da się wyeliminować filozofii z kultury. Po trzecie, spór prowadzono w ogólnodostępnych czasopismach, takich jak „Tygodnik Powszechny”, „Znak”, „Więź” czy „Życie i Myśl”. Obecnie, gdy punkty naukowcy zbierają nie za treść, ale za miejsce publikacji, omawianych artykułów nie uznano by za naukowe. A przecież tyczyły się problemów kluczowych, jak choćby prawda, doświadczenie wartości czy rozumienie człowieka. Książka jest dowodem, iż po takie „nienaukowe” artykuły warto sięgać, szukając dziś rozwiązań problemów filozoficznych.

Książka osadza spór w ówczesnym klimacie intelektualnym i politycznym, i pokazuje – co słusznie podkreśla autor – że praca badacza ma uwarunkowania zewnętrzne. Należy natomiast zauważyć (a autor już tego nie zauważa), że owe uwarunkowania można poznawczo przekroczyć, czego dowodem jest właśnie przedstawiany spór. Wszak polemiści, zanurzeni w oceanie jedynie słusznej naukowej filozofii marksistowskiej, stawiali pytania pozamarksistowskie i szukali dla nich dobrze uzasadnionych rozwiązań. Nie sądzę też, by dała się utrzymać pesymistyczna konkluzja, że owa polemika zakończyła się jedynie petryfikacją do dziś istniejących podziałów. Rację ma Tyl, że „łatwiej postulować autentyczny filozoficzny dialog, niż go z filozofami innych orientacji prowadzić”. Rzeczywiście, przedstawione polemiki pokazują jak łatwo o niezrozumienie twierdzeń oponenta. Przypomnijmy jednakże tezę o. Józefa Bocheńskiego, iż rzetelny spór jest poznawczo korzystny: „Nawet przy największej rozbieżności między danymi poglądami taki dialog może stać się prawdziwym współdziałaniem w rozwiązywaniu problemów, wspólnym wysiłkiem, w którym obaj filozofowie pomagają sobie wzajemnie osiągnąć wyższy poziom rozumienia” ( J. Bocheński, Sens życia i inne eseje, Philed, Kraków 1993). Książka Tyla stanowi znakomity materiał do opracowania koncepcji pod zbiorczym tytułem: „Dialog filozoficzny i jego wrogowie”.

Nie sądzę również, by należałoby ową debatę rekonstruować w kategoriach walki o status hegemona w obrębie pola filozoficznego, jak w Uwagach wstępnych proponuje Tyl. Zdziwiłby się, jak sądzę, Swieżawski, że „negocjowanie definicji ‘filozofii’/’filozofa’ jest zatem elementem i symptomem walki rywalizacji o narzucenie własnego rozumienia, a przez to monopolu na ‘obowiązujące’ określenie. Chodzi o uprawomocnienie lub ugruntowanie w ten sposób własnej pozycji jako pełnoprawnej lub wyróżnionej”. Pewnie zdziwiłby się i Einstein, gdyby mu powiedziano, że o to mu chodziło, gdy na Kongresie Solvaya dyskutował z Nielsem Bohrem… Wszystkim stronom zaangażowanym w spór chodziło bowiem o to, jak się rzeczy mają, a więc ostatecznie o prawdę – i kolejne rozdziały pokazujące ostre starcia polemistów są tego świetnym dowodem. Chyba że uwierzymy postmodernistom, iż poszukiwanie prawdy jest zawsze dla zdobycia władzy, a prawda ma charakter opresyjny. Nie zgadzam się tu z postmodernistami, a sądzę, że i autor książki miałby wątpliwości.

Przyjrzawszy się nawet pobieżnie współczesności, odnajdziemy podobne spory, choć tezy są wyrażone innym językiem, bo świat jest równie podzielony i równie skomplikowany, jak był w omawianym okresie. Słusznie więc Tyl podkreśla: „Idee mają zatem konsekwencja, jakkolwiek je oceniać”. Dobrze, by pamiętali o tym i badacze, i politycy, i działacze społeczni zanim się w mediach wypowiedzą. W tym aspekcie książka ma wymiar wychowawczy.

Agnieszka Lekka-Kowalik

Mirosław TYL, Charyzma i doktryna. Spór o filozofię chrześcijańską w Polsce (1950-1989), Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2024.

Wróć