logo
FA 7-8/2025 informacje i komentarze

Szymon Pustelny

Amerykańska nauka na rozdrożu: Szansa dla Polski?

Amerykańska nauka na rozdrożu: Szansa dla Polski? 1

Prof. Szymon Pustelny, fizyk doświadczalny specjalizujący się w optyce nieliniowej i kwantowej, pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Harvarda, proponuje wykorzystanie zawirowań w amerykańskim świecie akademickim dla wzmocnienia polskiej nauki.

Amerykańska nauka od lat uchodzi za światowego lidera. W rankingu szanghajskim aż osiem z dziesięciu najlepszych uniwersytetów na świecie ma siedzibę w USA, a w pierwszej dwudziestce jest ich szesnaście. Tymczasem na początku tego roku amerykańska nauka stanęła przed niespodziewanymi wyzwaniami – nowa administracja zapowiedziała cięcia budżetowe i gruntowną reformę systemu zarządzania badaniami. Jedni odbierają to jako próbę ograniczenia autonomii liberalnych środowisk akademickich, inni wskazują na realne braki organizacyjne i finansowe samych uczelni. Bez względu na motywacje, obecna sytuacja w Stanach Zjednoczonych otwiera przed polską i europejską nauką zupełnie nowe możliwości.

Kocioł presji finansowej i politycznej

Choć całkowite wstrzymanie federalnych dotacji dla czołowych uczelni pozostaje na razie czystą spekulacją, nie ulega wątpliwości, że amerykańskie uniwersytety funkcjonują dziś pod rosnącą presją. Doskonałym przykładem jest Uniwersytet Harvarda. Jako najbogatsza uczelnia na świecie, dysponuje on kapitałem w wysokości ponad 53 miliardów dolarów (stan na 2024 rok). Majątek ten, pochodzący głównie z darowizn, jest aktywnie inwestowany, a osiągane przy jego pomocy zyski dochodzą do 10%. Uzyskane w ten sposób środki pokrywają około 37% kosztów operacyjnych Harvardu, wspierając badania naukowe, wynagrodzenia pracowników oraz stypendia i pomoc finansową dla studentów.

Jednocześnie model finansowy Harvarda może budzić wątpliwości. Jako organizacja pożytku publicznego odprowadza on bardzo niski podatek od dochodów kapitałowych – w 2024 roku do budżetu federalnego wpłynęło z tego tytułu zaledwie ok. 40 mln dolarów, czyli niecały 1% zysków. Drugim źródłem wątpliwości są koszty pośrednie. W grantach federalnych wynoszą one 68,5%. W praktyce oznacza to, że z każdego dolara przeznaczonego na badania administracja uczelni zatrzymuje dodatkowe 70 centów na pokrycie kosztów ogólnych (utrzymanie budynków, obsługa biurowa, wsparcie techniczne). Fakt, że Harvard jako prywatna uczelnia, z rocznym czesnym studenckim dochodzącym nawet do 60 tys. dolarów, tak znacznie obciąża fundusze federalne, bywa wskazywany przez krytyków jako dowód na potrzebę reform i większej przejrzystości finansowania nauki.

Konfrontacja Waszyngton–Cambridge

W ostatnich miesiącach administracja federalna zwróciła się do Uniwersytetu Harvarda z żądaniami zmian w wewnętrznej polityce: korektą zasad rekrutacji i zatrudniania, zaostrzeniem przeciwdziałania antysemityzmowi na kampusie oraz rezygnacji z programów inkluzywnych. Dodatkowo domagano się kontroli studentów zagranicznych pod kątem postaw „wrogich amerykańskim wartościom”. Harvard zdecydowanie odrzucił te żądania, uznając je za naruszenie autonomii akademickiej.

W reakcji na odmowę, w kwietniu 2025 r. Departament Edukacji wstrzymał wieloletnie dotacje o łącznej wartości 2,2 mld dolarów (część z tych pieniędzy została już przekazana Harvardowi) oraz kontrakty badawcze na 60 mln dolarów. Żeby utrzymać kontynuację kluczowych projektów, uczelnia przeznaczyła na nie 250 mln dolarów ze swojej rezerwy budżetowej.

Kolejny cios nadszedł w maju, gdy Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego cofnął Harvardowi uprawnienia do obsługi wiz F-1 i J-1. Brak możliwości otrzymywania takich wiz oznaczałby utratę możliwości przyjęcia na Harvard około 7 tys. studentów zagranicznych (27% ogółu studentów i aż 40% doktorantów w naukach ścisłych). Harvard zaskarżył tę decyzję w sądzie federalnym, wskazując na jej bezprawny i polityczny charakter, co sprawiło, że została wstrzymana. Mimo tego władze federalne zapowiadają cofanie wiz, zwłaszcza studentom z Chin, co z punktu widzenia wielu wydziałów może okazać się katastrofą.

Ostatnim elementem konfliktu jest rozpoczęte w czerwcu 2025 r. przez Komisję Izby Reprezentantów ds. Edukacji i Siły Roboczej dochodzenie w sprawie praktyk zatrudnienia na Harvardzie. Kongresmeni uważają bowiem, że wytyczne sugerujące preferowanie kobiet i mniejszości mogą naruszać Ustawę o prawach obywatelskich przez potencjalną dyskryminację innych grup.

Odrzucenie rządowych żądań wystawiło Harvard na ryzyko utraty funduszy federalnych i ograniczenia możliwości przyjmowania studentów zagranicznych, a jednocześnie doprowadziło do wszczęcia postępowań prawnych i śledztw kongresowych. Równocześnie Harvard zyskał silne wsparcie środowiska akademickiego. Liczne uniwersytety, organizacje naukowców i obrońcy wolności słowa wyrazili solidarność, podkreślając, że polityczna presja na ten uniwersytet stwarza niebezpieczny precedens. Wybór akurat najpotężniejszego i najlepiej finansowanego uniwersytetu na świecie nie jest przypadkowy, gdyż złamanie jego oporu znacznie osłabiłoby obronę autonomii pozostałych ośrodków.

Co na to Europa?

Napięcia polityczne, niepewność co do przyszłego finansowania i zaostrzenie polityki wizowej sprawiają, że Stany Zjednoczone tracą na atrakcyjności w oczach młodych naukowców. Szczególnie dotyczy to badaczy zagranicznych, w tym licznej grupy doktorantów i postdoków z Polski. Ci często doskonale wykształceni specjaliści, z doświadczeniem w renomowanych laboratoriach, coraz częściej rozważają alternatywne ścieżki kariery. Obawy o stabilność zatrudnienia skłaniają ich do poszukiwania możliwości rozwoju gdzie indziej.

Tę szansę zdaje się dostrzegać Unia Europejska, która uruchamia nowe inicjatywy mające na celu przyciągnięcie talentów naukowych. Programy takie jak „Choose Europe for Science” z budżetem 500 mln euro na lata 2025-2027 mają stanowić bezpośrednią odpowiedź na niestabilną sytuację w USA. Ponadto, Europejska Rada ds. Badań Naukowych podniosła kwotę finansowania „na start” (z 1 miliona do 2 milionów euro) dla doświadczonych naukowców przenoszących swoje badania do Europy.

Amerykański kryzys szansą dla Polski

Na tym tle Polska również powinna podjąć aktywne działania. Kluczowe jest stworzenie warunków, które zachęcą polskich naukowców do powrotu. Wydaje się, że aktywności powinny dotyczyć co najmniej trzech obszarów:

Aktywne pozyskiwanie grantów: Polskie uczelnie i instytuty badawcze powinny aktywnie poszukiwać zagranicznych naukowców, w tym naukowców z USA, oraz pomagać im w aplikowaniu o środki z programów europejskich na realizację badań w Polsce. Dotyczy to także grantów „Choose Europe for Science”, których celem jest odwrócenie „drenażu mózgów”. Ponieważ środki europejskie są większe od tych krajowych – ale i konkurencja w ich pozyskaniu jest większa – może to stanowić dodatkową zachętę na podjęcie pracy w Polsce.

Krajowe programy „powrotowe”: Należy wzmocnić i promować istniejące programy relokacyjne dla polskich uczonych, takie jak „Polskie Powroty” realizowany przez Narodową Agencję Wymiany Akademickiej czy „Homing” kiedyś realizowany przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. Oferując finansowanie na założenie własnego zespołu badawczego i grant startowy pozwolą one w uczynieniu pierwszego kroku i rozpoczęciu badań po powrocie do Polski.

Tworzenie etatów „powrotowych”: Same uniwersytety mogłyby rozważyć tworzenie dedykowanych, finansowanych np. na okres 3 do 5 lat stanowisk dla naukowców z międzynarodowym dorobkiem. Taki okres pozwoliłby im na aklimatyzację i udowodnienie swojej wartości. W przypadku takich grantów warunkiem koniecznym dla przedłużenia zatrudnienia mogłoby np. być pozyskanie grantów europejskich, a przynajmniej staranie się o takowe.

„Mors tua, vita mea”. Ta starożytna sentencja doskonale oddaje szansę, jaka właśnie otwiera się przed polską nauką na skutek problemów w USA. Możemy pozyskać/odzyskać naukowców z bardzo wartościowym doświadczeniem, własnymi pomysłami i bezcenną siecią kontaktów. Ci badacze będą wracać bez kompleksów, gotowi do prowadzenia badań na światowym poziomie. Stworzenie im warunków do rozwoju to nie kwestia sentymentu, lecz pragmatyczna inwestycja w przyszłość. Przy nowoczesnej aparaturze, którą często dysponujemy, ich jedynym ograniczeniem będzie własna kreatywność i pracowitość – kapitał, którego z pewnością im nie brakuje. To szansa, której nie wolno nam zmarnować.

Wróć