logo
FA 7-8/2023 w stronę historii

Piotr Hübner

U źródeł zła

U źródeł zła 1

Marian Grzybowski Źródło: lekarzepowstania.pl

Wszystkie moje prace i artykuły z tamtego czasu pokazywały ciemną stronę stalinizmu. W źródłach, zwłaszcza z okresu przygotowań do I Kongresu Nauki Polskiej, widoczna była prymitywna ideologia, naruszająca akademickie standardy humanistyki.

Moją „małą ojczyzną” był warszawski Służew. Mieszkałem przy ulicy Michała Wołodyjowskiego, gdzie w 1946 roku w przedwojennej willi należącej do lotnika, który pozostał po wojnie w Wielkiej Brytanii, moja Mama otrzymała „przydział kwaterunkowy”. Wyprowadziłem się do Śródmieścia w 1969 roku, a willę przejętą bezprawnie przez państwo z czasem sprzedano, trafiła do Ignacego Machowskiego, podobno za 40 tys. dolarów zarobionych dzięki roli Lenina w filmach radzieckich. Powróciłem – już na Ursynów – po dziesięciu latach. Skarpę wiślaną, porytą przez naturę małymi jarami, zdobiły: klasztor Dominikanów, kościół Parafii Służewieckiej oraz pałace ursynowski i natoliński. Skarpę przecinał płynący z Okęcia do Wilanowa potok. Stanowił granicę między miastem a wsią, co potwierdzał skład uczniów szkoły podstawowej przy ulicy Wałbrzyskiej. W potoku, dziś nazywanym Smródką, pływały kiedyś rybki, wędrowały pijawki i żaby, rosło sitowie.

W 1988 roku, gdy zakładaliśmy Społeczne Liceum przy UW, szukaliśmy miejsca do prowadzenia zajęć. Wiadomo było, że państwowe placówki odmówią nam gościny, co było zrozumiałe, nie tylko ze względów politycznych. Wpadłem więc na pomysł, że miejsca na liceum można szukać w budynkach parafialnych. Przeszkodą okazały się aspiracje licealne i świecka formuła szkoły. Jednak, gdy już nawiązałem kontakt z proboszczem ks. Józefem Romanem Majem, okazało się, że jest wiele spraw, które wiążą mnie z parafią, choć nie byłem osobą religijną. Z inicjatywy ks. Maja parafia stała się ośrodkiem upamiętniającym ofiary stalinizmu. Wiąże się to z dawnym księdzem katechetą w Zduńskiej Woli, Franciszkiem Mączyńskim, dyrektorem był tam mój dziadek, a do klas chodziły moja mama i ciocia. W czasie wojny katecheta trafił do Dachau, a po okupacji został rektorem Papieskiego Instytutu Polskiego w Rzymie. Utrzymywał korespondencyjne kontakty z rodziną Badzianów. Pamiętam go podczas rzadkich przyjazdów do Polski jako miłego i nowoczesnego człowieka, który biegał z nami po ogródku z podwiniętą sutanną. Dowiedział się, że przy nowym cmentarzu służewieckim przy ulicy Wałbrzyskiej zostały pogrzebane ofiary stalinizmu z ulicy Rakowieckiej. Tam było więzienie i wykonywano egzekucje strzałem w tył głowy. Ofiary były wywożone nocą nie tylko na łączkę Powązek, konnym wozem tam, gdzie dokonywano pochówków. Prawdopodobnie ciała były pokrywane wapnem gaszonym, nie ma więc po wielu pozostałości.

Ksiądz Józef Roman Maj został proboszczem w 1985 roku. Wcześniej był opiekunem młodzieży akademickiej w kościele św. Anny na Krakowskim Przedmieściu. Był też kapelanem Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Bezwzględnie chciał odkryć prawdę o służewieckich pochówkach. Gdy system komunistyczny zaczął się chwiać, powstał pod przewodnictwem Andrzeja Grabińskiego Społeczno-Kościelny Komitet Uczczenia Ofiar Terroru Władzy. W pierwszym możliwym terminie – już po upadku systemu – Komitet zorganizował w październiku 1989 roku symboliczny pochówek prochów ofiar z Rakowieckiej. Na początku grudnia 1989 roku odbyła się pierwsza sesja. Spotkały się osoby zainteresowane tematem ofiar stalinizmu w Polsce. Wśród organizatorów byli Marek Jurek i Jan Łopuszański, a wśród referentów znalazły się osoby, które dziś są publicznie znane – Tomasz Lis i Małgorzata Szejnert. W dyskusji zabrali głos między innymi Jan Olszewski i Wiesław Chrzanowski, liderzy ugrupowań politycznych.

Próba przerwania milczenia

Badania i publikacje dotyczące stalinizmu tkwiły ówcześnie na marginesie, na środowisko historyczne oddziaływały doświadczenia życiowe Karola Modzelewskiego i Bronisława Geremka. W 1991 roku w zbiorowej pracy Stalinizm, zredagowanej przez Jacka Kurczewskiego w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji UW, opublikowałem artykuł „Nowa nauka” i ludzie systemu.

Rezultatem wspomnianej sesji była publikacja Zbigniewa Taranienki Nasze Termopile z 1993 roku. W tekście autor referował bez autoryzacji treść wypowiedzi i referatów z sesji. Próba przerwania milczenia na temat ofiar stalinizmu została zignorowana przez środowisko historyków, z czym łączył się szerszy problem polityczny, związany z rolą tzw. dysydentów w demontażu systemu komunistycznego. Były to osoby pierwotnie zafascynowane ideologią komunistyczną, ale rozczarowane praktyką. Wprowadziły „politykę grubej kreski”. Chciały odcięcia się od przeszłości, braku rozliczeń. Również Kościół – jeśli chodzi o politykę, w tym kardynał Józef Glemp – zmierzał do tego, aby nie dzielić społeczeństwa. Wydawało się, że Kościół zapominał, iż zwolennicy komunizmu są ateistami. Zapominano też, że inteligencja była poddana „ukąszeniu heglowskiemu”, o tym, że jakieś dwa miliony ludzi w Polsce było prawdziwie przejętych ideą komunistyczną. Podobały się im pomysły abstrakcyjnej równości, brak własności prywatnej, to że ekonomia może być sterowana i budowana na przymusowych dostawach.

Społeczno-Kościelny Komitet postanowił zbudować Pomnik Ofiar Stalinizmu, usytuowany jako droga do kościoła służewieckiego. Jego odsłonięcie nastąpiło 26 września 1993 roku. Zbudowany jest z kamieni w ten sposób, że tworzą rozległą zaporę, w której zaznaczona jest urna z nazwami miejscowości.

U źródeł zła 2

Stefania Jabłońska Źródło: dermatologia.wum.edu.pl

W 1994 roku uformował się Konwent Św. Katarzyny. Zajmował się wspólną strategią ugrupowań opozycyjnych wobec ryzyka powrotu do władzy komunistów. Wsparł w wyborach prezydenckich nie Lecha Wałęsę, lecz Hannę Gronkiewicz-Waltz. Okazało się, że jednak wygrał Aleksander Kwaśniewski. Był to szok dla całej opozycji. W działaniach politycznych Konwentu nie brałem jakiegokolwiek udziału, ponieważ programowo ograniczałem się do spraw powojennych nauki polskiej.

Znaczącym dopełnieniem wiedzy o zbrodniach stalinowskich było spotkanie z wybitnym dokumentalistą Krzysztofem Kąkolewskim. Opublikował w roku 1996 książkę Umarły cmentarz. Wstęp do studiów nad wyjaśnieniem przyczyn i przebiegu morderstwa na Żydach w Kielcach dnia 4 lipca 1946 roku. Dowodzi prowokacji, jaką zgotował Żydom zamieszkałym w Kielcach powiązany z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego Adam Humer.

Uwzględniając kompetencje oraz zaufanie, jakim obdarzył mnie ks. Maj, poproszono o promowanie wydawnictwa, które ukazało się z opóźnieniem, bo dopiero w 1996 roku. To była praca zbiorowa, którą redagowała represjonowana w okresie stalinizmu Barbara Otwinowska (polonistka). Praca Polacy wobec przemocy 1944-1956 zawiera mój artykuł Nauki społeczne i humanistyka – mechanizmy zniewolenia. Odkryłem, że komuniści zniszczyli humanistykę, wprowadzając w jej miejsce „nauki społeczne”.

Bywając u ks. Maja, poznałem pojawiających się tam działaczy politycznych młodego pokolenia, w tym Jana Żaryna, Radosława Sikorskiego i Jana Marię Jackowskiego. W 1998 roku ukazała się praca Świadectwo drogi. Księga pamiątkowa dwudziestopięciolecia kapłaństwa ks. prałata Józefa Romana Maja, wydana przez Towarzystwo im. Stanisława ze Skarbimierza. Skromne miejsce wśród wielu tekstów zajmuje mój: Droga ku prawdzie – pisałem o sesjach i publikacjach na temat stalinizmu.

O zniewoleniu uniwersytetów

W kwietniu 1996 roku zorganizowałem drugą sesję na temat stalinizmu. Wtedy już od roku pracowałem w Toruniu na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Wśród moich nowych kolegów znalazłem dwóch autorów, którzy przygotowali ciekawe referaty. Roman Bäcker mówił o pojęciu gnozy politycznej. Jest to taki sposób myślenia, który wyklucza wszystkie inne alternatywne schematy. Obejmuje wszystkie dziedziny życia, więc ma charakter totalny. Ta koncepcja myślenia leżała bez wątpienia u podstaw działania bolszewików. Andrzej Zybertowicz referował o działaniach i rozmiarach aparatu bezpieczeństwa w ostatnim dziesięcioleciu przed upadkiem komunizmu. Z ciekawych wątków, Leszek Żebrowski opisał historię fałszywych oddziałów partyzanckich o charakterze antykomunistycznym, które uruchamiały organy bezpieczeństwa. Robiono to, aby rzucać podejrzenia, że aktywiści podziemia są mordercami. Wszyscy referenci potrafili zachować dystans poznawczy, na czym i mnie zależało. Celem mojego referatu było pokazanie mechanizmu „powolnego więdnięcia” w sferze kultury i nauki, co osiągano przez zastępowanie tradycyjnych struktur społecznych partyjno-państwowymi. Głosiłem tezę, którą podkreślałem też podczas pierwszej sesji, że do ofiar należą nie tylko osoby, które cierpiały fizycznie, ale także te, które ucierpiały mentalnie poprzez propagandę, co dotyczyło zwłaszcza represji wobec inteligencji. System stalinowski niszczył wszelką swobodę, wszelką wolność. To także jest zbrodnia przeciw ludzkości. Nie tylko zabijanie fizyczne, ale gnębienie w innej postaci, to, co Miłosz nazwał „zniewolonym umysłem”. Tezę o zniewoleniu całych uniwersytetów głosił autor, który wprawdzie na sesję nie przyjechał, ale przygotował tekst do tomu. Był to John Connelly z Uniwersytetu w Berkeley, który badał sowietyzację w Czechach, NRD i w Polsce po II wojnie światowej.

Ostatnią fazą mojej pracy w Parafii Św. Katarzyny, gdy już mieszkałem w Toruniu i dojeżdżałem do Warszawy jako doradca przewodniczącego Komitetu Badań Naukowych, było porządkowanie archiwum, które zgromadził ks. Maj. Archiwum dotyczyło spraw personalnych, związanych z ofiarami stalinizmu. Były to dokumenty i wycinki prasowe. Porządkowałem to archiwum, rozdzielając materiały odnoszące się do ofiar, od tych, które dotyczyły katów. Znalazłem kilka ciekawych spraw dotyczących środowiska naukowego. Wieczorne, raz w tygodniu, prace nad archiwum zajęły mi dwa lata. Finałem tego porządkowania było nawiązanie kontaktu z Markiem Wrońskim, który przebywał wtedy w USA. Podpowiedziałem mu temat związany z dwoma bohaterami – pozytywnym i negatywnym. Tym pozytywnym był Marian Grzybowski, dyrektor Instytutu Wenerologii UW. Dzięki temu, że taką profesję uprawiał, w czasie okupacji mógł prowadzić konspiracyjne archiwum Armii Krajowej. Był zasłużony też po II wojnie światowej, ponieważ udawało mu się przekazywać informacje poza granice Polski. Jego przeciwniczką, takim złym duchem, została Stefania Jabłońska, która była asystentką profesora. W trakcie okupacji Jabłońska przebywała na terenie Związku Radzieckiego i uległa wpływom ideologii komunistycznej. Po wojnie podjęła pracę w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, o czym Grzybowski nie wiedział. W roli lekarza uczestniczyła przy wykonywaniu wyroków, co było formą ich sankcjonowania. Wyroki wykonywane w więzieniu przy ulicy Rakowieckiej dotyczyły więźniów niepodległościowych. Metodą był strzał w tył głowy. Jej rola była skryta przed całym otoczeniem, ale podpis figurował w protokołach wykonania kary śmierci. Sama twierdziła później, że nie mogła znieść już tej pracy. Marek Wroński dotarł do archiwalnych materiałów IPN-u. Przygotował aż dwa wydania książki Zagadka śmierci Profesora Mariana Grzybowskiego, byłem autorem posłowia. Wroński rozwiązał problem, który w środowisku był znany, ale niewyjaśniony. Władze podawały, że Grzybowski zmarł przypadkowo podczas przesłuchania, a okazało się, że został zamordowany. Urażony w godności własnej, rzucił się na oprawcę, na przesłuchującego oficera, a ten go zabił. Marek Wroński usunął wiele niejasności wokół tej sprawy, a w drugim wydaniu przedstawił kolejne dramatyczne sytuacje. Drugi asystent Grzybowskiego został fałszywie oskarżony przez Jabłońską o kradzież wirówki. W efekcie wsadzono go do więzienia i zmuszono do współpracy jako tajnego współpracownika, co potwierdziły akta IPN. Po śmierci Grzybowskiego Jabłońska zajęła jego miejsce. Historie ofiar stalinowskich pełne są takich ludzkich tragedii i jednocześnie pokazują kariery tych, którzy wypełniali funkcje katów. Tacy mieli cyniczne poczucie nieodpowiedzialności, gwarantowanej przez system władzy.

Wszystkie moje prace i artykuły z tamtego czasu pokazywały ciemną stronę stalinizmu. W źródłach, zwłaszcza z okresu przygotowań do I Kongresu Nauki Polskiej, widoczna była prymitywna ideologia naruszająca akademickie standardy humanistyki. Wydaliśmy pracę zbiorową z referatami drugiej sesji Skryte oblicze systemu komunistycznego. U źródeł zła (1997). W 1998 roku, 6-7 listopada, odbyła się w warszawskiej Galerii Porczyńskich zorganizowana przeze mnie sesja Zdrada klerków. Współorganizator sesji, Andrzej Nowak, zaprosił grono krakowskie członków Towarzystwa im. Stanisława ze Skarbimierza. Wśród referentów z Warszawy byli Andrzej Biernacki i Stanisław Murzański. W tytule mojego referatu zawarte było pytanie: „Zdrada klerków czy instytucjonalizacja nauki?”. Rezultatem kolejnej sesji, zorganizowanej w Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej we Włocławku, była zbiorowa publikacja Oblicza polskiego stalinizmu (2000), w której zamieszczono mój referat Stalinizacja polskiej nauki. Warszawskie środowisko historyków nie podejmowało nadal tej tematyki, panowała systemowa „zmowa milczenia”.

Konkluzją niech będzie myśl, że trzeba wydobywać to, co ukryte, bo tylko dzięki temu można rozpoznać zawiłość i złożoność zdarzeń historycznych. Powstaje pytanie, czy zbrodnie się przedawniają, czy też są obciążeniem do końca życia. „Gruba kreska” zrównuje każdy typ działań i zbrodnie stają się „kosztami rewolucji”, jak nazywają je komuniści. Rewolucja była rzekomo piękna, działanie było słuszne, a „tam, gdzie drwa robią, wióry lecą”. Wyeliminowano w Polsce nie tylko „przedwojenny” ustrój, ale i dawną inteligencję oraz system wartości wywodzący się z chrześcijaństwa. Do tego, pisząc po 1956 roku o represjach, pomijano zło ustrojowe – biurokratyczne mechanizmy władzy komunistycznej i towarzyszącą temu centralizację decyzji.

Wróć