logo
FA 7-8/2023 życie akademickie

Rozmowa z prof. Jackiem Dominiczakiem, kierownikiem Pracowni Projektowania Wnętrz Miejskich na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku

Miasto dialogiczne

Miasto dialogiczne 1

Jacek Dominiczak

Jeżeli w Unii Europejskiej mówi się o tym, że w perspektywie ekologicznej musimy przebudować nasze miasta i ten program nazywa się „New European Bauhaus”, to mam wrażenie, że teoria architektury zatrzymała się na ideach powstałych, tak jak Bauhaus, sto lat temu. Moim zdaniem, mój zawód wytworzył konceptualną pustkę i nic dziwnego, że w tę przestrzeń wchodzą teorie społeczne, ekonomiczne czy czysto inżynierskie.

Gdy obserwujemy chaos architektoniczny wielu polskich miast, narzuca się wręcz pytanie: czego zabrakło w kształceniu współczesnych architektów i urbanistów? A może przyczyna leży gdzie indziej, w ich relacjach z inwestorami i deweloperami?

Zainteresuje panią anegdota? Gdy po czterech latach pobytu w Portugalii wróciłem do Polski, przyjaciel przyjechał odebrać mnie z lotniska. Jadąc obwodnicą Gdańska, zagadaliśmy się, przegapiliśmy zjazd z autostrady i musieliśmy zjechać następnym, a potem przez Gdańsk-Południe, czyli nowe dzielnice miasta, przebijać się do Śródmieścia. Obaj przeżyliśmy wtedy szok, nie wiedzieliśmy, gdzie jesteśmy, a nawet jak określić strony świata. Trzeba było zdać się na GPS. Stwierdziliśmy wówczas, że choć Polska nigdy nie była tak bogata jak teraz, to dzisiaj nie potrafimy zbudować dobrego miasta, chociaż po wojnie, w dramatycznej biedzie, potrafiliśmy na przykład mądrze i odważnie odbudować gdańskie Główne Miasto. Parę dni po tym traumatycznym doświadczeniu, uczestnicząc w miłym spotkaniu środowiska w SARP-ie, opowiedziałem tę historię, konstatując, że prawdopodobnie 90% wspomnianej przestrzeni zaprojektowali absolwenci naszych uczelni architektonicznych. Poczujmy się odpowiedzialni — powiedziałem — spotkajmy się i zadajmy sobie to pytanie, które pani mi dziś zadaje: Co robimy źle? Usłyszałem wtedy ważną dla zrozumienia sprawy odpowiedź: Jacek, znowu wróciłeś z zagranicy i znowu coś ci się nie podoba. A przecież w Gdańsku jest tyle nowych, znakomitych budynków.

Najwyraźniej brakuje jednak nowej, znakomitej urbanistyki.

Miasto dialogiczne 2

Teoretyczne Miasto Dialogiczne PPWM 2020, model drewniany. Miasto oparte na siatce ulicznej analogicznej do Głównego Miasta w Gdańsku i umiejscowionej wokół niewielkiego zbiornika wodnego. Na ścianie: praca dyplomowa Marty Pigłowskiej „Architektura Ciszy” na modelu widocznej na pierwszym planie po prawej stronie. Autorki: Karolina Kaźmierczak, Dominika Majdzik, Monika Nowak, Marta Pigłowska, Zofia Szczepanik, Izabela Habandt.

I o to właśnie chodzi. Błąd w kształceniu polega na tym, że dzisiaj wielu architektów potrafi powiedzieć: „jestem architektem, urbanistyka mnie nie interesuje”. Fatalnie się stało, że zlikwidowano zawód urbanisty, a zagadnienie jakości przestrzeni miejskiej spada albo na architektów, albo na planistów. Pamiętam, że w okresie moich studiów kierunek planowanie przestrzenne zakładał szanowany i uznany planista prof. Jerzy Kołodziejski. To był zupełnie inny niż architektura i urbanistyka kierunek studiów, z odrębnym programem. Ale odpowiadając na pani pytanie bardziej bezpośrednio: od lat się mówi, że takie są miasta, taką mamy architekturę i urbanistykę, jakie jest społeczeństwo. I rzeczywiście, żyjemy w przestrzeni, która pokazuje, jak bardzo nie potrafimy się dogadać. A modernistyczne kształcenie uczące projektowania zawsze tego, czego jeszcze nie było, chyba także wpłynęło na nasz sposób partycypacji w życiu społecznym.

W przypadku modernizmu myślano jednak jeszcze o kontekście przestrzennym…

Tak, ale jednocześnie mówiono, że architektura jest rzeźbą, a rzeźba jest sztuką, a sztuka zawsze wymaga oryginalności i autentyczności, w związku z tym każde dzieło naznaczone było lękiem przed wpływem. Potem przyszedł Bauhaus i zaczęto przemysłowo reprodukować budynki. Gdy Gropiusowi zarzucono, że projekty jego studentów nie różnią się od siebie, odpowiedział, że to tylko świadczy o sile metody.

W swoich wypowiedziach o architekturze i urbanistyce odwołuje się pan do zagadnień etyki i filozofii projektowania. Czy proponowałby pan wprowadzenie takich przedmiotów do programu kształcenia przyszłych architektów?

Niewątpliwe tak, ale nie tyle wprowadzałbym przedmioty (bo one zapewne gdzieniegdzie już są), ile wprowadziłbym wspomniane zagadnienia do pracowni projektowych i do nauki projektowania. Tak postępujemy w Pracowni Projektowania Wnętrz Miejskich, w której współpracuję z mgr Martyną Rajewską. Ważne jest dla nas, by działania, którymi się zajmujemy, opierały się na precyzyjnym poglądzie. Przy całym szacunku dla kolegów, którzy odpowiadają za organizację studiów, obecny system akredytacji promuje ogromną fragmentaryzację procesu studiowania i nauczania, a równocześnie zachęca bardziej do korzystania z tzw. dobrych praktyk, niż do szukania nowych teorii i nowych rozwiązań dla architektury. Stawiam więc tezę, że od pewnego czasu urbanistyce i architekturze najbardziej brakuje rozwoju teorii. Jeżeli w Unii Europejskiej mówi się o tym, że w perspektywie ekologicznej musimy przebudować nasze miasta i ten program nazywa się „New European Bauhaus”, to mam wrażenie, że teoria architektury zatrzymała się na ideach powstałych, tak jak Bauhaus, sto lat temu. Moim zdaniem, mój zawód wytworzył konceptualną pustkę i nic dziwnego, że w tę przestrzeń wchodzą teorie społeczne, ekonomiczne czy czysto inżynierskie.

Sama architektura jako nauka została przypisana do dziedziny nauk inżynieryjno-technicznych.

I to ma swoje konsekwencje. Gdy popatrzymy na dzisiejsze projekty futurystyczne, to widzimy, że prawie nie zmienia się architektura, a jedynie dodawana jest nowa technologia. Będziemy więc budowali te same wieżowce co dotychczas, ale z drzewami dodanymi do balkonów. Będziemy budowali te same pudła supermarketów, ale przykryjemy je zielonymi dachami albo ustawimy na nich panele słoneczne. Architektura konceptualnie się nie zmienia i to jest niebezpieczne. Dlatego nadzieję na rozwój architektury łączę z uczelniami artystycznymi, co wyniosłem z amerykańskiego uniwersytetu, na którym miałem przyjemność przez wiele lat pracować. Proszę sobie wyobrazić szkołę architektury, która ma program inżynieryjny jak nasze politechniki, a jednocześnie jest częścią college of fine arts, a ten z kolei jest częścią uniwersytetu. Po zajęciach, które jako profesor prowadziłem, szedłem razem z moimi studentami na zajęcia z filozofii, bo jako uniwersytet byliśmy jedną instytucją, wspólnotą poszukującą rozwiązań dla przyszłości. Wtedy zorientowałem się, że najlepsze amerykańskie uniwersytety tym różnią się od pozostałych, że to na nich pracuje się nad rozwojem teorii architektury, że prace wydane przez ich wydawnictwa stają się podręcznikami wykorzystywanymi na innych uczelniach. Bo prawdziwa teoria to podręcznik praktyki, która jeszcze nie zaistniała. Musimy więc pracować nad rozwojem teorii, a nie tylko nad intensywnym rozprzestrzenianiem dobrych praktyk.

Musimy mieć też pole do zaimplementowania teorii w praktykę.

Dlatego bardzo podoba mi się historia Kopenhagi, w kontekście wykorzystania prac Jana Gehla, profesora tamtejszej szkoły architektury ulokowanej w Royal Danish Academy of Fine Arts. Znam też ze Stanów taki bliski kontakt wzajemnego zainteresowania i szacunku między urbanistycznymi instytucjami samorządowymi a uczelniami, które pracują nad urbanistyką. Wielki międzynarodowy sukces rozwiązań urbanistycznych Kopenhagi polega na tym, że w urzędzie miejskim ktoś miał odwagę eksperymentalnie wprowadzić teorię prof. Gehla w życie. W tej chwili inne miasta wykorzystują ten wzór – aplikacja teoretycznych prac Jana Gehla przekształca miasta samochodowe w miasta przyjazne pieszym – na wzór Kopenhagi. Jestem zwolennikiem stwierdzenia, że nie ma nic lepszego dla praktyki niż dobre teorie. Niestety także na uniwersytetach czy akademiach można spotkać się z tzw. postawą antyintelektualną, która bagatelizuje teorię w przekonaniu, że świat zmienia się wskutek praktyki, czyli przysłowiowego zakasania rękawów. W tym kontekście chcę dodać zdanie do mojej odpowiedzi na pani pierwsze pytanie. Być może zdziwi to panią, ale nie oskarżam polskich deweloperów o niepowodzenia przy projektowaniu nowych fragmentów miast w Polsce. Deweloperzy robią tylko to, na co zgodzą się architekci, którzy dla nich pracują.

Tu wchodzimy w kwestie etyczne

Miasto dialogiczne 3

Teoretyczne Miasto Dialogiczne PPWM 2021, model drewniany. Miasto oparte na siatce ulicznej małego miasta Skarszewy. W tle trzy spośród sześciu autorek: Paulina Januszkiewicz, Karolina Lamża, Anna Lange. Nieobecne na zdjęciu: Joanna Białk, Jagoda Cieślik i Martyna Komkowska.

Ostatnio czytałem wywiad z jednym z bardzo dobrych architektów polskich, który powiedział: „Ja prowadzę zakład usługowy”. Architekt może prowadzić taki sklep, w którym ten kto płaci, decyduje.

A czy to nie jest odpowiedź na pytanie dotyczące chaosu architektonicznego?

Myślę, że w ogromnym stopniu tak. W naszym zawodzie i w naszych uczelniach mówi się o etyce zawodowej raczej w kontekście konkurencyjnego fair play. Ja natomiast pracuję nad zupełnie innym zagadnieniem. Opowiem tu kolejną anegdotę. Mieszkając i pracując w Stanach Zjednoczonych, dostałem miłe zaproszenie do wzięcia udziału w konferencji konserwatorskiej. Dziękując za zaproszenie, odpisałem, że będę chciał mówić o etyce architektury. Otrzymałem odpowiedź zawierającą wspaniałe zdanie: „chyba pan już długo przebywa za granicą i ma pan kłopoty z językiem polskim, bo nie można mówić o etyce architektury, gdyż etyka dotyczy relacji pomiędzy ludźmi”. Dziękując za uważność, odpisałem z radością, że właśnie nad tym pracuję, by etyka stała się zagadnieniem architektury. Po to właśnie jest nam potrzebna teoria, by ustalić reguły współistnienia architektury.

Miejmy nadzieję, że rozwój teorii wpłynie także na doprecyzowanie zapisów prawnych, istotnych dla urbanistyki.

Miasto dialogiczne 4

Teoretyczne Miasto Dialogiczne PPWM 2021, model drewniany. Miasto oparte na siatce ulicznej małego miasta Skarszewy. Szczegóły. Autorki: Paulina Januszkiewicz, Karolina Lamża, Anna Lange, Joanna Białk, Jagoda Cieślik, Martyna Komkowska.

Oczywiście, chociaż zarzucam Bauhausowi, że doprowadził do tego, iż mnóstwo jego teoretycznych idei zostało przepisane na prawo budowlane. Jeżeli nie możemy dziś postawić budynków blisko siebie, to dlatego, że Bauhaus uznał i zapisał w prawie, że budynki powinny stać od siebie w określonych odległościach. I takie prawo obowiązuje.

To niedobrze, że ustalono minimalną odległość?

Można by długo mówić o tym, jak powszechność osiedli modernistycznych zmieniła sposób naszego myślenia o przestrzeni miejskiej. Mając doświadczenie mieszkania na starym mieście, i w Gdańsku, i w meksykańskim Queretaro, nie rozumiem, dlaczego możliwość zobaczenia sąsiada ma być czymś najgorszym, co sobie można wyobrazić. Wszystkie ulice najpiękniejszych europejskich miast budowane są, jak to się dzisiaj mówi, okno w okno. Widok krajobrazu jest domeną życia poza miastem.

Stare miasta mają jednak inny charakter, inną strukturę niż współczesne dzielnice mieszkaniowe.

To bardzo ciekawe, ale budujemy dzisiaj wysoko między innymi dlatego, że zabroniliśmy sobie budować gęsto. Uważam, że to jest nieszczęście i nie ma nic wspólnego z prawdziwą ekologią. W ogóle brakuje mi w architekturze myślenia prawdziwie ekologicznego. Myślę, że wspomniane stare europejskie miasta, wyposażone we współczesne instalacje, są bardziej ekologiczne niż nasze nowe zespoły mieszkaniowe.

A czy idea starego, na przykład prowansalskiego miasteczka jest przekładalna na współczesną architekturę i urbanistykę?

Dotyka pani tego, nad czym pracujemy ze studentami w pracowni, czyli koncepcji następnego miasta. Nazywamy je Miastem Dialogicznym. Przez lata robiliśmy w pracowni kolejne projekty dla Gdańska. Zaprojektowaliśmy ogromną przestrzeń, potem zorganizowaliśmy dużą wystawę projektów i modeli, która zakończyła się superciekawym seminarium. Od pewnego czasu pracujemy nad ideą miasta, którego obszar jest zabudowany „jednorodzinnymi” domami sustensywnymi. Koncepcja tych budynków zakłada, że muszą pomagać właścicielom żyć, a więc muszą zarabiać więcej pieniędzy, niż same pochłaniają. W każdym domu jest więc miejsce pracy, jest przestrzeń do wynajmu np. na kawiarnię, a dopiero w trzeciej części budynku proponuje się miejsce do mieszkania. Jak wiadomo z tradycyjnej urbanistyki, gdy buduje się zwarte miasto, to o kosztach budynku decyduje szerokość fasady, gdyż płaci się również za ulicę i jej wszystkie instalacje. Zaprojektowaliśmy więc domy o fasadach szerokich jedynie na 4,5 m i ograniczonych wspólnymi liniami urbanistycznymi: linią zabudowy i linią wysokości gzymsu wieńczącego fasadę (na wysokości 12 m). Natomiast cała reszta budynku, a przede wszystkim jego długość sięgająca w głąb działki, pozostała otwarta. Po skończeniu projektów zrobiliśmy modele; wybrałem dwa najdłuższe budynki, ustawiłem je plecami do siebie, żeby zobaczyć jakiej wielkości będzie siatka ulicy utworzona taką zabudową. I to było dla nas jedno z największych zaskoczeń – uzyskaliśmy dokładnie siatkę uliczną, na której wymiarach oparte jest Główne Miasto w Gdańsku, gdzie odległość pomiędzy ulicami wynosi około 100 m. I tak zaczął się wieloletni projekt naszego Teoretycznego Miasta Dialogicznego. Zaczęliśmy budować kolejne fragmenty teoretycznego miasta za pomocą kolejnych dyplomów magisterskich. Pracowaliśmy nad miastami opartymi na znakomitych sieciach ulicznych Głównego Miasta, starych Skarszew, starej gdańskiej Oliwy. Muszę przyznać, że powstają przepiękne projekty, które stanowią doskonałą alternatywę dla sfragmentaryzowanych przestrzeni nowych zespołów mieszkaniowych budowanych na obrzeżach miast. Brakuje nam dzisiaj prac, które kwestionują złe albo stare prawodawstwo wywiedzione z teorii Bauhausu. W tej chwili na przykład pracujemy nad projektem, który kwestionuje rozwiązania planu miejscowego, bo jego stare założenie nie dopuszczało zwartości miejskiej zabudowy, natomiast narzucało niepotrzebne rozproszenie.

Miasto dialogiczne 5

Jacek Dominiczak przy modelu Teoretyczne Miasto Dialogiczne PPWM 2021, model drewniany. Miasto oparte na siatce ulicznej małego miasta Skarszewy.

Odejście od planów zagospodarowania w kierunku „wuzetek” pogłębiło jednak chaos urbanistyczny.

Są to dwie różne sprawy, bo to, że w Polsce jest tak mało planów zagospodarowania, jest dla mnie niepojęte. Natomiast z obowiązujących przepisów wynika niestety, że polskie miasto, poza swoim historycznym centrum, w którym obowiązują konserwatorskie reguły, ma być raczej osiedlem mieszkaniowym, a nie miastem. Równocześnie proszę zwrócić uwagę, że nawet słowo „osiedle” straciło swoje znaczenie. Dzisiaj, gdy powstaną dwa nowe domy, w prasie często czytamy o nowym osiedlu. W ten sposób nie da się zbudować dobrego miasta.

Pracuje pan ze studentami nad określeniem Kodu Tożsamości Lokalnej w kontekście rozbudowy miast. Na czym polega ta praca?

Kod zakłada dialogiczną formułę myślenia i wynikającą z tego etykę architektury. To zupełnie inna filozofia od tej, którą zafascynował Europę Jean-Paul Sartre, wykazując, że każdy z nas jest w gruncie rzeczy sam, i w związku z tym odpowiedzialni możemy być jedynie sami za siebie.

Tak, a „piekło to inni”.

Sartre wprowadził do codzienności sztuki dwa kluczowe pojęcia: musisz być oryginalny i autentyczny. Do dzisiaj niemal wszyscy artyści i architekci mówią o autentyczności i o oryginalności. Ale Emmanuel Levinas, którego filozofia inspiruje mnie już od wielu lat, przeciwstawił się twierdzeniu Sartre’a, że podstawową sytuacją człowieka jest pojedynczość i samotność. Levinas uważał, że w samotność można się wycofać, ale standardowa, pierwsza sytuacja człowieka to życie twarzą w twarz z Drugim, który jest inny. Ja owo „twarzą w twarz” przekładam niemal wprost na architekturę, korzystając z faktu, że w polskim języku kiedyś na fasadę mówiło się „lico”. Możemy więc powiedzieć, że budynki stoją w mieście twarzą w twarz. Tu pojawia się sytuacja, w której, jak ukazuje Levinas, odpowiedzialność (jako odpowiedź) jest skierowana ku temu, co znajduje się naprzeciw mnie. Jestem więc odpowiedzialny nie tylko za budynek, który sam projektuję. I właśnie na tym jest zbudowany Kod. Styl Międzynarodowy dążył do globalizacji architektury, natomiast ja pracuję nad kodami urbanistycznymi, które są lokalne, są odpowiedzialne wobec tego, co już w danym miejscu jest.

Jakimi metodami posługuje się pan w pracy nad kodem?

Jednym z podstawowych pojęć jest wnętrze miejskie. Miasto traktujemy nie jako kolekcję budynków, ale jako jeden spójny system przestrzenny, na który składają się wnętrza architektoniczne (sale, korytarze, hole, pokoje) i wnętrza urbanistyczne (którymi są ulice, place, parki czy skwery). Analizujemy miasto, poszukując w nim przestrzennych całości. Za pomocą tzw. siatki miejskiej określamy charakterystyczne odległości ulic i całą geometrię miasta, która jest zwykle różna w różnych miejscach. Badamy mapy i plany, badamy przekroje ulic i budowli, pierzeje uliczne budowane fasadami poszczególnych budynków. Kod jest narzędziem, które daje jednoznaczne odpowiedzi architektom pytającym o głęboką (a nie powierzchowną jedynie) tożsamość miejsca. Uzyskują dane zapisane w liczbach, w geometrii. Te prace wykazują, że tak naprawdę nośnikiem tożsamości jest deformacja, i jest to jedno z najważniejszych moich odkryć. Kody opisują więc deformację geometrii przestrzeni, wskazując np. jak układy ulic odstępują od linii prostych.

Kod zapisany w liczbach jest czytelny dla architektów, a czy można przełożyć go na narrację zrozumiałą dla osób, które nie mają podobnego wykształcenia?

To jest bardzo ważne pytanie, z którym mam często do czynienia, bo decydenci w miastach rzadko kiedy są architektami. Tłumaczę wtedy, że jeśli zobaczą na zdjęciu czy filmie jakieś miasto i powiedzą: „to jest Gdańsk”, to pewnie dlatego, że wypatrzyli budynek-ikonę. Ale często kamera błądzi po uliczkach, po zwykłych miejscach, a my jednak mówimy: „to chyba jest Gdańsk”. Właśnie wielkości i proporcje wnętrz miejskich, ich uformowania i szczególnie ich deformacje pozwalają nam to stwierdzić. To naprawdę ciekawe, jak potrafimy zakodować te nieoczywiste informacje.

W gdańskiej ASP prowadzi pan Pracownię Projektowania Wnętrz Miejskich, która „jest miejscem spotkania studentów i nauczycieli, artystów i naukowców, badaczy i projektantów, którzy wspólnie pracują nad dialogiczną formułą architektury miasta”.

Istotna jest architektura samego pomieszczenia pracowni. Jak pani widzi, mamy jeden stół – zawsze pracujemy razem, projekty są wyświetlane na ekranie, a wszystkie korekty prowadzimy wspólnie. Na tej samej zasadzie studenci biorą udział w moim seminarium wykładowym, które prowadzę wypracowaną jeszcze w Carnegie Mellon własną metodą dialogiczną. Po każdym wykładzie proszę ich uczestników o krytykę, o wskazanie, z czym się nie zgadzają, co jest niejasne bądź nieprzekonywujące. Kolejny wykład zaczynam od odpowiedzi na tę krytykę.

Jako zespół pracowniany od kilku lat pracujemy nad Teoretycznym Miastem Dialogicznym. Zakładamy wspólne siatki uliczne, a potem każdy student projektuje swój kwartał miejski, przy czym musi się dostosować do reguł urbanistycznych. Moim zdaniem urbanistyka powinna być zbudowana na regułach urbanistycznych, a nie na podstawie indywidualnych interpretacji kontekstów przestrzennych, co stało się niemal zasadą projektowania modernistycznego. Po rodzicach odziedziczyłem fantastyczną fotografię Gdyni z 1929 roku. Widać na niej bardzo wczesny etap budowy miasta. Na ziemi wytyczone są już wszystkie ulice, na terenie jednego z kwartałów opisanych czterema ulicami trwa już budowa kamienicy narożnej, przy ulicy Świętojańskiej stoi już kościół. Gdynia jest tak zachwycającym miastem, bo jest miastem architektury Modernizmu, ale Modernizmu, którego urbanistyka jeszcze jest tradycyjnie europejska, oparta na siatce ulicznej, z ustalonymi liniami zabudowy i jej wysokości. To są proste reguły, trzeba tylko uwierzyć w urbanistykę. Zawsze podkreślam, że architekt jest zawodem zaufania publicznego, ale taki zawód nie może obyć się bez teorii i wyprowadzonych z niej reguł, bo inaczej – czemu mamy zaufać?

Rozmawiała Krystyna Matuszewska

Wróć