logo
FA 7-8/2023 z laboratoriów

Jan Lichtarski

Inna perspektywa

O metodologicznych dylematach i priorytetach badań w naukach o zarządzaniu. Cz. II

Inna perspektywa 1

Źródło: pixabay

Refleksja metodologiczna w naukach o zarządzaniu może być i bywa podejmowana z różnych perspektyw. Możliwa i potrzebna jest perspektywa refleksji nad przesłankami, zakresem, przejawami oraz rezultatami stosowania arsenału rekomendacji metodologicznych odnoszących się do procesów przygotowania i prowadzenia badań naukowych w dyscyplinie. Tę właśnie perspektywę chciałbym uczynić przedmiotem mojej uwagi w tym opracowaniu.

Przyjmijmy, że mamy do czynienia z sytuacją, w której badacz jest już wyposażony w stosowne założenia na poziomie filozoficznym, co oznacza gotowość do podejmowania dalszych kroków zmierzających do przygotowania, a następnie przeprowadzenia przedsięwzięcia (projektu) badawczego. Na tym etapie zadanie można sprowadzić do dokonania pakietu wyborów w zakresie:

perspektyw badawczych (z jakich/czyich inspiracji badanie będzie prowadzone, komu/czemu służyć będą wyniki badania itp.),

przedmiotowego (tematycznego) pola badania,

problemowego pola badania (problemu badawczego),

obiektowego pola badania (jakie organizacje lub ich fragmenty będą/powinny być obejmowane badaniem),

podmiotowego pola badania (kto, z czyim i jakim udziałem będzie prowadził badanie/uczestniczył w badaniu).

Uwaga teoretyków – metodologów badań naukowych, współcześnie i historycznie, jeśli mogę zaufać mojej pamięci, skupia się na zdefiniowaniu przedmiotowego zakresu (pola) badania i problemu badawczego, którego rozwiązywanie ma stać się treścią i celem dalszych działań. Współcześnie zaś, jako podstawowa i niezbywalna przesłanka do zdefiniowania problemu, silnie eksponowana jest potrzeba wykonania systematycznego przeglądu literatury i wykazania na tej podstawie luki badawczej. Na pierwszy rzut oka takie stawianie sprawy wydaje się oczywiste. Ale nie jest to zadanie wystarczające i nie w każdych okolicznościach może być realizowane podobnie. Jakże często bowiem spotykane epatowanie liczbą wygenerowanych pozycji literatury przy wykorzystaniu określonych baz danych i słów kluczowych oraz zastosowaną procedurą redukcji liczebności tego zbioru (by wskazać na ostatecznie wybrane do wykorzystania pozycje) oznaczać może pozory spełnienia formalnych wymagań procedury badawczej, nie stanowiąc jednakże gwarancji jej niezawodności. Ani bowiem dostępne bazy danych, ani użyte słowa kluczowe nie gwarantują, że wszystkie cenne dla naszego zamiaru badawczego pozycje zostaną zauważone, a wybrane do tego zbioru okażą się przydatne. Natomiast pokazanie wykonanej procedury związanej z przygotowaniem i przeprowadzeniem systematycznego przeglądu literatury i oświadczenie o wyniku tej operacji w postaci wskazania luki badawczej zasadniczo przesądzającej o przedmiocie i problemie badawczym stanowią w założeniu zaporę przed jakąkolwiek krytyką czy choćby dyskusją nad tymi ustaleniami. Tkwi w tej operacji jakaś magiczna siła, która skutecznie zamyka usta potencjalnym interlokutorom (sceptykom, oponentom).

Styczną, ale nieco odmienną względem powyższej kwestią jest „programowe” dystansowanie się wielu autorów krajowych od korzystania z rodzimego piśmiennictwa. Zjawisko to jest obecnie tak powszechne, że nie widzę potrzeby jego dodatkowego ilustrowania przykładami. Wystarczy spojrzeć na nazwiska autorów przywoływanych w wykazach bibliograficznych najnowszych publikacji. A jeśli tak, to rodzą się pytania, na które nie znajduję odpowiedzi: Dla kogo i po co piszemy? Czy tylko po to, by pochwalić się liczbą zdobytych punktów na potrzeby systemów ewaluacyjnych? Czy są realne przesłanki, by żywić nadzieję na zdobycie rozpoznawalności w międzynarodowym środowisku naukowym? Czy świadomie godzimy się na drastyczne ograniczanie możliwości wykorzystania walorów aplikacyjnych naszej publikacji (o ile oczywiście można się takich doszukać itd., itp.)?

Dla w miarę możliwości efektywnego radzenia sobie z doborem właściwej dla badacza literatury niezastąpione wydaje się jego systematyczne, długoterminowe pozostawanie w relacjach międzypokoleniowych, międzyśrodowiskowych i międzynarodowych.

Godzi się tu przy okazji zauważyć, iż kierowanie uwagi badacza na poszukiwanie luki badawczej i problemu badawczego głównie lub wyłącznie w ramach studiów literatury przedmiotu można odczytywać jako próbę lokowania go (badacza) w nurcie teoriopoznawczej funkcji nauki (dyscypliny). To zaś może stać w sprzeczności z jej funkcją aplikacyjną, tak bardzo istotną dla nauk o zarządzaniu, zarówno historycznie, jak też współcześnie i w perspektywie przyszłości. Zwracam na to uwagę, bowiem w krajowym środowisku badaczy, zwłaszcza młodszego pokolenia, owa aplikacyjna funkcja dyscypliny wydaje mi się niedoceniana.

Ponadto warto też mieć na uwadze, iż bazowanie w poszukiwaniu i definiowaniu problemu badawczego wyłącznie na źródłach literaturowych może być postrzegane jako tłumienie twórczej inwencji i kreatywności badacza, przydatnej na tym etapie procesu badawczego dla jego powodzenia i dobrze pojmowanego rozwoju nauki. Zgoda na takie lub inne ukierunkowanie badań we wspomnianym tu zakresie (teoriopoznawcze – aplikacyjne) powinna być oparta na pogłębionej refleksji i analizie indywidualnych uwarunkowań, a nie narzucana z zewnątrz i przyjmowana bezrefleksyjnie.

Zamiar rzeczywistego, nie iluzorycznego, sytuowania się w nurcie teoriopoznawczym i w wymiarze międzynarodowym może mieć sens w przypadku ograniczonej liczby badaczy krajowych. Powodzenie takiego zamiaru jest bowiem uwarunkowane licznymi wyzwaniami, dla większości badaczy trudnymi lub wręcz niemożliwymi do spełnienia. Myślę, że są one na tyle oczywiste (np. kompetencje językowe, finanse, udziały w międzynarodowych zespołach badawczych itd.), że nie ma potrzeby ich tu szerzej eksponować. Jakie zatem są w tym zakresie perspektywy dla pozostałej, jakże już licznej grupy badaczy i adeptów? Jak powinny one wpływać na wspomniane wyzwania decyzyjne? Wydaje się, że istnieje duże i ciągle odnawiające się pole aktywności badawczej w dyscyplinie, ale w jej nurcie aplikacyjnym (badań stosowanych). Sprzyja temu specyfika przedmiotowo–problemowa nauk o zarządzaniu, pozostających pod ustawicznym, wielorakim, silnym wpływem dynamiki otoczenia badanych organizacji i zmienności ich samych. Często obserwowane przejawy niechęci do sytuowania się badaczy w tym nurcie wydają się więc nieuzasadnione, a sprzyjające im rozwiązania systemowe (np. bezwarunkowe wspieranie idei umiędzynarodowienia, systemy parametrycznej ewaluacji itp.) można wręcz uznać za szkodliwe i naganne.

Jeśli do tego dodać, że wybory w całym zakreślonym tu obszarze (perspektywa, przedmiot, problem itd.) są (powinny być) nierozerwalnie współzależne, a każdy z nich może dodatkowo znajdować oparcie w specyficznym dla siebie zestawie przesłanek, zadanie okaże się jeszcze bardziej złożone i odpowiedzialne. Nie mając zamiaru w tym miejscu wnikać szczegółowo w analizę możliwych sytuacji, zauważę tylko, że przykładowo: zdecydowanie różnie rzecz się ma w przypadku badacza początkującego, poszukującego zakotwiczenia na określonych polach badawczych (przedmiotowym, problemowym, obiektowym), a inaczej w przypadku badacza silnie już na tych polach zakotwiczonego; inaczej w przypadku zamiaru dokonywania tych wyborów dla profilowania dłuższego procesu badań, czyli tzw. portfela projektów badawczych, a inaczej na rzecz przygotowania konkretnego, pojedynczego projektu.

W świetle już wcześniej poczynionych i trudnych do kwestionowania uwag odnośnie do współzależności rozważanej tu wiązki wyborów (perspektyw, pól badawczych, problemu badawczego), ograniczenie przesłanek definiowania problemu badawczego do luki badawczej będącej wynikiem studiów literatury okazać się może dalece niewystarczające. Studia literatury, zwłaszcza zagranicznej, mogą bowiem nie uwzględniać wszystkich tych okoliczności wymagających uwzględnienia, które towarzyszą licznym kontekstom przygotowywanego badania (miejsce, czas, podmiot zlecający itd.), których część jest zadana, ale część podlega wyborom badacza. Przy wyborach w omawianym tu zakresie badacz nie może uwolnić się od obowiązku uwzględnienia kontekstów: historycznego, społeczno-politycznego, geograficznego, kulturowego itp., to znaczy tych kontekstów, które mogą stawiać w innym (nowym) świetle sugestie tematyczne czy problemowe zamierzonych badań, niż to wynika z luki badawczej wykazanej na podstawie studiów literatury.

Cały powyższy wywód zasadniczo, jak się wydaje, podważa zdobywające pozycję dominującą, uproszczone podejście linearne do wyboru problemu badawczego (systematyczny przegląd literatury – luka badawcza – problem), rekomendując jednocześnie potrzebę jego zastąpienia podejściem zorientowanym na jednoczesny, skoordynowany (z licznymi sprzężeniami zwrotnymi, nawrotami, kolejnymi przybliżeniami) wybór wszystkich wymienionych, współzależnych rozstrzygnięć (perspektyw badawczych, przedmiotowego, podmiotowego i obiektowego pola badań, problemu badawczego). Niedotrzymanie tego warunku może skutkować brakiem skoordynowania (dysharmonią, sprzecznościami) tych rozstrzygnięć, co nie pozostanie bez negatywnych, zwykle bardzo poważnych konsekwencji dla kolejnych etapów i końcowych wyników badania. W najbliższym mi środowisku badaczy kierunkowo podobne, jak sądzę, stanowisko w kilku opracowaniach i wystąpieniach zajmuje Stanisław Nowosielski, znacznie tę problematykę rozwijając i pogłębiając, co już wykracza poza moje związane z tym opracowaniem zamiary.

Cele, pytania, modele, hipotezy badawcze

Zamiar dotyczący zakresu i sposobu radzenia sobie ze zdefiniowanym problemem badawczym (odniesienia się do tego problemu) w pierwszej kolejności znaleźć powinien odzwierciedlenie w postaci celu badania. Tu trzeba zaznaczyć, iż wynikanie celu z uprzednio sformułowanego problemu jest koniecznym postulatem metodologicznym (cel nie może wykraczać swoim zakresem poza problem), przy czym nie zawsze całość problemu musi być obejmowana celem (cel może ograniczać się do zamiaru rozwiązania tylko wybranego fragmentu problemu). Oczywiście, jeśli występuje takie zawężenie celu względem problemu, badacz powinien wyjaśnić przesłanki, którymi się kierował. Tak czy inaczej ważne jest zachowanie koherencji w relacji problem – cel.

Dokonane w powyższym zakresie rozstrzygnięcia stanowią podstawę do kolejnych działań polegających na dezagregacji celu ogólnego (głównego) na cele cząstkowe (szczegółowe), sformułowaniu stosownych doń pytań badawczych, a następnie, jeśli to możliwe i uzasadnione, sformułowania założeń (tez), modeli i hipotez badawczych. Nie należy tu odrzucać możliwości zastosowania odmiennej kolejności działań w początkowej fazie postępowania. Polegałoby ono wtedy na uprzednim zdezagregowaniu problemu badawczego (ogólnego) na pytania szczegółowe, a w dalszej kolejności zdefiniowaniu celu obejmującego zamiar poszukiwania odpowiedzi albo na wszystkie te pytania, albo na ich wybraną część.

Zapewnienie zgodności (wewnętrznej spójności, koherencji) dokonywanych w tym zakresie rozstrzygnięć jest niezbywalnym imperatywem tego etapu postępowania badawczego. Jest to kolejne, ważne i odpowiedzialne z metodologicznego punktu widzenia, zadanie badacza. Tu i w dalszych etapach procesu badawczego z całą mocą jawi się potrzeba znajomości i umiejętności posługiwania się tym, co zwykliśmy określać mianem warsztatu naukowego badacza (metodyczno-narzędziowego i językowo-redakcyjnego).

Realizacja opisywanego tu zadania, a może lepiej, kompleksu lub pakietu zadań, otwiera potrzeby i możliwości dalszych wyborów i działań badawczych, w tym w szczególności natury metodyczno-narzędziowej i organizacyjnej. Oczywiście ryzyka występowania barier, ograniczeń, błędów i niepowodzeń dotykają wszystkich etapów postępowania, zarówno tych poprzedzających, jak i dalszych. Znacząca różnica może polegać na tym, że najpoważniejsze, najtrudniej wykrywalne (obserwowalne) i najtrudniej odwracalne konsekwencje tych ryzyk dotyczą etapów wcześniejszych, a w etapach późniejszych ewoluują w korzystnych kierunkach (są mniej dotkliwe, łatwiej wykrywalne, łatwiej odwracalne). Nie oznacza to przyzwolenia na redukcję wrażliwości i czujności badacza skierowanej na utrzymywanie metodologicznej racjonalności postępowania.

Podejście ilościowe czy/i jakościowe

Powyższy dylemat zwykle i chętnie bywa rozstrzygany już na wcześniejszych etapach postępowania, w sposób aprioryczny względem rozstrzygnięć związanych z definiowaniem celów, pytań i/lub hipotez badawczych. Tego rodzaju podejście w mojej opinii nie znajduje rozsądnego uzasadnienia. Dopiero bowiem znajomość celów, pytań i hipotez badawczych, wsparta znajomością ogólniejszych rozstrzygnięć, zwłaszcza dotyczących pola podmiotowego i obiektowego badań, umożliwia dalsze racjonalne wybory, w tym wybory metod i narzędzi badawczych, które z kolei determinują rodzaj potrzebnych informacji, ich źródła, sposoby gromadzenia, obróbki i wnioskowania. A zatem dopiero na tym etapie postępowania badawczego można z wystarczającym uzasadnieniem rozstrzygać o ilościowym bądź jakościowym (kwalitatywnym – kwantytatywnym), typie podejścia, przy czym niemal regułą jest stosowanie rozwiązań hybrydowych, polegających na wykorzystywaniu w poszczególnych etapach postępowania celowo dobieranych kombinacji metod i narzędzi, zarówno typu ilościowego, jak i jakościowego. Ich proporcje i wzajemne relacje (współzależności, wynikania) mogą się oczywiście znacznie różnić, często z dominacją jednej lub drugiej opcji. Ale to gdzie, kiedy i z jakiego rodzaju dominacją mamy do czynienia, powinno mieć charakter wtórny względem wcześniejszych rozstrzygnięć, co nie zawsze znajduje zrozumienie i uznanie. Zbyt często i chętnie wkracza tu bowiem czynnik subiektywny w postaci mody. Jego karykaturalną postać można zilustrować nierzadko słyszaną opinią w środowisku młodych badaczy, którzy uważają (może słusznie, ale to już inny problem), że aby skutecznie aplikować o publikowanie artykułu w renomowanym wydawnictwie zagranicznym, musi w nim być tzw. ilościówka.

Przekonanie o wyższej poznawczej wartości badania typu ilościowego zostało wniesione do nauk o zarządzaniu wraz z ofertą metodyczno–narzędziową z innych dyscyplin. Bazuje ono na tezie, że ten typ badań z natury rzeczy zapewnia większe możliwości osiągania ich celów, łatwiejsze i pewniejsze dochodzenie do prawdy. Ów pogląd można byłoby uznać za słuszny jedynie w określonych okolicznościach, pod pewnymi, na ogół bardzo rygorystycznymi i trudnymi do spełnienia warunkami (o czym jeszcze także niżej).

Tu nasuwa mi się dodatkowa uwaga z obszaru rekomendowanej wcześniej potrzeby dysponowania świadomością aksjologiczną, że w przypadku stosowania metod ilościowych możemy mieć wprawdzie do czynienia z odkrywaniem prawdy, ale niekoniecznie tej prawdy, o którą nam chodzi, na której z określonych powodów nam zależy. A potrzebę i doniosłość prawdy wyznaczają prawidłowo dobrane i uszeregowane kryteria. A zatem, tak jak nie należy bezwarunkowo i bezkrytycznie odrzucać badań typu ilościowego, tak nie należy stawiać ich na piedestale.

Podejście i w jego ramach metody ilościowe są uzasadnione, a nawet niezbędne, wtedy w szczególności, kiedy:

– zaawansowanie badań w obranym przedmiocie i problematyce pozwala formułować względnie silne, jednoznaczne, ważne dla opisowych i wyjaśniających celów badania, hipotezy;

– istnieją realne możliwości pozyskania wymaganej w badaniach typu ilościowego źródłowej bazy informacyjnej, zarówno w wymiarze ilościowym, jak i jakościowym (liczba badanych przypadków, ich reprezentatywność dla populacji, mierzalność i rzetelność identyfikacji badanych zmiennych).

Jak trudne jest łączne (bo tego należy wymagać) spełnienie powyższych warunków, wie każdy, kto przygotowywał i realizował takie badania, mając na względzie poznawczą wartość ich wyników. Każde obniżenie stopnia spełnienia każdego ze wskazanych wyżej warunków negatywnie odbija się na wiarygodności, a zatem wartości poznawczej wyników badania. W takich okolicznościach powinnością badacza jest:

– dochowanie maksymalnej możliwej staranności w działaniach na rzecz zapewnienia odpowiednich warunków badania ilościowego;

– ostrożne wnioskowanie ze wskazaniem ograniczeń i ich źródeł, rezygnacja z tej metody badania, kiedy ryzyko nierzetelności wyników badania przekracza dające się uzasadnić (obronić) granice akceptowalności.

Tu wydaje mi się stosowne podzielenie się jeszcze jedną uwagą odnosząca się do arsenału metod i narzędzi pozostających do dyspozycji badacza w ramach badań typu ilościowego. Historycznie rzecz ujmując, w ramach owego arsenału poczesne miejsce zajmowały relatywnie proste metody i narzędzia statystyki opisowej. One mogły dostarczać i w rzeczywistości często dostarczały satysfakcjonujących co do rodzaju, szczegółowości i rzetelności informacji wynikowych badania, choć nie dostarczały podstaw do statystycznej weryfikacji istotności badanych zależności (hipotez), nie pozwalały na dalej idącą, w sensie formalnym, generalizację wnioskowania. W ramach ekspansji zastosowań metod badań ilościowych bezwzględny prymat zyskały metody i narzędzia statystyki matematycznej, teoretycznie, ale często tylko teoretycznie, umożliwiające weryfikację statystycznej istotności badanych relacji (przy określonych poziomach ufności). Liczne i poważne ograniczenia w zakresie tworzenia i wykorzystywania bazy informacyjnej na potrzeby tych metod powodują, że owe „przewagi” metod statystyki matematycznej stają się iluzoryczne, a co więcej, ich stosowanie może okazać się przeciwskuteczne. Pora więc jak sadzę zadbać o przywrócenie i racjonalne (rozumne, ostrożne) wykorzystywanie instrumentarium statystyki opisowej.

O niektórych podnoszonych wyżej kwestiach, np. o trudności spełnienia wymagań odnośnie do losowości próby, o ważności i ograniczeniach doboru respondentów w badaniach źródłowych, o ryzyku nierzetelności wykorzystywanej w badaniach dokumentacji organizacyjnej itd. starałem się wielokrotnie pisać, m.in. w powołanej wyżej pracy z roku 2015, by sprowokować szerszą dyskusję na te, moim zdaniem, absolutnie ważne tematy.

Nie kierowała mną potrzeba schlebiania mi. Chciałbym poznać i inne, odmienne od moich, jeśli takie są, poglądy w tych kwestiach, zastanowić się nad możliwościami i kierunkami zmiany (poprawy) sytuacji. Jest dla mnie zastanawiające i zarazem niepokojące to, że jedyną odpowiedzią jest cisza (!?). A może jest to jeden z kolejnych przejawów wspomnianej w innym miejscu tendencji do nieczytania rodzimych autorów?

Kiedy „brzegowe” warunki wymagane w badaniu ilościowym obejmującym swoim zakresem weryfikację statystycznej istotności nie mogą być spełnione, a także kiedy pojawią się istotne ograniczenia dla zastosowania uproszczonej metody typu ilościowego, wykorzystującej statystyki opisowe, jawi się pytanie o możliwość i celowość stosowania metody typu jakościowego. W tym ostatnim przypadku warto zadbać o możliwie największe spożytkowanie atutów badania typu jakościowego, polegających w szczególności na:

– możliwości elastycznego pogłębienia szczegółowości rozpoznania badanego fragmentu rzeczywistości organizacyjnej;

– możliwości powiększenia zakresu kontekstualizacji rozpoznawanych zmiennych, postrzegania ich w nowym świetle, w nowych relacjach;

– możliwości odkrywania i wyjaśniania mechanizmów funkcjonowania relacji przyczynowo-skutkowych między zmiennymi;

– dostarczaniu przesłanek dla generowania nowych pytań i nowych przypuszczeń stanowiących tworzywo do wstępnej weryfikacji dotychczasowych hipotez lub formułowania nowych.

Kwestie systemowości i świadomości podejścia metodologicznego

Metodologiczna refleksja i będące jej wynikiem rekomendacje odnoszące się do pracy badawczej mogą i powinny obejmować całe spektrum rozwiązań, od najbardziej ogólnych, uniwersalnych, stanowiących integralną część filozofii nauki, poprzez pośrednie, do najbardziej szczegółowych, specjalistycznych. Ów komplet metodologicznych rekomendacji (wytycznych, zaleceń, nakazów) tworzyć powinien swego rodzaju system charakteryzujący się względnie wysokim, oczekiwanym przez zainteresowane podmioty poziomem takich w szczególności cech jak: koherentność z innymi członami filozofii nauki, kompletność, autonomiczność, odporność na deformujące wpływy, spójność, funkcjonalność, stabilność, transparentność, praktyczna użyteczność, intersubiektywna sprawdzalność itd. Aby skutecznie kształtować owe pożądane cechy systemu metodologicznego i racjonalnie je wykorzystywać, po stronie badacza niezbędna jest ich świadomość (świadomość metodologiczna) oraz umiejętność właściwego zakomunikowania (o czym niżej). Zarówno chodzi tu o świadomość stanu wzorcowego systemu metodologicznego na wszystkich jego poziomach, jak i tego, co w danych warunkach jest możliwe oraz w jakim zakresie i w jaki sposób może być implementowane. Ów fakt świadomości metodologicznej badacza powinien być przez odbiorców jego dzieła (beneficjentów, recenzentów, czytelników) dostrzegany i wykorzystywany. Dlatego np. podczas opiniowania projektów badawczych oraz recenzowania dokonań naukowych badaczy stosowne uwagi recenzentów w tej materii są nie do przecenienia.

Kwestie rygoryzmu i komunikowania zagadnień metodologicznych w procesie badawczym

Wzmożonemu zainteresowaniu problematyką metodologiczną w naukach o zarządzaniu towarzyszy narastająca presja (moda) na rygoryzm (by nie powiedzieć fundamentalizm) metodologiczny, przejawiająca się nawoływaniem do bezwzględnego spełniania formalnych, wyśrubowanych wymagań zawartych w rekomendacjach z tego zakresu i koniecznego demonstrowania (expressis verbis) tego faktu. Co do zasady trudno takie tendencje kontestować, ponieważ metodologiczna poprawność (racjonalność) postępowania badawczego, podobnie zresztą jak każdego innego działania człowieka, jest wartością cenną samą w sobie, godną najwyższej ochrony. Ale podobnie jak w wielu innych, złożonych decyzyjnie sytuacjach, troszcząc się o jakość (dobroć) systemu metodologicznego, nie jesteśmy wolni od pewnych ryzyk. Jedno z nich to ryzyko przeszarżowania (w stosunku do potrzeb i możliwości) w skupianiu uwagi na kwestiach metodologicznych, w bezwzględnym, bezwarunkowym przestrzeganiu „reżimu” metodologicznego i nadawaniu mu wysoce sformalizowanego wizerunku, co może odbywać się kosztem zaniedbań (uproszczeń, przemilczeń) w warstwie merytorycznej badania. Mówimy wtedy o „przeroście formy nad treścią”. Co więcej i co gorsza, zjawisku powyższemu nierzadko towarzyszy sytuacja polegająca na tym, iż skupianie uwagi w postępowaniu badacza na formalnych przejawach (znamionach) metodologicznej racjonalności w istocie oznacza nie tylko jej odwrócenie od rzeczywistej poprawności całego systemu przyjmowanych przez badacza rozstrzygnięć, zarówno natury metodologicznej, jak i merytorycznej, ale sprzyja ich wadliwości. Ileż to razy przychodzi nam zmagać się z trudną do zaakceptowania sytuacją, kiedy początkowe koncepcje prac doktorskich i towarzyszące im projekty badań, sądząc po spisie treści, posiadają wszystkie niezbędne elementy, właściwie nazwane i rozmieszczone, bo takie stawia się przed kandydatem wymagania, a w rzeczywistości stanowią eklektyczny zbiór założeń pozbawionych sensu, urągających logice, niespójnych.

A teraz kilka uwag o samym komunikowaniu w sprawach stosowania rygoru metodologicznego. Wspomniałem już o występowaniu powszechnej, silnej presji pod adresem badaczy w tym zakresie. Zjawisko to samo w sobie nie jest złe, pod warunkiem jednakże, że warstwa deklaratywna nie rozmija się z rzeczywistością, że czynione i deklarowane założenia badawcze wynikają z jasnych, akceptowalnych przesłanek, są wystarczająco kompletne, logiczne, spójne. Jak uczy doświadczenie, osiąganie tego stanu rzeczy, w szczególności przez początkujących badaczy, nie przychodzi łatwo. Zdarzało się w moim (naszym „katedralnym”) doświadczeniu poznawać założenia badawcze, które formalnie, deklaratywnie w sposób zwerbalizowany zawierały wszystkie niezbędne elementy, we właściwej kolejności, ale cóż z tego, kiedy między poszczególnymi elementami tych założeń (przedmiot, problem, pytania, cele itd., itp.) w sensie rzeczowym zupełnie się „rozjeżdżały”, brakowało między nimi zgodności, a nawet kierunkowej zbieżności. Dlatego więc na tym etapie rozwoju kariery badacza domaganie się transparentności (jawności) owych założeń i ich weryfikowanie wydaje się rzeczą szczególnie pożądaną. Kwestia ta wyraźnie inaczej wygląda w przypadku badaczy o dużym doświadczeniu i dorobku. Tu, każdy kompetentny czytelnik powinien to przyznać, taki metodologiczny ekshibicjonizm nie jest konieczny. Wytrawny autor, nie stosując, a przynajmniej nie nadużywając, schematycznych terminów odnoszących się do założeń metodologicznych, potrafi tak prowadzić wywód, że czytelnik nie ma cienia wątpliwości co do tych założeń i ich przesłanek.

Słowo końcowe

Podjęty i zrealizowany w tym opracowaniu zamysł względnie holistycznego i krytycznego spojrzenia na istotne, być może najistotniejsze dla powodzenia badań, kwestie związane z wyborami (rozstrzygnięciami) natury metodologicznej w przygotowaniu i prowadzeniu badań w naukach o zarządzaniu skłaniać powinien do refleksji i być może, do podejmowania ze strony badaczy działań pozwalających racjonalizować warstwę metodologiczną procesów i przedsięwzięć badawczych, przeciwdziałać błędom i innym niedoskonałościom utrudniającym przebieg i pogarszającym walory uzyskiwanych wyników badań.

Czy wskazywane w tym materiale krytyczne z metodologicznego punktu widzenia fragmenty przedsięwzięć badawczych zostały względnie dobrze zinwentaryzowane, czy sformułowane w wyniku ich ogólnego, z natury rzeczy, oglądu, kierunkowe sugestie co do możliwości i potrzeb dokonania pewnych reorientacji, korekt itp. znajdują wystarczające uzasadnienie, pozostaje kwestią do dyskusji. Gdyby udało się taką dyskusję w środowisku badaczy wzniecić, kolejny nieartykułowany dotąd cel tego opracowania byłby osiągnięty. A więc zapraszam.

Prof. dr hab. Jan Lichtarski, profesor emerytowany, wcześniej związany z Katedrą Ekonomiki i Organizacji Przedsiębiorstwa Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Przez dwie kadencje członek Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów. Przez wiele kadencji członek Komitetu Nauk Organizacji i Zarządzania PAN.

Wróć