logo
FA 7-8/2023 Felietony

Leszek Szaruga

EjAj

EjAj 1

Źródło: pixabay

AI, ejaj, czyli sztuczna inteligencja, stanowi dla wielu uczonych wcielenie szatana i zagrożenie dla dalszego istnienia ludzkości. Pomijam już dość złożoną kwestię dotyczącą tego, w jakiej mierze narzędzia wytwarzane przez człowieka są nie tylko jego produktami, lecz także przedłużeniem czy udoskonaleniem jego naturalnych organów czy jeszcze bardziej złożone pytanie o to, w jakiej mierze owa sztuczna inteligencja jest sui generis protezą ludzkiego mózgu, lecz, przynajmniej z mojego punktu widzenia, ejaj jest tak samo naturalnym zjawiskiem, jak jest nim sam człowiek, będący jak dotąd najbardziej sprawną poznawczo istotą w znanej nam części kosmosu, która to istota wyewoluowała z materii wyłaniającej się z dziwności wielkiego wybuchu. Innymi słowy, wykreowanie przez człowieka ejaj to kolejny krok w rozwoju jego organizmu, o tyle wszakże odmienny od produkowanych dotąd narzędzi i protez, iż może, choć nie musi się okazać impulsem mutacyjnym.

Tak na dobrą sprawę nie bardzo wciąż wiemy, z czym mamy do czynienia. W każdym razie zdajemy sobie sprawę, że to sygnał zmiany daleko głębszej niż ta, której symbolami są laptopy czy komórki, o których możliwościach nie do końca mamy pojęcie. W przypadku ejaj zagadnieniem, które budzi zarówno nadzieje, jak obawy, jest sprawa jej samoświadomości czy czegoś, co za taką samoświadomość skłoni jesteśmy uznać. Być może zresztą używamy tu pojęcia samoświadomości jako analogii do znanego nam stanu świadomości ludzkiej, choć niewykluczone, że jest to analogia ułomna i należałoby znaleźć dla tego zjawiska jakieś nowe określenie, stworzyć funkcjonalny językowo neologizm. Dotyczy to zresztą także funkcji poznawczych ejaj. Mówienie o tym, że ejaj „się uczy” wydaje się zwodnicze, choć trzeba stwierdzić, że z pewnością jej zdolności kombinatoryczne, czyli możliwość operowania nieosiągalną dla umysłu człowieka bazą danych i kojarzenia ich ze sobą, są bez porównania większe niż człowieka czy nawet zespołów badawczych. Czy jednak oznacza to wyjście poza zaprogramowane przez człowieka reguły i procedury, o tym nie sposób dziś przesądzać, podobnie jak nie sposób stwierdzić, czym miałyby być te nieznane człowiekowi zasady operowania danymi. W każdym razie posługiwanie się tu analogiami może się okazać błędem.

Elon Musk stwierdził, że ejaj stanowi poważne zagrożenie dla przyszłości cywilizacji. Nie brak też głosów stwierdzających, że samoświadoma ejaj może uznać ludzkość za zagrożenie dla siebie i tym samym doprowadzi do jej unicestwienia. Gdy czytam doniesienia na ten temat, czuję się jak w domu: który to już raz pojawia się przed nami katastroficzna perspektywa, której bodaj najpiękniejszym poetyckim wyrazem jest wizja św. Jana na wyspie Patmos, gdzie spisana została Apokalipsa? Przy tym rzecz dotyczy samozagłady, w końcu to ludzkość wykreowała ejaj: czyżby na własną zgubę? I w odpowiedzi odczytuję wiersz Wisławy Szymborskiej Odkrycie: „Wierzę w wielkie odkrycie. / Wierzę w człowieka, który dokona odkrycia. / Wierzę w przestrach człowieka, który dokona odkrycia. (…) Wierzę w sekret zabrany do grobu. / Szybują mi te słowa ponad regułami. / Nie szukają oparcia w jakichkolwiek przykładach. / Moja wiara jest ślepa i bez podstaw”.

Nie wykluczam, biorąc pod uwagę tempo przyspieszenia przemian technicznych, że w dającej się przewidzieć przyszłości będzie możliwe wyposażenie ludzkiej pamięci w nieograniczoną ilość danych dostarczanych za sprawą wszczepiania do mózgu zminiaturyzowanych nośników informacji, co z pewnością jeszcze dodatkowo przyspieszy proces przemian, a być może uda się nawet bezpośrednio podłączyć mózg do internetowych zasobów. O ile pamiętam, Stanisławowi Lemowi podobne pomysły chyba do głowy nie przychodziły. Jeżeli okaże się to możliwe, wówczas zagrożenie ze strony ejaj zostanie w dużej mierze zneutralizowane, lecz z całą pewnością nie zostanie wykluczona swoista odmienność „gatunkowa” samoświadomej ejaj i człowieka, co może, ale wcale nie musi prowadzić do powstawania sytuacji konfliktowych.

Czymkolwiek miałaby być samoświadomość ejaj, nie sądzę, że można będzie to zjawisko traktować tak samo jak samoświadomość człowieka. Będzie ono czymś zasadniczo odmiennym, ale raczej nie doprowadzi to do buntu narzędzia wobec jego wytwórcy. Oczywiście zawsze warto mieć w pamięci bajkę o uczniu czarnoksiężnika, który uruchomił moce, nad którymi nie jest w stanie panować, niemniej przecież mistrz, ów czarnoksiężnik, w końcu potrafi nad wytworzonym chaosem zapanować i przywrócić porządek. Ejaj należy więc chyba traktować – zachowując właściwe proporcje – tak, jak wszystkie dotąd wytwarzane przez człowieka instrumenty i narzędzia, od toporków kamiennych poczynając: służyć mogą działaniom dobrym lub złym, ale właśnie służyć, a nie panować nad ludźmi. Co nie znaczy, że nie warto uruchamiać apokaliptycznych scenariuszy, w końcu do tego służy wyobraźnia, o której, jak na razie, w odniesieniu do ejaj nikt nic nie mówi. Czym mogłaby być?

Wróć