logo
FA 7-8/2022 w stronę historii

Piotr Hübner

Postscriptum

Postscriptum 1

Fot. Stefan Ciechan

Systemowy charakter encyklopedii wynika z idealnych założeń. W praktyce autorskich dokonań każda encyklopedia daleka jest od doskonałości, nie jest też „ostatnim słowem”. Już sama metoda pracy, oparta na ciągłych doskonaleniach encyklopedycznego tekstu oraz uzupełnieniach haseł, prowadzi do wniosku, że „praca nie ma końca”. Trwa więc nawet po wydrukowaniu. W przypadku tej encyklopedii autor dostrzega też inną cechę – niezupełność, która uwidacznia się w efekcie ujęcia systemowego, a nie alfabetycznego.

Komentarze i wyjaśnienia wypada zacząć od prezentacji genezy i metody. Od roku 1999 ukazuje się w miesięczniku „Forum Akademickie” cykl niewielkich objętościowo „Kartek z dziejów nauki w Polsce”. Są adresowane, podobnie jak inne teksty, do środowiska akademickiego. Mają nadane przez red. Grzegorza Filipa – każda z osobna – tytuły redakcyjne. O kolejności przygotowania „Kartek” decydował niemal przypadek: czas dotarcia do źródłowych publikacji, wyjaśniających dany problem. Po dziesięciu latach przyszła pora na pogłębione usystematyzowanie – ciągle uzupełniając, przekształciłem je w artykuły encyklopedyczne. Wszystkie razem wymagały uporządkowania, by nie pozostały „nieciągłymi znaczeniami ciągłej rzeczywistości” (Roland Barthes, La Bruyère: od mitu do literatury, tłum. z jęz. franc. Anna Tatarkiewicz, 1965), właściwsze okazało się ujęcie systemowe, a nie alfabetyczne. Przemawiała za tym tradycja oraz istota nauki.

Systemowy charakter encyklopedii wynika z idealnych założeń. W praktyce autorskich dokonań każda encyklopedia daleka jest od doskonałości, nie jest też „ostatnim słowem”. Już sama metoda pracy, oparta na ciągłych doskonaleniach encyklopedycznego tekstu oraz uzupełnieniach haseł (ucierpiały przy tym, przepisując wielokrotnie tekst, moje dzieci, Mateusz i Milena), prowadzi do wniosku, że „praca nie ma końca”. Trwa więc nawet po wydrukowaniu. W przypadku tej encyklopedii autor dostrzega też inną cechę – niezupełność, która uwidacznia się w efekcie ujęcia systemowego, a nie alfabetycznego. Hasła-artykuły tworzą tylko „wierzchołek piramidy”. Jej rozbudowa, zmierzająca do ukazania podstawy, wymagała podjęcia problemów biograficznych oraz analizy dorobku dyscyplin nauki, zwłaszcza nauk humanistycznych.

Zasięg zmian i ich dogłębność, dokonane przez autora w kolejnym dziesięcioleciu po wydaniu – dzięki dr Ricie Majkowskiej i prof. Jerzemu Wyrozumskiemu – Zwierciadła nauki. Małej encyklopedii polskiej nauki akademickiej (PAU, Kraków 2013), uzasadniają obecnie rezygnację w tytule z określnika „mała”, potrójna objętość zaś przejście na układ wielotomowy. Mając matrycę opublikowanych haseł-artykułów, można było łatwiej dostrzegać konieczność rekompozycji ich układu, uzupełniania luk tematycznych. Ujęcia problemów uległy pogłębieniu i rozbudowie. Kilkaset szczegółowych uzupełnień dawno napisanych haseł wynikało z kolejnych odkryć źródłowych. Encyklopedia polskiej nauki akademickiej osiągnęła wyższy poziom strukturyzacji przedstawianej rzeczywistości. Nadal dominuje – mimo podziałów na hasła-artykuły – perspektywa holistyczna. Osoby, a właściwie osobowości, wpisane są w kontekst społeczny i ideowy, z którego wynika kryterium doboru biografii osób znaczących. Wyrazisty stał się podział na segmenty – pogrupowane tematycznie zestawy haseł artykułów. Są to kolejno: ogólne problemy nauki, personalia, normy i wartości, struktury uczelniane, studia, portrety uczelni, szczeble awansu, towarzystwa naukowe, publikacje, dyscypliny nauki, mecenat i polityka naukowa, fundacje i zasoby nauki, organizacje i życie studenckie, studia i badania na obczyźnie. Do tych segmentów dodane zostały biografie uczonych-organizatorów, ukazujące spersonalizowany obraz nauki akademickiej.

Mimo wyodrębnienia tych segmentów nadal dominuje układ linearny całości, podobnie jak chronologiczne porządkowanie każdego z haseł-artykułów. Większość haseł-artykułów – jeśli ujmują problem rozwojowo – dobiega do przełomu lat czterdziestych/pięćdziesiątych XX wieku, kiedy to władze komunistyczne systemowo zlikwidowały naukę akademicką w Polsce. Obraz tej dekapitacji należy, choć tego byśmy nie chcieli, do zakresu encyklopedii nauki – taka była rzeczywistość. W ideowym i historycznym wymiarze nauka akademicka w Polsce nie ma jednak końca.

Wiązanie rozmaitych rodzajów wiedzy

W tym kształcie encyklopedia ukazuje przede wszystkim kulturę akademicką umiejscowioną w historycznych realiach polskiego „życia nauki”. Tekst każdego artykułu encyklopedycznego był rozbudowywany stopniowo, poprzez wielokrotne uzupełnienia, wprowadzane w miarę odkryć źródłowych i odnajdywania w domowej bibliotece odpowiednich fragmentów dawnych opracowań. Bez stałego obcowania z każdym z haseł-artykułów i wielokrotnego sięgania po książki z parotysięcznej kolekcji tematycznej (z zakresu historii nauki, zwłaszcza historii organizacji nauki polskiej), oprawionej dzięki Jackowi Nijakowi, nie byłoby możliwe powstanie autorskiego dzieła tak bardzo „źródłowego”. Szczególną wagę źródłową mają zobiektywizowane zapisy normatywne ustaw i statutów uniwersyteckich. Podobną wagę miały oficjalne wystąpienia, zwłaszcza inauguracyjne, rektorów. Tą drogą wyznaczano tożsamość nauki akademickiej. Przywołania źródłowe występują z konieczności w najbardziej lakonicznej formie (w nawiasach), nie są to pełne przypisy bibliograficzne, ale odesłania respektujące prawa autorskie osób, które stały się mimowolnymi „współpracownikami” encyklopedii, bądź wskazania źródłowe prowadzące do tekstów normatywnych, dokumentów, autobiografii, wspomnień czy artykułów. Nie mają odesłania źródłowego notoria – fakty czy zdarzenia powszechnie znane bądź dostępne wieloźródłowo. Autor nie stosuje też odesłań do literatury przedmiotu.

Historia nauki powinna być uprawiana systemowo, wynika to z natury nauki. Czynnikiem systematyzującym naukę nie są uczeni, choćby teoretycy czy metodolodzy, nie są dzieła, teoretyczne czy opisowe, czynnikiem tym są działania organizatorskie. Nie tylko uczeni organizują swój warsztat i dyscyplinę. W roli „organizatora” występują też instytucje i towarzystwa naukowe, a nawet ujęte matrycowo dyscypliny. Gdy w XVII wieku filozofia przybrała postać „filozofii naukowej”, a zarazem „podstawy badań naukowych”, okazało się, że występuje „jako system pojęć służących organizacji badań naukowych” (Alfred North Whitehead, Science and the Modern World, 1925, tłum. z jęz. ang. Sławomir Magala). Do tego „wszystkie uniwersytety świata są zorganizowane zgodnie z jej wskazówkami. Nie zaplanowano jeszcze żadnego innego systemu organizacji poszukiwań prawdy naukowej”. Zabiegi organizatorskie są podstawą procesu instytucjonalizacji wiedzy, procesu przekształcania jej w naukę, z czasem akademicką. Michel Foucault stwierdzał (Trzeba bronić społeczeństwa: wykłady w Collège de France, 1976, tłum. z jęz. franc. Małgorzata Kowalska): „Nauka nie istniała przed XVIII wiekiem. Istniały nauki, rozmaite rodzaje wiedzy, istniała też (…) filozofia. Filozofia była właśnie systemem organizowania, a raczej wiązania ze sobą rozmaitych rodzajów wiedzy – i w tej mierze mogła odgrywać faktyczną, rzeczywistą, operacyjną rolę w rozwoju wiedzy (…). Nauka jako dziedzina ogólna, jako dyscyplinarna policja wiedzy, zajęła miejsce jednocześnie filozofii i mathesis” (projekt „uniwersalnej nauki”). Pojawiła się nowa rola uniwersytetu („napoleońskiego”): „pełni przede wszystkim funkcję selekcji, nie tyle ludzi (…), ile rodzajów wiedzy”. W następstwie uformowania nauki akademickiej (tej nazwy Foucault nie stosuje) pozostała „wiedza w stanie dzikim (…) zostaje jeśli nie całkowicie wykluczona, to przynajmniej a priori zdyskwalifikowana”. Efektem jest „zanik uczonego-amatora”, a także „ortodoksji wypowiedzi”, wynikającej z uprzedniego „kościelnego sposobu kontroli wiedzy”.

Prawda i wolność

Tradycyjnie uprawiana historia nauki nie mogła uporać się z nadmiarem opisu wydarzeń ani z dominacją chronologicznych przedstawień biograficzno-bibliograficznych. W układzie: idee – uczeni – dzieła – instytucje, te ostatnio wymienione wyznaczają wzory działania i kierunek rozwoju nauki. Niezmienne idee akademickie pozwalają natomiast ustalić tożsamość nauki – są fundamentem nauki, a nie jej przeszłością. Uczonymi i dziełami usiłowała manipulować kościelna, a następnie państwowa cenzura. Polityczna ingerencja narastała zwłaszcza w sferze idei, także idei akademickich. Rozrastał się etatyzm, prowadzący do tego, że uczeni stali się „pracownikami nauki”, a dzieła „produkcją wydawniczą”. Biurokratyczny aparat administracji rządowej od czasu reform absolutyzmu oświeconego w coraz większym stopniu określał kształt struktur organizacyjnych instytucji nauki, a nawet fundacji i towarzystw naukowych. Mimo tego procesu, podstawą kultury akademickiej pozostają symbole i wartości, a nie – jak to bywa ujęte w monografiach instytucji nauki czy biografiach uczonych – uwarunkowania materialne. Najwyższą wartość w kręgu kultury akademickiej mają prawda i wolność. Prawda wymaga bezkompromisowości poszukiwań poznawczych. Jest to proces twórczy, tylko wtedy powstaje dzieło, które wytrzyma próbę czasu. To poprzez dzieła, a nie uzyskane stopnie, tytuły, godności czy funkcje, przechodzą uczeni do historii nauki. Twórczość to nie upowszechnienie czy popularyzacja wyników badań (też przydatne). Wolność na terenie akademickim wyraża się w swobodzie przemyśleń i wypowiedzi, w wolności nauki i nauczania. To także autonomia organizacyjna uniwersytetów. W ujęciu pragmatycznym akademickie wartości – i odpowiednie działania – ująć można w przykazanie SALUS SCIENTIAE SUPREMA LEX. Wartości są fundamentem, na którym umocowany jest depozyt tradycji akademickiej, jej trwałe dziedzictwo. Nie ma równości w nauce, ani między uczonymi, ani między dziełami, ani między uniwersytetami i akademiami. Obowiązuje – ze względu na tradycję – prawo pierwszeństwa, wyrażające się także w stopniu nabytej swobody działania i dostojeństwa. Nie ma też równości wśród dyscyplin, pierwszą była, i powinna pozostać, filozofia, będąca macierzą wszystkich dyscyplin nauki.

Historia nauki powinna odzwierciedlać rzeczywistość także w najbardziej złożonych wymiarach: tradycji, symboli, wartości. W celebrze akademickiej tkwić powinny głębokie odniesienia. Powinien ukazać się złożony obraz struktur organizacyjnych i ludzi, ich charakter, osobowość, droga do nauki, marzenia, poszukiwania, także błędne, a nawet dzień powszedni. Nie może być historia nauki rejestrem odkryć i wynalazków czy zbiorem biobibliografii.

Królestwo słów i pojęć

Tytułowe zwierciadło nauki wiąże się z kształtem i nazwą wielu dawnych encyklopedii (speculum), ale i z tradycją literacką (Mikołaja Reja Źwyerciadło albo kstałt w ktorym każdy stan snadnie sie może swym sprawom, iako w źwierciadle, przypatrzyć, 1567, wznowienie 1904). Środowisko ludzi nauki i każdy z osobna, po swojemu, może ocenić przeszłość i teraźniejszy stan nauki. Jest też głębsze uzasadnienie potrzeby odzwierciedlania: speculatio to „wyszukiwanie, badanie” prowadzące do obiektywizmu, a nie tylko spekulatywne teoretyzowanie. Nauka, poprzez badania i namysły, odzwierciedla z kolei rzeczywistość społeczno-kulturową i przyrodniczą. Nauka akademicka była uniwersalna, tak ją budowano, ale i charakterystyczna dla poszczególnych krajów ze względu na język i kulturę, a od czasu odzyskania niepodległości także ze względu na ramy organizacyjne. Nie miała jednak granic terytorialnych, choć znacząco oddziaływało kryterium usytuowania badanych zasobów kulturowych i przyrodniczych. Nauka akademicka „polska” była taką ze względu na własną tradycję, mocno powiązaną z cywilizacją rzymską i wartościami chrześcijańskimi, a także z kontekstem historii Polski.

Problemem szczególnym, mogącym sprzyjać błędom odczytu, jest konieczna werbalizacja rzeczywistości, przekładanie jej na słowa. Historia wiedzy wskazuje, że „królestwo słów i pojęć przeminęło, dziś pragnie się kontaktu z rzeczami, ustanawia się zrozumiałe zasady i kieruje się nimi, dzięki czemu idzie się naprzód. Autorytet przestał ważyć więcej niż rozum; to, co przyjmowano bez sprzeciwu jako uznane od dawna, obecnie jest badane, a często odrzucane” (Bernard Fontenelle, Préface à l’Histoire de l’Académie des Sciences de 1666 à 1699, w: Oeuvres tom I, 1758, tłum. z jęz. franc. Krzysztof Pomian, 2010). Jednak słowa i pojęcia przetrwały kryzys racjonalizmu, widocznego zwłaszcza w epoce oświecenia, dzięki wydzieleniu literatury pięknej. Ta nadal sąsiaduje z literaturą naukową, mimo iż od czasu romantyzmu podąża odrębnym traktem. Obie literatury wiąże sfera idei, ujawniana metaforycznie. Hans Christian Andersen wyjaśniał (1858, tłum. z jęz. duń. Bogusława Sochańska): „W najdawniejszych czasach sztuka słowa oddziaływała najsilniej poprzez baśń. Nawet Biblia ubrała prawdę i mądrość w to, co nazywamy przenośniami i porównaniami (…) porównania nie należy odczytywać wedle słów, lecz wedle znaczenia, które w nim leży (…). W ten oto sposób sztuka słowa staje u boku nauki i otwiera nasze oczy na piękno, prawdę i dobro”.

Wedle dewizy The Royal Society „Nullius in verba” („Słowa nic nie znaczą”). Jest to błąd wynikający z wyłączenia „human and arts” z zakresu „science”. Idee i wartości, a także rzeczy, wyrażane są poprzez szczególne słowa – pojęcia. Te znaczą więcej od zwykłych słów, mają szczególne zespoły desygnatów umiejscowionych w nauce. Według Jędrzeja Śniadeckiego: „W naukach do ich dokładności, jasności i postępu, nic się tyle nie przyczynia jak dokładność używanego w nich języka i czyste oznaczenie każdego naukowego wyrazu”. Władysław Mieczysław Kozłowski ustalił (Podstawy logiki czyli zasady nauk, 1916): „Pojęcie (conceptus) nie odpowiada zwykle jednemu przedmiotowi, lecz całej gromadzie (klasie)” desygnatów. Jak ujmował Kozłowski: „Pojęcie jest symbolem (…) licznych wyobrażeń”. Pojęciem (terminem) nazywa „połączenie wyrazu z myślą o rzeczy”. Przy tym pojęcie jest „uboższem w cechy od wyobrażeń, którym odpowiada”. Już scholastycy podkreślali wagę associatie idearum, wzajemnego kojarzenia pojęć. Według Ludwika Flecka (Entstehung und Entwicklung einer wissenschaftlichen Tatsache, 1935, tłum. z jęz. niem. Maria Tuszkiewicz, 1986): „Im bardziej opracowana jest jakaś sfera myślowa, im bardziej zróżnicowana, tym jej pojęcia stają się bardziej zawiłe, współzależne, bardziej się nawzajem definiujące. Stają się splotem logicznie nie do rozdzielenia”. W pracy doktorskiej Władysław Tatarkiewicz zapisał (1910) na początku: „Historia filozofii jest historią odkrywania pojęć”. W przedmowie do zbioru Droga przez estetykę (1972) wnioskował, że „rzeczą najbardziej stałą i powszechną w świecie sztuki są pojęcia i nazwy. Zastępują one w myślach naszych nie tylko poszczególne dzieła, ale też pozwalają wyodrębnić i uwydatnić ich własności, a także wytyczyć granice sztuki, przeprowadzić w nich podziały, segregacje, rozróżnienia”. Można odnieść tę refleksję także do świata nauki. Antoni Bolesław Dobrowolski głosił (Mój życiorys naukowy, 1958): „taka jest nauka, jaki jest system jej pojęć kardynalnych”.

Pojęcia odnoszą się do rzeczywistości: Si res velis percipere, voces ipsas primum scire debes (Jeśli chcesz pojąć rzeczy, musisz najpierw znać same słowa). Uporządkowane zbiory słów tworzą słowniki (lexicon) danego języka. Słowa ujęte sensownie budują zdania – wypowiedzi artykułowane, w ramach których dominują pojęcia-nazwy. Pismo jest zapisem słów, słowa zaś artykulacją myśli. Ta podlega, dzięki słowom, porządkowaniu i analizie teoretycznej. Słowa, a wśród nich znaczące pojęcia, prowadzą do dydaktyki akademickiej. Bez wykładów, ćwiczeń, podobnie jak bez syntez i monografii, a także podręczników, nie byłoby nauki, byłby chaos. Jednak sama dydaktyka w szkołach wyższych – jak chcieli decydenci ministerialni, odłączona od badań – prowadzi do zatraty intelektualnej. Podobnie jak badania, przez decydentów pozbawiane idei i systemu wartości akademickich. Choć uczeni wymierają, choć dzieła idą w zapomnienie, choć struktury instytucjonalne nauki podlegają biurokratycznemu reformowaniu, idee akademickie i ustalone pojęcia pozostają trwałym fundamentem. Przenosi je tradycja, utrwala – poprzez publikacje, celebrę i symbole – w dziedzictwo.

Wróć