logo
FA 7-8/2022 informacje i komentarze

Piotr Kieraciński

Dyscypliny 3.0

Dyscypliny 3.0 1

Rys. Sławomir Makal

Tuż po objęciu urzędu ministra edukacji i nauki dr hab. Przemysław Czarnek zapowiadał utworzenie dyscypliny nauki o rodzinie. Teraz ten pomysł ujrzał światło dzienne w postaci projektu rozporządzenia zawierającego de facto uzupełnienie istniejącego od 2018 r. podziału nauk. Uzupełnienie to jest jednak znacznie poważniejsze niż tylko o jedną dyscyplinę nauki o rodzinie.

Warto przypomnieć historię podziału nauk w Polsce w ostatnich latach. Nie będę sięgał daleko wstecz, ale jedynie do roku 2011, gdy pojawiło się pierwsze ministerialne rozporządzenie w tej sprawie (wcześniej podział nauk ogłaszała w stosownej uchwale Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów). Wtedy to minister nauki prof. Barbara Kudrycka w rozporządzeniu z 8 sierpnia wprowadziła trójstopniowy podział nauk, składający się z 8 obszarów (z tym, że w obszarach nie nadawano stopni ani tytułów naukowych), 22 dziedzin, z tym, że 7 dziedzin występowało tylko jako dziedziny, nie mając „pod sobą” żadnych dyscyplin (a zatem pełniły też rolę dyscyplin, gdyż nadawano w nich stopnie naukowe) oraz 95 dyscyplin. W rezultacie stopnie i tytuły można było nadawać w 102 dziedzinach i dyscyplinach.

Sprawę komplikował system nauk stosowany przy przyznawaniu grantów przez Narodowe Centrum Nauki. Był on zbliżony do tego, którym posługiwała się Europejska Rada Badań Naukowych (ERC), ale nomenklaturowo przekornie odwrotny w stosunku do naszego systemu „narodowego” ustanowionego przez ministra nauki. To istniejący do dziś podział dwustopniowy (ale właściwie trójstopniowy) na 3 obszary i 25 dyscyplin (organizacyjnie są to panele oceniające NCN). W każdym z paneli dookreśla się jednak „dziedziny” wiedzy (które w NCN są znaczeniowo węższe od dyscyplin, wbrew podziałowi ministerialnemu), a tych jest ponad 129, w tym 26 w obszarze nauk humanistycznych, społecznych i o sztuce, 61 w obszarze nauk ścisłych i technicznych oraz 42 w obszarze nauk o życiu. Nie przypadkiem napisałem, że „dziedzin” jest „ponad 129”, bowiem niektóre określone są jako np. „wszystkie dziedziny matematyki, teoretyczne oraz stosowane”, a zatem w jednym określeniu zawiera się wiele „dziedzin”. Ostatnia rubryka podziału nauk NCN jest, jak rozumiem, otwarta, zatem można ją uzupełniać i dookreślać wraz z rozwojem nauki, pojawianiem się nowych tematów i problemów badawczych. Trudno podziałowi NCN wiele zarzucić, bowiem mieści się w nim i sztuka, i teologia. Nie pomija on żadnego ważnego pola badań naukowych, a pozostaje otwarty na rozwój wiedzy. Jest to jednak podział nauk podstawowych, bowiem Centrum z założenia nie finansuje, a zatem też nie interesuje się za bardzo naukami aplikacyjnymi.

Obowiązujący obecnie podział, wprowadzony rozporządzeniem ministra nauki Jarosława Gowina z 20 września 2018 r., miał bazować na podziale Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Ten, podobnie jak podział NCN, ma charakter otwarty, ale w przeciwieństwie do podziału ERC jest nastawiony zdecydowanie na B+R, czyli na nauki stosowane, nawet jeśli uwzględnia klasyczne dyscypliny teoretyczne/podstawowe. Naukę podzielono w nim funkcjonalnie na 6 dziedzin i 42 dyscypliny, z tym że faktycznie dyscyplin dookreślonych jest 36, a pozostałe to dodatkowe „dyscypliny otwarte”, czyli miejsca, do których można wrzucić wszystko, co nie mieści się w zdefiniowanych 36. Nasz podział, który miał bazować na OECD, faktycznie bardzo daleko od niego odszedł, nie tylko wskutek wprowadzenia sztuki i teologii, ale także pominięciu pewnych ważnych i uwzględnianych na całym świecie dyscyplin wiedzy oraz wyodrębnieniu bardzo szczegółowych tematyk badawczych, które na świecie mieszczą się zwykle w szerszych dyscyplinach. Mam na myśli choćby archeologię i astronomię – u nas wyodrębnione w osobne dyscypliny, za granicą zaś zwykle „ukryte” w szerszych dyscyplinach, odpowiednio historii i fizyce. O różnicach między podziałem obowiązującym u nas i podziałem OECD pisałem w artykule Światowo, ale po naszemu (FA 10/2018), który jest dostępny na portalu forumakademickie.pl.

Mamy zatem od jesieni 2018 roku 8 dziedzin: 7 nauki i dziedzinę sztuki. W tychże dziedzinach jest 47 dyscyplin, z tym że nauki teologiczne są jednocześnie dziedziną i dyscypliną. Taki zestaw dyscyplin był ewaluowany (na ostateczne oficjalne wyniki kategoryzacji instytucji naukowych w dyscyplinach nauki wciąż czekamy). Z tego podziału wynikają poważne konsekwencje dotyczące uprawnień do nadawania stopni naukowych oraz finansowania instytucji naukowych, a wiele osób zapewne powie, że konsekwencje są znacznie głębsze – znajduje to choćby odzwierciedlenie w uzasadnieniach dopisania nowych dyscyplin w projekcie najnowszego rozporządzenia w tej sprawie.

W dokumencie ministerialnym, który pojawił się ostatnio, mamy 10 dziedzin nauki, czyli o 2 więcej niż dotychczas, oraz 54 dyscypliny – o 7 więcej niż teraz. Dochodzi dziedzina nauk o rodzinie, w której jest dyscyplina o tej samej nazwie, oraz dziedzina nauk weterynaryjnych z taką samą dyscypliną, a precyzyjnie – z weterynarią. Gdyby zatem rozporządzenie weszło w życie w obecnej postaci, będziemy mieli 2 dziedziny będące równocześnie dyscyplinami. I nie jest to proste dodanie dwóch dziedzin o takim charakterze, bowiem status dyscyplino-dziedziny miałyby stracić nauki teologiczne, gdyż w projekcie rozporządzenia w dziedzinie nauk teologicznych pojawiła się nowa dyscyplina – nauki biblijne, zatem w tej dziedzinie mamy już dwie dyscypliny. Warto zauważyć, że w przypadku weterynarii mamy do czynienia z powrotem do sytuacji z 2011 r., gdy weterynaria była dziedziną i dyscypliną równocześnie. Równocześnie wyodrębnienie weterynarii w osobną dyscyplinę uszczupliło do czterech ich liczbę w dziedzinie nauk rolniczych. Warto przypomnieć, że w podziale z 2011 r. w dziedzinie nauk społecznych istniały nauki o rodzinie, zatem nie jest to całkowite novum w naszym podziale nauk.

W projekcie rozporządzenia znajdujemy 54 dyscypliny nauki, czyli o 7 więcej niż obecnie (to już więcej niż połowa „dawnych” dyscyplin!). Do dotychczasowego zestawu, oprócz już wspomnianych nauk o rodzinie i nauk biblijnych, doszła także w dziedzinie nauk humanistycznych etnologia i antropologia. Ta dyscyplina jest powszechna na świecie i jej brak w zestawieniu z 2018 r. był poważnym tegoż mankamentem. Jak w podziale nauk mogło zabraknąć nauki explicite o człowieku? Trzeba też pamiętać, że antropologia bywa rozmaicie rozumiana: łączy w sobie antropologie kulturową i biologiczną (fizyczną) bądź ogranicza się do antropologii kulturowej. Ta sprawa nie jest w ministerialnym projekcie doprecyzowana, a obie są uprawiane na świecie i w Polsce. Warto wrócić do nauk biblijnych. Na świecie to wyodrębniona dyscyplina, rozumiana szerzej niż tylko jako teologia biblijna. W Polsce właśnie w tym obszarze mamy grupę dobrych specjalistów, publikujących i rozpoznawalnych międzynarodowo. Zatem wyodrębnienie nauk biblijnych motywowane jest tak samo, jak w przypadku astronomii – niedużej w naszym kraju, ale odnoszącej sukcesy międzynarodowe. Jednak w naukach biblijnych z pewnością specjalizuje się znacznie mniejsza grupa badaczy niż w maleńkiej astronomii. W obecnym zestawieniu mamy już jedną dyscyplinę – prawo kanoniczne. Do ewaluacji zgłoszono dorobek nieco ponad 50 badaczy. Czy podobnie będzie z naukami biblijnymi? I jeszcze jedna uwaga. Kilku teologów zwróciło uwagę na to, że to właśnie bibliści podnoszą poziom naszej teologii. Gdy zostaną wyodrębnieni, ta stanie się znacząco słabsza, co może negatywnie wpłynąć na możliwość uzyskania wysokich kategorii.

W dziedzinie nauk inżynieryjno-technicznych doszły 2 dyscypliny: inżynieria bezpieczeństwa oraz ochrona dziedzictwa i konserwacja zabytków. Warto zauważyć, że tym samym zarówno konserwacja, jak i bezpieczeństwo będą polami badań, które pojawiłyby się w naszym podziale nauk w dwóch dziedzinach równocześnie. Konserwacja w dziedzinie nauk o sztuce jako konserwacja dzieł sztuki (jak w podziale z 2018 r.) oraz nauk inżynieryjno-technicznych jako konserwacja zabytków, a bezpieczeństwo w dziedzinie nauk społecznych oraz inżynieryjno-technicznych.

W dziedzinie nauk o zdrowiu w projekcie rozporządzenia pojawia się biotechnologia. Brak tej dyscypliny, która do 2018 r. występowała aż w czterech dziedzinach: nauk biologicznych, chemicznych, technicznych i rolniczych, razi w obecnym podziale. Dlaczego jednak miałaby pojawić się akurat w dziedzinie nauk o zdrowiu? Oczywiście, autor projektu rozporządzenia uzasadnia to tym, że taka dyscyplina istnieje w podziale OECD, a do tego „będzie spójna z polityką rządu w zakresie biotechnologii opisaną w Rządowym Planie Rozwoju Sektora Biomedycznego na lata 2022–2031, z powołaniem Pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów do spraw rozwoju sektora biotechnologii i niezależności Polski w zakresie produktów krwiopochodnych, działalnością Agencji Badań Medycznych oraz realizacją projektu utworzenia polskiego hubu biotechnologicznego”. Zapewne pojawią się, a nawet już są, stanowiska, które postulują, aby to pierwszy człon nazwy „biotechnologia” zadecydował o przynależności tej dyscypliny do dziedziny nauk biologicznych.

W dziedzinie nauk społecznych w projekcie pojawiają się stosunki międzynarodowe, co uzasadnia się potrzebą takiej dyscypliny dla rozwoju kadr, w tym na potrzeby działalności dyplomatycznej. Taka dyscyplina istniała wcześniej, nie jest zatem niczym szczególnym jej powrót do i tak niekonsekwentnego podziału. Czy jednak trzeba te niekonsekwencje pogłębiać?

Piotr Kieraciński

Dyscypliny interdyscyplinarne

Projekt rozporządzenia w sprawie dziedzin nauki i dyscyplin naukowych oraz dyscyplin artystycznych oznacza jeszcze dalsze niż obecnie odejście od systemu OECD, który miał stanowić wzorzec dla naszego krajowego podziału nauk. Będzie to miało konsekwencje dla struktury instytucji naukowych, gdyż zapewne szybko pojawią się jednostki zagospodarowujące „nowe” dyscypliny badawcze. Wkrótce zgłoszą się naukowcy z wnioskami o przypisanie ich do nowych dyscyplin, a wówczas te wystąpią o ewaluację i przyznanie kategorii naukowych, co może skutkować przyznaniem uprawnień do doktoryzowania i habilitowania, a w rezultacie zmianami w szkołach doktorskich. Niektóre postulowane nowe dyscypliny będą bardzo małe. Już teraz kilka dyscyplin jest tak wąskich, że nie ma mowy o uniknięciu konfliktu interesów przy recenzowaniu dorobku naukowego. Zapewne po wejściu w życie rozporządzenia w obecnej formie w kilku dyscyplinach będzie to jeszcze trudniejsze. W wyniku konsultacji społecznych mogą pojawić się propozycje dodatkowych dyscyplin, a niekonsekwencje naszego systemu łatwo pozwolą uzasadnić ich wprowadzenie.

Warto przyjrzeć się krytykowanym często naukom o rodzinie. To faktycznie interdyscyplinarny obszar badań, bowiem rodzina może być badana różnymi metodologiami, w różnych aspektach, a rezultaty takich prac będę komplementarne wobec siebie. Tylko łącznie będą dawały pełny obraz tej wbrew pozorom skomplikowanej struktury społecznej i formy funkcjonowania człowieka. Tylko w ten sposób możemy naprawdę poznać fenomen rodziny. Tego rodzaju badania i wiedza są nam niezbędne. Musimy rozumieć, jak funkcjonuje i jak powinna funkcjonować ta wyjątkowa pod każdym względem forma więzi społecznej, która nasze ludzkie społeczeństwa konstytuuje, zapewnia ludziom sensowne warunki przetrwania i rozwoju, daje możliwości, jakich nie daje żadna inna forma organizacji społecznej. Wydaje się być najkorzystniejszym środowiskiem dla wszechstronnego rozwoju człowieka, a na dodatek wydaje się być formą naturalną, która wyewoluowała historycznie, a zatem – ekologiczną. Podziały nauk, które znamy z praktyki, także ten NCN-owski, dalekie są od standardów metodologicznych w sensie metodologii nauk. Zatem także i dyscyplina, która posługuje się tak rozmaitymi metodami naukowymi jak badania nad rodziną, może w tym podziale z powodzeniem funkcjonować. Co więcej, funkcjonowanie na pograniczu wielu dyscyplin otwiera najszersze perspektywy badawcze. Na pewno współczesny kryzys rodziny i próby jej antyekologicznego i antyhumanistycznego redefiniowania wymagają podjęcia szerokich i obiektywnych badań nad tą sferą funkcjonowania człowieka i społeczeństwa. Czy jednak utworzenie odrębnej dyscypliny, budzącej tyle sprzeciwu w społeczności akademickiej, będzie najlepszym rozwiązaniem? Może lepiej byłoby, aby zamiast tego powstały szerokie, interdyscyplinarne, dobrze finansowane, wieloletnie narodowe czy ministerialne programy badań nad rodziną, w których miejsce dla siebie znaleźliby specjaliści z różnych dyscyplin i instytucji naukowych?

Nowy podział nauk otwiera drogę do dalszych zmian, wprowadzania coraz to nowych dyscyplin. Wciąż nie uwolniliśmy się od patrzenia na naukę z indywidualnego punktu widzenia, nie liczącego się z interesem publicznym. Warto tu przywołać wystąpienie prof. Ryszarda Nycza na ostatnim kongresie polonistów, w którym postulował on powołanie dyscypliny „polonistyka” czy „filologia polska”. Na pewno z punktu widzenia narodowego, państwowego miałoby to sens, zwłaszcza w perspektywie pedagogiki państwowej. Na uniwersytetach brytyjskich i amerykańskich funkcjonują takie dyscypliny, jak English Studies czy Polish Studies. Skoro uznajemy je – te uczelnie – za tak doskonałe, to może także to być argumentem za tworzeniem takiej dyscypliny. Pamiętajmy, że na kilku poważnych uczelniach w Polsce przetrwały jednostki polonistyczne, zwykle jako filologie. „Polonistykę” można by potraktować szerzej jako studia nad językiem i kulturą (nie w oderwaniu od historii) polską.

Piotr Kieraciński

Wróć