logo
FA 7-8/2022 felietony

Leszek Szaruga

Cywilizowane życie w dziczy

Cywilizowane życie w dziczy 1

Fot. Stefan Ciechan

Z przyjemnością doprawioną dozą zazdrości oglądam reporterski serial o ludziach wybierających życie w „dziczy”, czyli w ostępach północnych krain Ameryki, z dala od „cywilizacji”, skazanych – przynajmniej w dużej mierze – na siebie samych. Jedni z nich to doświadczeni samotnicy, inni znów to młodzi ludzie, którzy dopiero się sprawdzają w tych dość surowych okolicznościach przyrody. Wszyscy oni muszą zadbać o siebie, o swój minimalny komfort, o wyżywienie, a są przy tym zależni od rytmu natury i jej kaprysów.

Oczywiście naiwny nie jestem i wiem, że skoro oglądam kolejne odcinki relacjonujące ich historie, to przecież zdaję sobie sprawę z faktu, że samo to wszystko się nie filmuje i że towarzyszy temu doświadczona ekipa fachowców, co pozwala nie tylko na pozyskiwanie obrazów „z życia”, lecz także na pokazywanie za pośrednictwem dronów szerszych planów czy pokazywanie ujęć podwodnych i raczej mogę mieć pewność, że nawet dramatyczne sytuacje tu odtwarzane mają w końcu swój happy end, a całość reportażu jest wynikiem pracowitej obróbki technicznej i montażu, dokonywanych już po zakończeniu prac. Wiem zatem, że mam do czynienia ze swego rodzaju „manipulacją”, która, pokazując pozornie „realistyczny” obraz, jest w gruncie rzeczy rodzajem iluzji sprzedawanej szerokiej publiczności przez producentów. Nie ulega też wątpliwości, że spora ilość pokazywanych obrazów „z życia” – choć zapewne nie wszystkie, część bowiem nagrywa się spontanicznie, niejako przy okazji – to scenki kunsztownie zaplanowane i wyreżyserowane. Kulis świata przedstawionego oczywiście nie widzimy, a najczęściej po prostu nie mamy o nich pojęcia.

Nie znaczy to jednak, że to, co oglądam, nie jest prawdziwe. Ci ludzie przecież rzeczywiście żyją w surowych warunkach, w dodatku czynią to z własnego wyboru, na który wpływ ma między innymi chęć wyizolowania się z życia „w tłumie”, dążenie do spowolnienia tempa i wyciszenia. To właśnie czyni z nich obiekty dla reporterów atrakcyjne, ci bowiem wiedzą, że rzecz się dobrze sprzeda wśród tych, którzy nie są, dla wielu przecież przyczyn, skłonni do porzucenia tapczanu z widokiem na telewizor, a przecież jakoś tam tęsknią do natury.

Jest natomiast w tych reportażach wątek, który wydał mi się szczególnie interesujący. Otóż poza tym, że ich bohaterowie to ludzie, którzy muszą, by przeżyć w tych warunkach, posiąść wiele umiejętności – nauczyć się drwalki, myślistwa, w tym tropienia, rybołówstwa, budowy różnych pomieszczeń gospodarskich, ale też stawiania kominów – dość dobrze znają prawo i, przynajmniej w obecności kamery i mikrofonów, demonstrują jego przestrzeganie: wiedzą co i kiedy wolno im ściąć, ale też kiedy i na jakie zwierzęta polować. Część z nich zresztą, będąc potomkami ludów zamieszkujących kontynent przed opanowaniem go przez Europejczyków, pragnie przez ten sposób życia utrwalać swe tradycje, które zresztą przekazują następcom choćby wtedy, gdy ściągają dzieci i wnuki w okresach wakacyjnych z miast, w których one na co dzień przebywają. I znów: jak dalece jest to jedynie gra dla widzów telewizyjnych spektakli, na ile zaś autentyczna troska o kultywowanie niszowego wszak już dzisiaj stylu bycia w świecie? Nie sposób tego rozstrzygnąć, ale jednocześnie właśnie te reportaże dokumentują coś, co wcześniej nie było szczególnym przedmiotem uwagi.

A jednocześnie widzami tych dokumentów stają się ludzie, dla których ich oglądanie jest rodzajem rozrywki, sposobem spędzania wolnego czasu i którzy w życiu swoim, poza ogrodem zoologicznym, nie mieli okazji zetknąć się z dziką zwierzyną, nie mówiąc już o jej zabijaniu i sprawianiu, i dla których też – zanurzonych w informacjach o zmianie trendów artystycznych, śledzących coraz gęściej napływające informacje z kosmosu czy, by przy tym pozostać, oddających się spekulacjom ze sfery logiki – ten świat jest swoistą egzotyką. I fascynuje mnie możliwość takiego – innego niż przed stu laty, gdy źródłem takiej wiedzy były jedynie literatura i gazety – przenikania się różnych światów, ich specyficznego współistnienia, co sprawia, że żyjąc, jak w Polsce, w wysoce rozwiniętym cywilizacyjnie obszarze, mogą jednocześnie doświadczać tego, co jest udziałem ludzi żyjących w przestrzeni dzikiej, nieuporządkowanej na ludzki sposób natury, która wszak owej cywilizacji była kolebką.

Autorzy tych reportaży fundują swym odbiorcom podróż w czasie, nieco inną od tej, jaką proponują twórcy filmów historycznych – ale i fantastycznonaukowych – których bohaterowie, przebrani w kostiumy aktorzy, grają postaci, którymi nie są. Tutaj mamy do czynienia z postaciami autentycznymi, żyjącymi obok nas, świadomymi swego oddalenia od naszego świata, z którego dobrodziejstw, gdy zachodzi potrzeba, jednak korzystają, kupując najpotrzebniejsze narzędzia czy lecząc się w miejskich szpitalach, ale jednocześnie starając się wobec niego zachować jak największy dystans. Być może te reportaże to lekcje przetrwania w warunkach braku otaczającego nas niszczącego cywilizację nadmiaru komfortu.

Wróć