logo
FA 7-8/2021 informacje i komentarze

Rozmowa z dr. hab. Przemysławem Czarnkiem, ministrem edukacji i nauki

Musimy wyrównać szanse

O akademiach, finansowaniu i konsolidacji uczelni, wolności akademickiej i ewaluacji

W projekcie nowelizacja Prawa o szkolnictwie wyższym i nauce pojawił się zapis o możliwości przekształcenia uczelni zawodowych w akademie praktyczne. Czego się pan spodziewa po takim rozwiązaniu?

To rozwiązanie dotyczy publicznych uczelni zawodowych i części uczelni niepublicznych. Te pierwsze stanowią niezwykle ważne ośrodki naukowe i kulturalne w stosunkowo niewielkich miastach, dawnych wojewódzkich, chcemy je wzmocnić. Akademia, być może nauk stosowanych – taki był postulat państwowych wyższych szkół zawodowych – to pewnego rodzaju nobilitacja, a poza tym chodzi nam o uprawnienia do kształcenia nauczycieli, których w przyszłości w wielu miejscach w kraju może brakować. Uczelnie niepubliczne, ta część, która będzie spełniała kryteria, przedstawione w nowelizacji, działa przez co najmniej dziesięć lat na trudnym rynku, pokazała, że coś znaczy, że nie powstała z przypadku. Przez kilkanaście lat utrzymywały się na rynku, kształcąc bez pomocy państwa, więc dajmy im szansę na miano akademii.

Wymogi uzyskania takiej nazwy nie są wygórowane.

Zastanawialiśmy się nad tym i doszliśmy do wniosku, że takie, jakie proponujemy, będą odpowiednie. Wydaje się, że są adekwatne do możliwości.

Tylko 250 studentów?

Tak, w tym przynajmniej sto osób w trybie stacjonarnym. Ale także dziesięć lat na rynku i pozytywne oceny PKA, które są kluczowe. Nie będzie przypadkiem, gdy jakaś uczelnia publiczna czy niepubliczna stanie się akademią praktyczną.

Czy to nie oznacza końca publicznych uczelni zawodowych?

Nie, gdyż te uczelnie pozostaną takimi, jakimi są, zmieni się tylko nazwa, która będzie bardziej prestiżowa zarówno dla pracowników, jak i studentów, ale też podkreśli, oprócz charakteru, także poziom kształcenia w tych uczelniach. Trzeba powiedzieć, że one utrzymają zawodowy charakter; i nawet nie próbują tego zmieniać. Co więcej, w obszarze tego typu kształcenia prestiż powinien być większy, bo na kształcenie branżowe, profesjonalne stawiamy.

Czy zmiana nazw wpłynie na finansowanie tych uczelni?

Rozmawiamy na ten temat; chcielibyśmy poprawić finansowanie wyższych uczelni zawodowych, czyli akademii praktycznych, czy też może nauk stosowanych. Nie chodzi tylko o kształcenie studentów na wysokim poziomie, ale także o prestiż ośrodków, dla których owe uczelnie są centrami kultury, ważnymi ośrodkami intelektualnymi, niezastąpionymi w tej roli w miejscach, w których działają. Na razie jednak w obecnej nowelizacji nie ma połączenia tego awansu z finansami.

Czy minister nie ma dość instrumentów, by przeciwdziałać łamaniu wolności akademickiej?

Nie ma żadnych…

Są rzecznicy dyscyplinarni ministra i komisja dyscyplinarna.

To nie o to chodzi. Nie w tym rzecz, żeby sprawa naukowca, który wyraził swoje przekonanie, trafiała do komisji dyscyplinarnych i po kilku latach się kończyła. Chodzi o poczucie bezpieczeństwa, o wolność słowa i badań naukowych. Są one łamane nagminnie, a minister nie ma żadnych możliwości reakcji. Łamane są jednak tylko po jednej stronie sporu światopoglądowego. Mamy postępowania wyjaśniające i dyscyplinarne tylko wobec konserwatystów, a przecież inni opowiadają tyle nienaukowych głupot! Wówczas jednak nie wszczyna się żadnych postępowań wyjaśniających ani dyscyplinarnych. I ja nie chcę wszczynać żadnych postępowań, ale chcę zabezpieczyć wolność wypowiedzi dla wszystkich, także dla tej strony, którą uważam za wyraźnie dyskryminowaną. Chodzi o to, żeby także ci badacze, którzy myślą w sposób tradycyjny, nie bali się mówić, co myślą i publikować wyników swoich dociekań w obawie przed wszczynaniem bez ich wiedzy postępowań wyjaśniających, a potem dyscyplinarnych. Dziś tej ochrony nie ma. To, co proponujemy, to instrument prawny, który będzie regulował te sprawy po wejściu w życie odpowiedniej nowelizacji Prawa o szkolnictwie wyższym i nauce.

Czy spodziewa się pan, że te przepisy wejdą w życie od października?

Jest taka szansa, że zacznie obowiązywać od nowego roku akademickiego.

Jak pan patrzy na miękkie formy konsolidacji uczelni, czyli związki i federacje?

Na pewno nie będę zmuszał nikogo do tworzenia tego typu związków, natomiast widzę zalety takiej współpracy uczelni. Jestem pełen podziwu dla sposobu, w jaki związek uczelni działa w Gdańsku. Uniwersytet Gdański, Politechnika Gdańska i Gdański Uniwersytet Medyczny stworzyły tam Związek Uczelni w Gdańsku im. Daniela Fahrenheita, aby zapewne w przyszłości utworzyć federację, a potem może jeden wielki uniwersytet Fahrenheita. Tam w zasadzie nie ma przeciwników konsolidacji, wszyscy sobie wyjaśnili, że to połączenie im się opłaca. Gdańsk stanie się w ten sposób jednym z najważniejszych ośrodków naukowych w Polsce.

Na razie mamy w praktyce tylko jedną federację, założoną przez uczelnie niepubliczne należące do TEB Academia.

To jest niezwykle trudny proces. Trzeba przekonać do tego uczelnie, ich pracowników. Nie możemy nikogo do tego typu działań zmuszać, ale możemy wspierać środkami, którymi dysponuje minister.

W świetle PSWN federacja dotyczy tylko nauki i doktoratów; ani ona, ani związek uczelni w zasadzie niewiele daje uczestnikom tego procesu.

To jest problem, który trzeba będzie przemyśleć i ewentualnie rozwiązać przy kolejnej nowelizacji ustawy. Na razie zbieramy na ten temat uwagi, m.in. z Gdańska. Taka nowelizacja techniczna będzie kiedyś miała miejsce. Związana będzie m.in. z awansami i funkcjonowaniem Rady Doskonałości Naukowej, która zgłasza do ministerstwa szereg uwag z obszaru swojej aktywności.

Jak pan ocenia stan finansów uczelni publicznych?

Jest zdecydowanie lepszy niż dziesięć lat temu. Nakłady w tym okresie znacząco wzrosły, a gdy skojarzymy to ze spadkiem liczby studentów, zobaczymy całą skalę zjawiska. Nakłady na jednego studenta wzrosły bodaj o 300%. Mimo to mam świadomość, że musimy starać się o wzrost finansowania uczelni i nauki w ogóle, także na inwestycje, zwłaszcza w takich ośrodkach jak Szczecin, Lublin, Rzeszów, czyli mniejszych, które nie skorzystały z takich dobrodziejstw, jak większe miasta i uczelnie takie, jak UJ, który otrzymał około miliarda złotych na nowy kampus, jak UW, który ma takie same środki zagwarantowane na rozwój swojej bazy, czy jak UAM, który otrzymał znaczące środki na Kampus na Morasku. Teraz musimy wspomóc znacząco rozwój mniejszych ośrodków. Rozmawiamy z rektorami, staramy się pozytywnie odpowiadać na składane wnioski inwestycyjne.

Co pan sądzi o algorytmie rozdziału subwencji? Mam wrażenie, że subwencja wzrasta teraz w miarę równo i nie ma różnicowania, które zapewniał algorytm?

Myślę że obecny model podziału subwencji jest odpowiedni.

Czy ocenia pan finansowanie instytucji badawczych na podstawie algorytmu jako sensowne, czy widzi pan inne sposoby realizacji tego zadania państwa?

Przede wszystkim widzę konieczność wzmocnienia uczelni umiejscowionych poza wielkimi ośrodkami akademickimi, jak Warszawa, Kraków czy Poznań. Musimy wszystkim dać jednakowe szanse, wyrównać je. Naprawdę mamy wiele potrzeb w ośrodkach mniejszych, gdzie również nie brakuje naukowców i dydaktyków kształcących i prowadzących badania na wysokim poziomie. Widzę też konieczność zmiany funkcjonowania Narodowego Centrum Nauki, gdyż w tej chwili ok. 80% środków grantowych trafia do kilku dużych ośrodków akademickich. Nie jest to wykładnią tego, że aż tyle znakomitych badań prowadzi się w tych ośrodkach, ale pewnych nietrafionych zasad rządzących przyznawaniem środków grantowych NCN. Będziemy mocno zastanawiać się wraz z Radą NCN nad tym problemem. Zachęcają nas do tego uczelnie z całej Polski.

Czy zdecydowany nacisk na uczelnie regionalne należy kojarzyć ze zrównoważonym rozwojem kraju?

Również. Jestem zwolennikiem równej konkurencji w nauce. Nic nie robi tak dobrze w życiu społecznym, gospodarczym, a także w nauce, jak zdrowa, na równych prawach konkurencja. Jeśli jej nie będzie, to trzy-cztery ośrodki akademickie będą dobrze finansowane, a pozostałe dostaną grosze i nie będą mogły się należycie rozwijać, a to jest potrzebne krajowi jako całości, ale przede wszystkim poszczególnym miastom, województwom. Zrównoważony rozwój powinien polegać także na tym, że uczelnie z Białegostoku, Lublina i Zielonej Góry mogą rozwijać się na tych samych zasadach, jak te z ośrodków metropolitalnych.

Mimo wzrostów nakładów, wciąż jesteśmy daleko za europejską średnią, nie mówiąc o czołówce.

Potrzebujemy zwiększenia nakładów na naukę – już to powiedziałem – ale także innego ich podziału. No i potrzebujemy środków na infrastrukturę w mniejszych ośrodkach, w których naukowcy powinni mieć takie same szanse, taki sam dostęp do najlepszej aparatury, jak badacze z dużych uczelni i ośrodków akademickich. Tylko w zeszłym roku rozdzieliliśmy pól miliarda złotych na inwestycje w obszarze badań medycznych. Tak samo będziemy robili nadal – korzystając ze środków KPO wzmocnimy także mniejsze ośrodki.

Czy potrzebujemy więcej uczelni? Mamy ich ponad 300, a powstają nowe, np. uczelnia dla Ministerstwa Sprawiedliwości czy Collegium Intermarium. Ta druga jest uczelnią niepubliczną, zatem może ministerstwo mniej interesować.

Zdrowa konkurencja na rynku nauki nikomu nie zaszkodzi.

Co z reformą PAN? Jak pan ocenia propozycję zespołu kierowane przez prof. Pawła Rowińskiego?

Jest to jeden z naszych priorytetów, ale nie na najbliższy czas. Musimy tę kwestię dokładnie przedyskutować.

Jak do reformy PAN ma się koncepcja Programu Kopernikańskiego?

Nijak się nie ma. Wątpliwości, które są podnoszone, dotyczą kwestii finansowych, ale na razie nie mają żadnych podstaw w rzeczywistości. Program Kopernikański jest gotowy, to część Polskiego Ładu i będziemy go realizować w odpowiednim czasie.

Czy przygotowania do ewaluacji są zakończone i może pan zapewnić, że nie nastąpią już żadne zasadnicze zmiany w tym zakresie, czyli także w rozporządzeniu ewaluacyjnym?

Jesteśmy już na końcowym etapie przygotowań do ewaluacji i na pewno nie czas na jakiekolwiek zmiany. Doprecyzujemy tylko samo rozporządzenie w ramach istniejącej delegacji ustawowej.

Czy może pan zapewnić środowisko akademickie, że pojawią się programy osłonowe dla studentów i doktorantów uczelni, które w wyniku ewaluacji utracą prawa akademickie?

Oczywiście. Nie możemy ich zostawić bez zabezpieczenia, bez pewności, że mogą bezpiecznie dokończyć studia, doktoraty.

Czy powołanie dyscypliny „nauki o rodzinie” nie zaburza metodologicznie – w końcu chodzi o badania interdyscyplinarne – i tak już rozdętej listy dyscyplin? Czy nie lepiej byłoby powołać strategiczne programy finansowania badań nad rodziną?

W dobie postępującego kryzysu rodziny potrzebujemy pogłębionych i zakrojonych na szeroką skalę badań nad rodziną. Ilość głupot na temat rodziny, małżeństwa, prokreacji, płci jest przerażająca. Dlatego uważam, że utworzenie nauk o rodzinie jako odrębnej dziedziny jest bardzo dobrym rozwiązaniem.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Wróć