logo
FA 7-8/2021 informacje i komentarze

Jarosław Bosy

Federacja międzynarodowa?

Prof. dr hab. inż. Jarosław Bosy, rektor Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, mówi o pozytywnych i negatywnych uwarunkowaniach konsolidacji uczelni.

Ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym, czyli poprzednia ustawa, dała możliwość powoływania związków uczelni, ale nie określała celów tych związków, nie było też prawnych mechanizmów ich funkcjonowania. Takie związki działają, a właściwie trwają, w kilku ośrodkach, niektóre już blisko dziesięć lat, ale nie bardzo wiadomo, co tego rodzaju miękka konsolidacja wykreowała, jaka jest wartość dodana takich bytów. Kłopotem jest odpowiedź na pytanie, po co tworzyć związek. Czy ma on poprawić funkcjonowanie uczelni „związkowych”, czy chodzi o rankingi krajowe, a może widoczność międzynarodową? W żadnym z tych obszarów nie ma wyraźnych korzyści dla uczelni, które tworzą związek. Funkcjonowanie tego prawa to był czas na to, żeby przeprowadzić dyskusje, przyjrzeć się sobie bliżej, ale niejako z góry, przez pryzmat związku. Taką rolę spełniła tzw. Deklaracja Pawłowicka we Wrocławiu. To był projekt powołany na poziomie rektorów i w tym gronie akceptowany w pełni. Działało to także na poziomie senatów – powołano zespoły, które miały analizować sytuację w różnych obszarach działalności uczelni. Im dalej w dół, tym niższy był poziom akceptacji dla konsolidacji. To był mechanizm top-down, który – generalnie – nie zadziałał. Tym samym nie miało to szans rozwoju i przetrwania. Teraz każdy ośrodek akademicki kreuje własny model współpracy i ewentualnej konsolidacji.

Związek uczelni w Gdańsku jest ciekawym założeniem, bo trzy uczelnie, które go tworzą, są komplementarne względem siebie, nie rywalizują, ale się uzupełniają, będą się wzmacniać. Skala 50 tys. studentów też jest akceptowalna z punktu widzenia zarządzania, ale także pod względem siły wpływu związku. To się może udać, o ile ludzie znajdą ze sobą wspólny język i wspólny interes. Te uczelnie dotychczas sobie nie przeszkadzały, czasami nawet współpracowały – najciekawszym przykładem współpracy jest Międzyuczelniany Wydział Biotechnologii – nie konkurowały ani o studenta, ani na rynku naukowym. Czy znajdą wspólny interes? Co mogą osiągnąć razem? To ciekawy przykład, gdy w związku nie ma wyraźnego lidera, jest trzech partnerów.

Inna sytuacja jest np. w Krakowie czy Poznaniu, a także we Wrocławiu. Tam są silni liderzy, czasami aż dwóch w ośrodku. W Poznaniu wyraźnym liderem był i jest UAM. Można tamtejszą propozycję federacji potraktować jako powrót do źródeł Uniwersytetu Poznańskiego, co nie dotyczy jednak Politechniki Poznańskiej, też silnej, choć mniejszej uczelni. To będzie próba federalizowania silnych uczelni o mocnych tożsamościach. Konsolidacja w tej sytuacji wymaga wielu lat pracy, ale idea jest bardzo ciekawa. We Wrocławiu mamy zupełnie inną sytuację, bo liderów jest dwóch: Uniwersytet Wrocławski i Politechnikę Wrocławską; podobnie jest w Krakowie czy Warszawie. Konsolidacja – związek, federacja, pełna konsolidacja – musi dać wartość dodaną. Każdy członek takiej grupy musi na tym zyskać; to powinno być działanie, które każdemu przynosi satysfakcję i korzyści.

Myśląc o federacji uczelni Wrocławia, proponowałbym ujęcie jej w kontekście międzynarodowym, a naszymi najbliższymi sąsiadami zagranicznymi są uczelnie w Dreźnie i Pradze. Stworzenie federacji wewnątrz miasta nikomu chyba nic nie da. Zupełnie inaczej, gdybyśmy stworzyli federację międzynarodową.

Federacja, według Prawa o szkolnictwie wyższym i nauce, czyli aktualnej ustawy, ogranicza się do badań i doktoratów. Tymczasem uniwersytet jest po to, żeby kształcić. Ograniczenia ustawowe w gruncie rzeczy nie pozwalają nam kształcić wspólnie. Takie kształcenie musi kończyć się dwoma dyplomami, a nie jednym, wspólny dyplomem. Zmiany legislacyjne powinny iść w tym kierunku, żeby skupić się na możliwości wspólnego kształcenia. Konsekwencją będą bardziej interdyscyplinarne tytuły zawodowe i w konsekwencji doktoraty. Naszą słabością jest także to, że doktoraty robią u nas nasi absolwenci. Wciąż kręcimy się w kółko. Mamy tak ustawiony system, że to nasz magister jest najlepszym kandydatem na doktora. Po co nam poszukiwać kandydatów po całej Polsce czy świecie, skoro mamy go u siebie? To należałoby zmienić i forma federacji może w tym pomóc.

Na marginesie, nie uważam, że lepszy doktorat z geodezji zrobi geodeta, bo mam już doświadczenie, że znakomity doktorat naukowy z geodezji może zrobić matematyk. Tu nie są potrzebne kompetencje zawodowe, ale szeroka naukowa perspektywa, dobry pomysł i odpowiednie narzędzia. W konsekwencji doktoraty mogą być interdyscyplinarne. Inaczej jest w przypadku doktoratu wdrożeniowego – to jest doktorat zawodowy, zatem ważne są kompetencje zawodowe.

Wracam do konsolidacji: chodzi o to, żeby kandydatów na doktorów pozyskiwać z szerszego rynku, ale z obszaru pewnego zaufania, a takim obszarem mogą być sfederowane uczelnie z różnych krajów, ale z w miarę bliskiego sąsiedztwa. Musimy zmienić model kariery naukowej i federacje mogą temu sprzyjać. Gdy robiliśmy we Wrocławiu w ramach KNOW pierwsze wspólne studia doktoranckie, założenie było proste: doktorant musi mieć dwóch promotorów, jeden może być z zagranicy. Chodzi o to, aby odwrócić proces: gdy uczelnie są sfederowane, to doktorant może wybierać, w jakiej dyscyplinie lub wręcz w dziedzinie chce korzystać z zasobów infrastrukturalnych i ludzkich wewnątrz federacji.

Potrzeba konsolidacji uczelni ma związek z przyszłością młodych ludzi, którzy z tych naszych rozproszonych uczelni po prostu uciekną. Jednak duża, rozpoznawalna w świecie uczelnia – np. w postaci federacji, zwłaszcza międzynarodowej – mogłaby być dla nich atrakcyjna jako miejsca studiów, pracy. Trzeba mocno pracować nad tym, aby nasze uczelnie były europejskie, lecz nie tylko w sensie przynależności do tzw. uniwersytetów europejskich, tylko poprzez wspólne, europejskie atrakcyjne programy badawcze. Na dziś nie mamy dobrego rozwiązania prawnego, które prócz możliwości federalizowania się uczelni zawierałoby zachętę i gwarancję stabilności. Perspektywa stabilności musi dotyczyć kilkudziesięciu lat, a nie dwóch czy trzech. To jest jak ze ścieżką z NCN do NCBR. Wszyscy mówią, żeby tą ścieżką iść, ale nie bardzo wiadomo po co.

Notował Piotr Kieraciński

Wróć