logo
FA 7-8/2020 felietony

Piotr Müldner-Nieckowski

Kilka uwag o błędzie

Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z wydawnictwem uczelnianym, byłem zdumiony postawą jego dyrektora, który powiedział, że prace naukowe, a szczególnie te związane ze stopniem naukowym (chodziło o habilitację), nie mogą (sic!) być redagowane, ponieważ naukowiec musi znać język, a jeśli go nie zna, to nie zasługuje na miano uczonego. Autor taki nie ma nic do roboty w wydawnictwie uczelnianym. Niech sobie szuka innego.

Na szczęście osoba ta już nie pracuje, ale wiem, że pracowała długo i miała wpływ na dyrektorów innych podobnych placówek w całym kraju. Teza, którą pan dyrektor rozprowadzał między znajomymi wydawcami, polegała na myleniu trzech dużych sfer pojęciowych. Pierwsza jest ekonomiczna: im mniej redagowania, tym tańszy nakład. Druga to pogarda do tych, którym udaje się osiągnąć więcej niż magisterium, zwana także zawiścią.

Trzeci czynnik, moim zdaniem najważniejszy, to nieznajomość istoty (definicji) i natury (sposobu istnienia) błędu. Errare humanum est, mawiali starożytni. Nie ma ludzi, którzy błędów nie robią. Mądry językoznawca, któremu w zakresie znajomości poprawnego języka wszyscy ufają, zawsze dwa razy sprawdza, co napisał, bo mógł mu się omsknąć palec z klawisza.

Pojęcie ogólne i nadrzędne (hiperonim) o nazwie „błąd” ma definicję: „znacząco niepożądane (ale niekoniecznie niepoprawne) działanie lub niepożądany skutek działania i (albo) zdarzenia”.

Nieistotna tu jest przyczyna takiego skutku, tę rozpatrujemy dopiero wtedy, kiedy mamy do czynienia z błędem konkretnym, czyli z faktem. „Błąd” – pojęcie ogólne – bywa mylony z pojęciami szczególnymi (hiponimami, podlegającymi hiperonimowi), takimi jak „pomyłka” i „usterka”, ale także „nieprawda”, „kłamstwo”, „fałsz”, „zachowanie niezgodne z regułą” i tym podobne. Choć należą one do zbiorczej kategorii „zakłóceń”, to mają zupełnie różne zakresy znaczeniowe i wcale nie muszą oznaczać czegoś niepożądanego. Na przykład konkurenci w politycznej grze wyborczej często świadomie posługują się błędami, tak jakby te nimi absolutnie nie były, a więc uznają je za wręcz pożądane i wygłaszają błędne tezy niczym słuszną prawdę objawioną. Pojęcie „błąd” ma więc charakter względny.

Ciekawe, że słowniki (np. Inny słownik języka polskiego PWN, Warszawa 2000) na ogół kojarzą błąd z naruszeniem jakichś reguł, przepisów etc., jednak praktyka (choćby wyborcza czy artystyczna) pokazuje, że nie jest to ujęcie trafne, ponieważ błędy można spotkać w dziedzinach, w których żadne przepisy ani powszechne reguły, nawet obyczajowe czy logiczne, nie działają.

Często działają prywatne. Błąd może dotyczyć np. takiego ustawienia rzeczy na stole, które nam się nie podoba. „Moja żona błędnie kładzie serwetki, robi błędy estetyczne” – powie ktoś, kto za jedyną ważną uważa estetykę swoją własną. Nasze wymagania nie muszą być logiczne i mogą nie zależeć od żadnych zasad, no bo jakież to zasady rządzą upodobaniami albo widzimisię? Nawet psychologia sobie z tym nie radzi. Nie ma znaczenia także intencja. Błąd bez żadnej intencji może na przykład popełnić maszyna na skutek chwilowego braku zasilania, ale jak wiadomo maszyny są od człowieka całkowicie zależne już w momencie ich projektowania, a potem produkcji i eksploatacji. Powiemy, że błąd maszyny jest w jakimś stopniu zależny od człowieka. Twórcy robotów wkładają w nie swoje błędy, teraz jeszcze niewidoczne. Udział człowieka w błędzie maszyny jest jednak tylko wtedy istotny, kiedy błędowi można było zaradzić, kiedy przewidywanie błędu było możliwe. Tak tę sprawę traktuje choćby prawo.

Liczba możliwych typów błędów jest tak duża, że bez specjalnych badań nie można się tu podjąć ich klasyfikacji. Jednak wszyscy na ogół wiemy, że wynik jakiegoś działania jest błędem, gdy – powiedzmy to jeszcze raz – powoduje niechciane zakłócenia. Na przykład dróżnik przez pomyłkę robi błąd, przestawiając zwrotnicę inaczej niż należy.

„Pomyłka” jest w tym ujęciu pojęciem bardziej psychologicznym niż prakseologicznym. Jest to prosty i zwykle pojedynczy błąd popełniony na skutek zaniechania lub niewłaściwego wyboru, mimo że sprawca wie, jak należało postąpić i orientuje się, na czym polega poprawność danego obiektu lub działania. Do pomyłek często dochodzi na skutek zakłóceń psychicznych – nieuwagi, braku koncentracji, złego samopoczucia, ale także fizycznych, takich jak wybranie i naciśnięcie nieodpowiedniego przycisku, założenie lewego buta na prawą nogę. Pomyłką nazwiemy wykonanie mnożenia zamiast dzielenia.

Ale niektórzy sądzą, że wszystko, co daje efekt niepożądany, jest skutkiem mylenia się. Nie zawsze tak jest, może bowiem nastąpić na przykład seria różnych pomyłek, a więc mieszanka, która ogólnie daje po prostu błąd, jakiego pomyłką nazwać nie sposób. A jednak wszystkie błędy bywają nazywane pomyłkami, najczęściej w praktyce sprawozdawców sportowych: „Nasz napastnik znowu się pomylił, strzelając nad poprzeczkę”.

Z całą pewnością pomyłką jest natomiast ustanowienie takiego dyrektora w wydawnictwie, który uważa, że książek nie należy redagować, bo autorzy muszą być we wszystkim geniuszami. Wypada też dodać, że jeden z naszych wybitnych pisarzy, którego tekstów dzieci uczą się w szkole, miał poważne problemy z ortografią.

e-mail: lpj@lpj.pl

Wróć