logo
FA 7-8/2020 felietony

Leszek Szaruga

K2-18b i inne podobne

Rys. Sławomir Makal

124 lata świetlne od nas – co oznacza 42 573 600 000 000 km (raptem 42,5 biliona) – wokół pewnego czerwonego karła krąży planeta prawdopodobnie posiadająca wodę i jest to zapewne najbliższy nam obiekt ziemiopodobny, ale i tak nienadający się do życia człowieka w takiej postaci, w jakiej na razie egzystuje, gdyż grawitacja by go unieruchomiła, zaś radiacja gwiezdna pozbawiła żywota. Ale przecież nie jest nigdzie powiedziane, że ewolucja człowieka osiągnęła ostateczny etap. Nie brakuje wszak posthumanistycznych koncepcji prorokujących przeniesienie i przedłużenie człowieczeństwa w formy „wyższe”. No bo niby dlaczego nie? Przecie ani nasi przodkowie z rodu człowiekowatych nie mogliby sobie przedstawić – jeśli takie zdolności przedstawiania czegoś sobie posiadali – obrazu homo erectus, nie mówiąc już o homo sapiens sapiens, ani nawet nasi historyczni poprzednicy z powiedzmy XV stulecia nie potrafiliby sobie wyobrazić nas współczesnych wyposażonych w dodatkowy organ, jakim jest telefon komórkowy, czego zresztą nawet Stanisław Lem w swej bogatej zmyślności nie wykreował. Pytaniem otwartym pozostaje tu jednak definicja owego człowieczeństwa, co o tyle jest trudne, że nie mamy w tej kwestii jednomyślności nawet na poziomie zarodków.

Czy maszyny są przedłużeniem naszych ciał? Czy „sztuczna inteligencja” jest protezą naszych umysłów? Czy po przeszczepie mózgu jest on własnością ciała, czy ciało jest jego własnością, a jeśli tak, to może należy mówić o przeszczepieniu ciała mózgowi? Lecz w takim razie kogo jako siebie rozpoznaje ta hybrydowa postać, gdy patrzy w lustro? Czy „dzieci z próbówki” albo z in vitro – jak zwał, tak zwał – są prawomocnie „ludzkie”, czy może „sztuczne”? Oto seria pytań – a może być ona, ta seria, bardzo długa – która będzie narastać. Co do „zasiedlania” przez ludzi mniej lub bardziej odległych ciał niebieskich można postawić takie oto pytanie: czy przetransportowanie do K2-18b „istoty” stworzonej przez człowieka i wyposażonej w człekopochodną „sztuczną inteligencję”, z pamięcią dzieł ludzkiej kreatywności, także artystycznej, i zdolną do tworzenia tam – z miejscowych surowców – własnej „cywilizacji”, będzie osadzeniem tam jakiejś formy człowieczeństwa? Jakiej? Czy będzie ta forma zdolna do uczuć, zaś jeśli tak, to czy możliwe są w jej przypadku uczucia metafizyczne?

Zapewne wobec ogromu wciąż nierozwiązanych problemów można podobne roztrząsania uznać za pozbawione większego znaczenia. Rzecz w tym, że ludzie zadają sobie pytania podobnej natury już od dawien dawna, a w każdym razie od chwili, gdy uświadomili sobie, że kosmos jest obszarem, który można przemierzać i być może – dziś już z pewnością – eksploatować, a zatem i myślenie o podróżach w tej przestrzeni, od pierwszych baśniowo-fantastycznych po najnowsze literackie i filmowe opowieści, weszło na stałe do repertuaru ludzkiej cywilizacji, z zatem pojawiły się zarówno badawcze, jak militarne koncepty kosmicznych poczynań i wciąż zdają się, po chwilowych zapaściach, odżywać na nowo. W końcu nie tylko dla zabawy – choć zakładam, że bawili się przy tym setnie – nasi studenci zaprojektowali marsjańskie osiedle, rozważając przy tym, czy powinno być ono wyposażone także w więzienie.

Ale oczywiście podróż na Marsa to w skali kosmicznej tyle, co przejście z jednego pokoju do drugiego w tym samym mieszkaniu. Do K2-18b, nie mówiąc już o dalszych regionach wszechświata, jest jednak trochę dalej i przy dzisiejszym rozwoju techniki to wycieczka kilkupokoleniowa. Cóż, nie o takich wyprawach można przeczytać w literaturze. Ale nie tylko w literaturze, wszak i naukowcom się zdarzają zupełnie serio traktowane rozprawy z dziedziny, która nosi piękną nazwę kosmoteologii, która zdaje się milcząco zakładać, że człowiekowi może się zdarzyć spotkanie z inteligentnymi istotami kosmicznymi, którym kwestie teologiczne obce nie będą. Spotkanie takie zdaje się jednak raczej mało prawdopodobne w wersji bezpośredniej. Może się wszak wydarzyć, że w miarę „zasiedlania” różnych odległych planet przez nasze „istoty” wyposażone w sztuczną inteligencję, natkną się na nie, w odległej przyszłości i w odległych zakamarkach kosmosu – być może wówczas, gdy Ziemia będzie już tylko wspomnieniem w historii wszechświata – jacyś rzeczywiści kosmici. Czy to będzie oznaczać, że spotkali tam naszych „potomków”? W pewnej mierze tak właśnie być może, choć po nas, podobnie jak po Etruskach czy Jaćwingach, nie mówiąc już o neandertalczykach, nic poza owymi „istotami” nie pozostanie.

I to w zasadzie wszystko, co w pandemicznych okolicznościach przełomu wiosenno-letniego AD 2020 spisałem, by przezwyciężyć wszystkie uciążliwości związane z poszukiwaniem skutecznych form zdalnego nauczania, skryty jako przedstawiciel grupy wysokiego ryzyka (65+ z chorobami przewlekłymi) przed zbyt wieloma bezpośrednimi kontaktami z osobnikami tego samego gatunku zaatakowanymi przez podstępnego koronawirusa, życząc wszystkim czytelnikom, by w czasie gdy będą to czytać, problemy z tymi niebezpieczeństwami zostały zażegnane.

Wróć