logo
FA 7-8/2020 okolice nauki

Druga strona świata

W czasie pandemii koronawirusa, kiedy wiele aktywności, w tym zajęcia uniwersyteckie, odbywają się online, pojawia się też wiele pytań. Dotyczą one choćby tego, na ile nowe technologie są błogosławieństwem, bo dzięki nim w ogóle możemy komunikować się i pracować, na ile zaś przekleństwem, bo np. jeszcze bardziej zaciera się granica między pracą a życiem prywatnym. Tego rodzaju wątpliwości towarzyszą też od lat zagadnieniu sztucznej inteligencji. Omawiana książka w pigułce przybliża ten fenomen. Czy przypadkiem nie stanie się tak, że stworzymy byty inteligentniejsze od nas samych i w końcu wymkną się nam one spod kontroli? Oto największy dylemat. Ale książka Margaret Boden, choć zwięzła, znacznie wykracza poza te obawy.

Poznajemy więc historię sztucznej inteligencji, a nawet jej przewidywania snute już w pierwszej połowie XIX wieku, początki, za które uznaje się prace Alana Turinga sto lat później, oraz podziały w środowisku badaczy tego zjawiska z lat sześćdziesiątych. Sztuczna inteligencja nie jest bowiem niczym jednolitym ani łatwo definiowalnym. Jak pisze autorka, AI (ang. artificial intelligence) „usiłuje sprawić, by komputery wykonywały te same czynności, które wykonują umysły” i ma ona dwa zasadnicze cele. Pierwszy to sprawienie, by komputery robiły pożyteczne rzeczy. Drugi polega na wykorzystaniu pojęć i modeli sztucznej inteligencji, by pomogły one odpowiedzieć na pytania dotyczące ludzi i innych istot żywych.

W książce znajdziemy wiele przykładów prób realizowania obydwu tych celów. Jeśli chodzi o pożytek z komputerów, już dziś ich zastosowanie jest wszechobecne. Systemy nawigacji satelitarnej czy wyszukiwarka Google, gry wideo i Hollywoodzkie animacje, roboty wysyłane na Księżyc i Marsa oraz satelity krążące w kosmosie – wszystko to opiera się na technikach sztucznej inteligencji. Ale mamy też o wiele bardziej spektakularne i kontrowersyjne zastosowanie AI. Np. pluszowa foczka Paro, czyli robot, który porusza się, słucha, widzi i może być wykorzystywany przy leczeniu depresji albo choroby Alzheimera, kiedy np. podpowiada, o której przyjąć jaki lek. Paro potrafi zrelaksować człowieka, a nawet przywołać jego wspomnienia. Reaguje, wchodzi w interakcje, może być zwykłym towarzyszem. Takich „niezawodnych przyjaciół” (pomoce w pracach domowych, czynnościach seksualnych, organizowaniu dnia) jest mnóstwo, głównie w Japonii. Być może to przyszłość? Ale towarzysze-roboty, choćby nie wiadomo jak inteligentne, ciepłe i sympatyczne, nigdy nie zastąpią drugiego człowieka.

Jak słusznie pisze Boden, nawet jeśli osoba jest dzięki tej technologii szczęśliwsza, jej „ludzka godność zostaje przy okazji w pozornie nieszkodliwy sposób zdradzona”. „Często, nawet w trudnych emocjonalnie sytuacjach poradnictwa, osoba pragnie przede wszystkim uznania swojej odwagi i/lub cierpienia. Ale to wynika ze wspólnego zrozumienia ludzkiej kondycji. Oszukujemy jednostkę, oferując jedynie powierzchowną symulację współczucia”. To oczywiście nie znaczy, że należy rezygnować z takich pomocy w terapii i w życiu. Warto mieć jednak świadomość, że sztuczna inteligencja, choćby doskonała, pozostanie sztuczna.

Bardzo ciekawe są fragmenty dotyczące emocji, szczególnie istotnych np. u nianiek-robotów. Systemy AI już mogą rozpoznawać emocje na podstawie chociażby oddechu człowieka albo jego reakcji skórno-galwanicznych, intonacji, szybkości mówienia czy doboru słów. Robią wrażenie także dane dotyczące widzenia komputerowego, np. te o skuteczności rozpoznawania twarzy. Albo że system może zaalarmować, gdy ktoś zachowuje się podejrzanie (np. co chwila podchodzi do czyjegoś samochodu). Albo że identyfikuje komórki nowotworowe trafniej niż patologowie.

Anna Jawor

Margaret A. BODEN, Sztuczna inteligencja. Jej natura i przyszłość, tłum. Tomasz Sieczkowski, red. nauk. Piotr Fulmański, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2020, seria: Krótkie Wprowadzenie.

Wróć