logo
FA 7-8/2020 życie naukowe

Dorota Korwin-Piotrowska

Dlaczego potrzebujemy eutoryki?

Celem wartościowej rozmowy, sprzyjającej lepszemu wzajemnemu poznaniu i zrozumieniu, nie jest doprowadzenie do sytuacji, by się we wszystkim z kimś zgadzać, bo to niemożliwe i niepotrzebne, lecz by wzmacniać umiejętność współbycia z innymi, aby – na ile to możliwe – wytwarzać międzyludzkie pogranicze.

Eutoryka w przyjętym przeze mnie znaczeniu jest częścią retoryki, taką jej odmianą, która z założenia ma służyć wzajemnemu zrozumieniu, pozostawaniu w wartościowym dialogowym kontakcie. W tytule mojej książki Eutoryka. Rzecz o dobrej (roz)mowie użyta jest gra słów. która wymaga wyjaśnienia Dobra mowa to, ogólnie rzecz biorąc, taki typ komunikowania się za pomocą języka, który odrzuca słowną przemoc bądź jednostronną dominację, bo nastawiony jest na to, co tworzy pogranicze pomiędzy różnymi osobami, stylami myślenia i funkcjonowania. Oznacza to powrót do etymologicznych korzeni komunikacji: łacińskie communitas to wszak „wspólność”, „poczucie łączności”, ale też „ludzkość, uprzejmość”, natomiast communicare to „uczynić wspólnym, połączyć”, ale też „użyczyć, udzielić, do udziału przypuścić, dać” (Słownik łacińsko-polski. Według słownika Hermana Mengego i Henryka Kopii, oprac. K. Kumaniecki, Warszawa, PWN, 1979, s. 101). Chodzi właśnie o takie „przypuszczenie do udziału” i nastawienie na to, by słowa nas prowadziły w kierunku „poczucia łączności”. Dobra rozmowa natomiast to nie po prostu każda wymiana zdań, lecz szczególny przypadek słownej interakcji, „dialog prawdziwy” (określenie Martina Bubera), a więc egzystencjalnie ważny, w którym zachodzi głębsze międzyludzkie spotkanie i następuje realizacja poczucia łączności. Dobra rozmowa zatem to wypadkowa odpowiedniego nastawienia osób oraz ich umiejętności zastosowania dobrej mowy. Takiej postawy oraz odpowiedniego działania można się nauczyć.

Podstawą eutoryki jest etyka słowa i jednocześnie świadomość zagrożeń płynących z traktowania wszelkich dyskusji i sporów w kategoriach wojny. Nie chodzi jednak jedynie o deklarowanie dobrych intencji, ale o konkretne zachowania i zabiegi słowne, które mogą pomóc w takim posługiwaniu się językiem, by nie tylko nie ranić odbiorcy i nie marnować czasu na słowną szermierkę, ale by rozmowa stawała się czasem owocnym, przynoszącym obu stronom satysfakcję. Co nie oznacza bynajmniej, że ma być łatwa i przyjemna oraz zwieńczona ustępstwem bądź pełną zgodą. Przeciwnie, najczęściej wiąże się z wysiłkiem i pokonywaniem przeszkód oraz dochodzeniem do jakiegoś „protokołu rozbieżności”, ale jednocześnie jest ważnym doświadczeniem.

Książka o dobrej rozmowie

Powody, dla których konieczne stało się, moim zdaniem, utworzenie eutoryki, są co najmniej dwa. Pierwszy – to fatalny stan publicznych i prywatnych rozmów, debat, dyskusji i sporów. Widoczne jest sprowadzanie zagadnień do sytuacji zero-jedynkowych, stosowanie nieuzasadnionych uproszczeń, wybiórczych przykładów, etykietek, emocjonalnego szantażu, rezygnacja z zasad fair play, też naśladowanie kpiącego i niefrasobliwego tonu wielu programów rozrywkowych. W kontaktach dominuje chęć wyeksponowania siebie, „wygrania” za wszelką cenę każdego sporu, uzyskania przewagi w oczach obserwatorów. Wszystko to niezależnie od merytorycznych racji i wagi tematu, od aktualnej sytuacji, szerszego kontekstu, a także wrażliwości prowadzących dialog osób czy stanu wzajemnych relacji. W mediach wzrasta przyzwolenie na manipulowanie oponentem i słuchaczami lub widzami, stosowanie rozmaitych socjotechnicznych sztuczek, tendencyjne zestawianie informacji i celowe pomniejszanie bądź powiększanie ich wagi, robienie osobistych przytyków, rozkręcanie emocji. Promuje się łączenie elokwencji z nieustępliwością i słowną agresją. Niezgoda na ten stan rzeczy oraz chęć konstruktywnego działania prowadzącego do pokazania innych możliwości leżały u podstaw napisania książki o dobrej (roz)mowie.

Drugi powód to fakt, że wewnątrz retoryki brakuje teoretycznej i praktycznej przeciwwagi dla erystyki i związanych z nią publikacji, szkoleń, kursów. Erystyka, czyli sztuka wygrywania sporów za wszelką cenę, wywodzi się ze starożytnej sofistyki – retorycznej dziedziny zajmującej się dyskutowaniem i argumentacją, uczącej, jak z pomocą logicznych i paralogicznych wypowiedzeń móc efektownie przekonać do każdej, dowolnie sformułowanej tezy. Podstawą erystyki jest umiejętność zastosowania forteli, w dużej mierze nielojalnych wobec partnera rozmowy (jak je kiedyś określił Tadeusz Kotarbiński), po prostu nieetycznych. Współcześnie rozwinięciem listy erystycznych zabiegów jest tzw. neurolingwistyczne programowanie (NLP), wykorzystujące i popularyzujące wiedzę z zakresu językoznawstwa i psychologii do uzyskiwania dominacji nad innymi ludźmi, sterowania ich sposobem myślenia i wyborami dla uzyskania osobistych, praktycznych, a często też komercyjnych korzyści osoby oddziałującej. W życiu publicznym powszechne, choć skrzętnie ukrywane, stają się też uwzględniające chwyty erystyczne i elementy NLP szkolenia z zakresu marketingu politycznego i technik manipulacji (działalność spin doktorów, rozmaitych specjalistów od białego i czarnego PR-u, propagandy, sterowania mową nienawiści). Retoryka jako sztuka posługiwania się słowem sprowadzona zostaje do bardzo niebezpiecznego, a jednocześnie szalenie zawężonego wymiaru.

Dopełnienie sztuki wymowy

Do tego dochodzi obserwacja z mojej akademickiej praktyki (od lat uczę poetyki i kompozycji z elementami retoryki). Kurs retoryki, obejmujący podstawowe działy, tj. inwencję, kompozycję, elokucję, mnemonikę i umiejętność wygłaszania oracji, pozostawia niedosyt, jeśli chodzi o możliwość współpracy z rozmówcą w trakcie komunikowania się i wzajemnego przekonywania. Zupełnie tak, jakby pozytywne oddziaływanie znajdowało się poza obszarem zainteresowań retoryki, choć wszyscy przecież używamy jej – i potrzebujemy – do takich celów. W moim przekonaniu niezbędnym współczesnym dopełnieniem antycznej „sztuki wymowy” jest interdyscyplinarna wiedza dotycząca języka i porozumiewania się ludzi, przede wszystkim z zakresu językoznawstwa i psychologii, jak również socjologii oraz filozofii. Wspomnieć tu jeszcze należy młodsze dziedziny, które swoją refleksją obejmują też funkcjonowanie mowy, takie jak antropologia, kognitywistyka czy komunikologia. Wiedza ta powinna być wykorzystana do rozwijania umiejętności retorycznych, nie tylko takich jak przemawianie, argumentowanie oraz dyskutowanie, ale też twórcze myślenie i znajdowanie nowych rozwiązań (kwestia heurystyki). Służyć może ona również do pracy z pamięcią, toposami i stereotypami, jak też do prowadzenia społecznego dialogu w formie mediacji, deliberacji bądź negocjacji. A ponadto – właśnie do uczenia wartościowej rozmowy sprzyjającej lepszemu wzajemnemu poznaniu i zrozumieniu. Celem takiej rozmowy, raz jeszcze podkreślmy, nie jest doprowadzenie do sytuacji, by się we wszystkim z kimś zgadzać, bo to niemożliwe i niepotrzebne, lecz by wzmacniać umiejętność współbycia z innymi, aby – na ile to możliwe – wytwarzać międzyludzkie pogranicze. Słowa są bowiem częścią naszego zachowania się, a od jakości posługiwania się nimi zależy w dużej mierze jakość kontaktu z innymi ludźmi i jakość egzystencji.

Retoryka stawia na sprawność

Oczywiście zawsze może powstać pytanie, czy nie wystarczy zastosowanie dotychczasowej retoryki do nowych celów. Jednak, zauważmy, cele przecież nie są nowe – od zawsze istniała potrzeba, a nawet konieczność prowadzenia wartościowych dialogów z innymi ludźmi. Tymczasem retoryka, jeśli chodzi o międzyludzką komunikację, co prawda od antyku deklarowała związek z etyką i dobrem (ustami m.in. Izokratesa, Arystotelesa, Cycerona czy Kwintyliana), ale w praktyce bardziej stawiała na sprawność w posługiwaniu się słowem, umiejętność sprytnego odbicia argumentów oponenta, trafność w doborze środków językowych. Jest to, oczywiście, bardzo przydatne i cenne, lecz niewystarczające z punktu widzenia rozwijania i podtrzymywania relacji. Wyraz ‘bene’, używany przy określaniu retoryki (ars bene dicendi – sztuka dobrego, czyli rzetelnego, pięknego mówienia, jak nazywano w przeszłości tę dziedzinę, nawiązując do słów Kwintyliana), odnoszony wszak bywał często nie tyle do kwestii etycznych, ile do trafności, czyli rzemiosła. Rozumiano przez to wykorzystanie logiki, znajomość języka, reguł stylistycznej adekwatności i ozdobności oraz stosowanie prawideł kompozycji, aby wypowiedź była zarówno imponująca, jak i skuteczna. Zastanawiano się, jak wpływać na rozum, wolę i uczucia słuchaczy, by zyskać ich przychylność. Ponadto część znanych mówców stawiała i stawia bardziej na rozmaite sztuczki, paralogizmy i manipulowanie słowami rozmówcy, stosowanie przesady itd., a więc zmierza w stronę sofistyki i erystyki w prowadzeniu wywodu oraz dyskutowaniu, przyciągając uwagę efektownością swoich poczynań. Stąd dla wielu (choć niesłusznie) retoryka i sofistyka stały się pojęciami stosowanymi wymiennie, zaś erystyka postrzegana bywa jako ukoronowanie umiejętności retorycznych. Potrzebny jest więc nowy termin, aby wyraźnie zaznaczyć, że w proponowanej wersji retoryki inne są zarówno założenia, jak i wynikająca z nich praktyka, a przede wszystkim metody postępowania.

Zdegradowana przestrzeń komunikacyjna

Prezentowana książka omawia najważniejsze czynniki służące „dialogom prawdziwym” i budowaniu relacji, udzielaniu rozmówcy wsparcia: od przyjęcia właściwej postawy wobec interlokutora, przez m.in. aktywne słuchanie i używanie objaśnień czy parafraz, po stosowanie odpowiednich słownych zachowań (praca zawiera opis 41 zabiegów eutorycznych, które są działaniami sprzyjającymi dobrej rozmowie, wraz z przykładami możliwych zwrotów).

Eutoryka wpisuje się w cały rozbudowany nurt badań i publikacji z zakresu psychologii perswazji, socjologii komunikacji, pragmalingwistyki i etyki słowa, również filozofii dialogu, wsłuchuje się także w głosy psychoterapeutów, społeczników i pisarzy zatroskanych stanem rozmowy oraz międzyludzkich relacji. Wszystko to są krople, które – miejmy nadzieję – drążą skałę. Inna retoryka jest nam potrzebna dla nas samych, abyśmy mieli większą świadomość i lepsze narzędzia w porozumiewaniu się z innymi ludźmi. A z punktu widzenia codziennej praktyki i społecznego dobra eutoryka jest wręcz konieczna. Jest zaproszeniem do rozwijania takiego sposobu myślenia, w którym to, co dzieje się pomiędzy ludźmi podczas rozmowy – i co stwarza tę sferę pomiędzy – jest ważniejsze niż efekt triumfatora, korzyść manipulanta czy egocentryczne popisy sztukmistrza albo radocha krzywdzącego innych hejtera.

Zaśmiecanie języka agresją, nienawiścią, złośliwością, manipulacją, chęcią poniżenia kogoś jest bowiem jak zaśmiecanie wspólnej przestrzeni. Wystarczy, by parę osób rzuciło na ziemię w jednym miejscu odpady – jak czasem bywa na poboczach, w przydrożnych rowach czy na działkach wyglądających na niczyje – a zrobi się tam zaniedbane terytorium, gdzie potem już wiele osób będzie pozbywało się śmieci. W rezultacie wszyscy, chcąc nie chcąc, zaczynają funkcjonować w przestrzeni częściowo zdegradowanej. W takiej zdegradowanej przestrzeni komunikacyjnej obecnie żyjemy, aktywnie w tym procesie uczestnicząc lub tylko biernie godząc się z tym stanem, co prowadzi do jej dalszego wyniszczenia. Tymczasem nawet drobne zmiany zachowań mogą przyczynić się do polepszenia sytuacji. Język zależy od relacji międzyludzkich, a relacje od języka, są to zjawiska współzależne – dewastacja jednego pociąga za sobą dewastację pozostałych, natomiast uważność, troska i dbałość pomagają odzyskiwać utracone terytoria.

***

Termin eutoryka składa się z przedrostka greckiego eu-, który oznacza to, co dobre, oraz części wyrazu retoryka. Projekt eutoryki przedstawiam szczegółowo w książce: D. Korwin-Piotrowska, Eutoryka. Rzecz o dobrej (roz)mowie, Kraków, Wydawnictwo UJ, 2020. Słowo ‘eutoryka’ utworzyłam pierwotnie na użytek książki Białe znaki. Milczenie w strukturze i znaczeniu utworów narracyjnych (Na podstawie polskiej literatury współczesnej), Kraków, Wydawnictwo UJ, 2015, s. 102-103.

Dr hab. Dorota Korwin-Piotrowska, prof. UJ, Katedra Lingwistyki Komputerowej, Wydział Zarządzania i Komunikacji UJ. Bada pogranicze literaturoznawstwa i lingwistyki, zajmuje się poetyką kognitywną, tekstologią i antropologią milczenia.

Wróć