logo
FA 7-8/2020 filozoficzne jubileusze

Marek Lechniak

Bocheński

Źródło: Wikipedia

Prowadząc analizę logiczną dyskursu religijnego, główną uwagę poświęcił kwestii uzasadniania, jak to nazywał, podstawowego dogmatu, czyli zdań bazowych doktryny religijnej. Wyróżnił siedem stanowisk, od całkowitego braku uzasadnienia, przez różnego rodzaju teorie przyjmujące uzasadnienie, aż do teorii hipotezy religijnej, za którą sam się opowiadał („wierny buduje na podstawie znanych mu z doświadczenia przesłanek hipotezę wyjaśniającą, która staje się dogmatem podstawowym po spełnieniu się aktu wiary”).

„Mojego dorobku jest tyle, co kot napłakał. To są wszystko rozmaite marności. Dlaczego mój dorobek nie jest większy? Przede wszystkim dlatego, że ja nigdy nie byłem więcej wart. Nie jestem ani Leśniewskim, ani Ingardenem. To zupełnie innej klasy ludzie. Po części usprawiedliwiają mnie warunki. Jeśli chodzi o postawę, to robią ze mnie czasem jakiegoś straszliwego dogmatyka, którym naprawdę nie jestem. Jestem przekonany, że my po omacku w ciemnościach szukamy i tylko od czasu do czasu udaje nam się coś odszyfrować. To jest moja postawa epistemologiczna. Całe życie szukałem. Mnie nigdy nie zadowalało to, co mówią inni i zawsze usiłowałem sam coś znaleźć. Myślę, że rzeczywistość istnieje niezależnie od nas i że przeczenie temu jest chorobliwe. Patologiczny jest też subiektywizm, antropocentryzm. Zdychający krokodyl też może myśli o sobie, ale dopóki jest, myśli o rzeczywistości”.

Ta niezwykle skromna ocena dorobku życia i opis postawy badawczej pochodzi od Józefa Marii Bocheńskiego (Między logiką a wiarą). Rok 2020 Senat poświęcił postaci Ingardena, a także Józefowi Marii Bocheńskiemu (1902-1995), w 25. rocznicę śmierci. Bocheński to na tyle barwna i wszechstronna postać, że trudno do niej przypisać jedną encyklopedyczną kwalifikację. Jeśli powiemy: filozof, logik, badacz doktryny, organizator, przywódca, kapłan, nawet – polityk, to każde określenie oddaje jeden z odcieni osobowości Bocheńskiego. I rzeczywiście, jeśli wziąć sam dorobek filozoficzny Bocheńskiego, nie jest on Ingardenem; jeśli sam dorobek logiczny, nie jest on Leśniewskim; ale jeśli wziąć wszystkie wymienione określenia, to w wypadku Bocheńskiego one się znakomicie dopełniają, i broń Boże, nie wykluczają!

Kto uwalnia się od logiki…

Życie Bocheńskiego naznaczone było wprowadzaniem racjonalności na każdym terenie jego działalności – czy był to obszar posługi jako kapelana wojsk pod Monte Cassino, czy rektora uniwersytetu, czy eksperta szkolącego kadrę zarządczą banku. Poza logiką jest tylko sprzeczność i nonsens, „kto uwalnia się od logiki, bełkocze” pisał w Stu zabobonach. Podstawą tego uracjonalniania życia był jego program filozofowania, w którym filozofia miała być uprawiana jako filozofia analityczna. Co to znaczy? Bocheński sprowadzał ten program do czterech reguł:

reguła drobnych kroczków, czyli co do metody – analiza; zakłada się złożoność świata, co powoduje, że poznanie świata polega na odpoznaniu jego składników. Stąd w filozofii winniśmy koncentrować się na prowadzeniu drobnych prac, a nie tworzeniu wielkich syntez (bo wielkie syntezy to jego zdaniem zrównanie filozofii ze światopoglądem);

reguła analizy języka, według której odrzuca się istnienie pojęć samych w sobie, a traktuje się je po prostu jako znaczenia słów. Stąd ważny jest jasny sposób wypowiadania się, w szczególności precyzja w ustalaniu treści pojęć i operowaniu nimi;

reguła racjonalności, sprowadzająca się do przyjęcia racjonalności świata i, w ślad za nią, racjonalności postępowania; tu gwarantem tej racjonalności jest logika;

reguła obiektywizmu nakazująca zacząć od rzeczy samych – punktem wyjścia filozofowania ma być założenie przedmiotowego charakteru poznania.

Tak rozumiana filozofia analityczna jest dziedziną niezwykle przydatną dla różnych dyscyplin naukowych i wręcz niezastąpioną. „Współczesny rozwój pomaga filozofom dostrzec, że mogą wyświadczyć innym dyscyplinom przysługę, że ich wyniki mogą być zużytkowane nie tylko przez nich samych, ale również przez innych. W średniowieczu rozprawiano wiele o roli filozofii jako ancillae theologiae. Oburzało się na to wielu nowoczesnych filozofów: Jakże ich dostojna mądrość mogłaby być służebnicą? Ich oburzenie nie byłoby może tak radykalne, gdyby usłyszeli zamiast »służebnica« – nauka pomocnicza, bo też taki jest sens średniowiecznej »ancilla«. Żaden z matematyków nie czuje się tym urażony, że astronom posługuje się jego dyscypliną jako nauką pomocniczą. Dlaczego filozofowie mieliby reagować inaczej?” (Bocheński, O filozofii analitycznej).

Bocheński nie ograniczył się do uwag programowych, ale stosował wielokrotnie analizę filozoficzną jako narzędzie, które można stosować w różnych dziedzinach wiedzy. Szczególnie znane i cenne są jego analizy pojęcia autorytetu (Co to jest autorytet?), społeczeństwa wolnego czy przedsiębiorstwa przemysłowego. „W bardzo skromnym dorobku, który mam, ile razy próbowałem podjąć jakąś analizę, zawsze wyszło mi coś nowego. Autorytet jest według mnie relacją trójczłonową między tym, kto ma autorytet, tym, dla kogo jest on autorytetem i dziedziną, w której ma autorytet. Zadałem sobie pytanie, co to jest ta dziedzina i okazało się, że są dwa rodzaje dziedzin. Może być nią albo klasa zdań albo klasa dyrektyw, przepisów, przykazań. W pierwszym wypadku nazywam to autorytetem epistemicznym – to jest autorytet rzeczoznawcy (…). W drugim przypadku mówimy o autorytecie deontycznym. Stwierdziłem to na podstawie czystej analizy logicznej. Okazało się, że nikt przede mną tak zdawało się oczywistej rzeczy nie powiedział” (Między logiką a wiarą). Na bazie pojęcia autorytetu Bocheński może dalej analizować różne typy społeczeństwa, a wśród nich pojęcie społeczeństwa wolnego. Dziś tego typu analizami zajmuje się ontologia formalna czy tzw. ontologie inżynieryjne, opisujące jakąś dziedzinę przedmiotową w języku formalnym, aby rozróżnić podstawowe typy obiektów i relacje między nimi (celem jest analiza danych przygotowująca do tworzenia baz danych). Bocheńskiego słusznie można nazwać prekursorem takich ontologii.

Tomizm i logika formalna

Kolejnym obszarem, na którym Bocheński okazał się prekursorem, jest logika religii. Bocheński, przed wojną należący do założycieli tzw. koła krakowskiego, czyli grupy logików i filozofów chrześcijańskich, którzy przyjęli program „unowocześniania” filozofii chrześcijańskiej (tomizmu) poprzez stosowanie narzędzi logiki formalnej. Głównym osiągnięciem koła przed II wojną światową była Jana Salamuchy formalizacja dowodu ex motu na istnienie Boga. Bocheński poszedł (wyłączywszy jego późny artykuł poświęcony logicznej analizie Tomaszowych dróg na istnienie Boga) inną drogą – analizy języka i pojęć, czyli raczej logiki rozumianej w sensie szerszym. Logika religii (na bazie wykładów wygłoszonych w New York University w 1963 roku) jest logiką zastosowaną do analizy dyskursu religijnego; materiałem do analizy jest dany nam empirycznie dyskurs religijny, tzn. dyskurs faktycznie prowadzony przez wspólnoty religijne – w tym logika religii nie różni się od np. logiki biologii.

Bocheński podkreślał fakt, że przed nim nie spotykało się badań dyskursów religijnych, w których zwracano by uwagę na cechy interesujące logików. Jak wskazywał, w historii występowały dwa skrajnie opozycyjne stanowiska w sprawie związków logiki z religią; z jednej strony kategoryczne negowanie istnienia jakichkolwiek związków między logiką a religią (np. Piotr Damiani czy odnoszący się do niego Marcin Luter), z drugiej – tendencja logiczna, według której stosowanie logiki do religii uważano za naturalne (np. w filozofii chrześcijańskiej XIII–XV wieku.

Bocheński, prowadząc analizę logiczną dyskursu religijnego, główną uwagę poświęcił kwestii uzasadniania, jak to nazywał, podstawowego dogmatu, czyli zdań bazowych doktryny religijnej. Wyróżnił siedem stanowisk, od całkowitego braku uzasadnienia (skok na oślep), przez różnego rodzaju teorie przyjmujące uzasadnienie (pełne – racjonalistyczne lub niepełne – teorie spostrzegania, zaufania), aż do teorii hipotezy religijnej, za którą sam się opowiadał („wierny buduje na podstawie znanych mu z doświadczenia przesłanek hipotezę wyjaśniającą, która staje się dogmatem podstawowym po spełnieniu się aktu wiary”). Warto zauważyć, że późny Bocheński prawdopodobnie pod wpływem analitycznej filozofii religii zmienił tu swoje poglądy, wskazując, że teoria hipotezy religijnej odnosi się raczej do doktryny religijnej wyznawanej przez osobę religijną, podczas gdy zmiana przekonań religijnych poprzedzająca akceptację doktryny ma inny charakter, najczęściej opierając się na zaufaniu względem autorytetu: „dogmat podstawowy głosi, że wszystko, co zawarte jest w credo danej religii, jest prawdziwe. Ale psychologiczna sytuacja wierzącego jest taka, że nie akceptuje on credo z powodu hipotezy religijnej, ale z powodu tego, że ufa Chrystusowi czy Mahometowi”.

Badania filozofii sowieckiej

Innym ważnym obszarem zainteresowań Bocheńskiego była filozofia marksistowska w Związku Sowieckim. Bocheński zasłynął tu jako filozof (analizy doktryny komunistycznej), organizator i ekspert. Na Uniwersytecie we Fryburgu Bocheński powołał w 1957 roku Osteuropa-Institut, w którym prowadzono systematyczne badania naukowe nad filozofią sowiecką. Ich rezultatem było ponad pięćdziesiąt monografii z serii „Sovietica” (od 1959 roku, jeden z tomów to Bocheńskiego The Dogmatic Principles of Soviet Philosophy z 1963 roku) oraz ponad 35 roczników kwartalnika „Studies in Soviet Thought” (ukazującego się od 1961 r., a istniejącego do dziś jako „Studies in East European Thought”).

Działalność Bocheńskiego w tej mierze była wprost nieoceniona: był on autorem Handbuch des Weltkommunismus (w 1958); jak wskazywało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych RFN w raporcie z 1962 roku, blisko połowa badaczy komunizmu pracowała w instytucie prowadzonym przez Bocheńskiego. Przy czym Bocheński był także czynnym badaczem filozofii sowieckiej oraz odegrał kluczową rolę w dyskusji nad wartościami zachodnimi, łącząc pięć tez, które mogły być użyte jako odpowiedź na ideologię komunistyczną: metoda naukowa (ludzka władza nad determinującą rzeczywistością), humanizm (autonomiczny rozwój indywidualnej jednostki), demokracja społeczna (fundamentalna równość praw), polityka demokratyczna (zapewnienie praworządności) oraz pluralizm ekonomiczny (w opozycji do „ujarzmienia” przez monopol państwowy) (G. Scott-Smith, Western Anti-Communism and the Interdoc Network Cold War Internationale).

Bocheński był uznanym przez rządy ekspertem „od komunizmu”: „starałem się tłumaczyć, czym jest komunizm. Dla przykładu, proces partii komunistycznej w Niemczech był kierowany przez dwóch sekretarzy stanu. Obaj byli bardzo czcigodni i porządni, ale żaden z nich nie miał zielonego wyobrażenia o komunizmie. Jeździłem przez szereg miesięcy niemal co tydzień do Karlsruhe i wykładałem im komunizm. Taka jest rola specjalisty naukowca. On sam nie może uprawiać polityki, ale posiada pewną wiedzę i tę wiedzę komunikuje, to jest jego obowiązek” (Między logiką a wiarą). Ta działalność Bocheńskiego była przyczyną całkowitego „zamilczenia” jego twórczości w Polsce w czasach komunistycznych, jako jednego z głównych wrogów komunizmu (rzecz ciekawa, że – jak wspominały osoby z nim blisko współpracujące – żadnym funkcjonariuszom tajnych służb komunistycznych nie udało się wniknąć do bliższego grona współpracowników Bocheńskiego).

Nazywam to wszystko zabobonem

Nie rozwijam w tym wspomnieniu licznych obszarów działalności Bocheńskiego. Wspomnę tylko jego wkład do historii logiki –książki: Z historii logiki zdań modalnych, A history of Ancient Logic czy Formale Logik. Ta ostatnia to monumentalne dzieło prezentujące nie tylko dzieje logiki europejskiej od początku aż do czasów współczesnych, ale i, co rzadkie, wykład logiki indyjskiej. Dziwne, że Formale Logik jak dotąd nie doczekała się polskiego przekładu. Inny dorobek obejmuje historię filozofii, etykę, w tym etykę wojskową (De virtuti militari) czy bodaj najsłynniejsze Sto zabobonów (choć to sprawa dyskusyjna, bo np. jego Wege zum philosophischen Denken, w polskim przekładzie Ku filozoficznemu myśleniu, była filozoficznym bestsellerem – w języku niemieckim miała ponad milion egzemplarzy nakładu, nadto została przełożona na inne języki, gdzie miała bardzo wiele wydań) – zastosowanie praktycznej racjonalności do zwalczania rozpowszechnionych, szkodliwych półprawd. We wstępie do tej ostatniej książki pisał: „Powie mi ktoś, że używając tej raczej obelżywej nazwy, obrażam czcigodne zasady wytwornej przyzwoitości koleżeńskiej. Bo w świecie filozofów przyjęto obchodzić się elegancko z najgorszymi nawet idiotyzmami. Kiedy jeden mędrek powiada, że świata nie ma, albo że istnieje tylko w jego głowie (…) Otóż ja, proszę mi wybaczyć, nazywam to wszystko zabobonem (…). Stanowczo za daleko poszliśmy w uprzejmości względem zabobonnych mędrków. Wypada raz wreszcie z tym skończyć, odróżnić hipotezę naukową od widzimisię demagoga. (…) Kto zechce zaglądnąć do niniejszego słownika, stwierdzi, że nosi on charakter obrazoburczy (…) Tak jest istotnie. Postępuję w ten sposób dlatego, że jak powiedziałem, filozof jest z powołania obrazoburcą, niszczycielem przesądów i zabobonów…”.

Życiorys Bocheńskiego tu świadomie pomijamy. Sporo się mówi o Bocheńskim tego roku (wystarczy przypomnieć wyemitowany 10 lutego spektakl Teatru Telewizji Negocjator o roli Bocheńskiego jako negocjatora wskazanego przez rząd szwajcarski podczas ataku terrorystycznego na ambasadę PRL w Bernie w 1982 roku czy przy tej okazji napisany przez Filipa Mamchesa felieton Nie był zgniłkiem w „Tygodniku TVP”, zawierający krótki życiorys). Bocheński był postacią barwną, wszechstronną (znana jest jego zasada, że co kilka lat człowiek winien studiować, dla higieny umysłu, nową dziedzinę wiedzy, w jego przypadku była to, pod koniec życia, egiptologia), nie wahał się wygłaszać w sposób zdecydowany swoich poglądów (stąd bywał niełatwy w codziennych kontaktach, szczególnie gdy idzie o jego bezkompromisową racjonalność praktyczną), podejmował cięgle nowe wyzwania (np. w siedemdziesiątym roku życia odbył kurs pilotażu i przez wiele lat był czynnym pilotem). W odpowiedzi na końcowe pytania wywiadu Jana Parysa o Bocheńskiego ocenę swojego życia, ten stwierdził: „Ludzie pytają mnie czasem, czy się trwożę przed zbliżającą się śmiercią. Odpowiadam, że trwogi nie odczuwam, ale myśl o śmierci jest mi nieprzyjemna. Bogu niech będą dzięki, miałem życie ciekawe i przykro będzie się z nim rozstawać. Myślę, że mógłbym każdemu życzyć takiego życia, jakie miałem. (…) Zgodnie z zasadą obowiązującą nie tylko filozofów: aby być szczęśliwym, trzeba działać, pracować, walczyć. Wtedy, niejako marginesowo, człowiek poczuje się szczęśliwy” (Między logiką a wiarą). Bocheński do ostatnich chwil swojego życia był wierny tej zasadzie.

Wróć