logo
FA 7-8/2020 życie akademickie

Z dr. hab. Krzysztofem Ponikowskim, prof. ASP, rektorem ASP w Gdańsku, rozmawia Krystyna Matuszewska

Artysta czy menedżer?

Rozmowa z dr. hab. Krzysztofem Polkowskim, prof. ASP, rektorem Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku

Rektor, który musi być pełnoprawnym menedżerem, nie jest zwolniony z obowiązków dydaktycznych, artystycznych i naukowych.

Został pan wybrany na stanowisko rektora gdańskiej ASP na kolejną kadencję.

Gdy przed czterema laty po raz pierwszy kandydowałem na stanowisko rektora, byłem dziekanem Wydziału Malarstwa, który uzyskał parametryczną kategorię A, postanowiłem więc wykorzystać swoje doświadczenie na rzecz budowania potencjału całej uczelni. Muszę powiedzieć, że jestem nietypowym przedstawicielem środowiska akademickiego, bo rozpocząłem karierę akademicką kończąc 39 lat. Wcześniej przez 15 lat pracowałem jako dyrektor Centrum Kultury, które prowadziło rozległą działalność i zatrudniało pracowników etatowych oraz zleceniobiorców. Miałem co prawda mniejszy budżet niż w tej chwili, ale nauczyłem się nim zarządzać, nabyłem praktyczną wiedzę o zarządzaniu ludźmi i organizowaniu struktur. Zaraz po studiach myślałem o pracy na ASP, po latach, dzięki sugestii kolegi, przystąpiłem do konkursu na stanowisko asystenta i wygrałem go. Ciekawostką jest, że rywalizowałem z prof. Dominikiem Lejmanem, obecnie znanym artystą z UAP. Przez kilka dobrych lat, zanim zostałem dziekanem, godziłem obowiązki nauczyciela akademickiego i menedżera.

Fot. Bartosz Żukowski

W czasie pana poprzedniej kadencji wprowadzono Ustawę 2.0. Czy przyniosła duże zmiany w uczelni?

Gdy zostałem rektorem, w zasadzie wyprzedziłem zapisy nowej ustawy, bo śmiało zmieniłem strukturę organizacyjną administracji. Spod egidy kanclerza wyłączyłem wiele obszarów, które podporządkowałem sobie albo prorektorowi. Prorektor przejął obszary administracyjne związane ze współpracą zagraniczną i z działami kształcenia, ja natomiast – kadry i płace. Lubię być osobą sprawczą i mieć wpływ na to, czym zarządzam, tymczasem kanclerz nie musi czuć specyfiki kształcenia, w tym artystycznego, i stąd pole do nieporozumień. Chwalę sobie obecne zmiany w ustawie, bo poprzednio prorektorzy, podobnie jak sam rektor, byli wybierani przez elektorów, a w uczelniach często jest taka tradycja, że prorektorzy reprezentują inne wydziały niż rektor. Znam przypadek uczelni, gdzie prorektora wybrano, aby pilnował rektora, by ten nie zawłaszczył władzy. Jest to trochę chore i może prowadzić do konfliktów. Chciałem uniknąć takiej sytuacji i zadecydowałem, że będę posługiwał się pełnomocnikami. Mieliśmy więc jednego prorektora, z którym zarządzałem w dwuosobowym składzie, i pełnomocników. Zrobiłem też audyt i stwierdziłem, że biorąc pod uwagę optymalizację kosztów, kanclerz nie powinien mieć zastępcy. Na początku zmiany wzbudzały niepokój społeczności, powiedziałem jednak, że skoro jestem rektorem, to chcę w pełni odpowiadać także za gospodarkę finansową, tak jak jest to obecnie.

Gdy minister Jarosław Gowin, ówczesny wicepremier, wyszedł z propozycją reformy szkolnictwa, zaczął zapraszać rektorów na konferencje i kongresy, gdzie mogliśmy zabierać głos. Byłem czynnym uczestnikiem tych dyskusji, z pewnymi rozwiązaniami polemizowałem, a pewne chwaliłem. I stało się – ustawa została przegłosowana.

Czy państwa opinie były brane pod uwagę?

W pewnym stopniu. Zdziwiło mnie, że najważniejsze kompetencje senatu zostały całkowicie przesunięte na radę uczelni. Początkowo rada miała zatwierdzać strategię uczelni i mieli w niej przeważać tzw. członkowie zewnętrzni, którzy nie muszą rozumieć specyfiki kształcenia. Było to niebezpieczne. Gdyby jeden z członków rady przekonał innych, że prowadzenie jakiegoś kierunku niszowego nie jest opłacalne, bo lepiej nastawić się na rozwój kierunków popularnych, wtedy w głosowaniu większościowym ten kierunek by przepadł. Tymczasem tendencje się zmieniają i taka „popularność” może być tylko chwilowa. Na szczęście, pod wpływem nacisków środowiska akademickiego pierwotny projekt został zmieniony.

Jako jedyny rektor uczelni artystycznej wykorzystałem zapis poprzedniej ustawy i w trzecim roku mojej kadencji powołałem konwent złożony z m.in. marszałka województwa pomorskiego, prezydentów trzech miast, prezydenta Pracodawców Pomorza, dyrektorów Teatru Szekspirowskiego, Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych i Muzeum Narodowego, dyrektora Muzeum Miasta Gdańska i prezesów największych firm w Trójmieście. Konwent miał głos doradczy – popierał stanowisko moje i senatu dotyczące poprawek w ustawie i składał w tej sprawie pisma do ministrów i marszałka Senatu. Zależało nam m.in. na tym, aby zachować podział na sztuki piękne i sztuki projektowe. Ministerstwo miało jednak plany zmniejszenia liczby dyscyplin. Poniekąd wylano dziecko z kąpielą, bo przypisano nas wszystkich do dyscypliny „sztuki plastyczne”, a przecież mamy odrębne specyfiki. Z momentem wejścia nowej ustawy nasz konwent przestał istnieć.

Dyplomy 2018 ASP w Gdańsku Wpis ukończony, Fot. Tomasz Kwiatkowski

Zastąpiła go rada uczelni.

Obecnie rada opiniuje projekt strategii uczelni, zatwierdza sprawozdania finansowe i sprawozdanie z wykonania planu rzeczowo-finansowego. Czyli – jak to ma miejsce w naszym przypadku – dotychczasowe kompetencje 32 członków senatu przechodzą na siedmiu członków rady. Jest to dobre, bo nie komplikuje zbytnio procesu decyzyjnego. Nie ukrywam, że miałem duży wpływ na wybór członków rady, gdyż uważam, że pomiędzy rektorem a radą uczelni powinna być dobra „chemia”.

Jako kandydata do rady uczelni zaproponowałem jednego z członków konwentu, prof. Waldemara Ossowskiego, dyrektora Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, który jest archeologiem i profesorem na Uniwersytecie Gdańskim, a więc osobą ze środowiska akademickiego. Kolejnym kandydatem był obecny prorektor ds. współpracy z zagranicą Uniwersytetu Gdańskiego, znakomity chemik prof. Piotr Stepnowski, który pracował w różnych strukturach doradczych, także związanych z Unią Europejską. W skład rady miała też wejść pani Magdalena Pramfelt, prezes Stowarzyszenia Konsulów Honorowych w Polsce. Bardzo się cieszę, że senat zaaprobował tych kandydatów. Jeśli chodzi o wewnętrznych członków rady, są to osoby bardzo doświadczone: byli dziekani oraz kierownik szkoły doktorskiej. Działalność rady oceniam bardzo pozytywnie, spotykamy się regularnie i traktujemy po partnersku, a na zebraniach mogę na bieżąco referować aktualne problemy. Gdy chcieliśmy podpisać umowę o wartości powyżej 2 mln na wynajem dużej przestrzeni, członkowie rady zapoznali się z dokumentacją i zadawali istotne pytania, co było bardzo konstruktywne. Rada musiała także wyrazić aprobatę dla kandydatów na rektora. Ponieważ poza mną żaden kandydat nie został zgłoszony, rada stwierdziła, że po czterech latach mojego zarządzania i całorocznej współpracy w pełni aprobuje moją kandydaturę. W wyborach uzyskałem 93% głosów, czyli mocny mandat.

Nowa ustawa otworzyła możliwość zmian w strukturze uczelni, jednak w gdańskiej ASP wydziały zostały zachowane.

Stwierdziliśmy, że wydziały są istotne – nadal mają swoją niezależność i środki na prowadzenie działalności. Wydziałami kierują dziekani, skorzystałem jednak z zapisu, że dziekani są moimi pełnomocnikami, których powołuję osobiście, a odwołani mogą być po zaopiniowaniu przez radę programową wydziału. Wprowadziliśmy prodziekanów do spraw kierunków kształcenia i kierowników katedr, struktura wydziałowa została więc zachowana, z wyłączeniem rad wydziałów. Powstały rady programowe kierunków, powołaliśmy także radę naukową ds. stopni w dziedzinie sztuki.

Ustawa przyznała rektorowi duże kompetencję, między innymi odpowiedzialność za politykę kadrową. Rektor kreuje kryteria oceny okresowej pracownika także pod kątem jego działalności związanej z ewaluacją. Jest to bardzo istotne: od ewaluacji będzie zależało to, czy uczelnia utrzyma poziom akademicki, czy spadnie na poziom zawodowy i nie będzie mogła prowadzić szkoły doktorskiej. Taki scenariusz grozi potencjalnie każdej uczelni i rozumiem, że rektor powinien mieć większą siłę sprawczą, nie rozmywać odpowiedzialności, cedując ją na struktury wydziałowe czy na dziekanów.

Cieszę się, że dużo spraw spłynęło na rady programowe, które opiniowały kandydatów na dziekanów i prodziekanów do spraw kierunków, społeczność akademicka nie odczuła więc, by odebrano jej siłę sprawczą.

Na gdańskiej ASP prowadzimy jeden wydział stricte projektowy – architektury wnętrz i wzornictwa – oraz wydziały z kierunkami przypisanymi dawniej do dziedziny sztuk pięknych. Obecnie ewaluacja i parametryzacja nie dotyczą wydziałów tylko całej uczelni. Ma to swoje dodatnie strony i pozwala zakopać „topór niechęci” pomiędzy wydziałami projektowymi i artystycznymi. Padały stwierdzenia, że nazwa uczelni nie uwzględnia części projektowej i trzeba ją zmienić na Akademię Sztuk Pięknych i Projektowania, czyli po angielsku Academy od Fine Arts and Design. Na przeszkodzie tej zmianie stanęły kwestie proceduralne. Uważam jednak, że sztuki piękne i dziedziny projektowe są sobie bardzo bliskie – obraz powieszony na ścianie do facto wyposaża wnętrze, a designerskie krzesło może być niezależnym dziełem sztuki.

To, że akademie sztuk pięknych prowadzą także kierunki projektowo-artystyczne, jest obecnie normą.

Tak, ale trudno było przekonać do rezygnacji ze zmiany nazwy. Projektanci są pragmatyczni, muszą sprzedać swoje projekty, więc mówią: „wy artyści bujacie w obłokach i możecie robić rzeczy, których nikt nie kupi”.

Obecnie, ze względu na ewaluację, wszyscy pracownicy są tak samo traktowani i nasze cztery wydziały: architektury wnętrz i wzornictwa, malarstwa, grafiki oraz rzeźby i intermediów, zaczynają już zupełnie inaczej ze sobą współpracować. Nie jest tak, że „moja chata z kraja”, musimy spojrzeć na sąsiada, bo konsekwencje jego osłabienia poniesie cała uczelnia. U nas na szczęście wszystkie wydziały mają podobny potencjał, wszystkie uzyskały kategorię parametryczną A i nie było tego „gorszego brata”. Oczywiście Wydział Architektury Wnętrz i Wzornictwa ma najwięcej pracowników i studentów, ale można powiedzieć, że pozostałe trzy wydziały równoważą to w jakiś sposób, przy wzajemnym poszanowaniu specyfiki.

Jak pan ocenia przekazanie przewodów doktorskich i postępowań habilitacyjnych uczelnianej radzie naukowej ds. stopni w dziedzinie sztuki?

Kiedyś przewody i postępowania odbywały się w wąskich radach ekspertów. Teraz, w przypadku rady naukowej, o habilitacji artysty, który reprezentuje na przykład malarstwo czy intermedia, może decydować projektant – architekt wnętrz albo wzornik i vice versa. Obawialiśmy się, że rada naukowa składająca się z przedstawicieli wielu dyscyplin może stanowić problem, jednak tak się nie stało. Mam odpowiedzialnych pracowników. Uczulałem radę na niebezpieczeństwo wyrażania krzywdzących opinii przez osoby, które nie są fachowcami w danej dyscyplinie. Lepiej zaufać kolegom i koleżankom reprezentującym tę właśnie dyscyplinę, ewentualnie zasięgnąć ich opinii. Taka sytuacja ma u nas miejsce.

Recycled – wystawa studencka ASP w Gdańsku, Fot. Anna Tanaev

A jak uczelnia poradziła sobie z organizacją zajęć w czasie epidemii?

Stwierdziliśmy, że biorąc pod uwagę priorytet zdrowia i życia pracowników, lepiej prowadzić zajęcia on line, co jest bardzo trudne w przypadku pracowni, w których mamy do czynienia z warsztatem i dostępem do narzędzi. Założyliśmy jednak, że to będzie rok eksperymentalny, więc warto trochę zmodyfikować program i nie zapraszać na uczelnie studentów poza rocznikami dyplomowymi. Wszyscy nauczyciele akademiccy nawiązali kontakt ze studentami. Prowadzili zajęcia, korzystając z różnych platform cyfrowych i z możliwości przesyłania plików w pdf-ach. Oczywiście taka sytuacja nie jest idealna dla społeczności artystycznej, gdzie ważny jest bezpośredni kontakt z wykładowcą i konsultacje w niewielkich grupach. Obecnie działamy hybrydowo. Studenci lat dyplomowych mogą brać udział w konsultacjach i – gdy jest to wskazane – realizować prace na terenie uczelni. Z tego powodu bardzo cieszy mnie decyzja ministra Piotra Glińskiego, który umożliwił warunkowe otwarcie uczelni po 25 maja, o co zresztą występowała Konferencja Rektorów Uczelni Artystycznych. Oczywiście wszyscy musimy przestrzegać szczegółowego regulaminu opracowanego na czas epidemii.

Czy w związku z epidemią został zmieniony termin egzaminów dyplomowych?

Przyjęliśmy założenie, że nie może być tak, aby dyplomy, zwłaszcza magisterskie, były dyplomami „pandemicznymi”, a my przymkniemy oko na ich jakość. Student musi przedstawić dyplom kompletny i dobrze wykonany. Żeby nadrobić dwa i pół miesiąca lockdownu, wyznaczyliśmy termin egzaminów dyplomowych na początek października i termin rezerwowy w pierwszej połowie listopada. Dyplomy licencjackie zostaną obronione z końcem sierpnia i na początku września, a ponieważ większość uczelni artystycznych w Polsce będzie robić rekrutacje na drugi stopień we wrześniu, więc wszyscy powinni zdążyć.

Na początku pierwszej kadencji za jeden z priorytetów uznał pan wzmocnienie współpracy międzynarodowej.

Wówczas widzieliśmy dwie możliwości: rozbudowę programu Erasmus Plus poprzez znalezienie większej liczby partnerów i organizację kształcenia komercyjnego w języku angielskim. Jestem bardzo zadowolony, bo podwoiliśmy liczbę uczelni, z którymi mamy podpisane umowy – w tej chwili jest to prawie sto uczelni w Europie i na świecie. Otrzymujemy dużo wniosków od kandydatów, którzy chcą u nas studiować albo nawet pozostać na kolejny semestr. Wielu naszych studentów wyjeżdża za granicę, choć jest taka tendencja, że wybierają cieplejsze, bardziej atrakcyjne turystycznie destynacje i to generalnie dotyczy wszystkich uczelni w Polsce. Mieliśmy pomysł na organizację zajęć komercyjnych dla studentów z Chin, ale okazało się, że o ile w przypadku sztuk muzycznych można prowadzić współpracę, to jednak nie ma zbyt wielu chętnych na kształcenie w zakresie sztuk plastycznych, więc projekt upadł.

Wzięliśmy natomiast udział w konkursie, który organizowała NAWA i uzyskaliśmy półmilionowy grant na zwiększenie kompetencji językowych, interpersonalnych i organizacyjnych przydatnych we współpracy z zagranicą. Jesteśmy w trakcie realizacji tego projektu. Zapraszamy wykładowców z zagranicy, nasi też wyjeżdżają, wymieniamy projekty wystawiennicze i artystyczne z innymi ośrodkami; w zeszłym roku mieliśmy świetną wystawę grafiki chińskiej. Nie fetyszyzowałbym jednak umiędzynarodowienia. Ono jest uwzględniane w pewnych współczynnikach, na podstawie których finansuje się uczelnie, ale na pewno uczelnia publiczna, która prowadzi studia stacjonarne, nie uzyska takiego współczynnika jak na przykład Akademia Leona Koźmińskiego, w której 60% studentów to studenci zagraniczni. W przypadku uczelni publicznych należy dążyć do wskaźnika na poziomie 15%. W związku z sytuacją epidemiczną już dwie uczelnie – jedna z Hiszpanii i jedna z Irlandii – poinformowały nas, że zawieszają program wymiany. My też uważnie śledzimy rozwój sytuacji. Wydałem zarządzenie, na razie dosyć wstrzemięźliwe, o zakazie wyjazdów za granicę do 30 czerwca. Nie wiem, jaka będzie sytuacja epidemiczna w konkretnych krajach, a mam informację, że w ramach Erasmusa Plus część naszych studentów chciałaby odbyć praktyki w sierpniu, o ile to będzie możliwe. Wielu studentów z zagranicy nie chciało wracać do swoich krajów, gdyż czuło się u nas bezpieczniej. Myślimy o podtrzymywaniu współpracy, ale o tym będą decydowały warunki i możliwości.

Spośród innych priorytetów wymienię powołanie nowych kierunków, które wyklułyby się z dotychczasowych specjalności, jak na przykład animacja prowadzona obecnie na wydziale grafiki. Są też pomysły, aby z grafiki wydzielić grafikę projektową i grafikę warsztatową – artystyczną. Na wydziale rzeźby jest specjalność fotografia, która może stać się kierunkiem, a na wydziale malarstwa myślimy o nowym kierunku – sztuka w przestrzeni publicznej. Musimy jednak mierzyć siły na zamiary, chodzi o możliwości infrastruktury, możliwości finansowe i kadrowe. Chcielibyśmy także dobrze przejść ewaluację. Jako jedna spośród trzech uczelni artystycznych w Polsce powołaliśmy szkołę doktorską. Jest to duże obciążenie finansowe, ale uważam, że uczelnia z profilem ogólnoakademickim powinna mieć doktorantów.

Na początku poprzedniej kadencji miałem ambicje uzyskania dużej niezależności w stosunku do subwencji ministerialnej poprzez pozyskanie wpływów ze środków komercyjnych. Mamy sporo przestrzeni, na przykład piwnice o powierzchni 1000 m² pod Wielką Zbrojownią z pięknymi siedemnastowiecznymi sklepieniami. Nie możemy tam prowadzić dydaktyki, ale nic nie stoi na przeszkodzie np. działalności restauracyjnej. Sytuacja epidemiczna spowodowała jednak tymczasową weryfikację tych planów.

Akademia Sztuk Pięknych nie jest korporacją, która ma odpowiadać na zmienne zapotrzebowanie społeczne. Mamy misję: działamy w obszarze edukacji artystycznej, ale jesteśmy też instytucją kultury, organizujemy wystawy, które są konkurencyjne w stosunku do wystaw w galeriach czy muzeach miejskich.

Rzeczą dla mnie zasadniczą jest postrzeganie uczelni jako wspólnoty. Ponieważ wcześniej kierowałem dużym obszarem administracji, rozumiem problemy osób, które pracują w dziale księgowości, kadr czy analiz ekonomicznych. W programach wielu kandydatów na rektorów jest postulat ograniczenia biurokracji do minimum. Postulat interesujący, ale ponieważ mamy do czynienia z dziedziną finansów publicznych, często nie do zrealizowania w takim zakresie, jak proponują kandydaci. Jestem zwolennikiem pracy zadaniowej. Zdecydowałem się na skrócenie czasu pracy w administracji do siedmiu godzin i wprowadziłem taki zapis do nowego regulaminu pracy. Ten system się sprawdził, zadania są wykonywane i wszyscy są zadowoleni.

Wystawa końcoworoczna – malarstwo, ASP w Gdańsku, Fot. Halina Malijewska

Wyciągnąłem także wnioski z poprzedniej kadencji i każda osoba, która uzyskała habilitację, otrzymuje automatycznie awans na stanowisko profesora ASP. Nowa ustawa odblokowała takie rozwiązania. Wcześniej mój kolega, będąc adiunktem i zarazem kierownikiem katedry, czekał na to stanowisko około 15 lat. W przypadku doktoratów cezura wynosi trzy lata. Ponieważ wiąże się to ze zwiększeniem wynagrodzenia, pracownicy mogą mieć większą satysfakcję. Umiejętność zarządzania zespołem polega także na tworzeniu dobrej atmosfery pracy.

Jakie jest miejsce malarstwa w gdańskiej ASP?

Dziękuję za to pytanie. W zakładaniu gdańskiej ASP, która w tym roku obchodzi 75-lecie, brali udział wybitni malarze, jak chociażby Artur Nacht Samborski. Zaproszono tu znakomitych artystów: Tadeusza Piotra Potworowskiego, Juliusza Studnickiego, Aleksandra Kobzdeja. Po wojnie do Gdańska przyjechali wykładowcy z Wilna, Lwowa i z krakowskiej ASP. Wykształcili takich artystów jak Władysław Jackiewicz, były rektor, czy Kiejstut Bereźnicki. Kierunek malarstwo miał mocną pozycję, wielu rektorów było malarzami, wykładowcy odgrywali dużą rolę, byli zaangażowani w różne kolegia i grupy eksperckie. Był taki moment, że mieliśmy wspólny Wydział Grafiki i Malarstwa, ale gdy graficy się odłączyli, doszło do perturbacji organizacyjnych i wydział stracił uprawnienia do postępowań habilitacyjnych. Miałem wtedy rozpoczętą habilitację i musiałem trochę odczekać. Z czasem jednak oba wydziały okrzepły i stały się mocne. Pomimo popularności nowych kierunków obserwujemy niesłabnące zainteresowanie kandydatów kierunkiem malarstwo.

Czy malarstwo jako przedmiot jest obecne na kierunkach projektowych?

Na tych kierunkach są opracowywane niezależne programy studiów. Liczba godzin przedmiotów artystycznych została w nich zmniejszona na rzecz zajęć stricte projektowych. Na architekturze i wzornictwie jest fakultatywna pracownia malarska i rysunkowa, studenci mogą wybierać również pracownie artystyczne na pozostałych kierunkach reprezentujących sztuki piękne. Osobiście uważam, że dobry projektant nie musi dobrze malować czy rysować, ale i tak jesteśmy ewenementem, bo u nas student wzornictwa potrafi wziąć kartkę papieru i narysować np. smartfon, a studenci z ważnych uczelni artystycznych w Europie często nie potrafią, bo nikt od nich tego nie wymaga. Jeśli nie mają laptopa z zasilaniem, to nie są w stanie przekazać swojej wizji potencjalnemu klientowi. Tymczasem rysunek jest wykładnią tego, co myślimy, malarstwo z kolei uczy rozróżniania pewnych subtelności związanych z obszarem koloru. Oczywiście są różne książki zawierające przykłady łączenia kolorów, harmonii, może z nich skorzystać nawet daltonista, gdy odczyta podane numery. Co innego jednak, jeśli się samemu maluje – takie działania na pewno świetnie przełożą się na doświadczenia projektowe.

Chciałbym poruszyć jeszcze jedną sprawę, nie do końca przewidzianą w ustawie. Rektor, który musi być pełnoprawnym menedżerem, nie jest zwolniony z obowiązków dydaktycznych, artystycznych i naukowych. Ograniczając swoją aktywność, odczuwam dyskomfort, jestem jednak człowiekiem na tyle dojrzałym, że dokonałem wyboru i wolę być lepszym rektorem zarządzającym uczelnią niż aktywnym artystą czy dydaktykiem. Mam nadzieję, że po ośmioletniej przerwie będę w stanie powrócić do aktywności artystycznej. Jeżeli angażujemy się artystycznie, dydaktycznie, naukowo, to nie poświęcimy czasu na zarządzanie uczelnią, nie przeanalizujemy wszystkich wariantów, nie przeczytamy wszystkich dokumentów, na podstawie których możemy wysnuć odpowiednie wnioski. Nie podjąłbym się roli rektora, gdybym musiał ograniczyć swoją funkcję do spraw reprezentacyjnych. Cieszy mnie, że w jakimś sensie kontynuuję drogę poprzedników. Czasami, na początku kadencji, oceniałem ich decyzje krytycznie, a potem zobaczyłem, że pracując w określonych warunkach i sytuacji zewnętrznej, nie mogli decydować inaczej. Szacunku nie da się uzyskać poprzez samą funkcję, tylko poprzez decyzje.

Rozmawiała Krystyna Matuszewska

Wróć