Zbigniew Drozdowicz

Rys. Sławomir Makal
O tym, czy ktoś ma odpowiedni talent do prowadzenia badań naukowych, można z dużym przekonaniem powiedzieć wówczas, gdy dokona on przełomowego odkrycia. Takich uczonych jest stosunkowo niewielu. Historia nauki jednak dowodzi, że wielkie talenty z urodzenia się zdarzały i pozwalały osiągnąć naukowy sukces często na przekór najbliższemu otoczeniu. Za taki talent można uznać Galileusza. Lista jego naukowych osiągnięć jest zróżnicowana, obejmuje zarówno astronomię i fizykę, jak też mechanikę i jej praktyczne zastosowania. Tym co je łączy, jest matematyka stosowana do m.in. obserwacji, które dla innych uczonych nie warte były zainteresowania. Przykładem może być określenie właściwości ruchu wahadłowego na podstawie obserwacji wahań żyrandola w katedrze w Pizie. Do rozwijania zdolności łączenia matematyki z mechaniką nie zachęcały Galileusza ani najbliższa rodzina (jego ojciec uważał, że nie zapewni to mu godziwych warunków życia), ani akademickie otoczenie (był wykładowcą tzw. czystej matematyki najpierw na uniwersytecie w Pizie, a później we Florencji). Natomiast do łączenia jej z „mechaniką sfer niebieskich” wręcz zniechęcały go ówczesne władze kościelne, a nawet wymogły na nim uznanie naukowej teorii heliocentrycznej Kopernika za całkowicie fałszywą.
Talentem z urodzenia był również Izaak Newton. Urodził się w rodzinie w miarę zamożnego, ale niepiśmiennego chłopa. Podstawowe wykształcenie otrzymał w wiejskiej szkole w rodzinnym Colsterworth, a później w grammar scholl w Grantham. Już wtedy wyróżniał się uzdolnieniami do konstruowania urządzeń mechanicznych, jak np. zegar wodny. Na podjętych w 1661 roku studiach w Kolegium Świętej Trójcy Uniwersytetu Cambridge wykazał się m.in. talentem w zakresie matematyki, optyki, astronomii. Wprawdzie uczelnia miała stosunkowo długą akademicką tradycję, jednak zarówno poziom prowadzonych w niej badań, jak i kształcenia studentów był wówczas daleki od doskonałości. Nie przeszkodziło to Newtonowi w uzyskaniu kwalifikacji, które pozwoliły mu w 1668 roku otrzymać kierownictwo prestiżowej Katedry Matematyki Lucasa. Z tego okresu pochodzi m.in. jego teoria barw oraz odkrycie siły grawitacji. O jej działaniu miał się ponoć osobiście przekonać, doświadczając spadającego mu na głowę jabłka. Jeśli nawet jest to jedynie legenda, to dobrze pokazuje nadzwyczajną zdolność uczonego do kojarzenia pozornie błahych zdarzeń z siłami działającymi w makroświecie. Przedstawił je w opublikowanym w 1687 roku fundamentalnym dziele Matematyczne zasady świata naturalnego. Nawet laikom może ono imponować zarówno swoją obszernością, jak i drobiazgowością wyliczeń i ich zestawień. Natomiast dobrze zorientowanym w realiach fizykalnych świata uczonym, jak Albert Einstein, zaimponowało też trafnością w opisywaniu i objaśnianiu jego realiów. Podziwowi dla naukowych osiągnięć Newtona dał on wyraz m.in. w napisanej wspólnie z Leopoldem Infeldem książce pt. Rozwój fizyki. W świetle tego dzieła ustalenia angielskiego uczonego wyznaczają nową epokę w fizyce.
Zdaniem autorów tej książki naukowe dokonanie Newtona miały co najmniej jedno istotne uproszczenie. Stanowiła je „próba sprowadzenia wszelkich zdarzeń fizycznych do samych ruchów niezmiennych samych w sobie atomów. Przestrzeń, czas, atomy – te ostatnie wyposażone w bezwładność i siły oddziaływania wzajemnego – wydawały się jedyną możliwą do pomyślenia podstawą wszelkiej teorii fizycznej. Wtedy nastąpiła pierwsza wielka zmiana, którą stanowiło stworzone przez Faradaya i Maxwella pojęcie pola elektrycznego i magnetycznego. Owo pojęcie pola uzyskało fundamentalną niezależność obok cząstek materialnych”. Kolejnym przełomem w fizyce teoretycznej było uwolnienie tego pola przez Heinricha Hertza „od wszelkich dodatków zasobów pojęciowych mechaniki, a przez H.A. Lorentza od „nośnika materialnego”. „Teoria Maxwella-Lorentza z koniecznością prowadziła do szczególnej teorii względności, która wraz ze zniszczeniem pojęcia absolutnej równoczesności wykluczyła istnienie sił działających na odległość” i „wykazała również, że prawo ruchu Newtona można uważać jedynie za prawo graniczne spełnione tylko dla małych prędkości”. Teorię tę Einstein sformułował w 1905 roku, natomiast w 1915 roku sformułował uogólnioną teorię względności. W 1921 roku otrzymał Nagrodę Nobla za „wkład do fizyki teoretycznej, zwłaszcza opis prawa efektu fotoelektrycznego”. Jest wprawdzie sprawą dyskusyjną, czy był on matematycznym talentem z urodzenia (według jego akademickiego nauczyciela Hermanna Minkowskiego w okresie studiów na Politechnice w Zurychu miał trudności w zrozumieniu niektórych problemów matematycznych), jednak poza dyskusją jest to, że posiadał wyjątkowe uzdolnienia w fizyce teoretycznej. Sprawiły one, że jego obraz świata naturalnego stanowił na tyle znaczącą korektę obrazu nakreślonego przez Newtona, że klasyczna fizyka okazała się zestarzała.
Nauka często kontestuje zastane teorie i metody badawcze, ale dopóki nie znajdzie lepszych, warunkowo akceptuje te, które są. Krytyczni albo mniej utalentowani uczeni poprzestają na kontestowaniu. Natomiast bardziej utalentowanym zdarzają się umysłowe olśnienia, które oznaczają zasadniczą zmianę w myśleniu o świecie. Wprawdzie nie znaleziono dobrej metody na prowokowanie takiego olśnienia, jednak można wskazać przynajmniej kilka sytuacji, w których miało ono miejsce. Takie olśnienie przeżył w wieku 23 lat filozof i matematyk francuski Kartezjusz (wł. René Descartes) podczas snu 10 listopada 1619 roku. Z jego opisu wynika, że skłoniło go ono do zmiany dotychczasowego życia z żołnierskiego na naukowe i poświecenia się poszukiwaniu prawd w naukach, a także upewniło go w wierze w siłę własnego umysłu (por. F. Alquié, Kartezjusz). W pierwszej kolejności zajął się poszukiwaniem prawd w naukach w największym stopniu zależnych od ludzkiego umysłu, w których wykazywał spore uzdolnienia. Była to matematyka, a ściślej geometria analityczna i algebraiczna. Do jego znaczących osiągnięć w tym zakresie należą: wskazanie – wspólnie z Pierre’em Fermatem – współrzędnych pozwalających określić miejsce w przestrzeni, nazywanych współrzędnymi kartezjańskimi; rozszerzenie tych poszukiwań na obszar fizyki (sformułował w niej m.in. zasadę stałej ilości ruchu we wszechświecie) oraz na filozofię pretendującą do miana wiedzy pewnej i prawdziwej. Formułowane przez niego teorie były później korygowane m.in. przez Newtona (np. kartezjańska teoria ruchów wirowych). Jednak osiągnięcia Kartezjusza były znaczące w każdym z obszarów jego badań, a jego oparta na wierze w moc ludzkiego rozumu filozofia jest uznawana za głęboki przełom w tradycji filozoficznej.
O talencie z olśnienia można również mówić w przypadku Karola Darwina. Wyglądało ono jednak zupełnie inaczej niż w przypadku Kartezjusza. Przede wszystkim przebiegało wolniej, związane było bowiem z odbytą w latach 1831-1836 podróżą krajoznawczą do Ameryki Południowej na statku HMS Beagle. Dwudziestodwuletni Darwin wziął w niej udział jako przyrodnik amator, nie miał bowiem przyrodniczego wykształcenia (ukończył studia teologiczne na Uniwersytecie Cambridge). Swoje poglądy na temat praw przyrody opierał na wierze w boski kreacjonizm. W napisanej w późniejszych latach Autobiografii przyznał, że na początku podróży doszukiwał się we wszystkich obserwowanych zjawiskach „ręki Boga”. Jednak w miarę jej trwania coraz bardziej był zauroczony różnorodnością świata przyrody i żyjących w nim tubylczych ludów, aż w końcu doszedł do wniosku, że musi to być spowodowane procesem ewolucji. W opublikowanej w 1859 roku książce pt. O powstaniu gatunków drogą doboru naturalnego nie pojawia się twierdzenie, że człowiek pochodzi od małpy. Taką tezę wyprowadził z teorii Darwina jego najbliższy uczeń i współpracownik Thomas H. Huxley. Wywoła ona falę krytyki ze strony środowisk tradycjonalistycznych. Na rozpowszechnianym wówczas plakacie przedstawiano małpę z głową Darwina. W późniejszych wydaniach swego dzieła uczony zamieścił oświadczenie, że podpisuje się pod poglądem, że człowiek pochodzi od małpy. Trzeba dodać, że według Darwina procesy ewolucji dotyczą także świata nieożywionego, w tym zmian geologicznych. Swoje poglądy na ten temat przedstawiał m.in. w opublikowanej w 1844 roku książce pt. Geologiczne obserwacje Ameryki Południowej. Darwin powołuje się jednak nie na olśnienia, lecz na obserwacje i przemyślenia. To zrozumiałe w epoce scjentyzmu, który stał w opozycji do chrześcijańskiej religijności bazującej na wierze w boskie objawienia.
Wielkie talenty nie pojawiają jedynie w fizyce czy biologii. Występują również w innych naukach, również humanistycznych i społecznych. Chciałbym powiedzieć kilka słów o ich występowaniu w filozofii, jednak bez rozstrzygania, której z form jej uprawiania bliżej do naukowości. Najistotniejsze jest bowiem to, aby była to filozofia zdolna zdobyć się na uogólnienia, które podlegają naukowej weryfikacji i – co nie mniej istotne – wyjść z honorem z takich sprawdzianów. Zajmując się przez ponad pół wieku analizowaniem różnych filozoficznych stanowisk i poglądów, mogę z przekonaniem powiedzieć, że stosunkowo najdłuższy żywot miały te posiadające logikę, której filary są trudne do podważenia. Do jej wypracowania trzeba również mieć duży talent. Posiadali go zarówno Sokrates, jak i jego najbliższy uczeń Platon. Znakiem rozpoznawczym stosowanej przez nich logiki jest to, że rozważa się w niej różne „za” i „przeciw”, aby dojść do tego, co najbardziej prawdopodobne. Realizuje się to w rozmowach, które mogą czegoś nauczyć obie strony. Innego rodzaju logikę stosował Arystoteles. Nazywał ją analityką, bowiem realizowana była poprzez analizę pojęć i twierdzeń zmierzającą do wyeliminowania niejasności i sprzeczności, aż do stwierdzenia, że doszło się do pewników.
W późniejszych wiekach dialektyka i analityka miały co najmniej kilka istotnie różniących się wersji. W średniowiecznej scholastyce zostały „pożenione”, w końcu jednak zaczęli spoglądać na nie z pogardą m.in. Erazm z Rotterdamu i Kartezjusz. Wymieniam tych dwóch filozofów, bowiem każdy z nich zaproponował swoją metodę dochodzeniu do prawdy. Erazm wypracował metodę sceptyczną, w której najistotniejsze kwestie są argumentowane „tak” i „nie” oraz rozstrzygane przez osobę uznawaną za mistrza. Kartezjusz zastosował metodę krytycznego wątpienia, w której pod znakiem zapytania stawiane są wszystkie twierdzenia, wobec których można zgłosić poważne zastrzeżenia i pozostają jedynie te całkowicie pewne i prawdziwe dla każdego, kto należycie posługuje się umysłem.
W późniejszym okresie pojawiło się kilka pokoleń utalentowanych filozofów, którzy potrafili prowadzić polemiki praktycznie ze wszystkimi naukowymi autorytetami. Świadczyło to jednak bardziej o ich filozoficznej odwadze niż rozwadze, bowiem w lepszym wariancie przekształcili filozofię w rodzaj eseistyki, natomiast w gorszym w publicystkę, która „żywi się” incydentalnymi wydarzeniami i razem z nimi przemija. Dzisiaj znajdują oni naśladowców w utalentowanych publicystach, którzy filozoficzne myślenie i mówienie traktują jako dobrą formę imponowania mało wymagającym konsumentom kultury masowej i spotykają się z uznaniem z ich strony. Jednak nawet interesująca publicystyka nie jest w stanie zastąpić filozofii, która posługuje się godną uznania uczonych logiką i metodologią.
Wróć