Jacek Hnidiuk

Nie sposób zaprzeczyć, że technologia AI wdarła się szturmem w życie nie tylko specjalistów i naukowców zajmujących się nią zawodowo, ale przede wszystkim w codzienność zwykłych zjadaczy chleba i aż strach pomyśleć, w kogo nas, cytując Słowackiego, „przerobi”, zapewne nie w „aniołów”. Wraz z pojawieniem się pierwszej (niedoskonałej) wersji ChatGPT zaświtały w głowach wielu obserwatorów pytania o to, dokąd dojdziemy, idąc ścieżką AI albo raczej, gdzie damy się poprowadzić? Takie fundamentalne pytania stawia również Andrzej Dragan. Jak zdefiniować samo pojęcie „sztucznej inteligencji”? Po lekturze jego książki zastanawiam się, czy nie jest to oksymoron? Czy w ogóle możemy mówić o samoistnej inteligencji w przypadku algorytmu, który jest stworzonym przez człowieka ciągiem znaków? Czy sztuczna inteligencja osiągnie kiedykolwiek poziom samorozwoju, który mógłby doprowadzić do zagłady ludzkości znany nam z filmów science-fiction?
Ta książka na pewno nie da czytelnikowi łatwych odpowiedzi, o ile w ogóle odpowie na dręczące zapewne wielu informatyków czy etyków pytania. Wydaje mi się jednak, że nie taki był jej zamysł, Dragan raczej systematyzuje swoje spostrzeżenia dotyczące AI, porównuje technologiczne zaawansowanie pierwszych wersji, wskazuje na błyskawiczny postęp w tej dziedzinie. Powołuje się na eksperymenty, przywołuje doświadczenia przeprowadzane przez naukowców z całego świata. W pewnym sensie znaleźliśmy się na drodze bez technologicznego odwrotu i nie mamy najmniejszego pojęcia, dokąd nas ona zaprowadzi. Po lekturze książki Dragana mam wrażenie, że stoję w jeszcze większym intelektualnym rozkroku, bo z jednej strony autor w (to nieodpowiednie słowo, ale niech już będzie) „przystępny” sposób zapewnił mi odpowiednią do przyswojenia i wyselekcjonowaną porcję tzw. wiedzy fachowej, kreśląc kontekst naukowo-społeczny, w którym powstała (powstaje?) AI, z drugiej zaś pozostawił też z dużym uczuciem niedosytu i bezradności wobec tego, co przyniesie przyszłość.
Dragan nie bawi się we wróżkę, bo może okazać się, że rzeczywistość będzie bardziej zaskakująca niż wszelkie (optymistyczne czy pesymistyczne) przewidywania. Zapewne jeszcze kilka lat temu wiele osób było przekonanych, że AI jest i pozostanie bezmyślnym odtwórcą danych wgranych uprzednio przez człowieka, jednak wydaje się, że współczesne badania nad sieciami neuronowymi nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Moglibyśmy stwierdzić, że oto znaleźliśmy się w środku cyfrowej rewolucji porównywalnej z rewolucją przemysłową sprzed dwóch wieków, ale po pierwsze uważam, że dopiero na jej początku, a po drugie może się okazać, że obecna zmiana będzie miała dalekosiężny wpływ na jeszcze więcej dziedzin naszego życia. To trochę tak, jakby próbować przewidywać losy nowonarodzonego dziecka, bo znamy historię życia jego rodziców; niby są jakieś logiczne podstawy, niby genów nie wydłubiesz, ale jednocześnie who knows?
Quo vadis AI? Na pewno nie poznamy odpowiedzi na to pytanie po lekturze książki Dragana, ale trochę „rozjaśni” się w głowach. Uogólniając, moglibyśmy powiedzieć, że modele językowe stwarzają obecnie tyle samo możliwości, ile zagrożeń i nie mam na myśli wyłącznie apokaliptycznej wizji, w której AI przejmuje władzę nad światem i dąży do eksterminacji ludzkości. Bardziej skomplikowane algorytmy to większa moc obliczeniowa, a co za tym idzie konieczność budowania większych serwerów i korzystania z większej ilości energii do ich utrzymania. Będzie się to wiązało także ze zużywaniem ogromnych ilości wody do chłodzenia tych systemów. Zbyt wcześnie na jakiekolwiek podsumowania, tym bardziej w dziedzinie tak jeszcze niepewnej jak AI. Wszelkie dylematy i obawy przed niestabilną przyszłością rozwiąże, bez względu na naszą wolę, upływający czas. Wystarczy poczekać…
Jacek Hnidiuk
Andrzej DRAGAN, Quo vAIdis, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2005.
Wróć