logo
FA 6/2026 w stronę historii

Marcelina Smużewska

Lwowianin w Toruniu

Lwowianin w Toruniu 1

Źródło: dzieje.pl za: Archiwum UMK

Artur Hutnikiewicz zapisał się na trwałe w annałach toruńskiej polonistyki. Był mistrzem w starym stylu, który stawiał na indywidualną więź między studentem a profesorem. Szerszej publiczności znany jest z omówień tekstów literackich, zwłaszcza autorstwa Żeromskiego.

Artur Maria Hutnikiewicz był nieślubnym dzieckiem Józefy Hutnikiewicz (ur. 1887) i Artura Bartosza (ur. 1865). Przyszedł na świat 12 stycznia 1916 roku we Lwowie. Matka była sierotą, wychowaną w zakładzie prowadzonym przez siostry szarytki. Z zawodu była hafciarką. Chłopca wychowywała samotnie matka, gdyż ojciec, szanowany kupiec lwowski, miał już rodzinę. Dzieckiem się nie interesował, choć łożył na jego utrzymanie aż do swojej śmierci w 1929 roku. Artur Hutnikiewicz wspominał swoje wczesne dzieciństwo jako szczęśliwe. Matka dbała o jego potrzeby duchowe, zabierała go do teatrów, muzeów oraz na koncerty muzyki sakralnej. Gdy pracowała, chłopiec był pod opieką bezdzietnego małżeństwa grekokatolików.

Do szkoły powszechnej poszedł w wieku sześciu lat. Bardzo dobrze sobie tam radził. W 1926 roku zdał egzamin do VI Państwowego Gimnazjum im. Stanisława Staszica. Była to placówka o profilu klasycznym, gdzie uczono łaciny i greki. Pracowali tam doktorzy i docenci z Uniwersytetu Lwowskiego, tacy jak: Konstanty Wojciechowski, Juliusz Kleiner, Eugeniusz Kucharski, Stanisław Łempicki (historyk), Zygmunt Łempicki (germanista), Tadeusz Czeżowski (filozof), Kazimierz Sośnicki (pedagog) czy Juliusz Balicki. Późniejszymi jego nauczycielami byli także Stefan Grabiński (autor nowatorskiej prozy, nota bene w latach 20. związany z matką Hutnikiewicza), Zygmunt Żurawski i Władysław Stabryła.

Studia

Wybór kierunku studiów nie był żadnym dylematem. Na jego niezwykłe zdolności z zakresu polonistyki zwrócił wcześnie uwagę jeden z nauczycieli, Juliusz Balicki. Hutnikiewicz sam o sobie napisał w dzienniku: „jeśli do czegokolwiek byłem powołany w tym życiu na zasadzie jakichś danych mi przez naturę uzdolnień, to chyba tylko do nauczania literatury. Nie chcę przez to powiedzieć, że robię to doskonale, ale robię to zupełnie lepiej niż cokolwiek innego” (cytat za: Jerzy Kłosiński, Mistrz – profesor Artur Hutnikiewicz, TNT, Toruń 2023). Młodzieniec był ministrantem i członkiem Sodalicji Mariańskiej. Formacyjnym doświadczeniem była także aktywność w piłsudczykowskiej Straży Przedniej. W ramach tej organizacji wyjeżdżał na obozy, które były towarzyską przygodą, szkołą patriotyzmu i miejscem kształtowania postaw społecznych. Do końca życia pozostał mu sentyment do Piłsudskiego i socjaldemokracji. Studia rozpoczął w 1934 roku na kierunku filologia polska.

Lwowianin w Toruniu 2

W tym okresie życia było mu trudno. Stracił wsparcie ojca. Matka miała tylko dorywcze prace. Klepał więc studencką biedę i uganiał się za korepetycjami. Nieco pomógł mu poznany w Straży Przedniej Władysław Floryan, który pracował na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Dzięki jego rekomendacji dostał stypendium u prof. Kucharskiego i obniżenie czesnego. Za aprobatą profesora został „asystentem asystenta” Floryana i zastępował go, gdy ten wyjeżdżał dla podratowania zdrowia. Ogromny wpływ na młodego Hutnikiewicza wywarł warsztat pracy prof. Kucharskiego, który był rygorystą metodologicznym, outsiderem i introwertykiem, oddanym bez reszty tematyce swoich badań. Podczas studiów Hutnikiewicz był aktywny w organizacjach studenckich. Pełnił funkcję wiceprezesa Koła Polonistów Studentów UJK, członka zarządu Akademickiego Towarzystwa Słowiańskiego i członka Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza. W 1939 roku obronił dyplom magistra filozofii w zakresie filologii polskiej, pisząc pracę Życie i działalność pisarska Józefa Wereszczyńskiego. Był to biskup kijowski żyjący w XVI wieku. Młodzieniec zamierzał zostać na uczelni, specjalizować się w literaturze staropolskiej i opracować zagadnienie dotyczące kwestii wschodniej w polskiej literaturze XVI i XVII wieku. W sierpniu 1939 roku został mianowany starszym asystentem.

Wojna

Do wojska nie został powołany, ponieważ miał kategorię C. Wybuch wojny zastał go w Domu Wypoczynkowym w Mikulczynie pod Worochtą. Do Lwowa wrócił 6 września. Potem ewakuował się wraz z wojskiem polskim. Jednak do miasta wrócił po kilku dniach i był świadkiem wejścia Armii Czerwonej. Z tego czasu zapamiętał entuzjazm Żydów, którzy cieszyli się z takiego obrotu sprawy. Uniwersytet wydawał mu się naturalnym miejscem schronienia na trudne czasy, jednak zreorganizowany Derżawnyj Uniwersytet Iwana Franka, nie miał zbyt wielu etatów dla polonistów. Zapisał się więc na studia historyczne. W tym czasie rozpoczęły się represje, zazwyczaj na zasadzie solidarności zbiorowej. Jedną osobę uznano za podejrzaną, znikała cała rodzina. Okupacja radziecka w 1941 roku została zastąpiona przez niemiecką. Żydzi zniknęli, Ukraińcy po krótkim czasie stracili swoje przywileje. Hutnikiewicza skierowano do Baudienstu – nieskoszarowanego obozu pracy. Od 1942 roku pracował jako laborant w instytucie uniwersyteckim prof. Weigla. Pełnił funkcję karmiciela wszy. Miejsce to zostało przekształcone w fabrykę szczepionek przeciwko tyfusowi w ramach Instytutu Behringa. Było to więc bezpieczne miejsce, które chroniło przed wywózką w głąb Rzeszy.

Wiosną 1944 roku Hutnikiewicza zwolniono z Instytutu i znowu był zagrożony aresztowaniem. Pomógł mu wtedy profesor z gimnazjum dr Władysław Stabryła. Wystarał się dla niego o pracę buchaltera w konsorcjum naftowym Karpathen-Öl Aktiengesellschaft. Zajęcie było fikcyjne. Podliczał kolumny cyfr, nie wiadomo w jakim celu. 22 lipca rozpoczęło się powstanie zbrojne przeciwko Niemcom. Armia Krajowa złożyła broń cztery dni później i tysiące ludzi zostało aresztowanych, skazanych i wywiezionych do łagrów. Hutnikiewicz uniknął tego losu, gdyż nie angażował się w działania konspiracyjne. Uważał, że obowiązkiem jest przetrwać wojnę i odbudowywać ojczyznę w czasie pokoju. W lutym 1945 roku przyszło ogromne rozczarowanie. Lwowianie uświadomili sobie, że w ich mieście już nigdy więcej nie będzie Polski. Stało się to dla Hutnikiewicza traumą, która zaważy na dalszym jego życiu. W kolejnych miesiącach z miasta wyjechało 90% Polaków. W Dzienniku polonista opisze to tak: „sześć lat nędzy, lęku, oczekiwania. Zwycięstwo, które okazało się klęską” (w: Kłosiński). Nie chodzi tu tylko o utratę „małej ojczyzny”, ale też brak suwerenności poprzez narzucenie systemu komunistycznego.

W nowej Polsce

Latem 1945 roku wraz z matką trafił do Wałcza, gdzie został nauczycielem języka polskiego w tamtejszej szkole. Porządkował też lokalną bibliotekę. Ta praca dawała mu radość i satysfakcję. W 1948 roku obronił doktorat pod kierunkiem prof. Kucharskiego na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Tematem pracy była Forma motywacyjna w kompozycji powieści Żeromskiego. Wybór zagadnienia wziął się stąd, że w realiach powojennych nie było warunków do pracy na materiale staropolskim. Nie mógł więc rozwijać wcześniejszych zainteresowań. Po drugie, Hutnikiewicz czuł sympatię (choć nie bezkrytyczną) do twórczości Żeromskiego. Ponieważ jednak nie podzielał jej promotor, doktorat był kompromisem i dotyczył kwestii kompozycyjnych. Do Torunia Hutnikiewicz sprowadził się późną jesienią 1946 roku i rozpoczął pracę nad organizacją Katedry Teorii Literatury i Literatury Porównawczej na nowo utworzonej wszechnicy.

Pierwsze cztery, pięć lat po wojnie to okres świetności. Tworzono księgozbiory, pisano prace, organizowano zajęcia. Jak wspominał Hutnikiewicz: „miało tu znaczenie wojenne wyposzczenie intelektualne, nieograniczona wprost chłonność i potrzeba doznań duchowych, a jednocześnie świadomość, że się po katastrofie lat wojennych buduje coś naprawdę ważnego” (w: Kłosiński). Polonistyka oddziaływała na życie kulturalne miasta. Organizowano np. czwartki literackie w ramach Towarzystwa Mickiewiczowskiego, które przyciągały tłumy. Hutnikiewicz starał się o wydanie drukiem pracy doktorskiej, ale przedsięwzięcie zablokował Stefan Żółkiewski, uznając jego krytykę Żeromskiego za „reakcyjną”. Kolejnym sygnałem, że doszło do radykalnej zmiany warunków pracy naukowej, był Ogólnopolski Zjazd Polonistów w 1950 roku. Od tej pory nie można już było swobodnie zajmować się badaniami literackimi. Trzeba było odrzucić „reakcyjną, wsteczną, burżuazyjną literaturę epoki gnijącego imperializmu” (Kłosiński). Popularyzować metodologię marksistowską miał przede wszystkim Instytut Badań Literackich, który jednocześnie stał się cenzorem dla pozostałych badaczy. Z uczelni zniknęli doświadczeni i szanowani specjaliści, m.in. prof. Konrad Górski i prof. Tadeusz Makowiecki. Hutnikiewicz poczuł się osamotniony. Z poprzedniej ekipy został tylko on i dr Bożena Osmólska. Reforma oznaczała w praktyce pozbycie się najlepszych, najzdolniejszych, najofiarniejszych. Na „niedobitków” spadły duże obciążenia dydaktyczne i administracyjne. Hutnikiewicz został oszczędzony zapewne dlatego, że nigdy otwarcie nie angażował się w spory polityczne czy ideologiczne. Być może sądzono, że z czasem da się go „urobić”.

W 1954 roku literaturoznawca zdecydował się przedstawić pracę habilitacyjną dotyczącą naturalizmu w pisarstwie Żeromskiego. Rozprawa budziła kontrowersje na uczelni i w Instytucie Badań Literackich. Polonista zdecydował, że nie podda się bez walki. Złożył zażalenie w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Zaproponowano mu przenosiny na inną uczelnię. Ostatecznie z oferty nie skorzystał, a Centralna Komisja Kwalifikacyjna zatwierdziła jego docenturę dwa lata później. W tym samym roku ukazała się książka pt. Żeromski i naturalizm. Jako kolejny temat badań naukowych wybrał bezpiecznie dorobek Stefana Grabińskiego. Chodziło o tego samego pisarza, który kiedyś był związany z jego matką. Efektem prac była książka pt. Twórczość literacka Stefana Grabińskiego (1887-1936) wydana w 1959 roku. Współpracował też z czasopismami „Słowo Powszechne”, „Warszawa”, „Arkona”, „Życie Literackie”, „Dziś i Jutro”, gdzie publikował teksty o różnej tematyce, nie tylko o Żeromskim czy Grabińskim.

Lwowianin w Toruniu 3

Proza i poezja życia

Hutnikiewicz nie był obojętny na urodę kobiet. Dzięki relacji z nimi odczuwał życie bardziej intensywnie. Uważał, że miał wśród nich powodzenie. Z niektórymi łączyła go bliska więź, z innymi przyjaźń. Pierwszą ważną kobietą, z którą był silnie związany, była oczywiście matka. Podziwiał ją i bywał o nią zazdrosny. Bywało też na odwrót. Józefa Hutnikiewicz była niechętna ożenkowi syna. Do ostatniej chwili namawiała go, by się wycofał. Wybranką polonisty była Zofia z domu Łucka (ur. 1914 r.), koleżanka z wydziału, w której zakochał się tuż przed wybuchem wojny. Para pobrała się w sierpniu 1946 roku w miejscowości zamieszkania panny młodej – w Bonarówce. Zaczęli wspólne życie dopiero w Toruniu w 1947 roku. Towarzyszyli im matka i teść polonisty. Pierwszą lokalizacją w Toruniu było mieszkanie w willi przy Mickiewicza 20. To chyba najpiękniejszy budynek secesyjny w mieście. Obecnie w ruinie.

W swoim Dzienniku w 1975 roku Hutnikiewicz zapisał wyznanie: „można kochać jednocześnie dwie lub więcej kobiet bez poczucia i świadomości zdrady” (w: Kłosiński). Zdarzało mu się utrzymywać kontakt korespondencyjny, telefoniczny oraz odwiedzać „przyjaciółki”, które pojawiały się na różnych etapach jego życia. Mijając akademiki, witał wszystkie studentki, nie będąc pewien, czy nie mija tych, które akurat studiują polonistykę.

Specjalista od Żeromskiego i innych mniejszych prac

W 1956 roku Hutnikiewicz został wybrany prodziekanem Wydziału Humanistycznego oraz kierownikiem Zakładu Literatury XX wieku. Mógł odtąd kształcić własnych magistrów, co z radości robił. Postanowił prowadzić też własną politykę personalną. Miał swoich asystentów: Jerzego Speinę, Krystynę Jakowską, Jerzego Zbigniewa Maciejewskiego, Janusza Kryszaka i Wojciecha Gutowskiego. Od 1960 roku był członkiem zarządu Towarzystwa Naukowego w Toruniu i redaktorem naczelnym wydawnictwa tegoż (aż do 1989 roku). W tym samym roku został powołany do Rady Naukowej IBL-u. Ukazała się też jego książka pt. Stefan Żeromski. Miała dużo wznowień. Był to wielowymiarowy portret pisarza i jego twórczości.

Hutnikiewicz sądził, że autor Ludzi bezdomnych czerpał inspiracje z najbardziej osobistych doświadczeń. Były też pewne analogie między pisarzem a literaturoznawcą. Obydwaj nie mieli pełnych rodzin i wcześnie doświadczyli straty. Dla obu szkoła średnia była okresem formacyjnym. Bardzo ważną ideą była dla nich niepodległość kraju. Polonista cenił Żeromskiego więc nie tylko za nowatorstwo stylu i języka, ale za bagaż idei, które przedstawiał czytelnikowi. O Żeromskim wygłosił wiele odczytów. Nie był typem gabinetowego naukowca. Publiczne wystąpienia sprawiały mu przyjemność. Mówcą był dobrym, trzymał się tematu, potrafił przekazywać swoje myśli prosto i klarownie.

Chyba najbardziej znana książka Hutnikiewicza ukazała się w 1965 roku. Nosiła tytuł Od czystej formy do literatury faktu i podobnie jak poprzednia miała wiele wznowień. Był to przegląd doktryn i teorii literackich XX wieku. Jak sam wspominał, napisał pracę o awangardzie nie z entuzjazmu do niej, ale z przyczyn pragmatycznych, by wyjaśnić sobie i studentom jej założenia. Pozycja opierała się na przygotowanych wcześniej wykładach, na które już w latach 60. przychodziły tłumy.

W 1973 roku Hutnikiewicz został profesorem zwyczajnym. Był to trudny proces, któremu przez dłuższy czas stał na przeszkodzie wojewódzki komitet PZPR. Profesor, który chwali Polskę przedwojenną i nie należy do partii? To było trudne do zaakceptowania dla aparatu władzy. Próbowano usunąć go z uczelni, nawet kosztem prezesury IBL-u. Byle tylko stracił głos i nie popularyzował z katedry swoich poglądów. Nic więc dziwnego, że kiedy nominacja ostatecznie się pojawiła, nie dała Hutnikiewiczowi szczególnej radości. Uznał, że tytuł się zdewaluował w realiach powojennych i ostatecznie niewiele oznacza. Postanowił skupić się na swojej pracy.

Własne publikacje scharakteryzował następująco: „ta niekończąca się huśtawka nastrojów: czytam i wydaje mi się to znośne, a po chwili ogarnia mnie paniczny lęk, że to stek banałów, albo myśli nie moich. To uczucie dezaprobaty towarzyszy mi od początku mojego pisarstwa. Niektórych kart mojej pierwszej książki o związkach Żeromskiego z naturalizmem czy monografii o Grabińskim nie mogę zupełnie czytać, boję się ich po prostu, tak mi się wydają w złym stylu i zawstydzające” (Kłosiński). Uważał, że lepsze są jego krótsze prace lub niewielkie monografie, jak Przedwiośnia, czy wstępy przygotowane do serii Biblioteki Narodowej, np. do Hymnów Jana Kasprowicza. Przyznawał się także, że w literaturoznawstwie nie można oddzielić się od sfery aksjonormatywnej. „Nie wierzę w humanistykę ideologicznie i światopoglądowo neutralną i najoczywiściej świadomie eksponuję treści, orientacje, które dla formowania świadomości czytelników w naszym skomplikowanym położeniu wydają się szczególnie istotne” (Tamże).

Obsesja przemijania

W 1973 roku Hutnikiewicz podjął decyzję o pisaniu Dziennika. Powód wyjaśnił następująco: „od lat prześladuje mnie obsesja przemijania, świadomość efemerycznego naszego istnienia, jakże krótkiego i od początku skazanego na absolutną niepamięć” (w: Kłosiński). Polonista zbliżał się do 60. roku życia. Zaczynali odchodzić jego znajomi. Czuł się coraz bardziej osamotniony, mimo licznych obowiązków. Nie bez znaczenia była też inspiracja dziennikiem Jana Lechonia. Jednocześnie w Instytucie był nadal ważną postacią. Miał pod sobą 17 nauczycieli akademickich jako kierownik Zakładu Historii Literatury Polskiej. W tym samym roku został też dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej UMK. Stan jednostki po objęciu sterów określił jako stajnię Augiasza. Mimo przeszkód i szykan ze strony partii udało mu się uformować grono zastępców. Do nich zalicza się: Jerzego Zbigniewa Maciejewskiego, Janusza Kryszaka, Krystynę Jakowską, Wojciecha Gutowskiego, Irenę Burzacką-Branach, Janusza Skuczyńskiego, Grażynę Halkiewicz-Sojak, Zofię Mocarską-Tyc i Bogdana Burdzieja. Większość z nich została profesorami i wybitnymi znawcami literatury. Niestety, jeden z nich, Janusz Kryszak, okazał się być tajnym współpracownikiem SB, co okazało się dopiero po śmierci Profesora (Tamże).

Hutnikiewicz był sumiennym wykładowcą. Miał wielu seminarzystów, mimo że zdarzało mu się oblewać studentów na egzaminach. Na spotkaniach tworzył atmosferę elitarności. Czasem odbywały się one w kawiarniach. W Dzienniku pisał, że bardzo przywiązuje się do swoich studentów, że interesują go ich przyszłe losy, bo postrzegał to jako sprawdzian dla siebie, jakim był nauczycielem i wychowawcą. Preferował seminarzystów bezpartyjnych, czym narażał się władzy. SB śledziła też wspomniane „kawiarniane” seminaria Profesora. Zarzucano mu, że daje „niewłaściwe” tematy prac magisterskich. Chodziło głównie o pisarzy emigracyjnych i problem stosunków polsko-sowieckich.

Z wiekiem Hutnikiewicz stawał się też coraz bardziej otwarty i dzielił się swoimi poglądami politycznymi podczas publicznych wystąpień. Swoim podwładnym powiedział: „bez zakorzenienia w historii jest się w dzisiejszych czasach kompletnie zagubionym, zwłaszcza w naszych warunkach. Od świadomości własnego rodowodu zależy, czy za 100 lat będzie tu jeszcze Polska, czy też tylko masa etniczna, mówiąca jakimś polskim dialektem” (w: Kosiński). Bardzo brakowało mu wolności w sensie intelektualnym. Być może to skłaniało go do ciążenia w kierunku ludzi, którzy też tej swobody poszukiwali. Hutnikiewicz przeszedł okres fascynacji postacią Tadeusza Mazowieckiego, którego określił jako „kryształowy charakter”. Miał zresztą tendencję nie dostrzegania wad w ludziach, których uznał wcześniej za wartościowych i utalentowanych.

Lwowianin w Toruniu 4

W 1976 roku Artur Hutnikiewicz świętował 30 lat pracy naukowej. W tym czasie wydał dwa eseje: Dziennik Jana Lechonia oraz Życie i śmierć poety. O twórczości Jana Lechonia. W tym samym czasie ukazały się Portrety i szkice literackie poświęcone pisarzom końca XIX i pierwszej połowy XX wieku. Omówił dorobek Sienkiewicza, Przybyszewskiego, Żeromskiego, Lechonia, Wierzyńskiego, Tuwima, Grabińskiego i Dąbrowskiej, zwracając szczególną uwagę na to, co oryginalne i nowatorskie w ich pisarstwie. Trzeba przyznać, że podchodził ze sporym dystansem np. do Tuwima, zarzucając mu brak poruszania ważkich tematów. Nie cenił też twórczości Jarosława Iwaszkiewicza, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Władysława Broniewskiego, Jerzego Andrzejewskiego, Jerzego Putramenta czy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. W ich kontekście pisał o zagubieniu instynktu moralnego literatury. Do Czesława Miłosza podchodził też zresztą z dystansem ze względu na to, że pisarz wybrał wolność na Zachodzie.

W marcu 1978 roku odeszła żona Hutnikiewicza Zofia. To smutne wydarzenie zamknęło długi etap życia Profesora. Pocieszenia szukał wśród przyjaciółek, ale nigdy więcej się nie ożenił.

Bojownik o wolność i prawdę

Profesor przez dekady prowadził „prywatną wojnę z reżimem”. Z katedry mówił studentom o pakcie Ribbentrop-Mołotow, Jałcie, naturze stalinizmu. Cieszył się z wyboru Wojtyły na papieża. Po powstaniu „Solidarności” uznał, że nadszedł czas, żeby spróbować reformy szkolnictwa wyższego. Chciał przywrócenia autonomii uczelni, pięcioletniego toku studiów, zmniejszenia liczby godzin zajęć dydaktycznych na rzecz samodzielnego studiowania. Brał udział w strajkach, jeździł do stolicy ze swoimi postulatami i poruszał je w gremiach środowiskowych i na forum macierzystego Wydziału. Podczas stanu wojennego nie został internowany, choć kilku jego współpracowników trafiło do aresztu lub było na przesłuchaniach. Bronił demokratycznie wybranego rektora UMK, prof. Stanisława Dembińskiego, ale ten i tak został odwołany w sierpniu 1981 roku. W 1982 roku ukazał się wstęp Hutnikiewicza do powieści dramatycznej Adolfa Nowaczyńskiego Wielki Fryderyk, gdzie – dla odmiany – polonista zwraca uwagę na wpływy niemieckie w polskiej kulturze.

W 1986 roku Artur Hutnikiewicz oficjalnie przeszedł na emeryturę. Rok wcześniej doświadczył poważnego załamania zdrowia w związku z problemami kardiologicznymi. Mimo to nadal był aktywny, prowadził wykłady i seminaria. Udzielał się publicznie. Był nadal członkiem Towarzystwa Naukowego Toruńskiego. W 1987 roku ukazało się nakładem PWN opracowanie na temat Żeromskiego, które zawierało uwagi o antysowieckich i antyrewolucyjnych opiniach pisarza. Hutnikiewicz był z niego dumny. Była to w pewnym sensie synteza jego wcześniejszych prac na ten temat. W 1989 roku został współzałożycielem bydgosko-toruńskiego Towarzystwa Miłośników Lwowa. W swoich myślach i wypowiedziach coraz częściej wracał do miasta swojej młodości. W 1994 roku ukazało się kolejne opracowanie na temat Młodej Polski (pod dokładnie takim tytułem), gdzie oprócz kwestii literackich jest też element rozliczenia artystów za bezideowość, brak zaangażowania w sprawę narodową.

Hutnikiewicz odrzucał PRL jak twór polityczny, jednocześnie musiał w nim egzystować. Można powiedzieć, że wywalczył sobie maksimum swobody w ramach systemu. W latach 90. z uwagą obserwował scenę polityczną. Wydawało się jednak, że nieco zawodzi go intuicja. Nie przepadał za Wałęsą. Miał też krytyczny stosunek do „Solidarności”. Nadal konsekwentnie chwalił Mazowieckiego i był zachwycony Unią Demokratyczną, stał się przeciwnikiem lustracji. Bronił Kościoła i był wrogiem zjawiska, które współcześnie określa się jako „pedagogika wstydu”. Młodsi koledzy zaczęli dostrzegać jego stronniczość. Tłumaczyli sobie to jednak tym, że Hutnikiewicz święcie wierzył w autorytety i je idealizował.

Ostatnia książka polonisty, wydana z okazji 80. urodzin, nosiła tytuł To, co najważniejsze. Trzy eseje o Polsce. Dotyczyła poezji i prozy polskiej przed 1918 rokiem oraz ostatniej emigracji polskiej. Recenzje tej pracy znalazły się nawet w paryskiej „Kulturze”. W 2001 roku Profesor wycofał się z pracy na uczelni. Cieszył się ze starań Polski o przyjęcie do Unii Europejskiej. W 2002 roku został Honorowym Obywatelem Miasta Torunia. Zmarł 16 kwietnia 2005 roku. Pogrzeb odbył się 21 kwietnia. Pochowano go na cmentarzu św. Jerzego przy ul. Gałczyńskiego w Toruniu.

Hutnikiewicz wypromował 454 magistrów filologii polskiej, 12 doktorów, 9 doktorów habilitowanych, był recenzentem w 40 przewodach doktorskich i 35 habilitacyjnych. Całkiem niezły wynik jak na kogoś, kto realizował swoje „powołanie nauczania literatury”.

Wróć