Rozmowa z dr. hab. Adamem Świerżewskim, prof. ASP, rektorem Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku

Adam Świerżewski
Co charakteryzuje Akademię Sztuk Pięknych w Gdańsku na tle innych uczelni artystycznych?
To pytanie jest ważne także dla mnie osobiście, bo nie jestem rodowitym Gdańszczaninem, więc trochę inaczej patrzę na miasto, z którym – jako akademia – jesteśmy mocno związani. Budowanie relacji z naszym otoczeniem to jedna z najbardziej charakterystycznych cech gdańskiej ASP. Bardzo licuje z Gdańskiem otwartość na ludzi z zewnątrz, w związku z czym staramy się poszerzać grono akademickie o osoby spoza uczelni; jest to odświeżające i niejako wdrukowane w DNA naszej akademii. Mamy obecnie 80. rocznicę powstania uczelni, uformowanej przez ludzi, którzy przyjechali tu, żeby brać udział w odbudowie miasta i tworzyć nową instytucję kultury, która później będzie mocno rezonowała w regionie. To osoby napływowe tworzyły wspólnotę, pozbawioną wcześniejszego sformatowania, i mam wrażenie, że nadal zachowujemy dużą autonomię programową i stabilną wspólnotową relację pomiędzy naszymi wykładowcami a studentami.
Ten mit założycielski nadal więc funkcjonuje?

Budynek gdańskiej ASP. Fot. Adam Kozłowski
Tak. Studenci jak to studenci, nie zawsze znają dokładne okoliczności powstania akademii, ale staramy się im o tym przypominać, bo jest to dla nas ważne.
A propos relacyjności i wspólnoty: mit pracowni artystycznej/projektowej jako społeczności skupionej wokół mistrza powoli upada. Spotykam się z sytuacjami, kiedy studenci pytani o pracownie potrafią wymienić ich numery, ale nie znają nazwisk profesorów, którzy prowadzą z nimi zajęcia.
Nasza uczelnia na tle innych akademii nie jest zbyt duża i wydaje mi się mało prawdopodobne, żeby u nas studenci albo wykładowcy nie wiedzieli, kto z kim pracuje. Czasami te relacje są bardzo barwne i na pewno formują – z jednej strony studentów, a z drugiej wykładowców. W naszej nowej strategii jednym z głównych założeń jest to, że w centrum działań są studenci i wokół nich musimy budować orbity najważniejszych, czasem trudnych do zdefiniowania kompetencji i zakresów wiedzy. Jest to relacyjność, która zaczyna się formułować już nieco inaczej. Mamy różne metodologie pracy ze studentami, ale ostatnio staramy się, aby nie było silnie zarysowanej hierarchii, przepaści pomiędzy mistrzem i uczniem. W tej kadencji stawiam raczej na współpracę odpowiedzialnych osób, które chcą sobie nawzajem wiele dać. Oczywiście z dużą odpowiedzialnością tych, którzy zajmują się prowadzeniem zajęć.
W konkursie na stanowisko rektora pokonał pan czterech innych kandydatów. Jakie postulaty okazały się szczególnie istotne dla społeczności akademickiej?
Podstawowy to postawienie na zespołowość. Jesteśmy społecznością opartą na mocnych charakterach i wielu indywidualnościach, ale żebyśmy mogli naprawdę poczuć wspólnotę, musimy zdecydować się na odpowiednią komunikację i współpracę. Dlatego stawiam na rozwój poprzez promowanie zachowań, które konsolidują środowisko i pomagają w rozumieniu naszej interdyscyplinarności. To jest przyjemne doświadczenie, że niezależnie od tego, czy zewnętrzne uwarunkowania nam pomagają albo – używając nadmorskiej nomenklatury – czy wiatr wieje w naszą stronę, czy w inną, to udaje nam się działać zespołowo i podtrzymywać naszą wspólnotę.
A jak w praktyce wyraża się ta zespołowość?
Żeby móc przejść do konkretnych działań, zdecydowałem się zainwestować w szereg dodatkowych szkoleń, które mają nam pomagać w nowych sytuacjach. Na przykład od dłuższego czasu jesteśmy w procesie podnoszenia naszych umiejętności w zakresie zarządzania projektami. Poprzez to, że reprezentujemy dwie przestrzenie: sztuk czystych i sztuk projektowych, nie wszyscy mamy podstawy, które mogłyby pomóc w prawidłowym określeniu założeń prowadzących do realizacji jakiegoś celu, a niezrealizowanie celu, niezależnie od tego, jakie mamy kompetencje, jest bardzo frustrujące. Organizujemy więc dla wszystkich kierowników katedr i całej kadry zarządzającej kursy, po których łatwiej nam jest pracować wspólnie i ustalać zakresy kompetencji przy realizacji projektów.

Na przykład jakich?
Przykładem może być współpraca prowadzona przez prorektora dr. inż. arch. Marka Barańskiego, który odpowiada za jakość kształcenia, a został przeze mnie zaproszony do akademii z Politechniki Gdańskiej. Zależało mi, żeby jako osoba z zewnątrz pomógł naszemu zespołowi w implementacji metod, które dobrze sprawdziły się w innych obszarach. Obecnie pracujemy między innymi nad projektem związanym z mikropoświadczeniami i jesteśmy jedyną uczelnią artystyczną, która ma tak zaawansowany program wdrożeń w tym obszarze.
Czy mógłby pan rozwinąć ten wątek?
Mikropoświadczenia to wpięte w program edukacyjny dodatkowe kursy trwające do pół roku, z oddzielnym systemem ECTS i certyfikacją, która jest honorowana przez inne uczelnie – polskie i europejskie.
Jaka jest tematyka tych kursów?
W czasie pracy nad naszą strategią uznaliśmy, że akademia potrzebuje dużo większej elastyczności w dostosowywaniu się do potrzeb, które generują się poza jej murami, i którym trudno zaradzić w ramach regularnego cyklu edukacji. Obecnie stosujemy formułę mikropoświadczeń jako wprowadzenia do różnych tematów: poczynając od projektowania ubioru, gdyż nie mamy takiego kierunku, poprzez podstawy animacji poklatkowej, do np. gamingu. Kursy są bardzo wyspecjalizowane i rozpoczynają pewien proces, który w zależności od potrzeb można rozwinąć, aby pozyskać inną niż do tej pory wiedzę i doświadczenie.
Czy mikropoświadczenia w zależności od tematyki dedykowane są konkretnym wydziałom?
Nie, kursy są przeznaczone dla wszystkich osób z akademii. W przyszłości – zgodnie z unijną dyrektywą uczenia się przez całe życie, której częścią są właśnie mikropoświadczenia – zaprosimy do odbycia tych kursów naszych absolwentów, a później może także osoby spoza akademii.
Czy duże zainteresowanie określoną tematyką kursów może przełożyć się na koncepcję tworzenia nowych kierunków studiów?
Tutaj jesteśmy realistami. Wiemy, jakie są prognozy GUS-u odnośnie do demografii, mamy świadomość, że niż demograficzny najsilniej uderzy w największe uczelnie, ale dla nas także będzie wyzwaniem. Chcemy budować takie warianty edukacji, które nie będą zmuszały wszystkich osób do ostatecznych decyzji blokujących 5 lat życia. Jestem przekonany, że jakość kształcenia w gdańskiej akademii jest na tyle dobra, że jeżeli ktoś zacznie uczestniczyć w mikrokursach, to będzie chciał kontynuować współpracę z nami w bardziej rozbudowanej formie. Czujemy także, że wspólnota naszych absolwentów nawet po dekadzie czy dwóch ma ochotę na poszerzanie swoich kompetencji w dobrze im znanej przestrzeni, szukamy więc odpowiednich modułów edukacyjnych, które będą odpowiadać ich oczekiwaniom.

Na zasadzie alternatywy dla studiów podyplomowych?
Tak, bo z perspektywy uczelni artystycznej ocena na dyplomie, wbrew pozorom, nie jest najważniejsza. Tutaj ostatecznie liczą się umiejętności i to, co jesteśmy w stanie sami wykonać.
Dla pracodawców to jest podstawa, ale wracając do postulatów wyborczych – wspominał pan także o zmianach w programie stypendialnym.
To jest doświadczenie, które było dla mnie najtrudniejsze, bo sposób, o którym pierwotnie myślałem, nie rozwiąże problemu. Stypendia budowane są na bazie zmiennej, związanej z zarobkami profesora, a po drugiej stronie mamy określone wymogi mocno zawężające liczbę osób uprawnionych do otrzymania pomocy materialnej. Zmiany, które trzeba wprowadzić, aby poszerzyć tę grupę, niestety nie są w mocy wewnętrznych regulacji. Zarobki osób pozostających we wspólnym gospodarstwie progresują i coraz więcej studentów nie mieści się w wyznaczonych limitach. Cały czas pracujemy z ministerstwem, żeby algorytm był bardziej korzystny dla tych osób. Na szczęście akademia w wielu zakresach współpracuje z podmiotami zewnętrznymi i jesteśmy otwarci na różne rozwiązania biznesowe związane z częściową komercjalizacją naszych zasobów. Być może tutaj znajdziemy środki także na stypendia i nasz wewnętrzny system sprawi, że studenci poczują się bardziej komfortowo. Jeśli w centrum naszej strategii umieściliśmy studentów, to musimy wziąć za to odpowiedzialność, a nie deklarować tylko słowami.
A jakie są specyficzne dla gdańskiej akademii obszary współpracy z biznesem?
Przez to, że część naszych kierunków jest związana z projektowaniem, wchodzimy w relacje, które dają naszym studentom możliwość staży i udziału w zamkniętych konkursach przeznaczonych tylko dla nich. Staramy się, aby fundowane nagrody były adekwatne do rangi naszej instytucji i możliwości danego podmiotu. Współpraca dotyczy np. projektowania przestrzeni urbanistycznych, projektów wnętrz czy kampanii wizerunkowych. Współpracujemy z podmiotami prywatnymi, ale naszym dużym partnerem jest też Miasto Gdańsk, Urząd Marszałkowski i Pomorski Urząd Wojewódzki. Uczestniczymy ze studentami w programie „Ekonomia Społeczna” obejmującym fundacje, które działają na pożytek lokalnej społeczności, a zwłaszcza osób wykluczonych. Te podmioty mają w sobie dużo serca, ale czasami brakuje im pewnych kompetencji. Studenci pracując w grupach pomagają im stworzyć odpowiednią strategię wizerunkową oraz – we współpracy z mentorem – strategię marketingową i promocyjną. Program trwa pół roku, a na etapie zaliczenia semestralnego studenci mogą zaprezentować swoje projekty przed przedstawicielami NGO-sów i jednostki nadzorującej z Urzędu Marszałkowskiego. Zależy nam na tym, aby jeszcze w trakcie nauki mogli zdobywać doświadczenia biznesowe, a także na rozwijaniu ich wrażliwości społecznej. Dla studentów kierunków artystycznych też organizujemy konkursy, oferujemy staże i rezydencje artystyczne we współpracy z podmiotami zewnętrznymi. Studenci ze starszych lat mogą aplikować o bezpłatne pracownie na terenie stoczni – w przestrzeniach Grid Arthub, który jest jednym z najciekawszych ośrodków kulturotwórczych w mieście. W czasie wakacji planujemy prowadzić w tej przestrzeni zajęcia koła studenckiego i szkoły doktorskiej. A jeśli chodzi o współpracę międzyuczelnianą, to niedawno podjęliśmy decyzję o dołączeniu do Związku Fahrenheita, który skupia już trzy duże uczelnie: Uniwersytet Gdański, Gdański Uniwersytet Medyczny oraz Politechnikę Gdańską.
Na jaki rodzaj współpracy liczy pan w tym przypadku?

Dzień otwarty ASP w Gdańsku
Liczę na wypracowanie m.in. koncepcji wspólnych kierunków studiów. Na pewno będziemy korzystać z możliwości wystawienniczych, ale planujemy też wspólne lektoraty, wymianę studentów i współpracę w ramach naszej szkoły doktorskiej. Mam nadzieję, że tych obszarów wspólnych działań będzie coraz więcej i że działając w dziedzinie sztuk plastycznych, czyli sztuk pięknych i projektowych, tak naprawdę poruszamy się w podobnych rejestrach jak naukowcy z innych dziedzin. Dobrym i ważnym dla nas sygnałem jest przyznanie Nagrody Heweliusza, czyli tzw. „gdańskiego Nobla”, prof. Tomaszowi Bogusławskiemu, wieloletniemu wykładowcy gdańskiej ASP. To rzadkość, że osoby z naszego środowiska dostają tak ważne nagrody naukowe i jest to dla mnie sygnał, że stanowimy część społeczności związanej z nauką.
Chciałabym jeszcze zapytać o doświadczenie konfrontacji rzeczywistości idealnej, która wyraża się w pana dążeniach i w postulatach wyborczych, z pewną prozą akademicką związaną z zarządzaniem uczelnią.
Istotną sprawą, nad którą cały czas pracujemy, jest budowanie poczucia wspólnoty. Jak wspomniałem, wspólnotę akademii formuje wiele mocnych charakterów; staram się nieco niwelować różnicę między mistrzem a uczniem, a tego typu zmiany generują dodatkową potrzebę komunikacji wewnętrznej. Dochodzi jeszcze cały kontekst zewnętrzny, z którego wynikają różne napięcia. W tej kadencji staramy się dużo pracować nad dobrostanem. Wiem, że to modne słowo i w niektórych sytuacjach ludzie używają go jako wytrycha, ale naprawdę nad tym pracujemy i to w bardzo różnych zakresach, poczynając od tak prozaicznych, jak popołudniowe spotkania z jogą w przestrzeni akademii. Sam czasami biorę w nich udział i widzę, jak dobry efekt przynosi to, że wykładowcy, pracownicy administracyjni i studenci mogą spotykać się w zupełnie innej konstelacji. Kolejną ważną sprawą jest zmotywowanie młodej kadry do awansów, bo przestrzeń pomiędzy ludźmi, którzy rozpoczynają karierę artystyczno-naukową, a tymi, którzy niebawem od nas odejdą, staje się niebezpieczna i strategicznie ważna. Tymczasem nie mamy za dużo argumentów finansowych, aby zatrzymać młodą kadrę.
Czy ma pan jakieś propozycje dla starszych profesorów, wchodzących w wiek emerytalny, w związku z problemami, o których pan wspomina?
Ta kadra jest dla nas bardzo ważna, bo ona nas przecież formowała. Prowadzę więc otwartą komunikację i proponuję im współpracę w określonej perspektywie czasowej.
W jakim zakresie?
W okresie do 4 lat tacy pracownicy pozostają na kontraktach czasowych, mogą realizować się dydaktycznie i jako np. kierownicy katedr. Oczywiście nie wszyscy mają taką potrzebę, ale na pewno nasze rozmowy są nacechowane troską o akademię.

Noc Muzeów
Na czym, pana zdaniem, polega rozwój uczelni artystycznej?
Uważam, że błędne jest opieranie się na ciągłym tworzeniu nowych kierunków. Akademie jednak są elitarne i obejmują niewielki procent wszystkich osób studiujących. Z jednej strony musimy być inkluzywni, ale z drugiej musimy zwracać uwagę na predyspozycje kandydatów na studia. Dlatego nadmierny rozrost uczelni nie jest wpisany w naszą strategię. Ważniejsze jest, aby dobierać moduły edukacyjne adekwatne do zmieniającej się rzeczywistości. Stąd wspomniane już mikropoświadczenia, ale też coraz bardziej rozbudowana struktura zajęć fakultatywnych, które powodują, że szanując autonomię wydziałów, dajemy studentom większe możliwości migracji. Znów posłużę się nadmorską nomenklaturą: nasz statek nie jest zbyt duży, ale każda zmiana kursu wymaga wielu ustaleń, bo jesteśmy wspólnotą, która przede wszystkim komunikuje się, a potem wspólnie podejmuje decyzje, a za nie – oczywiście – ja biorę osobistą odpowiedzialność. Chciałbym, aby społeczność studentów nie musiała zbyt długo czekać na zmiany związane z infrastrukturą, która niestety jest niedoszacowana. Szukamy różnych możliwości finansowania, rozważamy aplikowanie o środki z NCBR-u, z nadzieją, że może eksperci zwrócą uwagę także na potrzeby uczelni artystycznych. Na razie nasze możliwości rozwoju w tym zakresie są ograniczone przez formalną strukturę projektów, która często zamyka przed nami możliwość aplikowania o dotacje.
Rozmawiałam przed laty z prof. Tomaszem Miczką, ówczesnym przewodniczącym Konferencji Rektorów Uczelni Artystycznych, który wobec braku zrozumienia dla specyfiki tych uczelni starał się w rozmaitych gremiach propagować hasło Sztuka = Nauka.
Stąd właśnie nasza decyzja przystąpienia do Związku Fahrenheita. W statucie Związku, który zamierzamy modyfikować, sztuka będzie równa nauce.
Czy uważa pan, że istnieje potrzeba nowelizacji zapisów prawnych określających sposób funkcjonowania wyższych uczelni, zwłaszcza artystycznych? Jeśli tak, jakie są pańskie propozycje?
Cieszę się, że głos uczelni artystycznych jest coraz bardziej słyszalny i te dwa pojęcia, o których przed chwilą mówiliśmy: nauka i sztuka, powoli zaczynają się równoważyć, co daje nadzieję, że będziemy częścią większej strategii. Należymy do tzw. uczelni resorowych podległych Ministerstwu Kultury i chciałbym mieć nadzieję na lepszy obieg informacji pomiędzy tym „małym” ministerstwem a „dużym”, czyli Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, aby informacje szybciej do nas trafiały, a decyzje strategiczne dla całej nauki przekładały się także na transfer środków adekwatnych do naszych potrzeb. Bo charakterystyczna dla uczelni artystycznych umiejętność dostrzegania wielu problemów projektowych czy sytuacji związanych ze zmienną rzeczywistością jest tak nieprawdopodobna, że tylko czekamy, aby nasz potencjał mógł zostać odpowiednio wykorzystany.
Co pan sądzi na temat powrotu do systemu studiów jednolitych na kierunkach artystycznych?

Fot. Jan Dardziński
Wracamy do takiej organizacji studiów z wielu przyczyn. Coraz więcej uczelni artystycznych wprowadza system jednolity, aby ułatwić migracje miedzy uczelniami. Muszę jednak przyznać, że nie zawsze osoby, które u nas studiują, chcą korzystać z ofert innych uczelni. Argumentem za studiami jednolitymi jest to, że czasami na drugim stopniu pojawiali się studenci z nieco innym backgroundem, a nasza specyfika wymaga odpowiedniego wprowadzenia, więc proces doprowadzenia tej grupy do pewnego poziomu był na tyle wymagający, że traciły na tym obie strony, i ci, którzy rozpoczęli u nas studia na drugim stopniu, i ci, którzy kontynuowali edukację. Założenie migracji studentów realizujemy teraz głównie poprzez rozbudowany program Erasmus, który świetnie się rozwija. Niebawem będziemy gotowi do rozpoczęcia współpracy z uczelniami położonymi w obrębie basenu Morza Bałtyckiego. Planujemy utworzenie kierunku prowadzonego w języku angielskim, dającego możliwość np. rozpoczęcia studiów w jednej uczelni, kontynuacji w drugiej i zakończenia w trzeciej.
Jaki to będzie kierunek?
Musimy go dostosować do możliwości wszystkich uczelni, więc będzie miał charakter wieloaspektowy, związany ze sztuką czystą albo z designem. Na razie trwają rozmowy, ale nasi partnerzy wykazują duże zainteresowanie tym projektem. Dopingujemy także przedstawicieli naszych samorządów, do kontaktu w tej sprawie z odpowiednimi jednostkami zagranicznymi.
Jakie są radości i troski rektora gdańskiej ASP pod koniec roku akademickiego 2025/26?
Ostatnio w Akademii mieliśmy dni otwarte. Zawsze staramy się, żeby przypadały w piątek i sobotę, by jak najwięcej osób miało szansę przyjechać i zapoznać się z naszą ofertą. Mam ogromną satysfakcję, że tych ludzi jest coraz więcej i coraz więcej jest zorganizowanych grup, np. z południa Polski. Przyjeżdżają uczniowie z liceów plastycznych albo ze sprofilowanych klas z innych szkół. Obserwuję ich z radością, bo sam miałem podobne doświadczenie. Wchodząc do tego budynku, nie wiedziałem, co mnie spotka, a myślenie o wysokim progu uczelni było paraliżujące. Teraz mam świadomość, że kandydaci za chwilę spotkają się z dydaktykami, którzy będą ich traktować po partnersku i odpowiedzą na pytania, nie budując przy tym ofert bez pokrycia. Szczerość komunikacji powoduje, że wykładowcy pamiętają później te osoby, gdy spotykają się z nimi na egzaminach wstępnych albo gdy potem z nimi pracują. To jest dla mnie niesamowity motywator do pracy, gdy przypominam sobie ludzi, którzy nam zaufali. Jest naszą wielką odpowiedzialnością, aby tego zaufania nie zawieść. Na początku roku akademickiego wraz ze wszystkimi prorektorami i z całym zarządem pojawiamy się na spotkaniu z pierwszym rokiem. Deklaruję wówczas, że mój gabinet jest zawsze otwarty dla studentów. Mam także wyznaczoną tzw. rektorówkę, czyli stałe terminy, w których na nich czekam, a pani prorektor ds. studenckich też ma swoje stałe dyżury. To co robimy dla studentów, to jest właśnie akademia. Nie ma studentów – nie ma Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku.
Odwołuje się pan także do swojego osobistego doświadczenia…
Pamiętam jak na egzamin wstępny jechałem trzema pociągami, a ponieważ rano nie zadzwonił mi budzik, nie zdążyłem na pierwszy z tych pociągów. Przerażony wbiegłem na akademię lekko spóźniony, ale komisji już nie było. Wówczas asystentka, obecna prof. Maria Targońska, widząc moją desperację, wykonała dwa telefony, komisja wróciła i dzięki temu jestem tutaj. To była absolutna empatia i chciałbym, aby ta cecha zakorzeniła się w naszej akademii na zawsze.
Rozmawiała Krystyna Matuszewska