Arkadiusz Jasiński

„Żeby się wypalić, trzeba płonąć” – to twierdzenie, które na stałe wpisało się w obszar badań nad wypaleniem zawodowym. Wyniki raportu Rady Młodych Naukowców na temat uwarunkowań intencji odejścia z pracy naukowej sugerują, że młodzi naukowcy w Polsce mają w sobie wiele zapału, ale polski system nauki i szkolnictwa wyższego robi wiele, by się wypalili.
W ramach jednego z najpopularniejszych obecnie modeli wyjaśniających dobrostan i zachowania pracowników (model wymagania-zasoby) funkcjonowanie w pracy zależy od równowagi między wymaganiami wobec pracownika a zasobami, które są mu oferowane. Miejsce pracy bogate w zasoby i motywujące wyzwaniami sprzyja zaangażowaniu w pracę i w efekcie m.in. przywiązaniu do organizacji, zadowoleniu z pracy i wydajności. Praca o wysokich wymaganiach, niezrównoważona zasobami, np. wsparciem społecznym, prowadzi do chronicznego przeciążenia, wypalenia zawodowego i np. do odejścia z pracy. To właśnie brak równowagi między wysiłkiem, którego wymaga praca akademicka, a pozytywnymi wzmocnieniami, które z niej płyną, może być jednym z głównych powodów rozważania porzucenia pracy naukowej przez polskich naukowców.
Badania RMN objęły dwie główne grupy: naukowców pracujących w Polsce oraz osoby, które porzuciły pracę naukową i obecnie pracują w innych branżach. W grupie naukowców pracujących w Polsce ponad połowa jest w wieku między 30 a 39 lat, a co trzeci badany był w wieku poniżej 30 lat. Liczba naukowców ze stopniem doktora była znacznie wyższa niż osób zatrudnionych na stanowisku adiunkta. Ze 120 doktorów tylko 100 deklarowało zatrudnienie jako adiunkt. O ile praktyka niezatrudniania doktorów na stanowisku profesorskim może być elementem „tradycji bez umocowania w ustawie o nauce”, o tyle doktorzy na stanowiskach asystentów to praca i płaca poniżej kwalifikacji. Młodzi naukowcy deklarują wysoki poziom wypalenia zawodowego i obciążenia obowiązkami, szczególnie organizacyjnymi. Poważnym problemem jest bardzo niskie zadowolenie z zarobków i utrudniony dostęp do organów decyzyjnych uczelni lub instytutu oraz do awansu zawodowego. Naukowcy biorący udział w badaniu najwyżej ocenili wsparcie społeczne od najbliższych współpracowników, najniżej zaś od władz uczelni lub instytutu badawczego. Brak rekomendacji do nagród i wyróżnień, przedłużanie procedury awansu na adiunkta, utrudnianie awansu na stanowisko profesora uczelni, pomijanie przy powoływaniu do ciał kolegialnych i zespołów decydujących o finansowaniu badań, zaniżanie stawek za godziny ponadwymiarowe lub pracę w sobotę i niedzielę – to wybrane przykłady działań władz uczelni lub instytutu, które mogły zdecydować o wystawieniu im niskiej oceny w zakresie wsparcia. Zapytaliśmy badanych o ich gotowość odejścia z aktualnego miejsca pracy lub z sektora nauki w ogóle. Alarmujący jest fakt, że młodzi naukowcy dużo częściej deklarują intencję odejścia z nauki w ogóle. Może to sugerować, że problem leży w organizacji pracy w nauce w ogóle, a nie w konkretnej jednostce. Bez systemowych zmian systemu nauki i szkolnictwa wyższego, trudno oczekiwać dobrowolnych, projakościowych rozwiązań w pojedynczych uczelniach.
Najwyższą gotowość do odejścia z pracy akademickiej deklarują doktoranci i asystenci, którzy stanowili nieco ponad połowę badanej grupy. Co dziesiąty badany był zatrudniony na stanowisku profesora i w tej grupie intencja odejścia była dwa razy niższa niż w grupie asystentów i doktorantów. Im wyższe stanowisko, tym niższa gotowość odejścia. Najsilniejszym po wypaleniu zawodowym korelatem intencji odejścia z pracy w sektorze nauki i szkolnictwa wyższego było obciążenie obowiązkami organizacyjnymi. Są to wyniki, które powinny zmobilizować rząd i środowisko akademickie do natychmiastowych działań naprawczych. Utrzymanie aktualnej młodej kadry i kształcenie przyszłej powinny być elementem strategii uczelni. Jeżeli nareszcie wrócą minima kadrowe dla prowadzenia studiów, to np. psychologów, na których jest bardzo wysokie zapotrzebowanie społeczne, nie będzie miał kto kształcić. Trudno dziwić się młodym ludziom, którzy zamiast bardzo wymagającej pracy naukowej za najniższą krajową lub głodowe stypendium wybierają karierę w biznesie, przemyśle czy usługach.
Osoby, które porzuciły pracę w sektorze akademickim, najczęściej deklarowały wiek między 30 a 39 lat i posiadanie stopnia doktora. Ostatnim stanowiskiem pracy był status doktoranta. Głównymi motywami odejścia z pracy akademickiej były w tej grupie bardzo niskie zadowolenie z wynagrodzenia i utrudniony dostęp do awansu służbowego. Naukowcy, którzy aktualnie pracują m.in. w biznesie i przemyśle, wskazali, że byli bardzo niezadowoleni ze sposobu wykorzystania swojego potencjału i perspektyw rozwoju w uczelni lub instytucie. W tej grupie poziom satysfakcji ze wsparcia społecznego był istotnie niższy niż w grupie osób pracujących aktualnie w nauce. Co ciekawe, również w tej grupie najlepiej oceniane było wsparcie od współpracowników, a najniżej od władz uczelni lub instytutu.
Na podstawie naszych badań, można stwierdzić, że poziom wynagrodzeń w sektorze akademickim powinien być powodem do wstydu dla ustalających je osób, a poziom wsparcia młodej kadry przez władze jednostek naukowych musi być przedmiotem poważnej refleksji ze strony rektorów i dyrektorów instytutów. Władze muszą nauczyć się zarządzać młodą kadrą, talentami o strategicznym znaczeniu dla całego systemu. Nasze badania pokazują, że bardziej demotywująca niż niskie wynagrodzenie jest niska kultura organizacyjna na uczelniach i w instytutach.
Młodzi naukowcy w Polsce deklarują doświadczanie w pracy wyczerpania poznawczego i fizycznego, raportują wysoki poziom negatywnych emocji w związku z wykonywaną pracą, są niedopuszczani do organów decydujących o swojej jednostce. Doktoranci i asystenci są najbardziej przeciążeni obowiązkami organizacyjnymi i mają najwyższą spośród badanych intencję porzucenia pracy w nauce.
Co sprawia, że mimo udokumentowanych wysokich wymagań i słabych nagród, młodzi naukowcy kontynuują pracę w uczelniach i instytutach? Moim zdaniem to, że są osobami pełnymi pasji, o silnej motywacji wewnętrznej, poczuciu misji i sensowności swojej pracy. Ale samym słowem nikt się nie pożywi. Młodzi naukowcy w pozytywnym sensie „płoną”. Zadaniem decydentów jest ten płomień umiejętnie podsycać, a przynajmniej go nie zadeptywać.
Wróć