logo
FA 6/2025 w stronę historii

Marcelina Smużewska

Talent ukradziony z nieba

Talent ukradziony z nieba 1

Źródło: Wikipedia

W dorosłym życiu pasja do majsterkowania, eksperymentowania i wymyślania nowych rzeczy nie opuściła Hofmanna. Był autorem ponad 70 wynalazków, z których – jak deklarował – większość opatentował. Jako fan motoryzacji skonstruował auto, które poruszało się na silnik spalinowo-wodny.

Józef Kazimierz Hofmann urodził się 20 stycznia 1876 roku w Krakowie, w dzielnicy Kleparz. Jego ojcem był Kazimierz Hofmann (1842-1911), dyrygent, kompozytor, pedagog, profesor Konserwatorium i pianista. Matką była Matylda Pindelska, śpiewaczka (ur. 1851, aktywna na scenie do 1886 r.). Wszystkie ciotki od strony ojca były związane z muzyką lub teatrem. Nawet dziadek, lekarz, w wolnych chwilach grał na skrzypcach. Muzykalność była więc w DNA przyszłego artysty. Mały Józio miał starszą o 2 lata siostrę Zofię Wandę, która także uczyła się grać na instrumencie.

Młody Hofmann już jako 3-latek potrafił czytać i znał nuty. Kiedy usłyszał po raz pierwszy duet z Fausta (opery Charlesa Gounoda) Ti voglio amar, skomentował, że to „melodia ukradziona z nieba”. Podobno sam nauczył się grać, podpatrując ćwiczenia starszej siostry. Mimo wykształcenia i przekonania o talencie syna Kazimierz Hofmann poszukiwał zewnętrznego potwierdzenia. Pierwszą osobą, która słuchała małego geniusza, był Ludwik Grossmann (1835-1915), mecenas sztuki, właściciel biura koncertowego i salonu fortepianowego w Warszawie. O spotkanie wystarała się Helena Modrzejewska. Podczas przesłuchania 5- lub 6-letni Józio wybrał najlepszy instrument w składzie Grossmanna. Grał i improwizował swobodnie. Kolejną znakomitością, która potwierdziła uzdolnienia małego Hofmanna, był Antoni Grigoriewicz Rubinstein (1829-1894).

W 1885 roku Hofmannowie mieszkali już w Warszawie. Głowa rodziny pracował jako dyrygent, dyrektor baletu i nauczyciel harmonii w Instytucie Muzycznym. Wtedy do miasta przyjechał Rubinstein. Ojciec i 9-letni syn złożyli wizytę wirtuozowi. Przyjął ich niechętnie, powątpiewając w talent małego Józia. Irytację powiększył wybór utworu. Młody Hofmann wybrał Toccatę samego Rubinsteina. Po wysłuchaniu gry mistrz był jednak zachwycony. Nosił chłopca na rękach i nazywał „cudownym człowiekiem” (Wundermann), bo określenie „cudownego dziecka” (Wunderkind) wydawało się nie do końca adekwatne. Wiemy o tym ze wspomnień Wincentego Rapackiego, który był kuzynem Józefa Hofmanna.

Pierwszy koncert młody pianista dał 6 stycznia 1886 roku w Towarzystwie Muzycznym w Warszawie. Nie wiadomo dokładnie, co grał. Wiosną tego samego roku pojawiła się pierwsza poważniejsza recenzja: „Młodziutki Józio Hofmann należy do dzieci, rokujących wielkie nadzieje. Paluszki jego biegają po fortepianie z niepospolitą już wprawą; z precyzją rytmu i akcentu zdumiewającą, i świadczą o usposobieniu, nie tylko techniczne trudności łatwo pokonującym, ale i sięgającym głębiej. (…). Do tego dodać należy najszacowniejszy dar – łatwość do kompozycji, objawiającą się już od lat trzech prawie. Idee jego są jasne, wdzięczne, rozwinięte nie szeroko wprawdzie, nie nadto oryginalne (bo czyż w 9 czy w 10 roku życia tego już wymagać można), ale logiczne i nie banalne” („Echo Muzyczne i Teatralne” nr 131). Pojawiały się jednak też głosy krytyczne: „Dziecko niech zostanie dzieckiem – a talent, choćby nawet tak fenomenalny, nie drogą przedwczesnych publicznych popisów rozwijać się powinien” („Kurier Warszawski” nr 136).

Mimo to Kazimierz Hofmann zdecydował się zorganizować synowi europejskie tournée. Potrzebował bowiem środków na dalsze kształcenie syna. Chłopiec wystąpił z koncertami i recitalami w Karlsbadzie, Berlinie, Pradze, Brnie, Kopenhadze, Paryżu i Londynie. Popisom chłopca przysłuchiwali się cesarz niemiecki, król duński, szwedzki i saski. Jesienią 1887 roku Hofmannowie wyjechali do Stanów Zjednoczonych.

Za wielką wodą

Amerykański debiut 11-letniego wówczas Hofmanna miał mieć miejsce w Metropolitan Opera w Nowym Yorku. Trudno o bardziej prestiżową lokalizację. Kazimierz Hofmann podszedł do sprawy profesjonalnie. Występ syna poprzedziła kampania informacyjna w prasie i kameralny koncert na Broadwayu skierowany do największych znakomitości miasta. 29 listopada 1887 roku doszło do pamiętnego koncertu, który miał zadecydować o dalszych losach młodego pianisty. Repertuar był wymagający: Karnawał rzymski Berlioza, Koncert C-dur Beethovena, Faeton Saint-Saënsa, Gawot z wariacjami Rameau, Nokturn Es-dur op. 9 i Walc e-moll Chopina oraz własne kompozycje i swobodne improwizacje. Część z utworów była grana z towarzyszeniem orkiestry i z pamięci, co nawet dla wytrawnych, dorosłych pianistów byłoby wyzwaniem. Nie dziwi więc, że występ okazał się triumfem. Dyrektor Metropolitan Opera zamówił 4 koncerty Józefa Hofmanna w tygodniu. Młody muzyk grał zresztą nie tylko w tym przybytku, ale w wielu innych miejscach, m.in. w Filadelfii i Bostonie.

Tournée zostało jednak przerwane ze względu na naciski nowojorskiego Towarzystwa Opieki nad Dziećmi. Już od pierwszego występu organizacja uważnie przyglądała się młodemu geniuszowi, czy czasem nie jest poddawany zbyt dużej presji. Mimo że Józio przeszedł badania lekarskie, w lutym 1888 roku występy przerwano. Kazimierz Hofmann poinformował w prasie, że nie chce nadwyrężać zdrowia syna. Prawda była jednak taka, że młodemu muzykowi zaoferowano stypendium obwarowane szczególnymi warunkami. Alfred Corning Clark (1844-1896), producent nici i filantrop, ofiarował 50 tys. dolarów na dalsze kształcenie Józefa Hofmanna. Warunek: ma nie występować publicznie do 18 roku życia. Z perspektywy czasu sam zainteresowany skomentował to następująco: „Nigdy nie powinienem był przestać pojawiać się publicznie. Udanie się w stan spoczynku na sześć lat było miłym i szczodrym zamierzeniem Alfreda Corninga Clarka (…). Moja rodzina też chciała dobrze, ale teraz widzę, jak wiele czasu zostało zmarnowane” (za: Jan Żdżarski. 2002. Józef Hofmann. Geniusz zapomniany. Bielsko-Biała; Harold C. Schonberg. 1987. The great pianists. NY: Simon & Schuster). Dla geniusza koncerty były sprawą ambicji. Podnoszenie poziomu trudności, przełamywanie własnych ograniczeń to wskaźnik, że artysta awansuje, rozwija się. Bez występów o to trudniej. W marcu 1888 roku rodzina Hofmannów wróciła do Europy.

Genialny student

Józef Hofmann jako nastolatek rozpoczął studia w Berlinie u Heinricha Urbana (1837-1901). U niego kształcili się także: Ignacy Jan Paderewski, Wanda Landowska, Seweryn Berson i Henryk Opieński. Mimo, że mistrz był niezwykle nowoczesny, wymagał jednak dokładnej znajomości zasad harmonii i kontrapunktu. To wpłynęło korzystnie na rozwój talentu nastolatka. Cały czas komponował. Oddawał się także innym pasjom – nauce i sportowi. Fascynowały go nowinki techniczne, łyżwiarstwo i tenis. Skonstruował nawet łyżwy własnego pomysłu.

Kolejnym nauczycielem Józia w okresie berlińskim był Maurycy Moszkowski (1854-1925). Nauka u niego trwała jednak krótko, ponieważ „uczeń przewyższał mistrza”. W dowód uznania dla Józia profesor skomponował Koncert fortepianowy E-dur op. 59.

W 1892 roku nadarzyła się niezwykła okazja. W Niemczech na zesłaniu pojawił się Antoni Rubinstein. Osiedlił się w Dreźnie i przyjął jako jedynego ucznia Józefa Hofmanna właśnie. Rubinstein był ówcześnie najlepszym pianistą na świecie. Józio pracował z mistrzem między 16 a 18 rokiem życia. Potem uczył się już sam. „Rubinstein wybrał metodę oddziaływania za pośrednictwem sugestywnych porównań i tylko w rzadkich wypadkach poruszał muzyczne zagadnienia w pełnym znaczeniu tego słowa. Starał się obudzić we mnie muzyczny zmysł nawiązywania do jego uogólnień i tym samym zabezpieczył moją indywidualność” – wspominał po latach Hofmann (Piano Playing with piano questions answered. 1976. NY: Dover Publications).

Mistrz nigdy nie grał dla własnego ucznia. Dopuszczał wielość interpretacji i czasem potrafił być kapryśny. Nie pozwalał chłopcu grać więcej niż jednego utworu na pojedynczej lekcji. Nie życzył sobie też własnych kompozycji. Podczas gry Józia śledził każdą nutę na partyturze. Uczeń nazywał go żartobliwie „nutożercą”. Utwór każdorazowo powinna poprzedzić refleksja, jaki jest nastrój i sens dzieła. Gra zaczyna się w głowie pianisty, zanim dotknie on klawiatury fortepianu. Tak ukształtowany obraz zostaje w świadomości dłużej niż wrażenia powstałe ze słuchania cudzej gry. Technika to tylko materialna strona sztuki, jak pieniądz jest materialną stroną życia. Doświadczony muzyk wie, że technika jest jak skrzynka z narzędziami: artysta w odpowiednim momencie wydobywa potrzebne narzędzie. Technika jest środkiem do celu, a nie celem samym w sobie.

Lekcje zakończyły się w marcu 1894 roku. Na pytanie młodzieńca, kiedy ma przyjść na kolejne spotkanie, Rubinstein miał odpowiedzieć: „Mój drogi chłopcze, dałem ci i powiedziałem wszystko, co wiem o grze na fortepianie w pełnym tego słowa znaczeniu. Jeśli nie przyswoiłeś tego do tej pory, to wynoś się do diabła” (za Hofmannem: Żdżarski 2002: 73).

Mimo tej oschłości w obejściu, Hofmann bardzo cenił swojego nauczyciela. Kochał go jak ojca i boleśnie przeżył jego odejście w listopadzie 1894 roku. Rubinstein napisał dla swojego ucznia Poloneza es-moll. Hofmann wykonywał ten utwór, by upamiętnić mistrza.

Edison

Młody Józef Hofmann zainteresował się wynalazkiem fonografu, który umożliwiał nagrywanie dźwięku. Chciał zapisywać swoją grę, żeby eliminować ewentualne mankamenty. W archiwum Rutgers University zachowała się korespondencja między chłopcem a Thomasem Alvą Edisonem. W listopadzie 1889 roku, czyli kiedy pianista miał 13 lat, poprosił słynnego wynalazcę o egzemplarz fonografu. Argumentował następująco: „chciałbym Pana zapewnić, że elektryczne aparaty pozostają w kręgu moich wielkich zainteresowań, posiadam 20 baterii, telefon, itd. Zainstalowałem w moim pokoju elektryczne światło. Dobrze rozumiem konstrukcję Pańskiego cudownego fonografu” (cytat z listu do T.A. Edisona z 24.11.1889 r.; przytaczam za Janem Żdżarskim). Nieźle, jak na nastolatka. Wspomnę jeszcze tylko, że korespondencja była prowadzona w języku ojczystym Edisona.

Rok później Hofmann otrzymał urządzenie (równolegle z carem Aleksandrem III i pocztą berlińską), rozpoczął na nim testy, informując o wynikach amerykańskiego uczonego. Zauważył, że duże znaczenie ma miejsce, gdzie postawi się fonograf oraz wielkość tuby, która zbiera dźwięki. Przesłał nawet za ocean swoje nagrania w postaci cylindrów, żeby Edison miał szansę ich odsłuchania (niestety zaginęły). Nastolatek próbował też zmodyfikować fonograf, żeby jakość nagrania była lepsza. Były to absolutnie pionierskie prace. W dowód swojej przyjaźni Edison zaopatrywał Hofmanna całkowicie za darmo. Przesłał mu nawet swój portret z dedykacją.

W dorosłym życiu pasja do majsterkowania, eksperymentowania i wymyślania nowych rzeczy nie opuściła Hofmanna. Był autorem ponad 70 wynalazków, z których – jak deklarował – większość opatentował. Jako fan motoryzacji skonstruował auto, które poruszało się na silnik spalinowo-wodny. Konstrukcja wymagała stałego uzupełniania wody, ale jednorazowe tankowanie benzyny (Hofmann używał określenia „gazoliny”) wystarczało na podróż z Paryża do Berlina. Było to duże udogodnienie, gdyż wówczas nie było stacji benzynowych. Hofmannowi przypisuje się także wynalezienie wycieraczek samochodowych, które zainspirował ruch metronomu. Mając zaledwie 24 lata wynalazł i opatentował w Europie i Stanach Zjednoczonych sposób ładowania baterii akumulacyjnych. Dotychczas do ładowania ołowiano-perexidowanych elektrod używano chlorku wapnia, który miał swoje wady i uszkadzał baterię. Pianista wymyślił, że lepiej w tym celu używać kwasu solnego. Pomysł był prosty, ale skuteczny.

Wymyślił też resory samochodowe, patrząc na kształt łuków liniowych występujących w nutach. Jego pomysł wykorzystała nowojorska policja. Inspiracją dla spinacza biurowego był ponoć klucz wiolinowy i potrzeba utrzymywania nut w porządku. Hofmann był też autorem motorówki, zegarka elektrycznego, grzałki do gotowania, różnych rozwiązań konstrukcyjnych w balonach i samolotach. Stricte dla pianistów wynalazł regulowany stołek, przyrząd do przewracania nut i urządzenie do mierzenia siły uderzeń w klawisze (Małgorzata Kosińska. 2006. culture.pl). Co ciekawe, jeden z biografów Hofmanna (przywoływany już Jan Żdżarski) ustalił, że pianista sprzedawał swoje wynalazki, a patenty na nie rejestrowano pod nazwiskami nabywców. Wynikało to zapewne z bieżących potrzeb materialnych, nie umniejsza jednak osiągnięć samego twórcy.

Wielką karierę koncertową czas zacząć…

Po ukończeniu 18 roku życia i zakończeniu nauk Rubinstein postanowił pokazać swojego ucznia światu. Miało to miejsce 12 marca 1894 roku w Hamburgu. Na program składały się m.in.: IV Symfonia d-moll op. 95 Rubinsteina, elegia z Serenady smyczkowej op. 48 Czajkowskiego, aria z Samsona i Dalili Saint-Saënsa, IV Koncert fortepianowy d-moll op. 70 Rubinsteina. Jak widać, na występ inauguracyjny mistrz dopuścił swoje kompozycje. Po debicie Hofmann udał się do Londynu, gdzie wystąpił w St. James Hall. Grał też w innych brytyjskich miastach. W kolejnym roku powrócił tam i dał kolejne 40 koncertów. W 1985 i 1986 roku odbył dwa razy tournée po Rosji. Mieszkańcy Cesarstwa byli nim zachwyceni. Recenzentom brakowało pochwalnych słów, żeby podkreślić niezwykły talent pianisty. Później jeszcze kilkakrotnie wracał do koncertów na wschodzie Europy. W 1898 roku po raz kolejny trafił za ocean. W Ameryce nie był przez ponad dekadę, od czasu kiedy dostał stypendium Clarka. Koncertował m.in. w Carnegie Hall, z którą związał się do końca życia. Przez całą karierę dał tam w sumie 156 koncertów, co było niezwykłym osiągnięciem. Pod koniec wieku nawiązał współpracę z Emilem Młynarskim (1870-1935) i orkiestrą Teatru Wielkiego w Warszawie. W 1901 roku wyjechał ponownie do Stanów Zjednoczonych. Koncertował tam ze skrzypkiem Fritzem Kreislerem (1875-1962) i wiolonczelistą Jeanem Gerardym (1877-1929). Wszyscy byli młodzi i pełni pasji. Połączyła ich przyjaźń, pasja do muzyki i… automobili.

Okres wakacyjny był zawsze momentem wytchnienia dla artysty. Wtedy odpoczywał też od gry. Za to na korcie tenisowym lub rowerze spędzał parę godzin dziennie. W jednym z wywiadów powiedział, że jest to konieczne dla zapewnienia równowagi: zmęczenie moralne zastępować pracą fizyczną. Jego wygląd był też nietypowy. W ogóle nie prezentował się jak stereotypowy, delikatny i wrażliwy artysta. Był krzepki i muskularny. Nie interesował się polityką. Lubił książki przygodowe, choć nie był typem „mola książkowego”. W grze na fortepianie nie preferował żadnych utworów i kompozytorów. „We wszystkich mistrzach tyle dostrzegał piękności, że żadnemu nie oddałby pierwszeństwa” („Echa Muzyczne Teatralne i Artystyczne” nr 687). Uważał, że większe znaczenie od jakości instrumentu ma akustyka sali. O ile teatry i filharmonie były lepiej pod tym względem zorganizowane, to sale towarzystw muzycznych czy resursy były znacznie gorsze.

Hofmann przyznawał się, że nigdy nie ćwiczył zbyt wiele. „Chcąc panować nad instrumentem nie dopuszczałem, aby on mnie zmógł” („EMTiA” nr 46 z 1902). Jeśli jakiś fragment grał dobrze, nie próbował go na siłę „ulepszać”. Wspominał, że najwięcej ćwiczył za czasów nauki u Rubinsteina. Nie miewał tremy koncertowej, a same popisy nie męczyły go fizycznie. Na początku XX wieku miał już taką renomę, że zdarzały mu się stawki rzędu 10 tys. dolarów za koncert. Kwoty – jak na tamte czasy – astronomiczne.

Pedagog

Przez znaczną część życia Hofmann komponował. Kiedy był już sławny, zaczął się posługiwać pseudonimem Michel Dvorsky. Zapewne dlatego, że był przede wszystkim kojarzony jako wykonawca i to klasyczny, a niektóre jego kompozycje miały charakter bardziej rozrywkowy. Warto wspomnieć o dziełach dla całych orkiestr: Symfonia E-dur (1916), 5 koncertów fortepianowych (1916), Chromaticon (1916) czy poemat symfoniczny The Haunted Castle (1918). Tworzył też kompozycje na fortepian: polonezy, mazurki, wariacje, fugi, sonaty, preludia. Pierwszym wydanym oficjalnie utworem tego typu był mazurek z 1886 roku (kiedy Hofmann miał 10 lat), a ostatnim Elegy z 1943 roku (por. Żdżarski 2002). Ogólnie rzecz biorąc, kompozycji autorskich powstało kilkadziesiąt, a łącznie z tymi niepublikowanymi zapewne kilkaset.

Poza występami Hofmann zajął się też popularyzowaniem gry na fortepianie i kształceniem mniej doświadczonych adeptów tej sztuki. Od 1901 roku współpracował z „Ladies Home Journal”, gdzie przedstawiał rady, jak dobrze grać. Odpowiadał też na listy czytelników. W 1907 roku ukazała się książka Piano Playing, która składała się ze wspomnianych artykułów. W 1909 roku wydano Piano Questions Answered, która zawierała 245 pytań dotyczących gry. Gdy powstawały te prace, Hofmann nadal intensywnie koncertował, zarówno w Stanach, jak i na starym kontynencie, jednak coraz więcej przebywał w Ameryce. W 1924 roku objął stanowisko dyrektora Wydziału Fortepianu w Curtis Institute of Music w Filadelfii. Było to elitarne konserwatorium dla utalentowanej młodzieży. Od 1928 roku był szefem całej tej placówki. Dlatego ograniczył działalność koncertową. W latach 30. jednak znowu się zaktywizował jako pianista i odbył tournée po Europie. W 1934 roku został honorowym profesorem Konserwatorium Warszawskiego, a w 1935 roku otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.

Z okazji rocznicy, która miała upamiętnić 50 lat aktywności koncertowej Hofmanna, muzyk odbył trasę po całych Stanach Zjednoczonych. Rozpoczął 28 listopada 1937 roku w Metropolitan Opera House, gdzie zaczynał przed laty, jeszcze jako Wunderkind. We wrześniu 1938 roku zrezygnował z kierowania Curtis Institute of Music. Miał już wtedy 62 lata i zaczął myśleć o emeryturze. Na nowe miejsce życia wybrał Kalifornię. Pojawiał się publicznie i koncertował jeszcze przez kolejne 8 lat. Ostatni występ miał miejsce 19 stycznia 1946 roku w Carnegie Hall.

Geniusz prywatnie

Józef Hofmann stał się obywatelem amerykańskim w 1926 roku. W życiu prywatnym był dwukrotnie żonaty. Pierwszą żoną była Maria Clarisse Eustis (1866-1956), przedstawicielka amerykańskiej arystokracji, z którą miał córkę Josephę. O tym małżeństwie powstała nawet książka: The Amazing Marriage of Marie Eustis & Josef Hofmann z 1965 roku, autorstwa Nell S. Graydon i Margaret D. Sizemore. Drugą żoną była Betty Short (ok. 1907-1971), z którą doczekał się trzech synów: Antona, Edwarda i Petera. Betty była podobno uczennicą wirtuoza.

Józef Hofmann zmarł 16 lutego 1957 roku w Los Angeles w wieku 81 lat. Pod koniec życia zmagał się z problemami osobistymi, zdrowotnymi i finansowymi. Został pochowany w Forest Lawn Memorial Park w Glendale, niedaleko Los Angeles.

Wróć