logo
FA 6/2025 okolice nauki

Marek Misiak

Kręte ścieżki myśli

Kręte ścieżki myśli 1

Autorowi tej książki dobre sto stron zajmuje wyjaśnienie, dlaczego ją napisał i czemu nadał jej taką a nie inną formę – i w tym właśnie uwidacznia się jej największa zaleta: jest równie fascynująca, gdy wywód dotyczy twórczości Witolda Gombrowicza, i wtedy, gdy meandruje on po obszarach związanych z Gombrowiczem jedynie w umyśle autora. Niekiedy chodzi o wyjaśnianie kwestii tak w potocznym odbiorze oczywistych, że faktycznie słabo rozumianych (np. czym jest esej), niekiedy o czysto subiektywne skojarzenie związane z biografią autora, które nieoczekiwanie umożliwia czytelnikowi rozumienie (lepiej niż czysto naukowa argumentacja) – to co prywatne, jest polityczne, to co osobiste, jest intersubiektywnie ważne.

W ujęciu Łęckiego socjologia – w tym socjologia literatury – jest nauką nie tylko o społeczeństwie, ale też o kontekstach, gdyż żadne zjawisko społeczne nie funkcjonuje w izolacji od innych zjawisk, a szczególnie literatura i pisarz jako osoba. Eseistyczna forma sprzyja właśnie naświetlaniu kontekstów: wywód jest klarowny, ale nieusystematyzowany, dygresje nie rozsadzają go, lecz są jego istotą, płynnie przechodząc jedna w drugą. Zawsze jednak celem jest ostatecznie Gombrowicz, to jak sam siebie widział i jak postrzegali go czytelnicy i krytyka. Właśnie taka klucząca narracja pozwala przybliżyć (ale nie „uchwycić”) najważniejszą cechę Gombrowicza – jego nieoczywistość. Każdy wie ze szkoły, że Ferdydurke to opowieść o walce z formą (gębą, pupą), którą próbują nam nadać inni. Jednak dla Gombrowicza nie był to abstrakcyjny problem. Jego Dzienniki czy wywiady (szczególnie rozmowy z Dominikiem Roux) są świadectwem bycia człowiekiem i twórcą bardzo osobnym, jednak nie na zasadzie buntu (jak w Ferdydurke), ale po prostu stwierdzenia faktu. Nie ma tu mowy o odmienianym współcześnie przez wszystkie przypadki „byciu sobą” – Łęcki przytacza (z Dziennika 1957–1961) przedstawiony przez pisarza opis „jego człowieka”, w którym „forma” jest czymś degradującym, ale „międzyludzkie” stanowi jedyną dostępną ludziom formę boskości. Gombrowicz bywa przedstawiany jako emigrant-samotnik; Łęcki wskazuje, jak bardzo był i chciał być częścią ludzkiej zbiorowości, ale bez wpasowywania się w „formę” bardziej niż to konieczne.

Jednocześnie kręte ścieżki myśli autora pozwalają inaczej spojrzeć na pisarzy znanych z dzieciństwa (Edmund Niziurski) czy kojarzących się z mało ambitną prozą (Alistair MacLean). Ten pierwszy jawi się jako znakomity psycholog – te aspekty jego twórczości są zrozumiałe dopiero dla dorosłego czytelnika (a Łęcki w nieoczekiwany sposób łączy je z paranoicznym myśleniem, które co jakiś czas udziela się jego bohaterom). Ten drugi okazuje się mistrzem lakonicznego opisu, umiejącym przekazać obecność sprzecznych cech osobowości bohatera, opisując otaczające go wnętrza i przedmioty. Pojawiają się także odniesienia do piłki nożnej, ale także do szachów – a w te Gombrowicz grywał. Od takich szczegółów Łęcki-socjolog potrafi z kolei płynnie przejść do pochodzenia społecznego autora Transatlantyku, ale nie na zasadzie biografizmu, raczej eksploracji, refleksji. Esej oznacza dla niego przede wszystkim zapraszanie czytelnika do wspólnego myślenia, do tworzenia własnych „wariantów” na temat Gombrowicza, gdzie śmiałe podążanie za biegiem skojarzeń prowadzi albo do lepszego rozumienia, albo przynajmniej do zainspirowania się, intelektualnego pobudzenia. Niektórzy cytowani literaturoznawcy i myśliciele wskazują, że fascynacja tym pisarzem jest naturalna, ale w pewnym momencie trzeba iść dalej, po to, by móc kiedyś wrócić i rozumieć dalej, inaczej (świadomie nie piszę „głębiej”). Książka Łęckiego nie jest przewodnikiem dla powracających, ale zdecydowanie zachętą.

Marek Misiak

Krzysztof ŁĘCKI, Wariant Gombrowicza (repetycje, marginesy, dygresje), Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2024.

Wróć