logo
FA 6/2025 życie naukowe

Marek Wroński

Ani rychliwe, ani sprawiedliwe

Profesorski plagiat ponownie przed Komisją Dyscyplinarną UŁ


Ani rychliwe, ani sprawiedliwe  1

Rys. Sławomir Makal

Postępowania dyscyplinarne dotyczące naruszania praw autorskich przez nauczycieli akademickich nie są ani rychliwe, ani sprawiedliwe.

Prawie 2,5 roku temu opisałem sprawę zarzutu plagiatu pod adresem dr. hab. Jacka Regini-Zacharskiego, profesora z Katedry Teorii Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa UŁ (czyt. Kolejny plagiat na UŁ, FA 12/2022). Przeszło rok temu, 18 stycznia 2024 r., zespół orzekający Komisji Dyscyplinarnej przy Ministrze Nauki pod przewodnictwem prof. Lidii Zacharko z Uniwersytetu Śląskiego (była też sprawozdawcą), działając w trybie odwoławczym, uchylił orzeczenie Uczelnianej Komisji Dyscyplinarnej UŁ w Łodzi z 22 października 2022 r., przekazując sprawę do ponownego rozpatrzenia. Pierwotna kara, którą UKD nałożyła na Reginię-Zacharskiego za poważne naruszenie praw autorskich jego byłej magistrantki, której był promotorem, to nagana i obniżenie uposażenia o 25% na okres dwóch lat. J. Reginia-Zacharski przejął literalnie ok. 53 strony tekstu obronionej w 2009 r. pracy magisterskiej Marty Kozakiewicz pt. Organizacja Narodów Zjednoczonych wobec ludobójstwa w Rwandzie w 1994 roku do swojej książki Rwanda. Wojna i ludobójstwo, wydanej przez PWN w 2012 r. Statystycznie owe 75% pracy magisterskiej wypełniło 35% tekstu książki promotora (pomijając bibliografię i inne dodatki).

Powodem uchylenia tego orzeczenia „było rażące naruszenie przepisów postępowania”, gdyż postępowanie dyscyplinarne w pierwszej instancji powinno być prowadzone w oparciu o rozporządzenie ministra nauki i edukacji z 8 czerwca 2022 r., regulujące tryb postępowania wyjaśniającego prowadzonego przez rzecznika dyscyplinarnego i postępowania dyscyplinarnego (czyli rozpraw), prowadzonego przez skład orzekający Komisji Dyscyplinarnej. Było tymczasem jakoby prowadzone w oparciu o wcześniejsze rozporządzenia ministra nauki i szkolnictwa wyższego z dnia 25 września 2018 r. Sprawdziłem szczegóły i w odniesieniu do tej konkretnej sprawy dyscyplinarnej przepisy nie uległy zmianie.

W uzasadnieniu tego orzeczenia odwoławczego prof. Zacharko podkreśliła, że „analiza materiałów postępowania nie budzi wątpliwości co do tego jaki czyn został przypisany Obwinionemu” i zaleciła, aby „postępowanie dyscyplinarne było prowadzone z odpowiednią starannością, respektowaniem praw osoby podejrzewanej o dopuszczenie się deliktu dyscyplinarnego oraz poszanowaniem zasady domniemania niewinności”. Uznała, że zostały naruszone przepisy proceduralne, ale w żadnym miejscu uzasadnienia przewodnicząca i sprawozdawca składu orzekającego nie podaje, jakie konkretne przepisy i w odniesieniu do czego. Z kolei protokół z posiedzenia niejawnego z 18 stycznia 2024 (ten ma sygnaturę), które odbyło się za pośrednictwem platformy TEAMS, ogranicza się do dwóch zdań, które przytaczam dosłownie: „Sprawozdawca zreferował stan sprawy. Skład orzekający po rozpatrzeniu odwołania wydał orzeczenie w przedmiotowej sprawie”.

Prawne kulisy sprawy

Chciałbym podkreślić, że dyscyplinarne postępowanie wyjaśniające („śledztwo”) uczelniany rzecznik dyscyplinarny ds. nauczycieli akademickich UŁ („prokurator”), dr hab. Józef Jagieła, prof. UŁ prowadził od 23 sierpnia 2021 roku, przesłuchując m.in. poszkodowaną mgr Martę Kozakiewicz oraz obwinionego prof. J. Reginię-Zacharskiego. Wniosek dyscyplinarny („akt oskarżenia”) rzecznik złożył w dniu 24 stycznia 2022 r., czyli 6 miesięcy przed wydaniem rozporządzenia z 8 czerwca 2022 r., dlatego nie można mu zarzucić jego naruszenia.

Pierwsza rozprawa dyscyplinarna („rozprawa procesowa”) odbyła się dopiero 13 lipca 2022 r., już po zakończeniu sesji egzaminacyjnej, aż pół roku od złożeniu wniosku dyscyplinarnego o ukaranie. Druga i końcowa rozprawa miała miejsce 20 października 2022 r. I rzeczywiście w „uzasadnieniu” do orzeczenia skład orzekający UKD UŁ powołał się na wcześniejsze rozporządzenie (na stronie 5. podczas rozważania kwestii związanej z wymierzeniem kary). Stwierdzono tam, że: „Komisja (uczelniana – MW) kierowała się w tym względzie wytycznymi wynikającymi z § 37 ust. 2 Rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 25 września 2018 r. w sprawie szczegółowego trybu prowadzenia mediacji, postępowania wyjaśniającego i postępowania dyscyplinarnego w sprawach odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli akademickich, a także sposobu wykonywania kar dyscyplinarnych i ich zatarcia (Dz.U. z 2018 r., poz. 1843). Zgodnie z nimi skład orzekający wymierzając karę dyscyplinarną, uwzględnia w szczególności stopień winy, stopień społecznej szkodliwości przewinienia dyscyplinarnego, cele wychowawcze w stosunku do obwinionego oraz potrzeby w zakresie zapobiegania popełnieniu przez niego kolejnego przewinienia dyscyplinarnego i kształtowania właściwych postaw wśród nauczycieli akademickich”. Tymczasem w „starym” rozporządzeniu z 28 września 2018 r. (a nie z 25 września jak napisano w uzasadnieniu) są w tekście tylko 32 paragrafy, dlatego nie można było się powołać na § 37 ust. 2. W „nowym” rozporządzeniu (z 2022 roku) paragrafów jest 60 i to w nim figuruje wspomniany wyżej paragraf 37. Nastąpiło pomieszanie dwóch następujących po sobie rozporządzeń ministra, regulujących tę samą kwestię. Przewodniczącym zespołu orzekającego był dr hab. Dariusz Strzelec, prof. UŁ z Katedry Prawa Podatkowego.

Oba rozporządzenia w warstwie przepisów odnoszących się do prowadzenia tej sprawy nie uległy zmianie, stąd powołanie się na „stare” czy „nowe” nie miało żadnego wpływu na merytoryczne rozstrzygnięcie. Nowe rozporządzenie, wydane przez min. Przemysława Czarnka, zostało poszerzone o tzw. sprawę przekonań światopoglądowych czy religijnych, których nie można ścigać dyscyplinarnie, oraz o rozdział dotyczący trybu mediacji. Przepisy regulujące prowadzenie postępowania nie uległy żadnej zmianie.

Wydłużenie sprawy dyscyplinarnej

Po otrzymaniu orzeczenia dyscyplinarnego i po zapoznaniu się z jego uzasadnieniem, prof. Józef Jagieła jako rzecznik dyscyplinarny (był stroną postępowania – MW) złożył od niego odwołanie. Zasugerował się jego pouczeniem, że „od prawomocnego orzeczenia Komisji Dyscyplinarnej przy Ministrze, służy odwołanie do Sądu Apelacyjnego – Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Warszawie”. Niestety ani prof. Jagieła, ani prof. Dariusz Strzelec nie zauważyli, że zaskarżane orzeczenie nie jest prawomocne, gdyż przecież wróciło do ponownego rozpoznania i nie było ostateczne.

Już 22 lutego 2024 r. odwołanie wpłynęło do biura Komisji Dyscyplinarnej przy Ministrze Nauki, skąd po kilku tygodniach akta sprawy przesłano do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Tam rozprawę wyznaczono na 21 października 2024 r., zaś wylosowanym sędzią prowadzącym została dr Monika Rosłan-Karasińska, SSA. Rozprawa była transmitowana w trybie on-line i mogłem wziąć w niej udział jako dziennikarz. Prof. Jagieła zarzucił obrazę przepisów postępowania i wniósł o zmianę zaskarżonego orzeczenia poprzez uwzględnienie wniosku o ukaranie i orzeczenie żądanej przez rzecznika kary: nagany z obniżeniem wynagrodzenia zasadniczego o 25% na okres dwóch lat. Sąd, postanowieniem sędzi M. Rosłan-Krasińskiej, odrzucił odwołanie rzecznika dyscyplinarnego, stwierdzając, że „przysługuje ono od orzeczeń Komisji Dyscyplinarnej drugiej instancji, kończących postępowanie dyscyplinarne, a więc rozstrzygających przede wszystkim o istocie sprawy (w tym wypadku o winie i karze). Rozstrzygnięcie w przedmiocie uchylenia orzeczenia komisji pierwszej instancji i przekazania jej sprawy do ponownego rozpoznania nie jest takim orzeczeniem. Innymi słowy, zaskarżone rozstrzygnięcie nie rozstrzyga o odpowiedzialności dyscyplinarnej osoby obwinionej, nie kończy również postępowania dyscyplinarnego w inny sposób i dlatego nie może zostać poddane kontroli w trybie wskazanym w art. 295 ust. 2 ustawy o szkolnictwie wyższym”.

W końcu roku 2024 r. akta sprawy dyscyplinarnej prof. J. Regini-Zacharskiego wróciły do UŁ do ponownego rozpatrzenia, czyli przeprowadzenia nowej rozprawy dyscyplinarnej. Obwinionemu każde opóźnienie w końcowym orzeczeniu było na rękę, gdyż w owym czasie – od 1 września 2021 r. aż do grudnia 2023 r. – był dyrektorem Departamentu Strategii Polityki Zagranicznej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Brak ostatecznego orzeczenia w sprawie plagiatu pomógł mu zachować stanowisko.

W związku z upływem kadencyjności komisji dyscyplinarnej oraz rzeczników dyscyplinarnych, jesienią 2024 r. na UŁ nastąpiły zmiany personalne. Powołano nową Uczelnianą Komisję Dyscyplinarną, której przewodniczącą została dr hab. Agnieszka Liszewska, profesor w Katedrze Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji UŁ. Od 1 stycznia 2025 r. nowy rektor UŁ, prof. Rafał Matera, powołał nowych rzeczników dyscyplinarnych. Prof. UŁ Józef Jagieła nie znalazł się w gronie nowo powołanych siedmiu rzeczników. Słyszałem, że był tą funkcją po prostu zmęczony. Jest ona trudna, niewdzięczna i bardzo rzadko nagradzana czy to publicznymi podziękowaniami rektora, czy coroczną nagrodą finansową za poprowadzone i ukończone sprawy, a choćby tylko zaproszeniem rzecznika do rektorskiego gabinetu na kawę, a przy okazji wysłuchaniem jego refleksji o pełnionej misji.

Zwrócę uwagę, że w rozporządzeniu ministra nauki i szkolnictwa wyższego z 3 kwietnia 2025 r. zmieniającym (poprzednie – MW) rozporządzenie w sprawie wysokości wynagrodzenia przysługującego członkom instytucji, organów i zespołów oraz ekspertom i rzecznikom dyscyplinarnym działającym w systemie szkolnictwa wyższego i nauki, podniesiono stawki honorariów. Od 17 kwietnia 2025 r. rzecznik dyscyplinarny ministra nauki za przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego będzie otrzymywał 3900 zł, zaś za udział w rozprawie dyscyplinarnej 650 zł. Nie ma powodu, aby honorarium w wysokości 3 tys. złotych za każde ukończone w terminie 6 miesięcy postępowanie wyjaśniające – choćby w postaci nagrody rektora – nie otrzymywali rzecznicy dyscyplinarni w uczelniach, którzy prowadzą przecież identyczne sprawy jak rzecznicy ministerialni. Tyle, że w dużym uniwersytecie mają spraw o wiele więcej.

Sprawę prof. Regini-Zacharskiego przejął teraz – z polecenia rektora UŁ – dr Krzysztof Kurosz, adiunkt w Katedrze Prawa Cywilnego UŁ. Poza uczelnią jest on wieloletnim aktywnym sędzią zawodowym i w latach 2018-2022 pełnił funkcję prezesa Sądu Rejonowego Łódź-Śródmieście (jednego z kilku największych sądów tego typu w kraju). Obecnie jest delegowany do Sądu Okręgowego w Warszawie, gdzie orzeka w XXII Wydziale Własności Intelektualnej.

Ponowna rozprawa dyscyplinarna

Termin ponownej rozprawy dyscyplinarnej wyznaczono na piątek 14 marca 2025 r. Zakończyła się ona wydaniem ustnego orzeczenia. Dużą nowością był fakt, że nowo powołany przewodniczący składu orzekającego UKD, prof. Krzysztof Skotnicki, znany i poważany konstytucjonalista, wraz z nową przewodniczącą UKD, prof. UŁ Agnieszką Liszewską, wcześniej zaakceptowali i dopuścili do rozprawy dyscyplinarnej w charakterze oskarżyciela posiłkowego pokrzywdzoną mgr Martę Kozakiewicz. Złożyła ona w tej sprawie formalny pisemny wniosek już po wyznaczeniu składu orzekającego. Na podstawie art. 54 kpk została ona stroną w tym postępowaniu, co spowodowało, że mogła zapoznać się z aktami dyscyplinarnymi, jak również miała prawo składania wniosków dowodowych, zadawania pytań na równi z rzecznikiem dyscyplinarnym oraz, co najważniejsze, przysługuje jej prawo złożenia odwołania w razie niezadowolenia z orzeczenia. To jest ważna wygrana sprawa dla wszystkich pokrzywdzonych przez plagiatorów (i nie tylko). W praktyce zawdzięczamy to prof. Agnieszce Jadwidze Glumińskiej-Pawlic z Uniwersytetu Śląskiego, w poprzedniej kadencji członkowi Komisji Dyscyplinarnej przy Ministrze Nauki, a obecnie przewodniczącej tego grona w kadencji 2025-2028, za co chciałbym jej publicznie podziękować. Jesienią 2024 r. wydała odwoławcze orzeczenie dyscyplinarne, w którym uchyliła orzeczenie Uczelnianej Komisji Dyscyplinarnej SGGW w Warszawie (patrz: Pokrzywdzeni pozbawieni praw, FA 3/2025). Dotychczas uczelniane komisje dyscyplinarne oraz rzecznicy dyscyplinarni pomijali ten przepis i bezpodstawnie (bezprawnie) odmawiali dopuszczenia poszkodowanej osoby jako strony-oskarżyciela posiłkowego. Co najgorsze: od tej bezprawności nie było i dalej chyba nie ma formalnej drogi odwoławczej w postaci zaskarżenia do Komisji Dyscyplinarnej w Warszawie.

Zespół orzekający składał się z w/w prof. Krzysztofa Skotnickiego jako przewodniczącego oraz dwóch członków: prof. Jolanty Daszyńskiej z Instytutu Historii UŁ i studenta etnografii Karola Ludwiczaka. Aczkolwiek wniosek dyscyplinarny nie został w swojej treści zmieniony, to do akt dołączono jako dowód oryginał pracy magisterskiej otrzymany z Archiwum UŁ, w którym figuruje odręczny podpis promotora, czyli prof. J. Regini-Zacharskiego, oraz egzemplarz jego książki Rwanda. Wojna i ludobójstwo, wydanej w 2010 r., w której znajduje się splagiatowany z „magisterki” rozdział. Dołączono też formalne zaświadczenia o zdaniu egzaminów z dobrej znajomości angielskiego przez magistrantkę, wydane przez TOEFL w 2007 r. oraz ESOL w 2003 r., a także 3 książki o Rwandzie, które magistrantka w owym czasie kupiła w księgarni internetowej Amazon.

Na początku rozprawy prof. Jacek Reginia-Zacharski oświadczył, że aczkolwiek nie miał on czasu zapoznać się z materiałami sprawy, zaś jego adwokat z ważnych powodów nie mógł się dziś stawić, to aby nie opóźniać rozprawy on jako obwiniony nie będzie wnioskował o jej odroczenie i będzie się bronił sam. Rzecznik dyscyplinarny, dr Krzysztof Kurosz, uważając, że zebrany materiał dowody jest nie do podważenia, zaproponował obwinionemu dobrowolne poddanie się karze, co znacznie skróciłoby całe postępowanie i zaoszczędziło czas wielu osób. Ten jednak utrzymywał, że jest niewinny, dlatego rzecznik cofnął swoją propozycję. Rozpoczęły się przesłuchania i prof. Reginia-Zacharski ponowił zeznania z poprzedniej rozprawy, że nie pamięta już dokładnie, jak w szczegółach wyglądała jego współpraca z magistrantką. Zeznał, że przypomina sobie, że M. Kozakiewicz miała indywidualny tok studiów, przez co nie uczęszczała na zajęcia seminaryjne. Zasadniczo pierwotny maszynopis pracy został oddany po wakacjach w październiku 2009 roku. Kontakt z magistrantką był z reguły mailowy i tą drogą wymieniano materiały, uwagi i poprawiany maszynopis. Zwrócił uwagę na nieścisłości, które teraz budzą jego wątpliwości. Mianowicie, w jego ocenie recenzje pracy wskazywały na wysoką jakość bibliografii, podczas, gdy w jego dzisiejszej ocenie zawiera ona liczne błędy. Nie potrafi podać, dlaczego ocenił pracę na 4,5. Dodatkowo stwierdził, że magistrantka w swoich zeznaniach wskazywała, że korzystała wyłącznie ze źródeł francuskojęzycznych, które nie pojawiają się w bibliografii. Podkreślił również, że jeden z faktów przywołanych w pracy magisterskiej – aresztowanie Ildephonse’a Nizeyimana odpowiedzialnego za ludobójstwo – miał miejsce raptem 2 tygodnie przed złożeniem pracy u promotora. Dlatego trudno mu uwierzyć, że tekst powstał rzeczywiście przez datą jego złożenia. Te wątki sugerują mu, że to nie jest ówczesny egzemplarz złożonej pracy (czytaj – zamieniono go i podłożono inny, który dziś go obciąża), szczególnie że oryginał pracy był przez rok poza archiwum uczelnianym. Podkreślił, że został już dotąd dotkliwie ukarany, gdyż pozbawiono go funkcji kierownika katedry, możliwości prowadzenia seminariów magisterskich oraz odebrano doktoranta. Sprawę plagiatowych zarzutów opisały też liczne media, co uderzyło w jego prestiż naukowy i publiczny.

Następnie została przesłuchana była magistrantka Marta Kozakiewicz, poszkodowana w tej sprawie i z tego tytułu dołączona do obecnego postępowania jako oskarżyciel posiłkowy. Na wstępie podkreśliła, że od ostatniej rozprawy w dniu 20 października 2022 r. jej podejście do sprawy plagiatu pracy magisterskiej uległo zasadniczej zmianie. Dlatego zdecydowała się uzupełnić materiały dowodowe oraz aktywnie uczestniczyć w rozprawie jako strona – oskarżyciel posiłkowy. Wynika to z tego, że poczuła się oszukana przez jej dawnego promotora, prof. Jacka Reginię-Zacharskiego. Po ujawnieniu plagiatu, a jeszcze przed październikową rozprawą przed Komisją Dyscyplinarną, podczas krótkiej rozmowy prof. Reginia-Zacharski, w jej odczuciu, przyznał się do plagiatu oraz ją przeprosił, wyrażając skruchę. Z uwagi na przedawnienie ewentualnych roszczeń w sądach powszechnych uznała to za swoiste odpokutowanie oraz dostateczną karę. Z tego powodu jej zeznania z poprzedniego postępowania nie obciążały zanadto obwinionego i dlatego wtedy prosiła o łagodną karę dla niego. Jednak zarówno później na rozprawie, jak i w wypowiedziach medialnych prof. Reginia-Zacharski kwestionował, jakoby przyznał się do winy i podkreślał, że nie popełnił plagiatu i jest niewinny.

Dalej zeznała, że tematem pracy magisterskiej, czyli ludobójstwem i wojną w Rwandzie, interesowała się przez kilka lat i nie został on jej narzucony podczas seminarium, ale sama zasugerowała ten temat promotorowi. W tym okresie czytała wiele publikacji na temat Rwandy, w tym w języku francuskim. Jednak pracę pisała zasadniczo w październiku 2009 roku, a z uwagi na większą wartość naukową książek i monografii, to na nich opierała bibliografię swej pracy, a były to głównie prace anglojęzyczne. Dodatkowo w spisie bibliografii na końcu jej pracy magisterskiej, wbrew informacjom obwinionego, występują także pozycje w języku francuskim. „Rażące błędy w bibliografii” to w ocenie byłej magistrantki drobne błędy pisarskie, jak np. zamiana sąsiadujących ze sobą liter A i S na klawiaturze, rozpoczęcie zdania małą literą czy kolejne powołanie źródła poprzez przywołanie pierwszych trzech słów tytułu z wielokropkiem. Nie jest też jej winą, że jedna ze stron internetowych, na które powoływała się w 2009 roku, nie funkcjonowała już w 2022, kiedy miała miejsce pierwsza rozprawa, nie ma jej także teraz, w 2025 roku. Co do wskazanej daty aresztowania I. Nizeyimana w jej pracy – jest ona nieprawidłowa, ponieważ do aresztowania doszło tydzień wcześniej. Dowodzą tego informacje z oficjalnej strony ONZ, dołączone teraz przez nią do akt sprawy. Błędna data w jej pracy magisterskiej została powielona w książce prof. Regini-Zacharskiego.

Przewodniczący zespołu orzekającego prof. Skotnicki skomentował dyskusję o ułomnościach bibliograficznych uwagą, że zarzutem przecież jest to, iż „w pracy magisterskiej p. Kozakiewicz oraz w publikacji obwinionego, na stronach objętych zarzutem, tekst jest tożsamy”. Postępowanie dowodowe zamknięto, a rzecznik dyscyplinarny zażądał ukarania obwinionego, uznając, że doszło do przejęcia 49% stron pracy magisterskiej, które przełożyły się na 30% stron w publikacji obwinionego. Rzecznik wskazał, że motywem mógł być zbliżający się termin oddania maszynopisu książki do wydawnictwa i presja czasu przy istniejącej już prolongacie terminu złożenia publikacji. Nie ma żadnych wątpliwości co do popełnionego czynu. Wniósł o ukaranie zgodnie z poprzednim wnioskiem. Obwiniony ponownie stwierdził, że jest niewinny i nie ma świadomości popełnienia zarzucanego mu czynu.

Komisja dyscyplinarna nie dała wiary wyjaśnieniom obwinionego i uznała, że popełnienie plagiatu było świadome, gdyż dotyczyło wybranych, obszernych fragmentów pracy magisterskiej, pochodzących z różnych jej miejsc. Prof. Reginia-Zacharski nie przedstawił żadnych przekonujących wyjaśnień, dlaczego wskazane fragmenty „magisterki” znalazły się w jego monografii. Wiadomo, że dysponował cyfrową kopią pracy. Karząc obwinionego naganą i 25-procentowym obniżeniem uposażenia na okres 2 lat, komisja podkreśliła, że plagiat jest czynem o dużej szkodliwości społecznej, zaś „Wykorzystanie w jakiejkolwiek publikacji wyników pracy dyplomowej bez podania tego źródła potęguje winę plagiatora, gdyż w sposób szczególny podważa wiarę społeczeństwa w uczciwość postępowania pracowników naukowych”.

Prof. Jacek Reginia-Zacharski nie odpowiedział na moją prośbę o komentarz do tej sprawy. Nie mam wątpliwości, że będzie się odwoływał od tego orzeczenia aż do wyczerpania drogi odwoławczej w Sądzie Apelacyjnym, dlatego na prawomocne orzeczenie poczekamy jeszcze co najmniej trzy lata.

Komentarz

Zapewne wiele osób poczuje się rozczarowanych, że za tak drastyczny i obszerny plagiat zapadło takie łagodne orzeczenie dyscyplinarne. Niestety, rzecznik miał de facto „związane ręce”, bo obowiązywał go wniosek dyscyplinarny złożony przez poprzednika, a powtórzona miała zostać tylko sama rozprawa dyscyplinarna. Taką samą karę dyscyplinarną otrzymał ostatnio jeden z profesorów UŁ, który emailowo próbował umawiać się ze studentkami.

Być może władze rektorskie Uniwersytetu Łódzkiego uznają za stosowne – podobnie jak to się stało w lutym br. z dr. hab. Robertem Łosiem z tej samej katedry – po prostu rozwiązać umowę o pracę z prof. Reginią-Zacharskim z trzymiesięcznym wypowiedzeniem. Podstawą może być tutaj „naruszenie obowiązków pracowniczych w zakresie dbałości o dobro i prestiż Uniwersytetu Łódzkiego oraz naruszenie godności zawodu nauczyciela akademickiego, a także utratę zaufania w zakresie godności wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego, spowodowaną rażącym naruszeniem praw autorskich magistrantki, nad którą sprawowano opiekę promotorską”.

Z dużym ubolewaniem i zaniepokojeniem obserwuję, jak już od kilku dobrych lat względem dojrzałych i doświadczonych nauczycieli akademickich, którzy popełnili poważny plagiat naukowy, komisje dyscyplinarne zachowują się pobłażliwie, stosując łagodne kary, zamiast bezwzględnie usuwać ich z uczelni. Postaram się wkrótce przybliżyć Czytelnikom takie „perełki orzecznictwa dyscyplinarnego”.

Dr hab. Marek Wroński jest emerytowanym profesorem Uniwersytetu Kaliskiego. Zajmuje się patologią nauki od połowy 1997 roku.

Wróć