logo
FA 6/2024 rozmowa forum

Rozmowa z prof. Jarosławem Sochą, specjalistą od badań leśnych z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie

Nie liczmy na lasy

Nie liczmy na lasy  1

Prof. dr hab. inż. Jarosław Socha (ur. w 1970 r.) prowadzi badania nad konsekwencjami zmian warunków siedliskowych i produkcyjności lasów w wyniku zmiany klimatu i antropopresji, nad zaburzeniami i adaptacją lasów do zmiany klimatu oraz ich rolą mitygacyjną oraz nad modelowaniem wzrostu drzew i drzewostanów oraz produkcyjności siedlisk z wykorzystaniem danych teledetekcyjnych. Jest współtwórcą modeli wzrostu głównych gatunków lasotwórczych oraz modeli i map ryzyka zamierania drzewostanów w Polsce. Kieruje Katedrą Zarządzania Zasobami Leśnymi na Wydziale Leśnym Uniwersytetu Rolniczego im. H. Kołłątaja w Krakowie. Jest koordynatorem dyscypliny nauki leśne oraz przewodniczącym rady tej dyscypliny. Jest zastępcą przewodniczącego Komitetu Nauk Leśnych i Technologii Drewna PAN oraz członkiem Komitetu Ewaluacji Nauki. Kierował wieloma projektami badawczymi krajowymi i międzynarodowymi, był wykonawcą w projektach międzynarodowych (5PR UE, 7PR UE, H2020, Horyzont Europa, Forest Value) i krajowych (KBN, MNiSW, NCBiR i PGL LP). Aktualnie realizuje 6 projektów naukowych (m.in. Horyzont Europa, Forest Value i NCN). Wypromował 8 doktorów nauk leśnych.

Lasy w Polsce, ale i w całej Europie, są coraz starsze, bardziej zasobne w drewno i coraz wyższe. To jednak nie jest powód do zadowolenia.

Panuje przekonanie o ogromnej roli lasów w pochłanianiu dwutlenku węgla. Czy badania naukowe to potwierdzają?

Sprawa nie jest prosta, bowiem las nie tylko pochłania dwutlenek węgla, ale także go uwalnia, np. w procesie rozkładu masy organicznej, gdy węglowodany utleniają się do dwutlenku węgla. Dysponujemy punktami pomiarowymi, w których to się mierzy, a nie tylko szacuje. Są specjalne wieże, które potrafią zmierzyć bilans emisji CO2 dla określonego ekosystemu. W Polsce mamy taką wieżę choćby w Tucznie (okolice Torunia). Są też specjalne modele, które służą do wyliczenia bilansu emisji. Najpopularniejszy jest kanadyjski Carbon Budget Model. Do robienia bilansów węglowych dużych obszarów musimy się posiłkować tego rodzaju narzędziami, gdyż obserwacje można prowadzić na relatywnie małych powierzchniach. W modelach uwzględnia się wiele informacji, np. jaki jest przyrost masy drzewnej, ile drzew zamiera, ile jest wycinanych, jakie jest tempo dekompozycji liści, igliwia i drewna. To pozwala zbilansować poziomy emisji np. w danym kraju, czyli określić, ile lasy zmagazynowały węgla lub wyemitowały dwutlenku węgla, uwalniając zgromadzony wcześniej w tkankach roślin węgiel. O ile przez kilkadziesiąt powojennych lat w naszym klimacie notowaliśmy szybki przyrost drzew, wzrost zasobności lasów, a zatem kumulowanie węgla, o tyle ostatnio obserwujemy, że zamieranie drzew jest coraz większe w porównaniu z ich przyrostem. Mimo że drzewa i rośliny w ogóle wiążą dwutlenek węgla, to rozpad masy organicznej go uwalnia. Im skala dekompozycji biomasy jest większa, tym większe jest uwalnianie do atmosfery dwutlenku węgla. Jeśli dekompozycja przeważa nad wzrostem biomasy, może być tak, że więcej dwutlenku węgla jest emitowane niż pochłaniane.

Pan sugeruje, że obecnie mamy do czynienia ze zwiększonym zamieraniem drzew?

Zamieranie drzew jest problemem globalnym, a ma dwa źródła. Przez ostatnich kilkadziesiąt lat obserwowaliśmy przyspieszony wzrost drzew i akumulację dwutlenku węgla w lasach. Było to spowodowane tym, że wydłużał się sezon wegetacyjny, jako skutek wzrostu średniej temperatury, a równocześnie mieliśmy do czynienia z rosnącą depozycją azotu. Tlenki azotu, które są zanieczyszczeniem atmosfery, spadają na obszary rolnicze i lasy w postaci depozycji atmosferycznej. Jeszcze dwieście lat temu pod naszą szerokością geograficzną wynosiła ona pół kilograma na hektar, w okresie drugiej wojny światowej to było już 2-2,5 kg, a obecnie jest to już około 10 kg czystego azotu rocznie na hektar.

Azot to jeden z najważniejszych nawozów w rolnictwie w naszej części świata, a w tym kontekście 10 kilogramów na hektar nie wydaje się czymś znaczącym.

Azot przyspiesza wzrost roślin, w szczególności drzew. Ostatnie badania zrobione na sieci monitoringowej lasów w Europie wykazały, że wpływa on w największym stopniu na wzrost lasów gospodarczych. Również wyniki badań pochodzące z sieci niemieckich powierzchni doświadczalnych, prowadzonych od ponad stu pięćdziesięciu lat, a część z nich jest teraz w Polsce, wskazują, że przyrost drzew jest o ok. 30 procent większy niż sto lat temu. Z naszych badań wynika, że stuletnie sosny są średnio o 8 metrów wyższe niż przed stu laty. Jednocześnie jest globalna prawidłowość, że im drzewa szybciej rosną, tym krócej żyją, a w drzewostanach gospodarczych zostaną szybciej pozyskane. Zasobność lasów europejskich jest najwyższa od pięciuset lat – to nie jest tylko specyfika polska, o której często się pisze – i wynosi ok. 300 metrów sześciennych drewna na hektar. To oznacza, że z hektara lasu możemy wybudować sześć domów. Wydawać by się mogło, że to bardzo dobrze, jednak wyniki badań wskazują na rosnący problem zwiększonego zamierania drzew. A największe ryzyko zamierania występuje w lasach, które są najbardziej zasobne w drewno. Stare, duże drzewa potrzebują najwięcej wody, a zatem w okresie, gdy odczuwamy jej niedobory, takie lasy są w największym stopniu narażone na zwiększone zamieranie drzew. Niektórzy twierdzili, że sama ochrona lasów pomoże osiągnąć redukcję emisji CO2. Las to nie jest jednak zbiornik bez ograniczeń. Po osiągnięciu pewnych zagęszczeń i zasobności ulega rozpadom. To właśnie najstarsze lasy w największym stopniu się rozpadają i zdarza się, że emitują więcej CO2 niż go pochłaniają. Nie chodzi mi o to, żeby negować potrzebę ochrony starych drzewostanów, zwłaszcza zbliżonych do naturalnych, bo one mają szereg ważnych funkcji, ale globalnie, jeśli chodzi o emisyjność – wiązanie i uwalnianie węgla – to starsze lasy nam w tym nie pomagają, one raczej uwalniają węgiel. Autorzy wielu artykułów naukowych przekonują, że przyśpieszenie wzrostu drzew spowoduje także wzrost ich śmiertelności – to zjawisko już jest obserwowane – i zneutralizuje gromadzenie węgla spowodowane szybszym wzrostem. W strategii unijnej mówi się, żeby chronić najstarsze lasy. Zgadzam się z tym, gdy chodzi o lasy zbliżone do naturalnych, unikatowe, bo naprawdę naturalnych właściwie nie mamy. Prof. Cornelius Senf (Uniwersytet Techniczny w Monachium) ze współautorami opublikował w „One Earth” prognozę, że zamieranie będzie zmieniało demografię lasów i do 2050 roku w połowie krajów Europy mediana ich wieku spadnie poniżej 30 lat. Dla porównania, w tej chwili w Polsce wynosi ona znacznie powyżej 60 lat. Jestem współautorem artykułu dotyczącego dynamiki rozpadu lasów w Europie związanego z wiatrołomami i wycinaniem lasów – to też są formy rozpadu, po angielsku określane ogólnie jako disturbances. Kiedyś te rozpady były powodowane głównie przez wiatry i pożary. Natomiast ostatnio największe znaczenie mają korniki i inne czynniki biotyczne powiązane z suszą, jak grzyby, np. w Polsce duże szkody powoduje w ostatnich latach grzyb Sphaeropsis sapinea. To gatunek, który przywędrował z południa Europy, a u nas wcześniej nie miał większego znaczenia. Jednak susze, które występowały od 2015 roku, spowodowały w Europie masowe zamieranie drzew. Od 2018 do 2020 roku w samej Europie centralnej pozyskano 300 mln metrów sześciennych drewna z zamierania. To było szczególnie nasilone w Czechach. W naszych Tatrach do zamierania świerka przyczyniły się dwa czynniki: gradacja kornika drukarza i wiatrowały. Wcześniej wystąpiło to w Beskidzie Żywieckim. Mieliśmy tam sieć ponad sześćdziesięciu półhektarowych powierzchni badawczych. Żadna dziś nie istnieje. Świerki zamarły. Byłby to niewielki problem, gdyby dotyczył tylko świerka, ale w ostatnich latach także sosna, która była kiedyś postrzegana jako gatunek odporny, zaczęła zamierać, a u nas stanowiła 70 proc. składu gatunkowego lasów. Część lasów, np. Puszcza Solska, która ma ubogie siedliska, a zatem drzewa są lepiej przystosowane do trudnych warunków, radzi sobie z suszami lepiej. Problem zaczął się jednak w dyrekcji lubelskiej na żyznych obszarach Roztocza i za wałem Roztocza, gdzie od roku 2015 obserwowaliśmy masowe zamieranie drzew. Tam zaczęliśmy badania. Potem zamieranie sosny poszło przez Radom aż do Wrocławia. Lasy zaczęły wzbudzać sensację – wszyscy zauważyli, że wycina się drzewa. To nie są tylko planowe cięcia. Żeby ograniczyć gradację kornika, usuwane są drzewa zaatakowane przez owady. W lasach gospodarczych leśnicy mają taki obowiązek. To w lasach gospodarczych zgodne z zasadami działanie, które obniża szkody czynione przez kornika, to przyjęty sposób działania. Jednak na dłuższą metę nie uratuje to lasów w sytuacji zagrożenia suszą, która powoduje spadek odporności drzew. Ograniczamy gradację tylko w danej chwili. To jest działanie gospodarcze i doraźne. Są badania, które pokazują, że zagrożone są nie tylko wskazywane jako mniej odporne gatunki iglaste, lecz także gatunki liściaste, szczególnie buk i dąb, a nawet brzoza. To nie napawa optymizmem na przyszłość. Źle się dzieje z naszymi lasami.

Jak to wpływa na możliwość gromadzenia węgla?

Jeśli mówimy o lasach w kontekście wiązania dwutlenku węgla, to ten potencjał może polegać na tym, że gromadzimy go w drzewach w lasach gospodarczych, które są wycinane, a surowiec drzewny wykorzystywany jest np. do budowy domów. Wtedy efekt ochrony klimatu może mieć miejsce w sporej skali. Ostatnio mówi się o wyłączeniach z użytkowania pewnych fragmentów lasów. To w wielu miejscach jest słuszne, bo ochronimy cenne przyrodniczo tereny. Natomiast w przypadku wyłączenia nieodpowiednich drzewostanów często może to przyśpieszyć proces zamierania drzew, które tego rodzaju bierną ochroną obejmiemy. Zgadzam się z ideą ochrony biernej pewnych fragmentów lasów. Nie powinniśmy jednak sugerować, że w ten sposób ochronimy klimat. Nie ochronimy też bioróżnorodności, rozumianej jako większa liczba gatunków. Natomiast ochronimy gatunki związane z martwym drewnem, zwłaszcza grubym martwym drewnem – jest szereg organizmów, które potrzebują właśnie takich warunków, rzadko występujących w lasach gospodarczych. Podawanie w jednym zdaniu zbitki słownej „zwiększymy bioróżnorodność i ochronimy klimat”, jest wprowadzaniem w błąd. Nie jest to prawda. Mamy bardzo mało lasów naturalnych, które cechuje nieco większa odporność. W większości przypadków mamy do czynienia z lasami bardzo przekształconymi przez gospodarkę i antropopresję.

A Puszcza Białowieska?

Na terenach objętych ochroną w postaci parku narodowego jest dość zbliżona do lasu naturalnego. Mamy jednak teraz do czynienia z zagrabianiem Puszczy Białowieskiej. To w części skutek eutrofizacji siedlisk, czyli wspomnianej już zwiększonej znacznie ilości azotu. Na terenie lasu rozprzestrzenia się grab, który ma przewagę konkurencyjną na żyźniejszych siedliskach. Sprzyjają mu też warunki klimatyczne: w Puszczy jest cieplej, nie mamy już kontynentalnego klimatu, jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Nawet nie wchodząc do lasu, przez emisję azotu ingerujemy w warunki naturalne, zmieniamy las, zaburzamy wzrost drzew. Ostatnio dostałem zdjęcie jodły z nadleśnictwa Gorlice o grubości 80 cm u podstawy, ale ostatnie 20 przyrostów miało aż 40 cm, czyli stanowiły połowę jej grubości. To niewiarygodne. Obserwujemy pojawianie się jemioły na jodłach, na sosnach zresztą też, mamy tysiące hektarów lasów jodłowych porażonych przez jemiołę. Staje się ona pasożytem i przyczynia się do zamierania drzew. To nas niepokoi. Gdy jest susza, te szalejące pod względem przyrostu drzewa są skrajnie osłabiane. Im mają większy przyrost, tym większa średnica naczyń, a wysokość drzew wymaga pompowania wody coraz wyżej. Drzewa, które przez większość swego życia rosły w zupełnie odmiennych niż dziś stosunkach wodnych, nie radzą sobie w sytuacji niedoborów, niższego poziomu wód, z których mogą czerpać pokarm. Warto również wspomnieć, że jesteśmy drudzy w Europie – po Czechach – pod względem obszaru objętego anomaliami wilgotności gleb. Zdziwiło mnie, że piąta pod tym względem jest Finlandia. Dla drzew nie ma fundamentalnego znaczenia sama wilgotność, one radzą sobie również z niskim poziomem wody, dostosowując system korzeniowy do suchych, a sosny zwyczajne nawet do skrajnie suchych warunków. Natomiast niekorzystna, a czasami wręcz zabójcza jest zmiana warunków wilgotnościowych. A właśnie z nią mamy teraz do czynienia. Sosna może rosnąć i na suchej wydmie, i na mokrym bagnie. Jednak potrafi dostosowywać się do warunków tylko do trzydziestego, czterdziestego roku życia. Potem zdolność adaptacji do środowiska zanika. Stąd problemy starych drzew wynikające ze zmian klimatycznych i środowiskowych.

Czy znamy skalę zamierania lasów w Polsce?

Zrobiliśmy badania dla całej Polski dotyczące ryzyka zamierania, gdyż mamy informacje o cięciach sanitarnych związanych z suszą, które zawierają dane o miąższości i lokalizacji zamierających drzew. Na podstawie charakterystyk siedlisk i drzewostanów zbudowaliśmy modele opisujące ryzyko zamierania w wyniku suszy oraz opracowaliśmy mapy tego zjawiska dla poszczególnych gatunków na obszarze Polski. Gdy spotykałem się z leśnikami, padało pytanie: co z płytą krotoszyńską znaną z olbrzymich dębów. Z naszego modelowania wynika, że istnieje ryzyko zamierania wskutek obniżenia poziomu wody. Dęby stanowią teraz około pięciu procent drzewostanów w polskich lasach, ale ze względu na swoje możliwości dostosowania się do różnych warunków i na eutrofizację lasów ich udział może wzrosnąć. Sosna zwyczajna natomiast ustępuje, ponieważ traci optimum klimatyczne w Polsce.

Mówi się o tym, żeby prowadzić selekcję drzew w kierunku odporności na suszę.

Jestem przeciwnikiem wszelkich selekcji. U nas przez lata wybierano drzewa najwyższe, najlepsze, cenne pod względem gospodarczym i z nich zbierano nasiona do produkcji sadzonek. Część obserwowanego aktualnie przyspieszonego przyrostu może być skutkiem tej selekcji. Drzewa charakteryzujące się pewnymi pozornie korzystnymi cechami mogą być mało odporne na różne czynniki. Jednym z patogenów, który ostatnio atakuje drzewa na Półwyspie Iberyjskim, jest nicień węgorek. Nie opierają mu się drzewa wyselekcjonowane. Lepiej, żeby selekcja dokonywała się naturalnie, a można to uzyskać np. przez odnowienia naturalne. Nie produkujemy wówczas sami sadzonek, tylko zdajemy się na naturę. Udział odnowień naturalnych się zwiększa. Gdy przygotowujemy teren zrębu pod nasadzenia z wykorzystaniem orki, uwalnia się sporo węgla zgromadzonego w ściółce i glebie. Zatem odnowienia naturalne bez uprawy gleby mają też istotne znaczenie dla zatrzymania węgla w ekosystemie. Nie zawsze jednak jest to możliwe, zwłaszcza gdy mamy w danym miejscu niewłaściwy gatunek. A w tej chwili mamy 29,7 proc. powierzchni kraju zalesione, ale mamy też ok. 3 proc. naturalnych sukcesji, zatem faktyczna lesistość może wynosić nawet 33 proc. Natomiast po wojnie mieliśmy 20 proc. Zatem ponad 3 miliony hektarów to lasy posadzone na terenach porolnych. Sadzono sosnę, modrzew, brzozę, świerk, czyli gatunki dobrane ze względu na spodziewaną wówczas produktywność i możliwość wysadzenia na terenach otwartych, ale nie najwłaściwsze dla danych siedlisk. Zatem tam nie zastosujemy teraz odnowień naturalnych. Trzeba na podstawie właściwości glebowych, klimatycznych, topograficznych ustalić, jakie gatunki byłyby w danym miejscu najwłaściwsze i sztucznie je tam wprowadzić. Dotyczy to około 30 proc. naszych lasów.

Zwiększona ilość azotu powoduje także zmianę składu flory mykoryzowej i grzyby ektomikoryzowe, korzystne szczególnie w przypadku suszy, gdyż wspierają drzewa w suchych okresach, zastępowane są przez grzyby endomikoryzowe, które wykazują znacznie mniejsze właściwości wspierające w czasie suszy. To dodatkowo osłabia nasze ekosystemy leśne. Drzewostany na gruntach porolnych muszą zmagać się z niekorzystnymi z punktu widzenia drzew i lasu warunkami, w tym mykoryzowymi.

Podobno wiemy o naszych lasach wyjątkowo dużo.

Polska jest krajem o najlepiej pomierzonych lasach na świecie. Francuzi, Brytyjczycy i Szwedzi modelują na naszych danych, ponieważ mamy w Polsce pełną informację o lasach, łącznie z pojedynczymi drzewami. Umożliwił to projekt realizowany ze środków programu ramowego Horyzont Europa. To, że mamy najlepiej pomierzone lasy, znaczy też, że są one najlepiej poznane. W Polsce ułatwia to struktura własnościowa, bowiem w 80 proc. są to lasy państwowe, zatem dostęp naukowców do lasów jest właściwie nieograniczony, a do tego mogą oni liczyć na pomoc leśników, którzy w zamian uzyskują od badaczy dane do swoich działań. To bardzo korzystne z przyrodniczego, ale też społecznego i gospodarczego punktu widzenia. Wcześniej robiliśmy inwentaryzację lasów w ramach planów urządzenia lasu co 10 lat, ale przełomem był przeciwpowodziowy projekt ISOK, w którym cały obszar Polski został zeskanowany za pomocą lotniczego skanowania laserowego. Ta metoda pozwala na uzyskanie chmury punktów pokrycia terenu i modelu terenu. Mając odbicie od koron drzew, jesteśmy w stanie zmierzyć wysokość każdego drzewa, a odpowiednie algorytmy są w stanie wykryć pojedyncze drzewa. Ostatnio w mojej katedrze zebraliśmy dane ze skanowania lotniczego. Kupiliśmy w tym celu specjalną macierz o pojemności 50 TB. Dane z pomiarów lotniczych ściągaliśmy około czterech miesięcy. Po wykonaniu detekcji pojedynczych drzew okazało się, że w kraju mamy 4 miliardy 216 milionów 67 tysięcy 541 drzew. Ta wartość zmienia się codziennie, ale tyle było właśnie w momencie skanowania konkretnych obszarów. Te dane są wciąż aktualizowane. Gdy w Głównym Urzędzie Geodezji i Kartografii pojawia się nowy skan jakiegoś obszaru, wczytujemy te dane i aktualizujemy swoją bazę drzew. Te aktualizacje pozwalają nam obserwować także tempo wzrostu drzew. Na tej podstawie jesteśmy w stanie określić, ile jest drewna na każdym hektarze, czyli jaka jest zasobność naszych lasów. Widzimy też zmiany zasobności, każde drzewo, które ubyło oraz ile drewna przybyło. Podobne badania, ale innymi metodami, prowadzą leśnicy. Nasze wyniki różnią się o kilka procent. To wynika z metodologii i celu pomiarów. W tej chwili także w Lasach Państwowych używa się skanowania lotniczego. W projekcie NCBR BIOSTRATEG powstała nowa metoda, która wykorzystuje dane z inwentaryzacji wielkoobszarowej. Została ona wdrożona w Lasach Państwowych.

Pierwsi na świecie zrobiliśmy na podstawie tych skanowań modele wzrostu drzew uwzględniające m.in. warunki pogodowe. Opublikowaliśmy wyniki tych prac w czasopismach „Forest Ecology Management” i „Agricultural and Forest Meteorology”. Zbudowaliśmy model, który pozwala wyliczać przyrost w zależności od opadów i innych danych meteorologicznych. Kiedyś mówiło się, że drzewa w lesie są niepoliczone. To przysłowie jest już nieaktualne. Mamy policzone wszystkie drzewa, także te, które zamierają. Teraz informacje z Lasów Państwowych o cięciach weryfikujemy też za pomocą danych satelitarnych. Stosujemy w tym wypadku rozdzielczość 3 na 3 metry i widzimy, które dokładnie drzewo zostało wycięte. Mamy dane dotyczące miąższości, czyli przypisaną każdemu z drzewostanów informację o liczbie zamierających metrów sześciennych drewna co roku.

Dużo jest tych zamierających drzew?

Ostatnie zamierania w wyniku suszy to 3-5 milionów metrów sześciennych drewna rocznie, ale w wyniku wiatrowału w roku 2017 r. mieliśmy do czynienia z kilkunastoma milionami metrów sześciennych uszkodzonych drzew w jednym roku. Taka jest skala tego zjawiska.

Zamieranie drzew w takiej skali to stosunkowo nowe zjawisko.

Nasze lasy są zagrożone wskutek zmian klimatycznych, głównie suszy, i antropopresji – depozycji azotu. To ostatnie zjawisko zatrzymało się gdzieś w latach 90. na poziomie 10 kilogramów rocznie na hektar, ale w jednym punkcie pomiarowym w Kotlinie Kłodzkiej mamy depozycję na poziomie 18 kg. Zatrzymało się, ale się nie zmniejsza, zatem lasy są nawożone i zagrożenie szybszym zamieraniem cały czas istnieje. Klimat to nie tylko susza, ale także wyższa temperatura, która powoduje szybszą ewapotranspirację, czyli parowanie wody. Mamy też częstsze niż dawniej huragany, które powodują spore szkody. No i wreszcie wraz z ociepleniem realnym zagrożeniem stają się pewne gatunki owadów czy grzybów, które jeszcze niedawno nie miały znaczenia dla lasu. W wyniku wydłużenia sezonu wegetacyjnego – to skutek ocieplenia klimatu – mamy do czynienia z kilkakrotnymi wylęgami szkodników, a zatem tempo gradacji jest kilkakrotnie wyższe niż dawniej, a tym samym i zagrożenie znacznie większe.

Mówił mi pan, że w Kanadzie lasy emitują więcej dwutlenku węgla niż przemysł.

Wracając do bilansu węglowego lasów, w ubiegłym roku w Kanadzie spłonęło ok. 8,4 mln hektarów lasów. W Polsce mamy nieco ponad 9 milionów ha, a zatem to tak, jakby spaliły się całe polskie lasy. World Resources Institute przeprowadził analizę, która dowodzi, że wtedy te lasy wyemitowały dwa razy więcej dwutlenku węgla niż cały kanadyjski przemysł. Słyszałem od osób, które zajmują się wspominanym modelem CBM, że w 2018 roku emisja dwutlenku węgla przez lasy też przekroczyła poziom emisji przemysłu kanadyjskiego. Miałem okazję obserwować lasy w Kanadzie, mimo że są to lasy borealne, mają problem z kornikiem, z suszą.

Czy odmładzanie lasów jest sensowne z ekologicznego punktu widzenia?

Jeśli ekologiczny punkt widzenia oznacza to, że chcielibyśmy, żeby drzewa pokrywały dany obszar, to tak. Myślimy, że gdy jedne drzewa obumarły, to wyrosną nowe. Ale to nie takie proste, bo zaczyna się od spontanicznej sukcesji, która nie zawsze daje oczekiwane skutki. Zastąpienie starych pokoleń drzew nowymi, dostosowanymi do siedliska, to w Polsce konieczność. Relatywnie mała część naszych lasów jest zbliżona do naturalnych, tam moglibyśmy zdać się na sukcesję naturalną.

Takie naturalne lasy lubimy najbardziej.

Badania wskazują, że nie. Okazuje się, że przeciętnej osobie najbardziej podoba się las gospodarczy z dużymi, rzadko rosnącymi drzewami, gdzie można pospacerować, zbierać grzyby.

Wrócę jeszcze do kwestii naturalności. Od pewnego czasu leśnicy amerykańscy robią kontrolowane pożary, żeby wypalić paliwo, które leży na ziemi, czyli suche gałęzie i stare liście. To pozwala zachować stare drzewa, które mają grubą korowinę i nie cierpią od małych pożarów, a eliminuje problem pożarów niekontrolowanych i dużych. W Kalifornii w takich dużych pożarach spłonęło w ostatnich latach 4 proc. powierzchni stanu, a przy okazji ogień pochłonął kilkadziesiąt tysięcy domów i firm. NGO-sy walczą tam teraz z leśnikami, żeby robili te kontrolowane pożary, żeby uniknąć tak wielkich strat, jak w ostatnich latach. Program ochrony biernej lasów, wyłączeń z użytkowania, robiono tam w latach 80. ubiegłego wieku i skończyło się to przewagą zamierania nad przyrostem i wielkimi pożarami. Zredukowano wówczas pozyskanie drewna do jednej trzeciej wartości. Przyrost, który rósł cały czas od II wojny światowej, utrzymał się przez kolejne 10 lat. Ale w kolejnych dziesięcioleciach przyrost zmniejszył się o połowę, a zamieranie zaczęło rosnąć i obecnie dwukrotnie przekracza przyrost. Na samym zachodnim wybrzeżu USA w latach 2018-20 naliczono 6 mld stojących martwych drzew. Według informacji USDA Forest Service lasy amerykańskie stają się emitentem CO2. Oczywiście, w długim terminie to nic takiego, wypadną jedne gatunki, pojawią się nowe, ale zapewne często inne. Wiemy już, że kolejne lasy w Polsce nie będą już ani takie wysokie, ani tak zasobne, jak obecnie. Widać to zjawisko na południu Europy. Idea, że ograniczenie użytkowania lasu pomoże klimatowi, jest dość naiwna, bo o wiele łatwiejsza do przyjęcia niż ograniczenie konsumpcjonizmu. To była idea wynikająca z obserwacji tego, co działo się przez długi czas w strefie umiarkowanej. Teraz zamieranie drzew zaczyna brać górę nad przyrostem. To już dochodzi do strefy borealnej. Liczenie na to, że lasy przyczynią się do kompensacji skutków emisji z paliw kopalnych jest naiwnością. Unia Europejska wzywa do ochrony starych drzewostanów, ale to nie rozwiąże problemu. Oczywiście należy chronić część starych lasów, tych najbardziej zbliżonych do naturalnych, ale inne przebudowujmy na stabilne drzewostany, które nie będą zamierać, lecz rosnąć, pochłaniając CO2 i produkując drewno, w pełni odnawialny surowiec. W tematyce zarządzania lasami jest za dużo dezinformacji, emocji i polityki, a za mało wykorzystuje się wiedzę pochodzącą z badań naukowych. A to nie służy podejmowaniu dobrych decyzji.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Wróć