logo
FA 6/2021 informacje i komentarze

Mirosław A. Supruniuk

Winien i ma, albo co może zrobić humanista w bibliotece

Refleksje na 10-lecie NPRH

Należy zacząć od prezentacji. Aplikowaliśmy w programach NPRH osiem razy, w różnych latach i konfiguracjach personalnych, uzyskując cztery granty. Można zatem powiedzieć bez przesady, że mamy wysoki, bo 50-procentowy uzysk z pracy intelektualnej. „My”, tzn. szeroko rozumiani współpracownicy Archiwum Emigracji i Muzeum Uniwersyteckiego w Bibliotece Uniwersyteckiej UMK w Toruniu: bibliotekarze, nauczyciele akademiccy, przygodni, acz oddani rozumowi wolnomyśliciele. Efekty tych grantów były także bardzo konkretne. W projekcie „HINC ITUR AD ASTRA. Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie 1919-1939. Monografia zespołowa” powstało 12 tomów opracowań, które po długich pracach redakcyjnych właśnie zaczęły być wydawane (niestety, już bez pomocy NPRH). W kolejnym – „Inwentaryzacja i opracowanie spuścizn archiwalnych i kolekcji dzieł sztuki polskich artystów w Wielkiej Brytanii w XX wieku w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej w Toruniu – Kolekcja Archiwum Emigracji i Muzeum Uniwersyteckiego” – przygotowaliśmy 10 opasłych tomów katalogów ponad 5,5 tys. dzieł sztuki 9 malarzy: Marka Żuławskiego, Haliny Korn-Żuławskiej, Mariana Kratochwila, Zygmunta Turkiewicza, Stanisława Frenkla, Mariana Kościałkowskiego, Aleksandra Wernera, Janusza Eichlera i Zdzisława Ruszkowskiego, a później wystawę w Muzeum Uniwersyteckim. Projekt trzeci „Dokumentacja życia literackiego kręgu londyńskich „Wiadomości” (1945-81)” zaowocował wydaniem 11 zbiorów korespondencji redakcyjnej pisarzy emigracyjnych, ważnych współpracowników tygodnika: Michała Chmielowca, Ferdynanda Goetla, Zygmunta Haupta, Mariana Hemara, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Janusza Kowalewskiego, Józefa Łobodowskiego, Michała K. Pawlikowskiego, Janiny Surynowej-Wyczółkowskiej, Leopolda Tyrmanda i Józefa Wittlina. Czwarty z grantów niebawem się zakończy. Będzie to „Bibliografia Wiadomości Polskich, Politycznych i Literackich (1940-1944) i Wiadomości (1946-1981)”, a jej efektem ma być użyteczne i bardzo szczegółowo indeksowane narzędzie, umożliwiające dostęp do treści najważniejszego czasopisma literackiego emigracji polskiej, co w zestawieniu ze skanami „Wiadomości” pozwoli, jak sądzę, na skok jakościowy w badaniach nad polską literaturą.

W programach zrealizowanych i realizowanych przez nas wzięło udział ponad 40 osób z Polski i Litwy, a kwerendy objęły również archiwa, biblioteki i zbiory instytucji w Wielkiej Brytanii i Francji. Zatem te 10 lat to była ciekawa przygoda intelektualna.

A jednak czujemy pewien niedosyt, który można postrzegać jako „łyżkę dziegciu w beczce miodu”. W komunikacie z roku 2012 twórcy NPRH zaznaczyli: „Do konkursu mogą być zgłoszone projekty obejmujące badania naukowe dotyczące długofalowych prac dokumentacyjnych, edytorskich i badawczych o fundamentalnym znaczeniu dla dziedzictwa i kultury narodowej, a w szczególności projekty obejmujące opracowanie zespołów archiwalnych, projekty obejmujące scalone opracowanie zespołów zabytków ruchomych i nieruchomych na terenach Polski i dawnej Rzeczypospolitej, projekty obejmujące kontynuację prac edytorskich nad seriami wydawniczymi źródeł historycznych i literackich, projekty zmierzające do podjęcia lub zakończenia prac nad zespołowymi przedsięwzięciami badawczymi, projekty dotyczące spuścizny o szczególnym znaczeniu, edycje źródeł”. Dla nas – bibliotekarzy, archiwistów, wydawców źródeł, edytorów tekstów literackich – to założenie było objawieniem. Oto w zalewie „nieistotności w nauce” (że użyję określenia z nieco zapomnianej książki Mariana Grabowskiego), ministerstwo postanowiło odnowić program badań archiwalnych, źródłoznawczych i objąć opieką tych, którzy zechcą poświęcić czas na takie studia. Szybko jednak praktyka zweryfikowała nasze marzenia (co to, w ogóle, za pomysł, by kierować się w nauce marzeniami!).

Pierwsze zaskoczenie przyszło w chwili, gdy poznawszy (jako jedni z pierwszych) całe archiwum Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, zaproponowaliśmy jego uporządkowanie tak, by było użyteczne dla kolejnych badaczy. Projekt, choć wydał się ważny dla NDAP oraz dla podobnej instytucji na Litwie, nie znalazł zainteresowania w oczach NPRH. A był to ostatni moment, by porządkowanie tego ogromnego i bezcennego zespołu przeprowadzili pospołu Litwini i Polacy, tworząc przy okazji polsko-litewskie narzędzia archiwalne. Dzisiaj, gdy archiwum porządkowane jest przez litewskie służby archiwalne, dostęp jest trudniejszy.

Drugim „kubłem zimnej wody na rozpalone głowy marzycieli” była dwukrotna odmowa sfinansowania projektu porządkowania spuścizn archiwalnych w Archiwum Emigracji, choć projekt ten wpisywał się w sugerowane priorytety (nie chcę pisać więcej, bo na rozstrzygniecie trzeciego wniosku w tej sprawie właśnie czekamy).

Projektów, nad którymi pracowaliśmy, było znacznie więcej, lecz rezygnowaliśmy z nich z różnych powodów, żałując później braku odwagi. Być może do niektórych wrócimy przy kolejnych konkursach.

Po 10 latach NPRH czas na uwagi. Nie ulega wątpliwości, że inaczej ocenią efekty NPRH beneficjenci programu, a inaczej osoby, których projekty nie znalazły uznania i nie były finansowane. I tu nie ma miejsca na bezstronność. Ilekroć bowiem czytam słowa napisane przez kogoś, kto był osobiście zainteresowany, wydaje mi się, że szczerość intelektualna i wyważony osąd wyparowały wraz z gorączką porażki. Oratorstwo, z jakim krytycy stają się orędownikami „naprawiania” programu oraz premedytacja, z którą deprecjonują dorobek innych, daleka jest od rzetelności, która powinna obowiązywać ludzi nauki. Pesymiści uważają, że „nic nie jest na tyle dobre, by nie mogło być lepsze”; optymiści zaś są zdania, że „lepsze, jest wrogiem dobrego”. NPRH nie jest wolny od wad, niedoskonałości i bezużytecznych ograniczeń, ale ponieważ jestem raczej pesymistą, uważam, że nie warto gmerać w tym ulu, bo można wiele zepsuć. Wystarczy udoskonalić proces oceniania na obu etapach: aplikacji i wykonania, a uczeni uzyskają gwarancję, że są poważnie traktowani.

Z doświadczenia bowiem wiem, że nie ma nic bardziej przygnębiającego niż lekceważenie wyników ciężkiej, wieloletniej pracy przez osoby odpowiedzialne za ocenę zrealizowanego projektu. Jeśli po 5 latach przekazuję do oceny dorobek intelektualnych zmagań międzynarodowego zespołu, oczekuję, że ktoś się nad tymi wynikami pochyli, a ocena, jaką otrzymam, będzie rzeczowa i rzetelna, krytyczna jeśli trzeba, ale sprawiedliwa. W najgorszym wypadku wskaże błędy i słabości oraz da możliwość odpowiedzi lub zasugerowania rozwiązania, w najlepszym wypadku pozwoli na kontynuację zadania. To ma znaczenie dla kierownika zespołu, dla wykonawców, ale może jeszcze większe dla środowiska, w jakim zadanie jest realizowane. Tymczasem oceny końcowe robią wrażenie, jakby nikt nie czytał i nie analizował wyników badań, skupiając się wyłącznie na rozliczeniu finansowym. W konsekwencji granty kończą się fikcyjnymi publikacjami lub książkami bez indeksów, a bazy danych nie są aktualizowane i wiszą bezużytecznie w sieci.

I jeszcze jedno. NPRH nie przewidział zmian, które przynieść miała reforma prawa o szkolnictwie wyższym i nauce z roku 2018. Zdemolowała ona m.in. polskie bibliotekarstwo naukowe, degradując rzesze specjalistów od historii książki, edycji źródeł, autorów bibliografii i katalogów itd. do roli pracowników obsługi. Przez dziesiątki lat to biblioteki uniwersytetów kształtując księgozbiory, w znaczący sposób wpływały na rozwój różnych kierunków nauk na uczelniach. Tak było w Toruniu, gdzie gromadzony od lat 50. ubiegłego wieku unikatowe w skali kraju druki poświęcone historii krajów wokół morza bałtyckiego pozwoliły rozwinąć studia nad wieloma zagadnieniami tego regionu. Reforma odebrała bibliotekarzom i archiwistom uczelniane, bardzo skromne, finanse na badania własne i podejmowanie pracy wymagającej wieloletniego angażowania dużych zespołów (np. bibliografie). Chciałbym wierzyć, że NPRH pochyli się na potrzebami tej grupy badaczy.

Na pięknej fotografii z lipca 1888 roku, ukazującej zabudowę Pola Marsowego przed zbliżającą się wystawą światową, widać ażurowe konstrukcje pawilonów wystawowych, w których rok później pokazano wynalazki i najwybitniejsze osiągnięcia myśli ludzkiej końca XIX stulecia, poniżej budowę schodów, kaskad i fontann oraz w centrum ukończone drugie piętro wieży Eiffela. Trafiłem na nią w Internecie i od razu wydała mi się genialną metaforą, a może raczej alegorią nauki: owe solidne pawilony otaczające plac są niczym nauki przyrodnicze, matematyczne i fizyczne; hałaśliwe fontanny i łączące pawilony schody będą naukami społecznymi; tymczasem, stojąca pośrodku placu wieża, bezużyteczny toporny zwój żeliwnych kątowników połączonych nitami, to humanistyka. Pnie się w górę bez sensu…, ale dzięki niej ludzie podnoszą głowę do nieba.

Dr hab. Mirosław A. Supruniuk, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Wróć