logo
FA 6/2021 informacje i komentarze

Grażyna Borkowska

Pat

O grantach badawczych dla humanistów

Narodowy Program Rozwoju Humanistyki (NPRH) powstał mniej więcej dziesięć lat temu dzięki staraniom wybitnych uczonych z PAU i PAN. Wydawało się, że jest wielkim dobrodziejstwem dla środowiska humanistycznego. I z pewnością opinia ta miała i ma podstawy. Tylko za czasów min. Kudryckiej wydano w programie ok. ćwierć miliarda złotych, później finansowanie osłabło, ale każda suma pieniędzy cieszyła niedoinwestowane środowisko humanistyczne. Zrealizowano wiele grantów, wydano wiele książek. O profitach programu wiedzielibyśmy więcej, gdyby był rozsądnie monitorowany także po zakończeniu kolejnych edycji, ale nawet brak danych i opinii na temat wartości sfinansowanych przedsięwzięć nie przesłania jego istoty.

Coraz wyraźniej zaczęły zaznaczać się także ciemne strony programu. Realizowany siłami ministerstwa, przy udziale jednego lub (góra!) dwóch urzędników i według reguł prawnych obowiązujących w instytucji szczebla centralnego, kulał organizacyjnie. Nikt nie wiedział, kiedy konkurs zostanie ogłoszony przez szefa resortu, jakimi środkami program będzie dysponował, według jakich zasad powinien pracować. Pierwsza Rada NPRH wybrała wariant najprostszy, najmniej zbiurokratyzowany, wynikający wprost z tych okoliczności: jej członkowie weryfikowali wnioski i część z nich kierowali do recenzentów, a po otrzymaniu opinii, zachowując prawo ingerencji w ostateczny wynik, konstruowali listę rankingową, którą przedstawiali ministrowi (w tym przypadku pani minister). Ta metoda pracy wywołała falę krytyki ze strony środowiska, co – dorzucam na marginesie – źle wróży próbom stosowania oceny jakościowej w humanistyce, stanowiącej jedyną przeciwwagę dla „punktozy”.

W kolejnych odsłonach programu nowe Rady zastosowały zupełnie inne rozwiązania organizacyjne. Były one wzorowane na działaniach NCN-u: dwuszczeblowa ocena wniosków (eksperci, a po nich recenzenci uruchamiani w stosunku do wniosków wyżej punktowanych). Od kilku lat obowiązuje w NPRH szczebel trzeci: rozmowa autorów kilkunastu najwyżej ocenionych wniosków z komisją (reguły jej powoływania nie są znane). Czy ten sposób procedowania jest lepszy od poprzedniego, gdzie decyzje nie były anonimowe, a członkowie Rady ponosili za wyniki konkursu odpowiedzialność?

Nie to jest najważniejsze. Sprawność ministerstwa jako organizatora programu nie poprawiła się, w dodatku od czasów objęcia resortu przez Jarosława Gowina, a później przez Przemysława Czarnka zaczęły się – wcześniej niepraktykowane – ingerencje władzy w wyniki konkursu. Za min. Gowina incydentalne, dzisiaj frontalne. Potrzeba „poprawienia” ustaleń ekspertów sprawiła, iż ostatni konkurs w module „Dziedzictwo narodowe” został zablokowany przez szefów resortu na długie miesiące. Dzięki komunikatowi z 18 maja br. wiemy, że (wybrane) wnioski poszły po półtora roku leżakowania do oceny recenzentów. Konkurs ogłoszony jesienią 2019 ma szanse zamknąć się jesienią 2021. Ale czy ta prognoza się sprawdzi? Zobaczymy. Nie tylko przetrzymano wnioskodawców i ich zespoły, ale zrobiono to w sposób wyjątkowo lekceważący. Aż do 18 maja nie pojawiła się na stronach ministerialnych żadna informacja na temat NPRH, nie zamieściły jej władze resortu, karnie milczeli urzędnicy, nie wypowiedziała się ani Rada NPRH, ani jej szef.

Czy prognozowane odblokowanie NPRH może cieszyć? Obawiam się, że nie. Po tych doświadczeniach nikt nie powinien mieć wątpliwości, że ministerstwo nie jest właściwym miejscem do merytorycznego rozstrzygania konkursów grantowych. Nie ma infrastruktury, odpowiednio przeszkolonych kadr urzędniczych, ma za to apetyt na włączanie kryteriów ideologicznych do oceny wniosków badawczych. Ministrowie dają do zrozumienia lub mówią wprost, że będą finansować to, co chcą, co jest zgodne z linią ideologiczną uznaną za właściwą. Założenie to nie ma nic wspólnego ze wspomaganiem nauki i troską o jej poziom. Jest karykaturą deklaracji na temat autonomii i wolności badań.

Wniosek nasuwa się sam: trzeba by NPRH przenieść w inne miejsce. Nawet gdyby taka możliwość się urealniła, pozostaje pytanie: dokąd. Mamy jedną agencję grantową, która mogłaby prowadzić dodatkowy konkurs dla humanistów: Narodowe Centrum Nauki. Działa sprawnie i choć jego budżet od dwu lat nie rośnie, utrzymuje cały rejestr przedsięwzięć grantowych. Niestety, NCN przyjął żelazną zasadę, że miarą rzeczy są nauki ścisłe i nauki społeczne, humaniści aplikujący do NCN-u muszą poddać się zasadom obowiązującym wnioskodawców z obszarów science. Z pozoru drobne utrudnienie, de facto źródło klęski. Humaniści nie mogą dokonywać swobodnego opisu swoich pomysłów badawczych, muszą podążać drogą naturalną nie dla nich, ale dla psychologów czy biologów, tj. formułować hipotezy, weryfikować je, opracowywać dane itd. Parę lat temu można było dostać grant na napisanie jednej lub kilku książek. Dziś żaden dział obsługi badań nie przyjmie wniosku przyznającego się do pracy nad monografią. Żeby móc aplikować do NCN-u, trzeba „przepisać” humanistyczny projekt badawczy na obcy język nauk ścisłych. Proces ten z reguły infantylizuje całe przedsięwzięcie, bo Mickiewicz i Słowacki, rozpatrywani jako hipoteza badawcza, a ich biografie i utwory jako dane do weryfikacji, wypadają zabawnie. Podobnie jak projekt. I wtedy pojawia się opinia, że projekty humanistyczne są słabe. A może słabe są warunki, które im stworzono? Może słaba jest reprezentacja literaturoznawców, filozofów i historyków w Radzie NCN?

Konkluzje wynikające z tych rozważań nie brzmią optymistycznie. NPRH, od początku tej kadencji Rady Programu zainteresowany projektami tylko określonego typu – słowniki, edycje krytyczne itd., służy dziś wspomaganiu nie tyle dobrej, ile słusznej humanistyki. NCN przyznaje, że zna opinie dotyczące konieczności odpodobnienia konkursów dla humanistów od innych przedsięwzięć grantowych, ale opinii tych nie podziela. Środowisko humanistyczne zmęczone serią zmian i kłopotów (reforma, kontrreforma, ewaluacja, punktacja, mizeria finansowa) zaprzestało właściwie walki o swoje żywotne interesy. To jest sytuacja patowa.

Prof. Grażyna Borkowska, Instytut Badań Literackich PAN

Wróć