logo
FA 6/2021 życie naukowe

Wojciech Czakon

Od „punktozy” do tożsamości cyfrowej

Zmiany komunikacji naukowej

Od „punktozy” do tożsamości cyfrowej 1

Fot. Stefan Ciechan

Praktyki komunikacji naukowej ulegają głębokim przeobrażeniom nie dlatego, że drapieżne czasopisma skorumpowały środowisko badaczy, ale dlatego że ogromny przyrost podaży artykułów naukowych nie znalazł miejsca u zasiedziałych wydawców.

Zbliżająca się ewaluacja jednostek naukowych wywołuje coraz gorętszą debatę na temat punktacji czasopism. Pobudza ją jeszcze niedawna, selektywna zmiana punktacji niektórych czasopism, a także nagłośnienie migracji niektórych środowisk w kierunku czasopism budzących podejrzenie o praktyki drapieżne. Stawka wydaje się wysoka, ponieważ powiązanie uzyskanej przez jednostki naukowe punktacji z uprawnieniami naukowymi oraz środkami finansowymi tworzy pseudokorporacyjne środowisko zachowań naukowców. Pseudokorporacyjne dlatego, że korporacje unikają posługiwania się pojedynczymi miarami, wiedząc jak bardzo sprzyjają one krótkowzrocznym zachowaniom menedżerów i pracowników. Pomiar realizacji strategii współczesnych korporacji opiera się na zestawie wskaźników, by równoważyć potrzeby długoterminowej żywotności organizacji z krótkoterminowymi potrzebami jej interesariuszy.

Jakkolwiek burzliwa, debata o punktacji kryje w sobie znacznie ważniejszą dyskusję o sposobach komunikacji w nauce. Komunikacja w nauce służy informowaniu o osiągnięciach naukowych, a od badacza w coraz większym stopniu oczekuje się skutecznego komunikowania z różnymi grupami odbiorców. Trzeba więc podkreślić, że celem jest wpływ na odbiorców, tj. innych badaczy, studentów czy szerszą publikę, aby zapoznali się oni z dziełem, zrozumieli i zareagowali. Wobec tego akt publikowania nie może być wyłącznym celem ani też wyłączną miarą pracy naukowca. Trzeba uwzględnić wpływ publikacji, czemu w sensie liczbowym służy naukometria, a w sensie jakościowym zakres, głębokość i trwałość oddziaływania na rozwój wiedzy.

Komunikację w nauce rewolucjonizują takie globalne zjawiska jak wzrost liczby badaczy i ośrodków naukowych, pojawienie się dynamicznej konkurencji na rynku wydawnictw naukowych, ekspansja sieci społecznościowych dla naukowców, profesjonalistów i społeczeństwa. Ta ostatnia zmiana zasługiwać będzie chyba na znacznie większą uwagę w przyszłości, bowiem wszyscy, również my, naukowcy, zyskujemy dzięki niej swoistą tożsamość cyfrową i narzędzia celowego jej kształtowania.

Wzrost podaży prac naukowych i jego skutki

Jednym z ważnych argumentów za wprowadzeniem okrytych już złą sławą „slotów publikacyjnych” było dążenie do skupienia wysiłków na publikacjach jakościowo lepszych, mających szansę na uzyskanie rezonansu w globalnej nauce. Z kolei deprecjonowanie monografii uzasadniane było podczas prac nad tzw. Konstytucją dla Nauki tym, że podstawowy współcześnie sposób komunikacji naukowej to artykuł w rzetelnym czasopiśmie. Presja ilościowa skupia uwagę polskiego środowiska, bowiem „punktozę” rozumianą jako nadprodukcję mało wartościowych publikacji zamieniono na „punktozę” wyrażoną dążeniem do publikowania w tych miejscach, które dają najlepszą kombinację czasu, łatwości publikacji oraz punktacji. Wątek liczby publikacji wart jest głębszego zastanowienia, ponieważ to presja rosnącej podaży prac naukowych na świecie może być podstawową przyczyną wszystkich innych zmian.

Niełatwo znaleźć dane o światowej produkcji naukowej mierzonej liczbą publikacji. Według STM (International Association of Scientific, Technical and Medical Publishers), która zrzesza 150 wydawców z 21 krajów i odpowiada łącznie za dwie trzecie wszystkich publikacji naukowych, aktywnych publikacyjnie badaczy jest na świecie 7-8 milionów, a łączna liczba artykułów publikowanych rocznie przekracza 3 miliony. Te liczby warto ustawić w perspektywie, ponieważ od 1665 do 2009 roku opublikowano ponad 50 milionów tekstów, z rocznym względnie stałym tempem wzrostu 3-3,5%, które w ostatniej dekadzie przyspieszyło do ponad 4%. Do stałego tempa wzrostu w krajach zachodu dołączyły bowiem Chiny, których udział w globalnej liczbie opublikowanych artykułów jest obecnie wiodący i wynosi 19%. Szybki wzrost następuje także w Indiach, gdzie tworzy się już ponad 5% liczby publikacji. Wprowadzenie podobnych do polskich reform w wielu innych krajach doprowadziło do skokowego wzrostu podaży tekstów kierowanych do wydawnictw naukowych.

Tymczasem zasiedziałe wydawnictwa, takie jak Elsevier, Wiley, Sage czy Springer, nie zareagowały odpowiednim wzrostem objętości czasopism ani liczby tytułów, pozostawiając ogromną nową podaż artykułów bez możliwości publikacji. Kategoria zasiedziałych firm w naukach o zarządzaniu oznacza istniejące na rynku firmy, zwykle o dłuższej historii, znacznym udziale w rynku i związanej z tym skali działalności oraz standardach technologicznych. Zasiedziałe firmy z niechęcią reagują na zmiany, przejawiają także osobliwą niezdolność do skutecznej reakcji na przełomowe innowacje. Przypisuje się im wpływ na kształtowanie reguł rynkowej gry, tu: „gry publikacyjnej”. To zasiedziałe wydawnictwa zdecydowanie bronią modeli peer review w procesie publikacji oraz subskrypcji w procesie dystrybucji. Obydwa te modele dają im wielką przewagę: wobec autorów i recenzentów, wobec bibliotek nabywających całe pakiety dostępu do zasobów wydawców w zamian za bardzo wysokie opłaty. Przewaga rynkowa oznacza wielkie zyski i brak zainteresowania zmianami, ewentualnie adaptację pozorną.

Bezwład zasiedziałych wydawców w reagowaniu na skokowo rosnącą podaż artykułów naukowych spowodował pojawienie się nowych, przedsiębiorczych graczy. Powstały bardzo liczne wydawnictwa naukowe zmierzające do zagospodarowania tej podaży, a pośród nich także potentaci wydający kilkaset tytułów. Część tych wydawnictw budzi wątpliwości odnośnie do rzetelności naukowej, dlatego że proces publikacji jest w nich bardzo szybki (liczony w dniach, a nie w miesiącach czy latach), objętość poszczególnych numerów jest większa niż całych roczników zasiedziałych czasopism, a model biznesowy opiera się na opłatach wnoszonych przez autorów tzw. APC (Article Processing Charge) lub OAC (Open Access Charge). Oprócz przyciągania autorów, nowi wydawcy stoją przed wyzwaniem przyciągnięcia recenzentów. Pojawienie się ogromnej liczby badaczy z krajów rozwijających się powoduje więc presję na proces recenzji, który ze względnej równowagi kilkanaście lat temu staje się strukturalnie przeciążony. Wobec tego przedsiębiorcze wydawnictwa tworzą zachęty dla recenzentów, w postaci rabatów czy voucherów na przyszłe publikacje. Tworzą więc nowy „ekosystem publikacyjny”, odrębny od zasiedziałego i konkurencyjny wobec niego, ponieważ lepiej odpowiada na potrzeby publikacyjne w warunkach „publish or perish”.

Inną odpowiedzią na potrzeby szybkiej publikacji są całkowicie cyfrowe serwisy, takie jak arXiv.org. Na takiej platformie proces recenzji nie poprzedza publikacji, rozpoczyna się on wraz z dyskusją naukową po opublikowaniu. Celem tego rozwiązania jest przyspieszenie komunikacji naukowej oraz przekazanie roli recenzenta w ręce każdego czytelnika. Przy tej okazji autorzy odzyskują kontrolę nad czasem publikacji, jej formą oraz dostępnością. Zatem obok zasiedziałego systemu komunikacji naukowej, ale także obok systemu przedsiębiorczych wydawnictw, powstała przestrzeń całkowicie nieodpłatnej komunikacji naukowej. To interesujące zjawisko zasługuje na głębsze rozpoznanie, dlatego że opiera się na samoorganizacji, wolontariacie, szczodrości i uczestnictwie, a wyklucza pośredników (wydawców, redaktorów, recenzentów) oferujących niewielką w oczach badaczy wartość dodaną.

Praktyki komunikacji naukowej ulegają głębokim przeobrażeniom nie dlatego, że drapieżne czasopisma skorumpowały środowisko badaczy, ale dlatego że ogromny przyrost podaży artykułów naukowych nie znalazł miejsca u zasiedziałych wydawców.

Cyfryzacja systemu komunikacji naukowej

System komunikacji naukowej obejmuje akceptowane formy, praktyki i instytucje. Jego rozwój znaczy rozwój technologii: pojawienie się pisma, bibliotek, druku, czasopism naukowych, katalogów naukowych, a ostatnio cyfryzacja. Technologia skokowo obniża koszt wydania prac, umożliwia wielokrotne zwiększenie ich dostępności, poszerzając krąg odbiorców, i przyczynia się do przyspieszenia rozwoju nauki. System komunikacji naukowej oparty na artykułach naukowych ma już ponad 350 lat, ponieważ datować go można na rok 1665, kiedy to ukazał się pierwszy numer „Le Journal des sçavans”. Otwarło to drogę szybszej, tańszej i szerszej komunikacji o odkryciach, sprawozdaniach z publikowanych dzieł, trwającą do dziś. Już wówczas pojawiał się argument o nadmiernym, a przez to szkodliwym, przyroście liczby publikacji, wzmagający potrzebę zmiany sposobu komunikacji naukowej.

Formy komunikacji są w nauce standaryzowane, co wyraża się w oczekiwanej postaci tekstu naukowego, tj. jego objętości, układzie, niezbędnych elementach treści itd. Te oczekiwania mogą być wprost formułowane, na przykład w postaci wytycznych odnośnie do kształtu artykułów naukowych przyjmowanych przez czasopisma. W naukach o zarządzaniu objętość typowego artykułu mieści się w przedziale od 6 do 10 tysięcy słów, a każda jego część jest standaryzowana. Oczekiwania odnośnie do formy komunikacji naukowej mogą też być milczące, trudne do jednoznacznego określenia. Odnosi się to do monografii, których objętość czy struktura powinny odpowiadać pewnym wzorcom. Zmienność wytycznych prawnych, bezwład praktyk wydawniczych oraz powolna ewolucja oczekiwań recenzentów powodują, że nieraz trudno odgadnąć, jakie dokładnie oczekiwania ma spełnić monografia habilitacyjna czy tzw. książka profesorska. Nota bene samo sformułowanie „książka profesorska” odnosi się do zamierzchłego warunku ustawowego, dziś już dawno nieobowiązującego w sensie formalnym, a jednak milcząco oczekiwanego od kandydatów do tytułu profesora przez recenzentów. Zatem formalizacja komunikacji naukowej nie zawsze jest wprost wyrażona, zmienia się, a jej ewolucja jest powolna i nierównomierna.

Praktyki komunikacji odnoszą się do akceptowanych ścieżek dotarcia do odbiorców, a mogą to być standaryzowane publikacje naukowe, formalne wystąpienia konferencyjne czy mniej formalne interakcje w trakcie konferencji. Ponadto istnieją liczne niestandardowe formy komunikacji naukowej: eseje, publicystyka, wypowiedzi radiowe i telewizyjne. Ważni są instytucjonalni uczestnicy tego procesu: redaktorzy czasopism naukowych, recenzenci, wydawcy, menedżerowie czasopism, organizatorzy konferencji, dyskutanci itd. Mimo standaryzacji form komunikacji naukowej zachowania instytucjonalnych uczestników są w różnym stopniu wrażliwe na zmianę oczekiwań odnośnie do komunikacji naukowej. Nawet tak głęboki wstrząs, jakim jest pandemia, nie zmienił znacząco praktyk komunikacji np. konferencyjnej, a jedynie przeniósł je na platformy online. Rezultatem jest głęboki spadek liczby uczestników konferencji, często głębszy niż połowa stanu sprzed pandemii, ponieważ sprowadzenie konferencji do formalnej komunikacji, a pozbawienie jej uczestników możliwości interakcji nieformalnych okazuje się mało akceptowalne.

Tym niemniej ostatnie kilka lat rozwoju technologii komunikacji cyfrowej ma ożywczy wpływ na komunikację naukową. Zasiedziali wydawcy odkrywają, że podcasty, filmiki z krótką prezentacją publikacji, kilkuminutowe wywiady, a nawet spotkania z autorami online mogą znacząco poszerzyć zasięg publikacji. Atrakcyjny podcast to wielkie wyzwanie, ponieważ forma komunikacji jest zupełnie inna, dostępne środki bogatsze, a jednocześnie brak standardów, wzorców czy kształcenia badaczy w tym kierunku. Trafienie do szerszego kręgu odbiorców autor może osiągnąć przez serwisy społecznościowe dla naukowców, takie jak Researchgate.net czy Academia.edu. Ułatwienie polega na bezpłatnym dostępie dla zarejestrowanych, a często także niezarejestrowanych odbiorców. Takie serwisy społecznościowe przełamują monopol zasiedziałych wydawnictw, znoszą bariery finansowe i fizyczne dostępu do literatury akademickiej. Dość przypomnieć, że wypożyczenie pojedynczego artykułu w czasopismach wydawców zasiedziałych to koszt kilkudziesięciu złotych, a wejście do baz danych uniwersytetów wymaga zwykle dostępu z ich własnej sieci. Ponadto czas dostępności jest znacznie przyspieszony: o ile kolejka artykułów w czasopismach zasiedziałych wydawców bywa liczona w latach, o tyle w serwisach społecznościowych można opublikować preprint czy wersję autorską zaakceptowaną przez wydawnictwo. Okazuje się dalej, że serwisy społecznościowe, takie jak Facebook, Linkedin czy Twitter, mogą efektywnie wspierać komunikację naukową. Wpisy autorów publikacji z odnośnikiem do pełnego tekstu artykułu, a nawet sama zapowiedź zyskują natychmiastową widoczność wśród znajomych. Niektóre środowiska tworzą otwarte grupy, jak na przykład „Polscy naukowcy w dziedzinie nauk o zarządzaniu” na Facebooku, gromadząc autentycznie zainteresowanych odbiorców. Z kolei miejsce fizycznych konferencji zajmować mogą webinaria. One również znacząco poszerzają krąg odbiorców, ponieważ są zwykle krótkie, często bywają nagrane, wobec czego potencjalny odbiorca może do nich wrócić w dogodnym czasie, stwarzają możliwość moderowanej interakcji dzięki pytaniom zadawanym w pisemnej sekcji platform nadawczych. Jeszcze większą swobodę komunikacji stwarzają blogi i vlogi.

Cyfrowa komunikacja naukowa skutecznie zmniejsza trzy największe bariery: koszt, czas i zasięg. Redukcja kosztów jest bardzo głęboka, ponieważ sprowadza nakłady tylko do czasu opracowania wpisu czy nagrania przez autora, a dla odbiorcy takie publikacje pozostają zwyczajnie bezpłatne. Redukcja czasu jest gigantyczna, ponieważ znika interakcja z recenzentem, kontrola redaktora, ograniczenia fizyczne wydania czasopism/monografii. Właściwie cyfrowa komunikacja naukowa staje się komunikacją „instant”, a jej zasięg jest ograniczony tylko dostępnością Internetu. Jednocześnie autor może trafić do zainteresowanych osób, a one z kolei mogą wyszukiwać interesujące prace na wiele różnych sposobów: w wyszukiwarkach akademickich, w otwartych wyszukiwarkach czy mediach społecznościowych.

Tożsamość cyfrowa badacza

Szansom zwykle towarzyszą jednak wyzwania, które warto rozpoznać. Niezmiennie ważnym w czasie wyzwaniem jest indeksowanie prac naukowych. Słynny katalog Royal Society of London opracowany w połowie XIX w. skutecznie spełniał rolę porządkowania wszystkich prac naukowych publikowanych począwszy od 1800 r. wedle nazwisk autorów. Digitalizacja baz danych doprowadziła do powstania takich wyszukiwarek akademickich jak EBSCO, PROQUEST czy scholar.google. Pojawiła się potrzeba opracowania identyfikatora cyfrowego dla pojedynczego badacza, czym zajmuje się organizacja ORCID (Open Researcher and Contributor ID), a także profilowania autora w źródłach otwartych – takich jak scholar.google, wydawniczych – takich jak Scopus czy Publons oraz społecznościowych – takich jak ResearchGate lub Academia.

Badacz ma niewielki wpływ na indeksowanie prac, ma natomiast znacznie większy wpływ niż kiedykolwiek na kształtowanie własnej tożsamości cyfrowej. To nowe pojęcie, właściwe nowej technologii, daje nam kontrolę nad wizerunkiem, widocznością, raportowaniem na potrzeby ewaluacji, podejmowaniem roli recenzenta czy wchodzeniem we współpracę naukową. Wyzwanie, przed którym wszyscy stoimy, to celowe, instrumentalne kształtowanie własnej tożsamości cyfrowej. Punktem wyjścia jest obecność w cyfrowej sferze nauki. Efektywne strategie wymagają systematycznego korzystania z narzędzi cyfrowej komunikacji, a także powiązania ich dla większej skuteczności.

Niech za przykład posłuży komunikacja cyfrowa autora w związku z publikacją książki pt. Strategiczna krótkowzroczność menedżerów. Jej wydaniu towarzyszyło nagranie filmików dostępnych na profilu Facebook Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz profilu autora, a także dłuższej wersji dostępnej na Youtube. Ponadto w mediach społecznościowych przeprowadzono emisje moderowanych rozmów o książce. W kolejnych miesiącach tematyczne seminaria, debaty oraz keynote speech zapowiadane były w profesjonalnej sieci społecznościowej LinkedIn oraz otwartej sieci społecznościowej Facebook. Regularność udostępniania treści cyfrowych zwiększa widoczność książki. Otwiera także możliwość odkrywania wcześniejszych prac, zainteresowań i bieżących badań autora przez różnorodnych odbiorców: badaczy, czytelników, praktyków. Słowem kształtuje cyfrową tożsamość badacza przy wykorzystaniu profili oraz treści w mediach społecznościowych.

Tak jak naukowca-pisarza dzieł monograficznych zastępować zaczął 350 lat temu naukowiec-pisarz artykułów, tak dziś jesteśmy świadkami zastępowania naukowca piszącego do czasopism przez naukowca – twórcę zawartości dla platform cyfrowych. Należy spodziewać się, że ten proces będzie znacznie szybszy niż 350 lat. Technologia cyfrowa umożliwia wyswobodzenie się z logiki publikowania, w której akt wydania pracy był najważniejszy, a zachęca do przyjęcia logiki rozmowy, w której komunikacja jest autentyczną rozmową. Daje narzędzia do rozwiania iluzji „punktozy” przez uzyskanie znacznego zasięgu i autentycznego wpływu prac badacza. Dobrze być czynnym uczestnikiem cyfrowej rzeczywistości, kształtując własną tożsamość cyfrową naukowca, a nie tylko świadkiem tego nieuchronnego procesu.

Prof. dr hab. Wojciech Czakon, prof. zw. UJ, kierownik Katedry Zarządzania Strategicznego, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie

Wróć