logo
FA 6/2021 Felietony

Leszek Szaruga

Kosmoteologia

Kosmoteologia 1

Fot. Stefan Ciechan

Straszny się zaczyna robić tłok na Marsie, gdzie już także Chińczycy wysyłają swoje obiekty, a wygląda na to, że planeta staje się kierunkiem obowiązkowym dla wszystkich graczy o przyszłość. Nie jest przy tym pozbawiony znaczenia fakt, że do gry wchodzą także prywatni biznesmeni, których stać na próby urzeczywistniania swoich wizji. Gdy przejrzeć literaturę przedmiotu, można się przekonać, że inicjatyw, które można określić zbiorczo mianem projektów marsjańskich, jest już bez liku, i że nie brak wśród ich twórców także Polaków – choćby studentów regularnie i skutecznie biorących udział w konkursach na konstruowanie marsjańskich łazików. Zresztą, by wiedzieć więcej, warto zagłębić się w publikacje powstające pod auspicjami Międzynarodowego Towarzystwa Marsjańskiego. Wiadomo, że misję załogową na Marsa chciałby w roku 2024 zrealizować Elon Musk, człowiek obdarzony zaiste wielką wyobraźnią po równi z wielkimi zasobami finansowymi, a takie połączenie, choć niekoniecznie stanowi gwarancję sukcesu, pozwala jednak traktować taki projekt w kategoriach zdarzeń realnych.

Łażenie po obiektach pozaziemskich nie jest nowością, ale między lądowaniem na Księżycu a próbą kolonizacji Marsa jest jednak spora różnica jakościowa. Jeżeli projekt Muska uda się w terminie zrealizować, mam szansę być, co prawda tylko biernym, ale jednak uczestnikiem tego wydarzenia. A będzie ono – prędzej czy później – o tyle istotne, że może stać się wstępem do powolnej zmiany czy redefinicji ludzkiej tożsamości: wraz z powszednieniem szwendania się poza rodzimym globem Tadzio z małego miasta północy będzie się mógł czuć nie tylko Polakiem, Europejczykiem czy człowiekiem, lecz nadto także kosmitą. Tym bardziej się nim poczuje, jeśli jego współplemieńcy spotkają w kosmosie innego.

Takie spotkanie może mieć skutki najrozmaitsze i przyznam, że najbardziej przemawia do mojej wyobraźni wypowiedź astronoma Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego, jezuity Guya Consolmagno, który powiada: „Każda pozaziemska inteligencja zmieni się przez kontakt z nami i czegoś na pewno się nauczy, tak jak my będziemy się uczyć i zmieniać dzięki kontaktowi. Jest to nieuniknione. I oni także będą chcieli nas ewangelizować”. Nieco bardziej pesymistycznie rzecz widział Stephen W. Hawking: „Spotkanie z cywilizacją bardziej zaawansowaną niż nasza może trochę przypominać spotkanie pierwotnych mieszkańców Ameryki z Kolumbem. Nie sądzę, by tamci na tym skorzystali”. Co prawda trudno się z ostatnim zdaniem nie zgodzić, jednak, zważywszy fakt, że „tamci” za sprawą spotkania z Kolumbem mogli usłyszeć dobrą nowinę, to z punktu widzenia chrześcijan niewątpliwie „na tym skorzystali”.

Czy wszakże mogliby nas kosmici Consolmagno ewangelizować? Zważywszy, że ewangelie to teksty niosące dobrą nowinę i zdające relację z życia Chrystusa, trzeba by przyjąć, iż owa pozaziemska inteligencja ma jakiś związek z chrześcijaństwem. Relacjonując dyskusję w czasie sponsorowanego przez Templeton Foundation spotkania w 1998 roku, zatytułowanego Wiele światów. Nowy wszechświat, życie pozaziemskie i implikacje teologiczne, Steven J. Dick, w nawiązaniu do wypowiedzi duchownego i filozofa z University of Notre Dame, Emana McMullina, konkluduje: „Tak więc odkrycie ETI przyniesie szerokie spektrum odpowiedzi teologów chrześcijańskich w kwestii tego, czy wcielenie Chrystusa nastąpiło też w innym świecie, które będą przebiegać skalę od »na pewno tak« do »na pewno nie«. Odpowiedź McMullina brzmiała »może«”.

Nie wiem, w jakiej mierze kosmoteologia jest dziedziną nauki rozwijaną wyłącznie w przestrzeni teologii chrześcijańskiej, ale nie ulega wątpliwości, że podejmowane są tu próby zrozumienia konsekwencji, jakie dla poznawania życia pozaziemskiego, w szczególności zaś jego form obdarzonych inteligencją, ma fakt boskiej kreacji Wszechświata. Otwartym pozostaje pytanie o to, czy teologia kosmosu winna otwierać się na nowe odkrycia dokonywane przez fizyków i kosmologów, które część teologów, jak węgierski teolog Balázs M. Mezei, uznaje za zbędny balast w próbie rozumienia sensu egzystencji, czy też przeciwnie, jak profesor Michał Heller, laureat Nagrody Templetona, właśnie w oparciu o te odkrycia próbuje wzmocnić rangę poznania teologicznego (warto tu może przypomnieć, że profesor Heller swą nagrodę przekazał na rozwój Centrum Kopernika).

Zważywszy na to, że badania kosmosu ulegają nieustannej intensyfikacji, z uwagą zacząłem przyglądać się temu, co mają w tym kontekście do powiedzenia teologowie, w szczególności zaś ich polska reprezentacja, tym bardziej że ostatnio rola teologii została doceniona także w kręgach polityków, co znalazło odbicie w kolejnym etapie reformy szkolnictwa wyższego i pozwala mieć nadzieję na pozyskanie grantów na rozwój naszej kosmoteologii w ramach prac powołanej w 2014 roku Polskiej Agencji Kosmicznej (POLSA). Wszystkie te badania bowiem – niezależnie od specjalizacji, dowodzą, jak pisze Heller w ostatnich słowach swej książki Przestrzenie Wszechświata, że „pozostajemy w służbie Czegoś, co nas obejmuje i ponad nas wykracza”.

Wróć