logo
FA 6/2021 życie naukowe

Mariusz Karwowski

Klimatyczny wachlarz emocji

Klimatyczny wachlarz emocji 1

Dno jeziora Rakutowskiego zlokalizowanego w Kotlinie Płockiej w czasie suszy w 2008 roku. Fot. Mariusz Lamentowicz

Zagadką jest to, które emocje uruchamiają nasze zaangażowanie proekologiczne. Naukowcy stawiają tezę, że jedną z nich może być… złość.

Z wielu miejsc, w których można na własne oczy zobaczyć to, co od pewnego czasu dzieje się z klimatem, obszary podbiegunowe wydają się najlepszym punktem obserwacyjnym. Jeszcze cztery dekady temu arktyczne lodowce rozciągały się na powierzchni 7,5 mln km2, dziś to już nieco ponad o jedną trzecią mniej. Utrata globalnych pokładów lodu silnie przyspieszyła w ostatnim ćwierćwieczu, kiedy przyrost prędkości topnienia wyniósł ponad 60%. Zdecydowana większość tej masy roztopiła się na skutek cieplejszej atmosfery, pozostała część – przez cieplejsze oceany.

Tempo wzrostu temperatury oceanów powiększyło się od końca ubiegłego stulecia ponad dwukrotnie Temperatura oceanów wzrosła od końca ubiegłego stulecia ponad dwukrotnie. Jedną z konsekwencji jest ograniczona ilość tlenu i substancji odżywczych dla organizmów morskich. Postępuje degradacja ekosystemów – zmniejsza się liczba ryb, poważnie zagrożone są rafy koralowe i małże. Zmiany w oceanach powodują, że pogoda na świecie staje się bardziej ekstremalna, cyklony już teraz przynoszą ze sobą większe opady deszczu, silniejsze wiatry.

Maksymalne temperatury są też głównym czynnikiem decydującym o przetrwaniu danej populacji. W ciągu ostatnich 500 lat wyginęło co najmniej 80 gatunków ssaków i 140 gatunków ptaków, a przez najbliższe półwiecze może ubyć nawet jedna trzecia żyjących obecnie gatunków. W tropikach, a więc tam, gdzie występuje większość z nich, wymieranie może być dwu-, a nawet czterokrotnie intensywniejsze.

W majowym FA dużo miejsca poświęciliśmy suszy. Jej częstotliwość i nasilenie w ostatnich latach to także efekt zmiany klimatu. Wyliczać można by długo… Ale liczby to przecież nie wszystko. Za nimi kryje się coś jeszcze. Bo czyż te doniesienia nie przerażają? A może wywołują przygnębienie? Albo złość? Jak reagujesz na zmieniające się wokół środowisko?

– Emocje są osią naszego doświadczenia, choć często nie bierze się ich pod uwagę. W badaniach dotyczących psychologii zmiany klimatu bądź psychologii środowiskowej naukowcy skupiają się zazwyczaj na mechanizmach poznawczych. Tymczasem to emocje w dużej mierze decydują o tym, w jaki sposób zapamiętujemy i przetwarzamy informacje oraz mają wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. Co za tym idzie, determinują naszą aktywność, zaangażowanie – tłumaczy Michalina Marczak, doktorantka w Norweskim Uniwersytecie Nauki i Technologii w Trondheim (NTNU).

Międzynarodowy zespół z jej udziałem rozpoczął właśnie badanie emocji odczuwanych w związku ze zmianą klimatu. Naukowcy chcą poznać nie tylko rodzaj, zakres, ale również kontekst, w jakim są odczuwane oraz sedno ich przeżywania. Spróbują też określić wpływ różnych przekazów na zachowania proekologiczne. Wreszcie, za pomocą metody funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, zmierzą odpowiedź mózgu na emocjonalne opisy zmiany klimatu.

– Należy pamiętać, że w przypadku emocji mamy do czynienia zazwyczaj z bardzo szerokim ich spektrum. W kontekście klimatu na pierwszym planie pojawiają się smutek, lęk, złość. Ale w naszej ocenie jest ich zdecydowanie więcej, bo to zjawisko wielowymiarowe – przekonuje dr hab. Artur Marchewka, prof. Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego PAN.

Smutek, złość, strach

Słowa lidera projektu znajdują potwierdzenie w przeprowadzonych dotąd ponad 70 pogłębionych wywiadach. Pytano m.in. o emocje towarzyszące myślom o zmianie klimatu, radzenie sobie z nimi, najbardziej niepokojące zjawiska związane z klimatem czy działania podejmowane w trosce o środowisko. Badacze nie definiowali, czym jest zmiana klimatu, pozwalali rozmówcom swobodnie opowiadać. „Zacząłem odczuwać egzystencjalny żal. Wszedłem na inny poziom, na którym nauczyłem się doceniać życie w zupełnie inny sposób. Doceniać i kochać życie, takie, jakim jest teraz” – usłyszeli od jednego z uczestników. U innego pojawiła się rozpacz: „Płaczę z czystego smutku. Kiedy śledzę wiadomości, czytam prasę, oglądam telewizję. Widzę (…) naprawdę okropne rzeczy, które dzieją się ze środowiskiem naturalnym. Zdarza mi się płakać, kiedy myślę o przyszłości moich dzieci i wnuków i myślę – o Boże, w jakim nieszczęsnym świecie przyjdzie im żyć”.

Wywiady przeprowadzano w Polsce i w Norwegii – miejscach, wydawać by się mogło, z różnych krańców ekologicznej skali. Z jednej strony kopalnie, smog spowijający miasta i zamiłowanie do betonozy, z drugiej – krystalicznie czysta woda w fiordach, nieskażone powietrze i technologie sprzyjające środowisku. Tyle że ten wyidealizowany obraz Północy mocno kłóci się z eksploatacją złóż ropy naftowej, na której oparte jest przecież bogactwo Norwegii.

– Tłumaczą się, że w zamian mają zielone technologie, a ich platformy wiertnicze są zasilane panelami słonecznymi. W Polsce często mówi się: „co z tego, że zamkniemy kopalnie, skoro w Niemczech otwierają nowe”. Punkt odniesienia stanowią dla nas inni. Norwegowie, z którymi rozmawialiśmy, mają z kolei ogromne poczucie winy – wiedzą, że mogliby coś zrobić dla świata, ale nie ma do tego woli politycznej. Słyszałam w ich głosie wiele frustracji z tego powodu – przyznaje Michalina Marczak.

Z wywiadów tam zebranych wyłoniły się trzy główne emocje. Najsilniej odczuwany był smutek, wiele osób, z którymi badacze rozmawiali, miało łzy w oczach z powodu nieodwracalności zmian zachodzących w środowisku. Czuli też złość na tych, którzy mają moc decyzyjną – polityków, korporacje – ale niewiele robią. Irytowali się na społeczeństwo, które nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia, żyje jak gdyby nigdy nic. Młodsi mieli pretensje do starszych o to, że ci ukradli im przyszłość poprzez swój sposób życia i to, jak zorganizowali gospodarkę. Na pograniczu smutku i złości występowało rozczarowanie wobec ludzi, którzy powoli i nieskutecznie reagują na kryzys klimatyczny. Pojawiał się też strach, niektórzy wspominali o objawach lękowych. Dzielili się niepewnością dotyczącą przyszłości: jak organizować życie, skoro za chwilę wszystko może się zmienić?

– Obok pierwotnych reakcji emocjonalnych można wyróżnić jeszcze wtórne, jak np. poczucie osamotnienia i izolacji. Dużo było też poczucia beznadziei – wymienia Marczak.

I przywołuje wypowiedź uczestniczki, która porównała obciążającą ją świadomość zmiany klimatu do otrzymania diagnozy śmiertelnego nowotworu: przewidywała nadciągającą katastrofę ekologiczną, a wraz z nią społeczną, wojny o wodę… Inni odczuwali winę za całą ludzkość, pytali, jak ludzie mogą być tak okrutnymi, samolubnymi szkodnikami, niszcząc wszystko dookoła. „Naszemu gatunkowi należy się kara, tylko jeśli wyginiemy, będzie można ocalić resztę przyrody” – to jeden z bardziej wstrząsających cytatów.

Ale, co ciekawe, pojawiły się też pozytywne emocje. Przejawiały się w aktywizmie młodych ludzi czy obserwacji choćby takich inicjatyw, jak sprzątanie przez wolontariuszy plaży w Bombaju czy przekształcenie gospodarstwa przemysłowego w regeneratywne. „Mam nadzieję, że natura okaże się wytrzymała, że będzie w stanie się dostosować do naszych działań. I że nie uda nam się chociaż tego zepsuć. To jest inny rodzaj nadziei” – opisywał swój stan jeden z uczestników.

Podobnie w Polsce, choć tu wypowiedzi wciąż są jeszcze opracowywane. Wstępna analiza pokazuje jednak również występowanie pozytywnych emocji. Tym niemniej widmo katastrofy i tu jest widoczne. Wbrew pozorom reakcje wywołuje u pytanych nie tylko to, co dzieje się wokół nich. Rzeczywiście u Norwegów, którzy zmiany dostrzegają gołym okiem (duża część kraju znajduje się w Arktyce, widać topniejące lodowce, umierające stada reniferów pozbawione pokarmu na skutek degradacji ekosystemów), smutek, złość czy strach mogą w dużej mierze wynikać z obserwacji otoczenia. Ale i w jednym, i w drugim kraju niebagatelne znaczenie odgrywają też procesy globalne. „Każda konfrontacja z faktami i liczbami sprawia, że czuję się sfrustrowana tym, jak bardzo ludzkość rości sobie prawa do świata, w którym żyje. Mam wrażenie, że udało nam się oszukać samych siebie i wydaje nam się, że zajmujemy na tym świecie jakieś szczególne miejsce. Podejrzewam, że wielu ludzi, którzy zaprzeczają istnieniu kryzysu klimatycznego, nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że człowiek może być jednym z wielu gatunków na drodze do wymarcia” – gorzko wypowiadała się Polka biorąca udział w badaniu.

Klimatyczny wachlarz emocji 2

Rys. Sławomir Makal

Polak, Norweg, Tybetańczyk…

Michalina Marczak zauważa, że o ile Norwegia, kraj bardzo podzielony w kwestii zmian klimatu, nie doświadczyła w swojej historii tragedii na miarę II wojny światowej, miejscowy rząd cieszy się ogromnym zaufaniem, a obywatele mogą w potrzebie zawsze liczyć na pomoc państwa, o tyle w Polsce sytuacja wygląda inaczej. Dlatego stawia hipotezę, że finalnie wyniki badań pokażą większy strach i obawy co do przyszłości po naszej stronie. Nie spodziewa się jednak zbyt wielkich różnic. Jej zdaniem, reakcje emocjonalne na duże zagrożenia czy kluczowe wyzwania cywilizacyjne są dość uniwersalne. Na wieść o wymieraniu gatunków zarówno mieszkańcy Antarktydy, jak i Tybetańczycy czy Nowojorczycy reagują podobnie. Ale to nie przypadek, że badania prowadzone są właśnie w dwóch krajach.

– Dane z krajów o odmiennej kulturze i statusie socjoekonomicznym pokażą, w jaki sposób w danej populacji emocje motywują do angażowania się – wyjaśnia lider projektu.

Wywiady to pierwszy etap. Na bazie uzyskanych wyników powstanie pierwsze na świecie kompleksowe narzędzie do mapowania spektrum emocji odczuwanych w związku ze zmianą klimatu. Będzie to kwestionariusz, za pomocą którego opracowany zostanie model tego, co kształtuje emocje i jak determinują one nasze zaangażowanie. Naukowcy wykorzystają go następnie w badaniu populacyjnym, które przeprowadzą w obu krajach na próbie ponad tysiąca osób. Dotąd intencjonalnie rozmawiano bowiem tylko z tymi, którzy czuli się wyraźnie zmartwieni zmianą klimatu.

– Trzeba podkreślić, że poszczególne grupy społeczne nie muszą odczuwać tych samych emocji. Młodzi mogą mówić o strachu przed życiem w nieakceptowanym przez nich, zdegradowanym środowisku. Starsi mogą irytować się na nieodpowiedzialność innych i częściej odczuwać rezygnację. Różnice będą też wynikały z wiedzy na ten temat, a także statusu socjoekonomicznego. To bardzo złożony proces, a my jesteśmy na samym początku drogi do jego zrozumienia – wyjaśnia A. Marchewka.

Badacze chcą sprawdzić m.in., w jaki sposób reagują osoby mające silną emocjonalną więź z przyrodą. Czy ich emocje będą intensywniejsze? Dzięki specjalnej aplikacji dowiedzą się też, w których miejscach ciała umiejscawiamy reakcje emocjonalne dotyczące klimatu. Być może będą to ramiona, a może brzuch albo czoło? W ostatnim etapie wykorzystana zostanie metoda fMRI, dzięki której w sposób nieinwazyjny obserwowana będzie aktywność mózgu w zależności od zabarwienia emocjonalnego nadawanych komunikatów o zmianie klimatu. Oglądając film, np. o huraganie Katrina, możemy nie do końca umieć zwerbalizować to, co czujemy. Metody obrazowania mózgu pokażą obiektywnie, jaka odpowiedź popłynie z centralnego układu nerwowego. Stąd już tylko krok, by dowiedzieć się, w jaki sposób odpowiedź mózgu przełoży się na działania proekologiczne. Innymi słowy zagadką do rozwiązania jest to, które emocje będą czynnikiem uruchamiającym zaangażowanie. Moi rozmówcy stawiają tezę, że jedną z nich może być… złość. W końcu to pod jej wpływem niejednokrotnie przystępujemy do działania. Dlaczego w przypadku klimatu miałoby być inaczej?

– Przez dziesiątki lat żyliśmy w przekonaniu, że emocje są oddzielone od tego, w jaki sposób podejmujemy decyzje. Tymczasem wszystkie nasze wybory, czy to ekonomiczne, czy społeczne, mają związek z emocjami. Reagujemy emocjonalnie na informacje, które są kluczowe dla naszego funkcjonowania. Jeśli pominiemy ten aspekt, nie będziemy w stanie zbudować dyskursu społecznego ani motywować ludzi do działania. Bez tej wiedzy trudno będzie pójść do przodu – nie ma wątpliwości dr hab. Artur Marchewka, który od lat zajmuje się wpływem emocji na nasze zachowanie oraz mechanizmami ich przetwarzania w ludzkim mózgu.

Z kajta do… laboratorium

Tematem emocji klimatycznych zainteresował się między innymi przy okazji… swojego hobby. Od wielu lat uprawia kitesurfing oraz wakeboarding, woda i wiatr to jego żywioły, i coraz częściej przy okazji sportowej pasji doświadcza ekstremalnych zmian wiatrów. Postanowił te pozazawodowe obserwacje przenieść niejako na grunt naukowy. Zwłaszcza, że – jak się okazało – holistyczne badania nad emocjami klimatycznymi to aspekt zaniedbany przez badaczy. Dzięki inicjatywie Michaliny Marczak, która wcześniej w Instytucie Nenckiego zajmowała się reakcjami emocjonalnymi związanymi z marnowaniem żywności, a obecnie w ramach doktoratu u dr. Christiana A. Klöcknera, czołowego psychologa klimatycznego na świecie, bada wzajemne powiązania między emocjami, dobrostanem psychicznym i stanem środowiska naturalnego, połączyli siły. Stworzyli interdyscyplinarny zespół, do którego zaangażowali m.in. psychoterapeutę pracującego z osobami z lękami bądź fobiami, psychologów zajmujących się depresją i zaburzeniami osobowości oraz interesujących się wykorzystaniem technologii w terapii i diagnostyce. Efektem trzyletnich prac mają być swego rodzaju wytyczne, zarówno dla rządzących, NGO-sów czy mediów, na temat skutecznej komunikacji ze społeczeństwem.

– Chcemy przyczynić się do tego, by informacje o tym, co dzieje się z klimatem, dotarły do szerokiego grona odbiorców i wpłynęły na zmianę naszego postępowania wobec środowiska naturalnego – konkludują badacze biorący udział w projekcie „Climate Change Emotions”, finansowanego z funduszy norweskich w ramach konkursu GRIEG Narodowego Centrum Nauki.

Wróć