Piotr Kieraciński
O rankingach piszemy ostatnio rzadko i zdawkowo, bowiem nieco się nam opatrzyły, a ich liczba wzrosła; operują też na coraz dziwniejszych, trudnych do zweryfikowania kategoriach. Uwagi krytyczne i sugestie pod adresem organizatorów nic nie zmieniają, o czym świadczy choćby ranking uczelni zawodowych „Perspektyw”, który w ostatnich latach kilkakrotnie opisywałem, wskazując istotne błędy w przyjętych kryteriach oceny – mimo zmian, nadal boryka się on z kilkoma mankamentami, które całkowicie zniekształcają obraz tej grupy uczelni. Niemniej tym razem pojawiło się coś zupełnie nowego. Fundacja Work&Science przedstawiła w tym roku trzy zupełnie nowe rankingi, w tym kolejną próbę – po wielu latach przerwy – pokazania uczelni najsilniejszych naukowo. Kolejne dwa rankingi dotyczą losów absolwentów na rynku pracy i miast akademickich. Czy te rankingi są konkurencyjne wobec najstarszego i najbardziej wszechstronnego Rankingu „Perspektyw”? Z pewnością nie, gdyż są inne, szczegółowe. Nawet ten naukowy, najbardziej może zbliżony do „Perspektyw”, jednak jest precyzyjnie „wycelowany” w kryteria jakości naukowej, a równocześnie pomija szereg innych cech charakteryzujących uczelnie, które są do bólu szczegółowo rozpisane w metodologii rankingu „Perspektyw”.
Zacznijmy od tego z trzech, który uważamy za najważniejszy, czyli siły naukowej. Autorzy zestawienia 101 uczelni – dlaczego tylko tyle, skoro nawet uczelni akademickich mamy więcej? – powołują się na powszechnie dostępne źródła danych i na współpracę z wydawnictwem Elsevier. Biorą pod uwagę 6 kryteriów, przypisując im odpowiednie wagi. Nagrody środowiskowe z wagą 20% mają wskazywać prestiż i jakość kadry naukowej. Wzięto pod uwagę tylko Nagrody NCN i Nagrodę FNP. Myślę, że w obecnych czasach, gdy nagród naukowych się nam namnożyło, to trochę za mało. Rozumiem jednak autorów rankingu, którzy poszukiwali kryterium powszechnego, a zatem dla wszystkich (typów uczelni, dziedzin wiedzy). Kolejne kryterium to publikacje naukowe z wagą 20%, a mierzy ono skalę produkcji naukowej uczelni, opisaną w bazie Scopus. Trzecim kryterium z wagą 20% są publikacje w Top 1% bazy Scopus według wskaźnika CiteScore, przy czym uwzględniane są wyłącznie artykuły opublikowane w 2025 roku. Kolejne kryterium to słynne World’s Top 2% Scientists z wagą 20%. Wskaźnik doktorancki mierzony na podstawie RAD-onu ma wagę 10%, podobnie jak efektywność instytucjonalna, która pokazuje relację pomiędzy osiągnięciami naukowymi uczelni, a wielkością jej kadry. Każdy ze wskaźników znormalizowano w stosunku do lidera, któremu przypisano 100 punktów. Podobnie postąpiono z oceną końcową.
Wynik premierowej edycji Rankingu Polskich Uczelni nie dziwi. Pierwszą pozycję zajął Uniwersytet Jagielloński, który maksymalny wynik uzyskał w dwóch kategoriach: publikacyjnej oraz najbardziej wpływowych naukowców. Tuż za nim z minimalną, pomijalną różnicą uplasował się Uniwersytet Warszawski (99,64), który okazał się najlepszy pod względem nagród, doktorantów i efektywności instytucjonalnej. Podium zamyka Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, którego od dwójki liderów dzieli już wyraźny dystans (88,37). W pierwszej dziesiątce znalazły się także Uniwersytet Wrocławski (8 pozycja; 79,48) i Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu (9 miejsce; 79,30). Pozostałe pięć miejsc należy do uczelni technicznych: Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie (4 miejsce; 87,34), Politechniki Warszawskiej (5 miejsce; 83,79), Politechniki Śląskiej (6 miejsce; 83,23; przy okazji: PŚ jest liderką w kategorii publikacji w Top 1%), Politechniki Wrocławskiej (7 miejsce; 83,06) oraz Politechniki Gdańskiej (10 miejsce; 78,52). Zauważmy, że poza PWr są to laureatki pierwszego konkursu IDUB; tylko PWr nie należy do tego grona, ale jest beneficjentką 2% zwiększenia subwencji za udział w pierwszym konkursie. Dziesiąty laureat IDUB, Gdański Uniwersytet Medyczny, zajął 13 pozycję z 72,2 punktów; jest najwyżej sklasyfikowaną uczelnią medyczną w zestawieniu.
Przypatrzmy się teraz poszczególnym kryteriom. Liderów już wskazałem, zatem czas na kolejne miejsca na podium. W nagrodach naukowych na drugim miejscu za UW jest UJ (78,84), a podium zamyka UAM (51,99). Dla obserwujących obie nagrody nie jest to dziwne, podobnie jak spory rozziew punktowy. Nie dziwi też, że kolejne miejsca zajmują UWr (43,5) i UMK (40,27). Tylko 19 uczelni zdobyło punkty w tym kryterium. Większość (82) opisanych uczelni ma w tym kryterium 0 punktów.
Drugie kryterium to produkcja naukowa, jak źle by to nie brzmiało. Tylko Akademia Górnośląska w Katowicach nie ma w nim żadnego punktu. A skoro tak, po co było ją uwzględniać w zestawieniu? Na drugim miejscu za UJ (89,35) jest UW, a na trzecim AGH (79,01). Za liderem publikacji w Top 1%, Politechniką Śląską, znalazły się UJ (91,95) i UAM (88,93). W tej kategorii punktów nie uzyskało 21 uczelni; zgodnie z intuicją – z końcówki zestawienia.
Na „pudle” kryterium Top 2% za liderem (UJ) uplasowały się UW (88,11) i AGH (86,33). UAM w tym kryterium spadło na dalszą pozycję. Aż 25 uczelni nie ma punktów. Kolejni są doktoranci, gdzie za liderem (UW), są UJ (90,86) i UAM (71,99); bardzo blisko liderów jest AGH (70,92). W tej kategorii punktów nie ma 16 uczelni, z czego połowa to członkinie federacji (czytaj obok komentarz Konrada Janowskiego).
Liderem efektywności instytucjonalnej jest UW, a tuż za nim są AGH (98,45) i PŚ (97,33). Pozycja lidera dla uniwersytetu klasycznego aż dziwi w tej kategorii, gdzie generalnie najsilniejsze są uczelnie techniczne i medyczne, a w sumie wszelkie branżowe. Żadna nie dostała tutaj 0 punktów.
Jak już zauważyłem na początku, są w tym rankingu pewne zdziwienia, w tym niedopracowana punktacja za doktorantów; tu warto zauważyć, że wprowadzona niedawno forma konsolidacji – federacja – ma bardzo niejasny status. Z pewnością należy go dopracować przy okazji najbliższej duże nowelizacji ustawy Prawo o nauce i szkolnictwie wyższym, a wtedy i twórcy rankingów nie będą mieli z tym problemu. No i kolejny: co z pozostałymi uczelniami akademickimi? Dlaczego jest Akademia Bialska, ale nie ma Akademii Tarnowskiej czy Mazowieckiej? Co z pozostałymi niepublicznymi uczelniami akademickimi? Jest ich już 27. Ale nie w rankingu Fundacji W&S. To najbardziej oczywiste punkty do korekty przy okazji kolejnego rankingu za rok. O ile autorzy podtrzymają to dzieło, a nie jest ono tylko jednorazowym zrywem, jak wiele poprzednich. W rankingu jest też sporo zdziwień szczegółowych, np. pozycja Politechniki Lubelskiej wśród uczelni Lublina, ale skomentowanie tego wymagałoby bardzo szczegółowej analizy i wiele miejsca, bo takich przypadków zapewne znajdzie się więcej.
Skoro na początku wspomniałem o jeszcze dwóch rankingach sporządzonych przez W&S, podam ich wyniki. Za najlepsze miasta akademickie uznano: Warszawę, Poznań i Lublin. Przyznam, że ta trzecia pozycja bardzo mnie cieszy i jest zgodna z moim rozeznaniem, choć nie rozumiem 8 pozycji Lublina w kategorii dostępności kultury i życia społecznego. Już sama obecność Chatki Żaka UMCS daje kształcącym się w tym mieście unikalne możliwości, chyba trudne do znalezienia nawet w dużych ośrodkach akademickich. To zapewne wynika tego, że to nie kultura studencka była brana pod uwagę przez autorów zestawienia.
W rankingu ekonomicznej pozycji absolwentów sprawa wydaje się oczywista: duże ośrodki akademickie i gospodarcze (a to jest tożsame) mają przewagę nad resztą. Zatem rozgrywka o czołowe miejsca dotyczy uczelni z tego rodzaju miast. Nie dziwi, że na „pudle” znalazły się UW, a za nim PWr (94,1) i AGH (90,6). W pierwszej dziesiątce są jeszcze PW, UJ, SGH, PJATK (jedyna uczelnia niepubliczna w czołówce zestawienia; kolejna, Akademia WIT w Warszawie, zajmuje też świetne 14 miejsce), UAM, PP i UŁ. To znaczy, że w pierwszej dziesiątce mamy cztery uczelnie z Warszawy, po dwie z Krakowa i Poznania oraz po jednaj z Wrocławia i Łodzi. W pierwszej dwudziestce zaskakuje UMK z Torunia (to zapewne rezultat niezwykłej pozycji naukowej i prestiżu tego, jakby nie było regionalnego, uniwersytetu) oraz UWM w Olsztynie (czego wyjaśnić nie potrafię, ale gratuluję). Fundacji W&S gratuluję odwagi podjęcia ryzyka nowego spojrzenia na polskie uczelnie i życzę kontynuacji, bo może to być jedyna konkurencja dla rankingu „Perspektyw”.
Piotr Kieraciński